:)

:)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Podbijam YouTube :P

Zrobiłam trzy filmiki na youtube o NaruHina, lecz jak to bywa z takim beztalenciem jak ja, wyszły bardzo amatorsko. Pierwszy jest najgorszy, a ostatni najlepszy, więc jak widać praktyka czyni mistrza :) (do którego DUŻO mi brakuje). Jeśli zaś chodzi o pisanie, postaram się z początkiem roku szkolnego do was wrócić. Chciałam w te wakacje pisać najwięcej, a okazało się że napisałam najmniej. Ale trudno czasu nie cofnę. Jeśli chodzi o mnie to jest mi ciężko. Widać, że mój ojciec nie przeżyje nawet roku. Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia. Wiele dla mnie znaczą. Naprawdę dużo. Jesteście kochani.

Część 1
Część 2
Część 3

niedziela, 16 sierpnia 2015

Bez tytułu część kolejna - czyli życie jest do kitu

Wiem, że długo się nie odzywałam, ale mam teraz bardzo ciężki okres. Najpierw umarła mi bliska osoba, a teraz się okazało, że druga (jeszcze bliższa) umiera. Tak umiera, jest ciężko chora. W dodatku niech nie chce nic z tym zrobić. Odmówił przyjmowania leków, bo jak twierdzi "tak będzie szybciej". I jak ma się czuć córka, gdy jej ojciec mówi coś takiego? Nikomu tego nie życzę. Słyszeć coś takiego i wiedzieć to...I jeszcze widzieć, że wszyscy dookoła już są gotowi do pogrzebu, choć on wciąż żyje, tyle że odmawia pomocy. To już nawet nie jest koszmar

Wiele razy brałam się do pisania, naprawdę wiele, ale kończyło się na tym, że napisałam linijkę, a potem odkładałam laptop na bok, mówiąc, że to nie ma sensu. Wiem, że mam zobowiązania i nie zapomniałam o nich, ale muszą odzyskać jakąś równowagę psychiczną

piątek, 24 lipca 2015

Bez tytułu

Już teraz mówię, że rozdziału nie będzie. Mam pogrzeb w rodzinie. Mój wuj dostał zawału. Nie mogę teraz nawet myśleć o pisaniu

niedziela, 19 lipca 2015

S2 Rozdział 1

(Od autorki) Hello I'm back!!! Turcja była super, ale już czas wracać do roboty ;) Dosyć tego lenistwa. Trzeba się rozruszać.

