:)

:)

niedziela, 16 października 2016

S2 Rozdział 6

(Od autorki) Co, myśleliście, że znowu rozdziału nie będzie XD huehuehue. Nie, mówiłam ze będzie wiec jest. Wracamy do cyklu rozdział raz na tydzień. Oto bardzo, BARDZO długo wyczekiwany rozdział. Zapraszam do czytania.

***


Shikamaru nie mógł zasnąć. Po kilkukrotnym przewracaniu się z boku na bok w końcu się poddał i zaczął się przechadzać po pokoju.  Zmęczenie nie nadchodziło, wręcz przeciwnie. Czuł się dziwnie rozbudzony, jakby wypił kilka filiżanek kawy przed snem. Tyle, że on nie znosił kawy.
Gdzieś na zewnątrz dało się słyszeć szczekanie psa. Kto tak późno w nocy wyprowadza zwierzaka? Może jego właściciel też nie mógł spać.
Nara po zrobienie kilku okrążeń po pomieszczeniu poczuł, że strasznie mu się chce zapalić. Pomyślał, że czemu nie. Tylko, że musiał wymknąć się na zewnątrz. Aż bał się myśleć co by było, gdyby Temari albo któryś z jej rodziców wyczuł dym w ich pokoju gościnnym.
Zarzucił coś na siebie, wziął fajki, zapalniczkę i po cichu wymknął się na zewnątrz. Wyszedł na werandę. Chłodne nocne powietrze przyprawiło go o dreszcz. Wiał lekki wiatr, który rozwiał jego niezwiązane niczym włosy. Zapalił papierosa, zaciągnął się po czym westchnął z ulgą. Tego mu było trzeba.
Czuł się zmęczony, lecz nie fizycznie a psychicznie. Dręczące go obawy nie dawały mu żyć, podobnie jak wyrzuty sumienia. Od dawna nie nazwał niczego upierdliwym. Nawet Temari widziała, że coś z nim nie tak, a przecież to głównie przed nią musiał udawać, że wszystko w porządku.
Po krótkiej chwili coś przyciągnęło jego uwagę. Jego ostatnio mocno wyostrzony zmysł obserwatora spostrzegł samochód, zaparkowany kilka domów dalej. Niby nic niezwykłego, ale Shikamaru był od jakiegoś czasu mocno wyczulony na takie nie pasujące do siebie drobiazgi. Jak na przykład ten. Wiele razy bywał w tym domu i zdążył już zauważyć, że ludzie mieszkający w domku, pod którym stało auto byli parą staruszków i nie posiadali żadnego pojazdu. Samochód mógł należeć do krewnego, tyle że chłopak mógł przysiąc że jeszcze kilka godzin temu tego auta tu nie było, kiedy wracał ze spaceru z Temari. Rodzinka wpadająca z wizytą w środku nocy? Dziwne…
W słabym świetle latarni i z tej odległości nie mógł dojrzeć numeru rejestracyjnego ani nawet marki pojazdu, a co dopiero zobaczyć czy ktoś w nim siedzi.
Jego uwagę na moment odwróciło powtórne ujadanie psa, tym razem z bliższej odległości. Zwierzę było bardzo niespokojne, jego szczekanie nie ustępowało. Shikamaru pomyślał, że to ujadanie brzmi znajomo i nagle ku jego zgrozie go olśniło.
Shukaku! Pies Gaary. Jeśli jest na zewnątrz to znaczy, że ktoś z domowników opuścił budynek bez jego wiedzy. Przestraszyło go to. Przez ostatnie dni tak bardzo uważał by nie spuścić nikogo z tej rodziny z oczu. A tu taki szok.
Zeskoczył z werandy i wybiegł na chodnik. Jego obawy się potwierdziły.
Kilkanaście metrów przed nim i dosłownie kawałeczek od wspomnianego auta, stała jakaś postać. Ciągnęła psa na smyczy, który najwidoczniej nie chciał się słuchać i robił mnóstwo hałasu. Z daleka i w tych ciemnościach trudno byłyby rozpoznać jakąkolwiek osobę, ale ostry, czerwony kolor włosów, widoczny w świetle lampy ulicznej nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
Papieros wypadł Shikamaru z ręki dokładnie w tej samej chwili, gdy tylne drzwi auta się otworzyły i wyszedł z niego jakiś cień.
Chłopak rzucił się do przodu. Wykrzyknął imię przyjaciela, aby go ostrzec, lecz było już za późno. Gaara był zbyt blisko tego samochodu, a jednocześnie zbyt daleko od Nary. Cień oplótł chłopaka i przyłożył mu coś do ciała. Gaara opadł bezwładnie i został wciągnięty przez porywacza do auta.
Shikamaru dobiegł do pojazdu w chwili, gdy ten miał już włączony silnik. Chłopak zdążył jedynie złapać za klamkę drzwi. Były zamknięte. Lecz przez szybę zdołał dojrzeć szydzącego z niego spojrzenie czyiś niebieskich oczu.
Samochód ruszył przez siebie z piskiem, omal nie przejeżdżając chłopakowi po stopie. Nara wytężał wzrok, ale przy tej szybkości auta i oświetleniu mógł rozpoznać tylko 2 pierwsze znaki na tablicy rejestracyjnej.
Wszystko wydarzyło się tak szybko. Wręcz w mgnieniu oka. Shikamaru  przez bardzo krótki moment nawet się zastanawiał czy to nie sen. Ale niestety nie był. Sytuacja sprzed chwili była prawdziwa. Przerażająco prawdziwa.
Nara upadł na kolana, wciąż patrząc w miejsce, gdzie zniknął mu z oczu ten cholerny pojazd. Co teraz robić? Gonić ich? Czym? Nie ma samochodu, a porywacze będą już daleko jeśli teraz wróci do domu po auto kogoś z rodziny. Uciekli mu. Chciało mu się krzyczeć z wściekłości.
Dzwonek telefonu przerwał nocną ciszę. Miał komórkę zawsze przy sobie, w kieszeni spodni dresowych. Shikamaru odebrał odruchowo, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Ale masz kuźwa wyczucie… - rzucił do swojego rozmówcy, nie przejmując się, że nie wie do kogo się zwraca
- Co się stało?! – to był głos Naruto.
- Zawiodłem, kurwa to się stało. Porwano Gaare… - usłyszał głuchy trzask po drugiej, ale nie zwrócił uwagi i mówił dalej – Nic…Nic nie mogłem zrobić…
Widział to, był niedaleko i nie zdołał temu zapobiec. Ta bezsilność jest…
- Nie – podniósł się z klęczek. To nie czas na depresje. Wcale nie jest bezsilny. Trzeba działać. Musi ich znaleźć…albo nie. Na pewno ich znajdzie.
Ruszył biegiem w stronę domu z gotowym w głowie planem działania.
Naprawi swój błąd. Znajdzie Gaare. Żadna inna opcja nie wchodzi w grę.