***



To był jeden z ostatnich bezchmurnych i słonecznych dni tego roku. Jesień nadchodziła nieubłagalnie i było widać jej pierwsze oznaki. Liście na drzewach zmieniły swoją barwę, a chłodny wiatr wywoływał zimne dreszcze. Możliwe, że była to jedna z ostatnich okazji, aby wybrać się na poranny spacer i poczuć na twarzy ciepłe promyki słońca.
Tylko, że nie każdemu taki poranny spacerek wychodzi na dobre…
- Jeszcze raz bardzo przepraszam! – młody blondyn po raz kolejny wykrzyczał słowa przeprosin. Jego skrucha była jak najbardziej szczera.
- Ugh! – starsza dama skrzywiła się z niesmakiem – Nie przepraszaj, tylko kup temu kundlowi kaganiec! Skaranie boskie, z tymi psami. Kiedyś to była taka spokojna okolica! Gdybym mogła to bym uśpiła tego zapchlonego… - reszty wypowiedzi kobiety nie było już słychać, gdyż odeszła pośpiesznie. Byleby być jak najdalej od nielubianego sąsiada i jego kundla (w jej mniemaniu pies był chory na wściekliznę).
Naruto z głośnym westchnieniem odwrócił się w stronę psa.
- I znowu to samo! – wykrzyczał pełen frustracji – Ile razy mam powtarzać?! Kurama, przestań wreszcie rzucać się na ludzi z kłami! Znowu przestraszyłeś tą babę! Wiem, wiem, ja też jej nie lubię, no, ale to już przeginka. Szósty raz w tygodniu, a mamy środę rano! W końcu na nas doniesie przez ciebie…Eee…, co ty robisz? – spytał z obawą, gdy rudy pies zaczął głośno warczeć i powoli zbliżać się do swojego właściciela.
- To taki żart, prawda? – mówił dalej Uzumaki, cofając się do tyłu – Jaja sobie robisz, co nie? – Kurama wydał ostre warknięcie i szczeknął parę razy. Wciąż niebezpiecznie się zbliżał, z zamiarem ataku – No weź, chyba nie zaatakujesz swojego pana? – sądząc po jego tonie, Naruto wcale nie był tego taki pewien.
Rude psisko zamierzyło się i skoczyło na swojego właściciela, przygniatając go swoim ciężarem do ziemi. Nie zaprzestał wydawania groźnych odgłosów.
- Dobra, dobra – blondyn uniósł ręce w poddańczym geście - Przepraszam, przepraszam, wygrałeś!!! Możesz robić, co chcesz! Już ci nic nie będę zakazywał!
Kurama w jednej chwili ze wściekłego wilczura zmienił się w uradowanego psiaka i zaczął ze szczęścia lizać chłopaka po twarzy.
- Ble, weź przestań! – Naruto próbował odepchnąć od siebie psa – Ohyda. Jak nie zęby, to ślina. Złaź ze mnie, nie ważysz 3 kilo! – uwolnił się od zwierzęcia i wytarł zaśliniona rękę o trawę – Stary, ty mnie wykończysz normalnie.
Uzumaki uniósł wzrok i jego zły humor wyparował jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A wszystko, dlatego, że Hinata, tak jak wcześniej obiecała, przyszła przyłączyć się do spaceru.
Mało, która dziewczyna decyduje się, tak jak Hinata, wyjść na dwór bez makijażu, w ubraniach, w których zwykle chodzi po domu. Rzadko, która w ogóle ścina włosy na tak krótko i wygląda w nich tak dobrze. Naprawdę jej było do twarzy.
Na jego widok zaśmiała się cicho i zapytała:
- Czemu leżysz na ziemi?
- A to przez niego! – wskazał na psa – Znowu przestraszył tą babę, mieszkającą na piątym piętrze, a potem rzucił się na mnie z zębami – mówił takim tonem jak dziecko, które skarży się swojej mamie na młodszego brata, który zbił jej ulubiony wazon.
Kurama w odpowiedzi na te oskarżenie, głośno szczeknął w proteście.
- No, co? Taka prawda! I się tu nie wykręcaj!
Hinata podeszła, ukucnęła obok zwierzaka i pogłaskała go z czułością.
- Przecież Kuramuś nie skrzywdziłby swojego pana, prawda? – pies w odpowiedzi wesoło zamerdał ogonem.
Naruto, aż otworzył usta z szoku.
„A przy niej to udaję świętoszka!” – pomyślał – „Oszust jeden! Łże ja pies! Zaraz przecież on jest psem…”
- Znowu przestraszyłeś kogoś? – kontynuowała Hyuga, drapiąc psa za uchem – Kurama, wiesz, że nie wolno warczeć na ludzi. Już nie będziesz tak robił? – zwierzak zareagował na pieszczoty pomrukiem zadowolenia – Dobry piesek.
„No świetnie! Do mnie z zębami, a do niej z miną szczeniaczka. Ale udaję, kundel jeden. Normalnie go utłukę jak psa…I znowu to samo. Już rozumiem, czemu jest tak dużo wrednych powiedzeń o psach. Wystarczy spojrzeć na to rude coś…”
- To ja tu jestem poszkodowany, a ty rozczulasz się nad nim? – spytał, udając obrażonego.
- Poszkodowany? A boli cię coś? – widać było, że w to wątpi.
- A wiesz, że tak. Serce mi się złamało, bo moja narzeczona woli tego… - spojrzał w skierowane na niego, złowrogo wyglądające oczy Kuramy - …tego cudownego pieseczka ode mnie.
Hinata znów zachichotała i może odrobinę się zaczerwieniła słysząc słowo „narzeczona”, ale była to już automatyczna reakcja.
Wstała z ziemi, stanęła za plecami blondyna i objęła go za szyję.
- Teraz lepiej? – spytała, uśmiechającym się przy tym lekko.
- Trochę – przyznał – Ale będzie jeszcze lepiej, jeśli mnie pocałujesz.
- Bardzo chętnie, ale… - zmarszczyła nos – Czuć od ciebie mokrym psem.
No tak, przecież Kurama przed chwila go całego wylizał. Kolejny raz żyła na czole Uzumakiego zaczęła pulsować.
- Po raz 1000 spytam, po co ja go przygarnąłem?
- Bo masz dobre serce – odpowiedziała Hyuga bez wahania.
- Nie dobre serce, tylko po prostu padło mi na mózg – Naruto poczuł, że coś go trąca w ramię – Co znowu… - Zobaczył rudego psiaka z patykiem w pysku – O mowy nie ma! Nie będę się bawić w aportowanie! Nic z tego! – Kurama w tym momencie zrobił słodkie, maślane oczy szczenięcia. Nie tylko na jego panią to działało – No…niech ci będzie.
- Wiedziałam – wykrzyknęła z triumfem Hinata – Kochasz go.
-Ta jeszcze czego! Kocham to tylko ciebie – wyjął patyk z pyska Kuramy i rzucił go daleko przed siebie – Jego to najwyżej toleruję – mimo tych słów, nie mógł powstrzymać uśmiechu, widząc ile pies ma uciechy z tej zabawy.
Gra w aportowaniu trwała dość długo, dopóki zwierzak nie stracił całych sił. Ale i tak nikomu czas się nie dłużył. Wszyscy mieli z tego trochę radochy.
Kilka osób, przechodzących obok, uśmiechnęło się na widok tej scenki. Większość pomyślała o tym samym. Ten obrazek był tak oczywisty, że nie można było dojść do innych wniosków. Młode narzeczeństwo, spędzające jesienny poranek na zabawie z ukochanym pupilem. Szczęśliwa, urocza i idealna scenka. Tylko, że każdy medal ma dwie strony. Było coś, czego przechodnie nie mogli dostrzec na pierwszy rzut oka.
To prawda, że przed dwoma laty Naruto wprowadził się do mieszkania Hinaty i byli szczęśliwym narzeczeństwem. Ale było coś, co kładło cień na ich przyszłości i nie dawało o sobie łatwo zapomnieć. Dziewczyna na przykład, pomimo upływu czasu wciąż dostawała zimnych dreszczy, gdy widziała małą bliznę na ramieniu jej ukochanego. Pamiątki po kuli, która przecięła mu skórę. To samo tyczy się niepokoju, który czuła za każdym razem, kiedy zerkała w stronę małego sejfu, ukrytego w szafie. A to, dlatego, że wiedziała, co w nim jest. Broń na „wszelki wypadek”.
- Pamiętasz o dzisiejszym wypadzie, co nie? – zagadał Naruto, rzucając patyk po raz któryś.
- Trudno zapomnieć. Kiba-kun, Kankarou-kun i Ino-san mówią o tym od trzech tygodni.
- Nie dziwię im się. Już dawno nie wychodziliśmy gdzieś wszyscy razem.
Dzisiejszego wieczoru, cała szesnastka Konohy planowała wspólny wypad do klubu, w ramach uczczenia rozpoczęcia ich ostatniego roku na studiach. Nie wszyscy mieli na to ochotę, ale nie chcieli rozczarować reszty.
- Nie boisz się? – odezwała się Hinata, ściszonym głosem.
- Czego?
- No wiesz…to nasz ostatni rok…magisterka…potem praca i dorosłe życie… - „A ja wciąż nie wiem, co chce robić”
- Zawsze sobie mówię, że jakoś to będzie. Ale nie boje się, bardziej jestem ciekawy. A ty się nie martw. Na pewno wymyślisz swój wymarzony zawód.
Hyuga wtuliła się w jego ramię. Z upływem czasu Naruto coraz łatwiej potrafił odczytywać jej myśli.

***

Sakura stała z założonymi rękami i nie odrywała oczu od toru. Wytężała wzrok, aby wypatrzeć w kłębach dymu i wśród innych motocyklistów tego jednego, konkretnego. Jednakże nie było to takie łatwe. Wszyscy ci „zawodnicy” z Bożej łaski wyglądali identycznie.
Chociaż Haruno już po raz 100 oglądała nielegalny wyścig motocyklowy, wciąż nie mogła poczuć żadnej ekscytacji. Zawsze tylko chciała, aby to jak najszybciej się skończyło i aby nikomu nie stała się krzywda.
Nareszcie wyścig zbliżał się ku końcowi. Wtedy ryzyko kolizji było największe, ponieważ zawodnicy maksymalnie przyśpieszali i ważne było dla nich jedynie zwycięstwo. Nie liczyło się wówczas nic innego, nie mieli zahamowań, ani skrupułów.
Motory z piskiem opon zahamowały po przekroczeniu linii mety. Sakura jęknęła z frustracji, gdy zwycięzca zdjął kask i okazało się, że był nim Uchiha Sasuke. Już się przyzwyczaiła, że jej facet wygrywa, w co drugim lub trzecim wyścigu, ale nie potrafiła znieść tego jego zadowolenia z siebie.
Sasuke spojrzał na twarze swoich przeciwników i  zmierzył się z nienawistnymi spojrzeniami wysyłanymi w jego stronę. Nie były dla niego nieprzyjemne wręcz przeciwnie. Czerpał z nich satysfakcję. Zsiadł ze swojego motoru i poprowadził go w stronę swojej dziewczyny.
- I jak? – spytał, pewien odpowiedzi.
- Co, czekasz na brawa? – odparła zgryźliwie – Wiesz jak się czuję, kiedy się ścigasz! Po co to w ogóle robisz?
- Mówiłem ci już. To pozwala się wyładować, a poza tym lubię ucierać nosa tym gówniarzom – uśmiechnął się złośliwie.
- Mówiłeś, ale po co mnie tu zawsze wleczesz? – próbowała skupić się na swojej złości, a nie na tym jak dobrze Sasuke wygląda w skórze. Chłopak wzruszył ramionami na to pytanie.
- Maskotka, amulet na szczęście. Nazwij to sobie jak chcesz – tuż przed wymówieniem ostatniego słowa, uchylił się unikając pięści Haruno – Zresztą, o co jesteś zła? Przecież chciałaś przede wszystkim bym zerwał kontakty z ludźmi z podziemia, a tutaj jakoś żadnych przestępców nie ma. Same rozpieszczone paniczyki – dziewczyna spojrzała na niego spod łba i uniosła brew – No dobra, poza tą trójką. O właśnie o wilku mowa.
- Świetne widowisko, szefie! Jak zwykle – znikąd pojawił się Suigetsu, a zanim pozostała część tria.
- Dzięki – odrzekł Sasuke i dosiadł swój motocykl. Nie zaszczycił białowłosego jednym spojrzeniem. Trochę go wkurzało, że z Suigetsu zrobił się taki lizus – Macie mi coś ważnego do przekazania?
- Nie, ale… - powiedział Jugo, lecz niedane mu było dokończyć.
- To po cholerę zawracacie mi głowę?! Chodź Sakura, jedziemy!
W normalnej sytuacji dziewczyna by coś odpyskowała, ale tym razem okoliczności były inne. Grzecznie usiadła na motorze i mocno się wtuliła w chłopaka, przy okazji posyłając Karin triumfujące spojrzenie. Zdążyły się już odrobinę poznać i cóż…sympatii między nimi nie było.
Sasuke czując w powietrzu kolejną awanturę miedzy dziewczynami, czym prędzej uruchomił maszynę i odjechał. Podczas jazdy myślał jak to ciekawie się ułożyło jego życie.
Minęło już dużo ponad dwa lata, odkąd zabił Orochimaru, szefa sporej organizacji przestępczej, tym samym ją rozbijając. W ten sposób podziemie podzieliło się na 2 obozy. Na tych, co się go bali i takich, co chcieli go wykończyć. Ale jednak nikt nie podjął w tej kwestii poważnych kroków i Uchiha domyślał się, dlaczego.
Te groźne szychy może się go i nie bały i chciały widzieć go w grobie, ale z całą pewnością czuły strach przed starszym Uchihą. Nikt nie chciał z nim zadzierać, więc jego brata też zostawili w spokoju. Wyglądało na to, że Sasuke, jak na ironię, zawdzięczał Itachiemu życie…no przynajmniej na razie.
Oczywiście to nie znaczy, że nie było żadnych ataków, ale było one mało ważne.
Po rozbiciu organizacji, jej członkowie rozeszli się w różne strony. Jedynie Suigetsu, Jugo i Karin okazali niesłychaną, jak na nich, lojalność i wyrazili dalszą chęć na współpracę z Sasuke, co on dobrze wykorzystał. Sam trzymał się od złego środowiska z daleka, ale im kazał mieć wszystko na oku i w ten sposób mógł znać całą sytuację w podziemiu. Ich działania mało go obchodziły, najważniejsze, że miał dostęp do informacji i rękę na pulsie. Dzięki temu miał nadzieję, że uda mu się przewidzieć ruchy Akatsuki oraz chciał…w końcu namierzyć Itachiego i dorwać go, zanim tamten to zrobi.
Gdy dawno temu okazało się, że pomimo trudnego położenia, ani on, ani jego przyjaciel nie zamierzają porzucać swoich drugich połówek, obaj podjęli pewne środki ostrożności. Wiedzieli, że będą spokojniejsi, jeśli będą mieć swoje dziewczyny na oku. Wobec tego Sasuke i Naruto wynieśli się z akademika. Blondyn wylądował u Hinaty, a Uchiha zainstalował się w swoim dawnym, rodzinnym domu (w końcu Itachi już go nie potrzebował i wręcz mu go zostawił). Oczywiście zabrał ze sobą Sakurę, oficjalnie dla jej bezpieczeństwa.
Naruto i Sasuke postanowili wówczas poczekać na ruch przeciwnika.  I do dzisiejszego dnia ciągle czekają…

***

- Jeszcze jedną kolejkę!
- Nie za dużo pijesz, Kiba?
- Oj Neji, ty się nie odzywaj. Sztywniak jesteś!
- Nie jestem sztywniak… - Hyuga zacisnął szczęki, aby nie wybuchnąć – Ale od jutra wracamy na uczelnię i nie było by dobrze, gdybyś przyszedł na zajęcia na kacu.
- Weź, nie przypominaj mi! Ja tu przyszedłem o tym zapomnieć!
Jako, że cała grupa składała się z 16 osób, zarezerwowali sobie wcześniej loże w klubie i teraz wszyscy byli na miejscu.
- Wyobrażacie sobie? – zagadał Lee – Jeszcze tylko jeden rok i koniec. Jak to się mówi ruszamy w świat.
- Może i wy tak – rzekła Ino – Ale my z Sakurą nie. Zaczną się te wszystkie staże, latanie po oddziałach…Ach, jak dobrze pójdzie to zostaniemy lekarkami po trzydziestce.
- Że się wam chce… - skomentował Shikamaru.
- Ale jedno jest dobre – odezwał się Naruto – Przynajmniej jak się skończą studia, Gaara zacznie sypiać i znikną mu te wory pod oczami – Uzumaki odwrócił lekko głowę i zerknął na parkiet taneczny. Coś przykuło jego wzrok. Jego twarz w sekundę zmieniła się z roześmianej na poważną. Spojrzał na Sasuke, siedzącego naprzeciwko i dał mu dyskretnie znać, co się święci. Uchiha od razu zrozumiał przekaz.
Tymczasem Shino próbował coś cicho przekazać Saiowi, Naruto, Sasuke i Shikamaru, ale przez lecącą muzykę było to niemal nie wykonalne. Musiał spróbować mówić głośniej.
- Możecie tak nie obejmować swoich dziewczyn? – widząc zdziwione spojrzenia kolegów, dodał – Wiecie…Kiba się jeszcze nie pozbierał po zerwaniu z Na…
- Nagisa!!! – wydarł się Inuzuka, waląc głową w stół.
- Chyba cię usłyszał – zwrócił się Kakarou do Shino – No i teraz mamy beksę na głowie.
- Muszę iść do łazienki – powiedział Naruto, wstając z miejsca.
- Ja też – Sasuke dołączył do przyjaciela.
- Razem? – zapytał Gaara. Od razu zauważył zmianę w ich postawie. Ani Uchiha, ani Uzumaki nie odpowiedzieli, jedynie odeszli i zniknęli w tłumie.
- Oho – odezwała się Tenten – Mister Hyde wrócił.
Mister Hyde i doktor Jekyll …Tak zawsze były komentowane dziwne zmiany nastroju Naruto i Sasuke, jakie coraz częściej u nich występowały.
Każdy z ich przyjaciół wyczuł, że coś jest z nimi nie tak, że się zmienili w pewnym stopniu. A wszystko zaczęło się od tajemniczego zniknięcia Naruto ponad dwa lata temu. Na szczęście szybko się odnalazł. Próbował się wytłumaczyć, że został napadnięty…ale kilka rzeczy w jego wersji się nie zgadzało.
Później wszyscy przyjaciele na chwile o tym zapomnieli i dali się zwieść, gdy usłyszeli radosną nowinę. A mianowicie wiadomość, że Naruto i Hinata się zaręczyli.
Oczywiście reakcje były różne. Jedni przyjęli to ze spokojem i uśmiechem, spodziewając się tego, innym szczęki opadły na podłogę, a paru niedyskretnych zapytało, czy Hinata jest w ciąży (Neji miał wówczas niesamowitą żądzę mordu w oczach). Dziewczyny natomiast po usłyszeniu tego, spojrzały wściekle na swoich chłopaków (biedacy przez jakiś czas mieli przechlapane), a ich wzrok mówił „A ty, kiedy się za to weźmiesz?!”
Wszyscy zapomnieli o tym zaginięciu, ale niedługo później ta kwestia zaczęła do nich wracać. Każdy z nich zauważył, że od tamtej pory Naruto potrafił w jednej chwili z wesołości przejść to całkowitej powagi i nie wiadomo było, co to wywołuje. W ogóle blondyn się zmienił. Stał się dojrzalszy, spokojniejszy i chyba…bardziej zdystansowany. Podobnie Sasuke.
Nikt nie miał pojęcia, co te zmiany wywołało. Jedynie najbardziej spostrzegawczy, Gaara, Neji i Sai zauważyli, że u Naruto pojawiła się dziwna blizna na ramieniu, ale i tak niewiele im ona powiedziała. Nie powiązali jej z bronią, no bo skąd mogło im to przyjść do głowy.
Nie mieli pojęcia, że kilka osób z ich grona jest doskonale o wszystkim poinformowana i znają całą prawdę. Na przykład Nara Shikamaru, który przeprowadził wśród nich mała intrygę i nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.
Mianowicie, gdy Naruto, Sasuke i Sakura wynieśli się z akademika, pojawiły się kolejne wolne pokoje. Shikamaru nie zwlekając, przeprowadził kilka rozmów(z góry zaplanował ich przebieg) i namówił wszystkich przyjaciół, aby wynajęli tam pokój. Nawet sam się tam wprowadził.
Czemu to wszystko zrobił?
Każdy wie, że gdy mafia chce się do kogoś dorwać, a nie ma możliwości, próbuje dostać się do swojej ofiary poprzez bliskie jej osoby. Tak, więc im też trzeba zapewnić odpowiednią ochronę. Tak, więc Naruto przeprowadził się do Hinaty i się nią opiekował. Sasuke pilnował Sakury, mieszkając z nią w swoim domu. A Shikamaru czuwał nad pozostałą jedenastką przyjaciół w akademiku. To, że miał ich wszystkich na miejscu było mu bardzo dogodne.
W ten sposób nikt nie został bez ochrony.
Ale wracając do teraźniejszości…Naruto i Sasuke opuścili loże, ale nie udali się w stronę toalet. Przemierzyli cały parkiet i przeszli na zaplecze. Wyszli tylnym wyjściem na zewnątrz. Nie minęła minuta, a ktoś do nich dołączył.

***

Szybki ruch…pierwszy cios…drugi…trzeci…i przeciwnik leży na ziemi.
- Ha! Załatwiłem swojego szybciej niż ty – zawołał z triumfem Naruto.
- I co z tego? – Sasuke zamachnął się i po chwili jego przeciwnik również leżał na łopatkach – Ja tam się nie bawię w rywalizację.
- Akurat. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę.
Chłopcy pochylili się nad dwójką swoich przeciwników, którzy leżeli na ziemi, ledwo przytomni. Uchiha ukucnął, aby ich przeszukać.
- I co? Przyszli po ciebie, czy po mnie? – zapytał Uzumaki po krótkiej chwili.
- Z tego, co widzę to po nas obu – odpowiedział Sasuke, przyglądając się karteczce, wyciągniętej z kieszeni jednego z pobitych.
- Po nas obu?! – Naruto prychnął, rozbawiony – Chyba ich powaliło, aby przychodzić po nas obu, będąc uzbrojonym tylko w nóż – mówiąc to podrzucił w dłoni składany nożyk, który wcześniej wyjął z rąk napastnika.
- A co się dziwisz? To zwykłe płotki, zresztą jak zawsze – chłopak wstał i przeciągnął się – Przynajmniej się rozruszałem. Zostawmy tutaj te ścierwa. Niech se leżą.
Chłopacy weszli z powrotem do klubu, ale nie weszli głębiej, tylko oparli się o ścianę i stali przez chwile w ciszy.
Takie ataki na nich powtarzały się, co jakiś czas od śmierci Orochimaru. Całe przestępcze środowisko wiedziało, że jedna z największych organizacji w kraju – Akatsuki – wydało na tą dwójkę wyrok śmierci. Większość ze strachu przed nią lub przed samym Uchihą Itachim zrezygnowała z samodzielnych działań. Ale zdarzali się tacy, co myśleli, że są lepsi od Akatsuki i próbowało „zapolować” na Naruto lub Sasuke. Oczywiście tak naprawdę nie znaczyli nic, tak jak tamta, pokonana dwójka i kończyli z połamanymi szczękami.
Natomiast samo Akatsuki nie dawało znaków życia.
- Myślisz o tym samym, co ja? – odezwał się Sasuke, odwracając głowę w stronę przyjaciela.
- Sądzę, że tak. Te ataki…
- …są coraz częstsze – dokończył za niego Uchiha.
Zwykle takie napaści na nich zdarzały się raz na dwa miesiące. Ale ta dzisiejsza napaść był już czwartą w ciągu trzech ostatnich tygodni. To się dotychczas nigdy nie wydarzyło.
- Płotki są aktywniejsze. Domyślasz się, czemu, no nie?
- Nie mam pojęcia – przyznał blondyn – Ale ty masz jakąś teorię, jak widzę.
- A mam, lecz nie jest dla nas zbyt optymistyczna – Sasuke podrapał się po podbródku i kontynuował – Fakty są takie, że jacyś żałośni popaprańcy, z niższych szczebli, próbują nas dostać, aby wybić się w górę. Mają nadzieję, że dzięki nam zyskają wreszcie jakiś szacunek w środowisku. Ale ich próby są coraz częstsze, co oznacza, że… - krótka pauza - …coś na nich naciska. Mają coraz mniej czasu, dlatego działają w pośpiechu, w ogóle nie myśląc, jak tamci.
- Nie mają już czasu – Naruto powtórzył to zdanie jeszcze raz i przeszedł go zimny dreszcz – Faktycznie, to nam źle wróży. To oznacza, że…
Żaden z nich nie dokończył tego zdania. Nie było takiej potrzeby.
Jeśli płotki w jeziorze są niespokojne, to znak, że większe rybki planują polowanie.
- Ta twoja trójeczka dowiedziała się czegoś? – zapytał Naruto, po krótkiej przerwie. Zza uchylonych drzwi słyszeli jak pokonani przez nich goście, podnoszą się z ziemi z jękami bólu, ale nie przejęli się tym zbytnio.
- Niestety…nie sięgają tak daleko. Wciąż wiemy o Akatsuki tylko, co Kakashi – Sasuke oderwał się od ściany i westchnął z irytacją – Czyli gówno.
Blondyn jednak poczuł małą ulgę na tą wiadomość. Bał się nawet pomyśleć, co by się stało, gdyby Sasuke dowiedział się, gdzie jest jego brat.
Chłopcy skierowali się w powrotem na salę.
- Chcesz? – spytał Uzumaki, wskazując na nóż.
- Nie, mam już takich ze trzy.
- Super, a ja cztery. I co, mam to składować?!
Wrócili do loży, gdzie Kiba wciąż płakał po utraconej Nagisie, a Neji robił wszystko, aby Lee nie dostał szklanki w swoje ręce.
- Coś przegapiliśmy? – Naruto usiadł obok Hinaty, która uśmiechnęła się na jego widok. Jej mina jednak szybko zrzedła.
Zobaczyła, bowiem, że na dłoni blondyna są brudne ślady po ziemi. Od razu się domyśliła, że chłopak nie był łazience, tylko na zewnątrz. Zacisnęła mocno powieki.
Blondyn widząc to, przeklął w myślach swoją głupotę i pochylił się w jej stronę.
- Nie martw się, to nic takiego. Przysięgam – szepnął jej do ucha i pocałował w policzek. Potem wziął ją za rękę, aby dodać jej otuchy. Zawsze starał się, by wiedziała jak najmniej, ale co mógł poradzić, że była taka spostrzegawcza.

***

- No i znowu harówa – powiedział Naruto z udawaną boleścią w głosie, gdy wszedł na teren kampusu.
- To już ostatni raz – Hinata próbowała go pocieszyć.
- Ta, a potem co? Jeszcze większa harówa, ale przynajmniej za kasę. Ach, życie jest niesprawiedliwe! – udał płaczliwi ton, co bardzo rozbawiło dziewczynę. W gruncie rzeczy, właśnie o to chodziło.
Uzumaki odprowadził dziewczynę pod budynek, gdzie miała pierwsze zajęcia.
- Już tęsknie – wyznał Naruto, obejmując Hinate  w pasie.
- Zobaczymy się za kilka godzin.
- To brzmi jak wieczność – wyjęczał i zaczął pochylać się w jej stronę.
Usłyszał czyjeś głośne, sugestywne chrząknięcie. Podniósł wzrok i ujrzał Nejiego, który niecierpliwie stukał w zegarek.
- Hoho! Strażnik jak zawsze na posterunku – widząc niezrozumienie w oczach Hinaty dodał – Wybacz, ale to chyba koniec widzenia. Zobaczymy się jak znowu dostanę przepustkę – zaśmiał się z tej więziennej metafory, pocałował dziewczynę przelotnie, w kącik ust i poszedł w swoja stronę.
Kuzynostwo weszło do sali wykładowej i zajęli swoje zwyczajowe miejsca. Nie zdziwili się, widząc zamiast wykładowcy, swojego dziekana.
- Jak wiecie… - zaczął mężczyzna – Kurenai-sensei zaszła w ciąże i przebywa obecnie na urlopie macierzyńskim. Wiem, że nie chcecie już dłużej czekać i od razu zacząć pierwsze zajęcia – po sali rozszedł się jęk sprzeciwu – Dlatego pozwólcie, że przedstawię wam osobę, która zgodziła się zastąpić panią Kurenai.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna i wzrok wszystkich powędrował na niego. Mało, kto nie zszokował się jego niecodziennym wyglądem.
- To wasz nowy wykładowca. Pan Otsutsuki Toneri.



***

(Od autorki) Powiem tylko, że dobrze jest wrócić. Już serio nie wiem co dodać. Dużo się nie rozgadałam :P taki milczek dziś ze mnie.

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 32 Special

(Od autorki) Ten rozdzialik wiele nie wnosi :/ jest napisany bardziej dla rozluźnienia. I żeby była parzysta liczba rozdziałów XD Zbiór kilku "wizji" czy tam wyobrażeń, które miałam, gdy pisałam, ale nie miałam jak ich wpisać. No to teraz są. Tak na wpół o początkach przyjaźni i wpół o początkach NH. Nie wiem może się komuś spodoba.

***



- Ale proszę pani, jemu może coś być, on mi pomógł…
- Nic mu nie będzie panienko. Nie przejmuj się kimś takim. I najlepiej trzymaj się jak najdalej od tego osobnika. Nie jest warty uwagi panienki.
- Tylko dlatego, że nie ma rodziców to od razu…
- Tak, to na pewno dziecko jakiś narkomanów albo gorzej. Proszę panienki, skończmy ten temat. Proszę się trzymać z równymi sobie.
„Czy ta kobieta myśli, że jestem głuchy?”
Naruto spróbował się podnieść, ale tylko jęknął z bólu i znów się położył plackiem na ziemię. Tamci trzej obili go całkiem mocno, ale co z tego? Następnym razem da im nauczkę. Najważniejsze, że tej dziewczynce nic nie jest. Szkoda, że nie pamięta jak ona wygląda. Ledwo co dostrzegł jej postać. Zauważył po prostu, że kogoś gnębią i chciał pomóc, ale sam nie najlepiej na tym skończył.
„Chyba się zdrzemnę”
Przyłożył policzek do trawy i już zaczynał zasypiać, gdy usłyszał nad sobą czyjś głos.
- Ej, żyjesz? – czyjś but trącił go w żebro.
Blondyn otworzył oczy i zobaczył czarno-włosego chłopaka. Stał nad nim, pochylając się, ale jego wyraz twarzy nie był zmartwiony.
- Żyję, możesz mnie nie kopać!
- Mogę, ale tak jest zabawniej – powiedział chłopak i znów go kopnął.
- Chcesz dostać?! – wrzasnął Naruto, podnosząc się do pozycji siedzącej. Zachwiał się, ponieważ zakręciło mu się w głowie.
- Widzę, że ty już swoje dostałeś – nieznajomy pochylił się jeszcze bardziej i przerzucił sobie jego rękę przez swoje ramię.
- Co ty robisz?!
- Pomagam ci wstać głąbie, a na co to wygląda?
- Wcale nie potrzebuje… - chłopak podciągnął go do pozycji stojącej i Uzumaki zrozumiał, że jednak potrzebował pomocy.
- Gdzieś tu są twoi rodzice? – spytał chłopak, na co blondyn spuścił wzrok.
- Nie – odparł.
- Trudno. W takim razie pokaż mi gdzie mieszkasz.
Chłopcy przez pół drogi do domu Naruto, darli się na siebie. Głównie chodziło o to, że Uzumaki może iść sam, a ten drugi niepotrzebnie się fatyguje. Choć prawda była zgoła inna. Poza tym wyszło na jaw jak nieznajomy się nazywa.
- Sasuke? Dziwne imię.
- Naruto też, a się nie czepiam – burknął Uchiha – Dobra, może powiesz kto cię tak urządził?
- A co cię to obchodzi?
- W sumie nic. Ale ciekawi mnie za co taki dzieciak tak mocno oberwał.
- Dzieciak? – obruszył się Naruto – Chyba jesteśmy w tym samym wieku. Ile masz lat?
- Niedawno skończyłem 7 – odpowiedział Sasuke – A ty?
- Niedługo skończę 7.
- W ogóle nie widać.
Naruto miał coraz większą ochotę skopać tyłek temu zarozumialcowi.
- Po co ja się pytam? Pewnie zwyczajnie zwiałeś przed jakimś starszakiem w krzaki – Uchiha miał już swoją własną teorię.
- Wcale nie! Dręczyli jakąś dziewczynkę, więc chciałem jej pomóc.
- Taa jasne – Sasuke uśmiechnął się drwiąco – Strachliwy kocie.
To już nie była chęć skopania tyłka tylko żądza mordu.
W końcu doszli pod dom Uzumakiego i ten beznadziejny spacer mógł się w końcu skończyć. Blondyn powoli powlókł się do drzwi.
- Nie podziękujesz mi za pomocą? – spytał Uchiha.
- Nie, sam bym dał radę tu dojść! – Naruto wszedł schodkami na werandę i obejrzał się za siebie. Sasuke wciąż tam był i także oglądał się za siebie. Spojrzeli zaskoczeni na siebie, po czym blondyn wystawił język i zniknął za drzwiami swojego domu.
Ero-wujka oczywiście nie było w domu. Sam opatrzy sobie te zadrapania. Już w domu dziecka sam musiał to robić.

***

- No nie, tylko nie z nim – westchnął chłopak idąc do swojej ławki.
Nie dość, że to był jego pierwszy dzień w szkole, spóźnił się, to do tego jeszcze musiał trafić do tej samej klasy z tym Sasuke. Z tylu szkół i tylu klas ten gość musiał trafić do tej. Dlaczego?!  Jak pech to pech.
Naruto usiadł w ławce. Chłopcy obrzucili się wrogim spojrzeniem i odwrócili się w przeciwne strony by na siebie nie patrzeć.
Blondyn zauważył wówczas dziewczynkę, siedzącą kilka ławek przed nim. Chyba na niego patrzyła, lecz gdy spojrzał się w jej stronę, od razu się odwróciła. Dziwne, widział ją już gdzieś? Wygląda znajomo.

***

Nowe miejsce i nowa sytuacja potrafią przytłoczyć dorosłego człowieka, ale nie małe dzieciaki. Przynajmniej większość z nich. Pierwszoklasiści szybko znaleźli sobie kolegów i razem szaleli po korytarzach nowej szkoły.
Naruto jednak stał nieco z boku. Tak jak się spodziewał nauczycielka patrzyła na niego z litością, a inne dzieci jak na coś w rodzaju ufoludka. Mógł się założyć, że prawie wszystkie dzieciaki otrzymały zakaz zbliżania się do niego.
Obserwując jak inni bawią się w berka na korytarzu, jego wzrok przykuła ta dziewczynka. Stała sama, opierając się o parapet. Chłopak pomyślał, że skorzysta z okazji i podszedł do niej.
- Cześć!
Dziewczynka podskoczyła zaskoczona. Otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
- Jak się nazywasz? – spytał Uzumaki.
- Ja? … – dziewczynka miała bardzo cichy głos i przez ten krzyk wkoło ledwo mógł ją usłyszeć.
- Możesz powtórzyć? Nie słyszałem.
- Hi…Hi…Hi…
- No powiedz! - Blondyn stał z założonymi rękami i czekał. A dziewczyna próbowała dalej.
- Hin…Hin…
- Może spytam wychowawczyni, tak będzie szybciej – mimo to poczuł ulgę, że choć jedna osoba od niego nie ucieka.

***

Naruto siedział w swoim pokoju, na podłodze. Trzymał w dłoni plastikowego żołnierzyka i poddawał mu głos.
- Jestem Sasuke, jestem taki suuuuper baran! A co to?! Czołg!!!
Przejechał po żołnierzyku plastikowym czołgiem.
- Ha i nie żyjesz! – krzyknął z triumfem, a potem spojrzał na zegar na ścianie. Moment, Ero-wujek miał wrócić, gdy mała wskazówka będzie na 8, a jest już na 9.
Właśnie wtedy usłyszał jak ktoś na dole otwiera drzwi. Zerwał się z podłogi i pobiegł schodami na dół.
- Ero-wujek! Gdzie byłeś?
- Nie biegaj po schodach. A tak w ogóle to miałeś mnie tak nie nazywać. Wiesz jak to brzmi?
Chłopak zerknął w stronę reklamówki, którą trzymał Jiraiya i mina mu zrzedła.
- Znów byłeś w wypożyczalni filmów dla dorosłych, tak?
- Tak się składa, że nie – mężczyzna wyjął z reklamówki pudełko z filmem animowanym – Mówiłeś, że chciałbyś to obejrzeć. 
Niebieskie oczy dziecka zaświeciły szczerą radością.
- Dzięki, dzięki, dzięki – Naruto podbiegł i wyrwał Ero-wujkowi film z ręki – Możemy obejrzeć teraz? – spytał podekscytowany.
- No nie wiem. Jest późno, powinieneś iść spać. Jutro jest szkoła – Jiraiya podrapał się po brodzie. Chyba jednak nie potrafił mu odmówić  – Oj tam. Od jutra będę się zachowywał jak wzorowy rodzic. Teraz walić to. Ty włączaj film, a ja zrobię popcorn.
- Tak jest – chłopiec zasalutował i pognał wprost do salonu, gdzie znajdował się telewizor.
Ero-wujek natomiast cichaczem wyjął z reklamówki jeszcze jedno pudełko. No ten film już się nie nadawał dla siedmiolatków.
- Teraz sobie obejrzymy baję dla dziecka – Jiraiya spojrzał na tytuł filmu i się uśmiechnął – A potem wujek obejrzy coś dla siebie – zachichotał.
- Ej Ero-wujek! – krzyk Naruto sprawił, że mężczyzna omal nie wypuścił pudełka z dłoni – Idziesz czy nie?!
- Już idę no!
Tylko najpierw trzeba schować ten drugi nabytek.

***

Jak na złość, ta podstawówka musiała mieć swoją irytującą tradycję. Co roku, w listopadzie, w tej szkole odbywała się jesień teatralna. Każda klasa musiała wystawić przedstawienie, a więc klasa I c także. Główną role otrzymał oczywiście ulubieniec wszystkich – Uchiha Sasuke. A Naruto zagrał…drzewo.
- To nie fair! – mały Uzumaki wszedł za kurtynę i ze złością rzucił na podłogę coś co było w mniemaniu wychowawczyni koroną drzewa, a dla Naruto głupim kapeluszem z poprzyklejanymi papierkami w kształcie liści.
- Naruto-kun – zaniepokoiła się Hinata. Grała w przedstawieniu służkę królowej, też nie miała głównej roli.
- Nawet nie gram człowieka! Mam ochotę utłuc tego…
- Ciii – dziewczynka próbowała go uciszyć, ponieważ za kurtyną przedstawienie trwało w najlepsze i wszyscy mogli ich usłyszeć.
- Dobra, dobra, już jestem cicho, ale… to nie fair i już.
- Nie martw się Naruto-kun. Ja…jestem pewna, że za rok zagrasz główną rolę. Czyli ksi…księcia – zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.
Chłopakowi udało się zawrzeć bliższą znajomość z małą Hinatą, ale i tak nie rozumiał jej niektórych zachowań. Może dlatego, że była dziewczyną? W każdym razie zwykle fajnie się z nią rozmawiało. Hinata jako jedyna w klasie była od niego niższa, co podniosło sympatie dzieciaka do niej.
- A wiesz…masz rację – dziewczynka uśmiechnęła się, widząc, że go pocieszyła – W przyszłym roku zagram księcia i pokaże im wszystkim!
- Tak! – Hinata, aż klasnęła w dłonie
- Ale pod warunkiem – zastrzegł Naruto – Ty zagrasz księżniczkę. Ach, muszę iść, wracamy do lasu – nałożył na głowę tą czapkę z liści i wyszedł na scenę.
- Księ…Księżniczka? – Hinata jeszcze przez chwilkę stała jak słup. Jej wyobraźnia poszybowała własną drogą i zapomniała o otaczającym ją świecie. Co niestety skutkowało tym, że zapomniała swojej kwestii.

***

- Nikt po ciebie nie przyjdzie? – spytała już któryś raz z kolei Hinata. Jej mama wołała ją z oddali.
- Nie – odrzekł smutno Naruto – Mój wujek nie ma czasu, aby mnie odbierać codziennie. Ma pracę, wiesz…
Dziewczynka pożegnała się z nim i poszła ze swoją mamą do domu, a Naruto nie mając nic do roboty, poszedł na plac zabaw. Już to było lepsze miejsce niż świetlica. Tam była taka nuuuda!!!
Zanim wyszedł na zewnątrz, zerknął na zdjęcia wywieszone w gablocie. Zawsze się zastanawiał kogo ono przedstawia. Jakiś pan wręcza duży czek dyrektorowi szkoły. Było jasne, że ta łysa pała to dyrektor, ale kim był tamten pan? Uzumaki jeszcze nie najlepiej umiał czytać. Rozpracował tylko Mina…coś tam Na…ka…coś tam. Przechylił głowę na bok. Nie, nadal nie wie co to za gość. Ale przykuwał wzrok. Wyszedł na podwórko.
Nuda na huśtawce już była mniejsza. I łatwiejsza do zniesienia. Ale i tak musiał patrzeć na rodziców i ich dzieci razem wychodzących ze szkoły.
Ero-wujek do późna pracował w ratuszu i miał dla niego czas tylko wieczorami i w weekendy. Przez resztę dnia musiał sobie sam radzić. Co nie szło najlepiej skoro miał tylko jedną koleżankę oraz jednego wroga z którym wciąż wszczynał bójki. Tyle, że zawsze przegrywał. Eeee tam kiedyś w końcu wygra. A wtedy zaczną się do niego odzywać i zyska szacunek.
Po jakimś czasie zszedł z huśtawki i wolnym krokiem poszedł do domu. Ale tylko dlatego, że zrobił się głodny.

***

Trwał wf na sali gimnastycznej. Dzieciaki otrzymały propozycje zagrania w piłkę nożną i od razu się na to zgodziły. Tylko dziewczynki były nie w sosie.
Sasuke był przy piłce i zmierzał do bramki. Naruto biegł tuż za nim.
„Tym razem nie dam ci zebrać laurów Sasuke!”
Blondyn przyśpieszył i jednym, mocnym szturchnięciem zepchnął Uchihę na bok. Ktoś tam do niego krzyczał, że tak nie wolno, ale nie przejmował się tym. Teraz nadchodziła jego chwila. W bramce stał ten grubas Choji. Może i był duży, lecz wolno się porusza. To jego słaby punkt.
Uzumaki zamachnął się i strzelił spektakularnego gola. Chłopiec zaczął skakać i krzyczeć z radości.
- A nie mówiłem! A nie mówiłem! Jestem lepszy! Udało mi się, udało, a on nawet eee… - przerwał zbity z tropu tym co widzi.
Dziewczynki stłoczyły się wokół Sasuke, pytając w kółko czy nic mu nie jest? Czy się nigdzie nie zranił? Na Naruto w ogóle nie zwracały uwagi.
- Ej co to ma być?! – wydarł się Uzumaki – On nawet nie upadł! Co się nim przejmujecie?!
- To było niesprawiedliwe Naruto – powiedziała Sakura – Mogłeś mu coś zrobić.
- No właśnie, właśnie – przytaknęła Ino – Po co w ogóle zrobiłeś?  Wszystkim zepsułeś grę!
- Że niby ja? – blondyn nie wierzył w to, co widział – To znaczy, że nikt nie zwrócił uwagi na…
- Ja…Ja widziałam Naruto-kun – Hinata stanęła tuż obok niego. Bawiła się swoim palcami i unikała jego wzroku – To było…wspaniałe…naprawdę.
Uzumaki uśmiechnął się z triumfem.
- Ha wiedziałem! – niewiele się zastanawiając przytulił dziewczynę, niemal wieszając się na niej – Wiedziałem, Hinata mi kibicowała. Haha mnie, a nie tobie, Uchiha. Prawda Hinata?! Eee Hinata…? – dziewczynka wyślizgnęła mu się z rąk i upadła na ziemię – Oj Hinata!
- Coś ty jej zrobił?! – krzyknęła Sakura oskarżycielsko.
- Ja nic nie zrobiłem!
Nauczycielka podbiegła do dziewczynki. Hinata coś tam mruczała pod nosem i była cała czerwona.
- Ach na szczęście nic poważnego. Zemdlała – wychowawczyni podniosła Hyuge i wzięła ją na ręce - Zaprowadzę ją do pielęgniarki, a wy bądźcie grzeczni.
- Zemdlała? – Naruto podrapał się po głowie – Może nie zjadła śniadania?
Stojący za nim Sasuke złapał się za głowę i pomyślał:
„Co za kretyn”

***

- Znowu idziesz na plac zabaw?
- Tak i co z tego? – Naruto obruszył się na pytanie Sasuke.
- Nic. Możemy wracać razem. Mieszkam niedaleko ciebie.
- Rodzice nie przyjdą po swojego księciunia?
- Nie. Umarli – powiedział jak gdyby nigdy nic. Uzumaki był trochę wstrząśnięty. Nie miał o tym pojęcia – A twoi?
- Nie wiem. Jestem ado…
- Adoptowany, tak wiem. Słyszałem. To co idziesz?
Blondyn już chciał powiedzieć, że nie, ale wiadomość, że Uchiha nie ma rodziców tak samo jak on, sprawiła, że zaczął myśleć o chłopaku odrobinę cieplej. Tak się dzieję, gdy znajdziesz kogoś, kto jest w podobnej sytuacji, co ty.
W drodze do domów znowu wdali się kłótnie.
- Mogę ci przylać tu i teraz!
- Ciągle tak gadasz i ciągle przegrywasz!
- Dlatego, że … - Naruto przerwał i spojrzał na budynek po drugiej stronie ulicy. Uśmiechnął się chytrze. Właśnie o tym mówił Ero-wujek kilka dni temu. Nie był pewien czy chce się zapisać, ale teraz był pewien, że tak.
- To może sprawdzimy kto jest lepszy? – spytał Uzumaki, któremu nie wiadomo czemu, bardzo polepszył się humor.
- A niby jak? – zapytał Sasuke i spojrzał w miejsce, które wskazał mu blondyn – Taijutsu?
- Ano. Ero-wujek mi opowiadał. Można się nauczyć walczyć i mają grupę dla najmłodszych!
- Nie chce mi się. To głupie.
- Aha, wiedziałem, że się przestraszysz!
 - Że niby co?! – teraz to mały Sasuke się zdenerwował.
- Boisz się…strachliwy kocie!
- Jeszcze czego! Mogę się zapisać choćby zaraz.
No i chłopcy omal się nie pobili biegnąc do drzwi i walcząc o to, który pierwszy się zapisze na zajęcia. I tylko po to, aby odkryć, że jest zamknięte. Jutro się zapiszą.

Po kilku minutach doszli do domu Naruto. Blondyn patrzył przez chwile na odchodzącego Sasuke . Wyciągnął rękę i zawahał się. A co mu tam!
- Ej Sasuke! – zawołał za nim – Wiesz…Ero-wujek kupił mi konsolę. Może chciałbyś wejść i zagrać, co?
Uchiha zdziwił się zaproszeniem. Także się zawahał, lecz pomyślał, że jedna wizyta nie zaszkodzi i się zgodził.
- Właściwie, czemu mówisz na swojego opiekuna Ero-wujek? – spytał chłopak, gdy byli na schodach werandy.
- A to! – Naruto zaśmiał się z kilku swoich wspomnień – Bo on jest takim kretynem! Wiesz, że kiedyś… - weszli do środka i po raz pierwszy spędzili razem czas bez żadnych kłótni. Najwidoczniej podobna tragedia w rodzinie zbliża do siebie nawet dzieci.

***

- No nie wiem Hinata – Kiba był niezdecydowany.
- Proszę Kiba-kun, Shino-kun – prosiła ich dziewczynka – Rozumiem, że rodzice wam zakazali i że się boicie, ale…
- Ja się boję? – obruszył się mały Inuzuka – Ja się nie boję mojej mamy! Shino idziemy! – zakomenderował chłopiec i razem kolegą podeszli do stojących z boku Naruto i Sasuke.
- Ekhm Naruto… – chrząknął Kiba – Może ty i Sasuke zagracie z nami w piłkę na następnym wfie?
- Ja? – blondyn był zaskoczony, ze ktoś z własnej woli do niego zagadał – Pewnie! – uśmiechnął się, szczęśliwy, że prawdopodobnie znalazł sobie nowych kolegów.
- Teraz razem z Saiem i Shikamaru będziemy grać w berka. Tylko tak, by woźna nas nie nakryła. Dołączycie się?
Naruto i Sasuke spojrzeli na siebie i przytaknęli głowami.
Hinata stała kawałek dalej i przyglądała się całej scenie. Była szczęśliwa, że koledzy spełnili jej prośbę i zaprosili Naruto-kun do zabawy. Teraz może zobaczą, jaki Uzumaki naprawdę jest i zaczną się z nim kolegować, pomimo zakazu rodziców. Znajdzie przyjaciół i już nie będzie taki smutny.
Co prawda ona nie będzie już jego jedyną przyjaciółką, ale jeśli dzięki temu będzie się częściej uśmiechać….
- Cześć Hinata – znikąd pojawił się Naruto i pociągnął ją za rękę – Chodź, gramy w berka.
- Ale…twoi nowi koledzy…
- Nowi to nowi, ale o starych się zapomina. No chodź!
Dziewczynka pozwoliła się poprowadzić do reszty grupy i pomyślała, że teraz wszystko może się zmienić jedynie na lepsze.
Byle by tylko Naruto już nigdy więcej nie był sam.

***

Teraźniejszość

Dźwięk sygnalizujący nadejście SMSa  wybudził go z drzemki. Naruto z pomrukiem niezadowolenia, podniósł się i wziął telefon z szafki nocnej.
Mógł go wyłączyć, ale ostatnie doświadczenia nauczyły go, że trzymanie przy sobie komórki może człowiekowi uratować życie. Dowodami na tą bolesną lekcję były te okropne szwy na ramieniu.
Wiadomość była od Ero-wujka, a brzmiała następująco:
Jutro po zajęciach od razu bierzemy się do roboty. Ja i Kakashi czekamy na was w ośrodku treningowym taijutsu. Nie spóźnij się!
- No chyba sobie żarty robi – westchnął ciężko i z powrotem położył się na łóżku – To ofiara porwania nie ma prawa do jakiegoś urlopu, czy coś? I jeszcze zajęcia…A w życiu, nie chce mi się.
- Czego ci się nie chce? – spytała zaspanym głosem Hinata, leżąca obok.
- A nic, nieważne – odwrócił się na bok i podparł głowę na łokciu. Rozbudził się momentalnie. Hinata leżała na brzuchu i mógł oglądać jej nagie plecy. A do tego pierścionek na jej palcu tak ładnie błyszczał w świetle lampki – A może…
Nie dokończył, gdyż coś zaczęło drapać w drzwi. To Kurama chciał się dostać do sypialni, ale tym razem Uzumaki zadbał o to, aby drzwi były zamknięte.
Przyszli do domu dziewczyny od razu po ich rozmowie na wzgórzu. Łatwo się było domyślić co robili, patrząc na te porozrzucane ciuchy na podłodze. Oj tam, później się posprząta.
- A może by tak… - zaczął znów Naruto, ignorując dźwięki zza drzwi i głaszcząc dziewczynę po plecach – Druga runda?
Hinata zaśmiała się cicho i odpowiedziała:
- Czemu nie – jeszcze zanim skończyła mówić, chłopak zakrył ich kołdrą.
Tak, czasy dzieciństwa można wspominać z nostalgią. Takie beztroskie dni już nigdy nie wrócą. Jednakże dorosłość też ma swoje plusy.



***

(Od autorki) No to seria 1 doszła do końca. Nareszcie :P
No to teraz zła wiadomość. Wyjeżdżam w przyszłym tygodniu na 2 tygodnie do Turcji. Więc nie będę miała jak pisać. Dostałam oficjalny zakaz zabierania kompa. Jeez moja mama wyglądała jak wściekła osa, gdy ją o to spytałam. "To nasze wakacje!" "Oderwałabyś się od tego komputera" Itd Itd. Toteż będzie przerwa. Z jednej strony dobrze, że będzie mały odstęp czasu między 1 serią, a 2, ale z drugiej strony źle bo nie skończę przed wyjazdem Została minuta II. Trudno mam nadzieję, że zaczekacie. Obiecuje, że jak wrócę od razu się biorę za pisanie. Spokojnie nie zawieszam bloga na wakacje. Zacznę 2 serię, gdy tylko wrócę ;)
No to do widzenia!
Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez ten czas i znaleźli chwilkę, aby przedstawić swoją opinią i dawali mi kopa do pisania. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i że druga seria będzie się wam podobać tak samo jak pierwsza. Albo i bardziej :)
Widzimy się jak wrócę ;)