***

Zaledwie w kilka minut uruchomiła się sieć komunikacyjna. Wiadomość o porwaniu Gaary w mig dotarła do najważniejszych osób. Gdy Shikamru powiadamiał rodzinę oraz policje, Naruto zawiadomił Jirayie, Kakashiego i Sasuke.
Uchiha w ciągu kilku chwil był gotowy do drogi. Umówili się z Naruto, że przyjedzie do niego do rodzinnego domu Hinaty i stamtąd ruszą prosto do Suny. Nie powinno im to zająć tak dużo czasu jak zwykle, biorąc pod uwagę szybkość jego motoru oraz puste drogi z powodu późnej pory.
- Czekaj, naprawdę musisz jechać już teraz?! – Sakura szła szybkim krokiem tuż za Sasuke i próbowała, wedle swojej opinii, przemówić do rozsądku – Przecież jak tam teraz pojedziecie to ledwie zacznie świtać.
- A co mam robić?! – Sasuke zapiął swoją kurtkę i wyszedł na zewnątrz – Jak mam niby zasnąć po czymś takim? Musimy działać póki sprawa jest świeża.
- Ale co zdziałacie?! – Haruno nie ustępowała i złapała go za rękaw kurtki, zatrzymując go na moment – Tam będzie policja no i Kakashi. Co ty, Naruto i Shikamaru może sami zdziałać…
- Cokolwiek, żeby nie być biernym.
Dziewczyna westchnęła z irytacją. Nie przemówi mu do rozsądku. Chyba tylko silny cios w łeb, tak by stracił przytomność mógł go powstrzymać
- Dobra, w porządku – uniosła ręce w poddańczym geście – Jedź, tylko ostrożnie. Przyjadę z samego rana, jak wszystko…
- Co to, to nie – Uchiha przerwał jej zdecydowanie – Zostaniesz tutaj.
- Chyba żartujesz! – Sakura nie wytrzymała i podniosła głos, nie przejmując się, że jest na zewnątrz – Sam rwiesz się by być na miejscu, a mnie każesz tu siedzieć jak trusia? Gaara to także mój przyjaciel.
- Wiem – Sasuke wsiadł na motor i posłał jej zimne spojrzenie – Ale i tak zostajesz. Koniec kropka. To ciebie nie dotyczy.
- Oczywiście, że dotyczy! Chodzi o bezpieczeństwo moich przyjaciół no i … twoje. Obiecałam ci pomóc, więc…
- Tak obiecałaś, lecz w sprawie mojego brata. Gdy nadejdzie czas, skorzystam z twojej pomocy. Natomiast od tego masz się trzymać z daleka.
- Jak możesz oczekiwać, że będę…
Sasuke ponownie jej przerwał, tym razem gestem. Stuknął mocno dwoma palcami w jej czoło. Sakura zamarła na chwilę, zdezorientowana nie tylko przez to, lecz również przez spojrzenie ciemnych oczu, które wyraźnie złagodniały.
- Następnym razem.
Nie mówiąc nic więcej, założył kask, uruchomił silnik i z głośnym rykiem ruszył w ciemną noc. Zniknął kilka sekund później za zakrętem.
Sakura najpierw stała jak wrośnięta w ziemię, a potem zacisnęła dłonie w pięści i zmrużyła oczy ze złości. Znów próbował zamydlić jej oczy, jak nic.
Wróciła biegiem do domu, następnie do ich sypialni. Ściągnęła szlafrok i zaczęła się przebierać.
- Wybacz, kochanie – położyła złośliwie nacisk na ostatnie słowo – Ale czasy naiwnej i potulnej Sakury skończyły się już kilka lat temu.

***

- Przeproś wszystkich ode mnie, gdy wstaną. Powiedz, że pilne wieści od Ero-wujka wezwały mnie do domu. Potem wymyślę coś konkretniejszego.
Naruto stał na dworze i czekał aż jego przyjaciel tu po niego podjedzie. Powinien niedługo tu dotrzeć. Umówili się, że będzie tu mniej więcej o tej porze. Uzumaki był całkowicie rozbudzony. W jego postawie nie było widać żadnego zmęczenia.
Hinata stała tuż przy nim i nerwowo bawiła się palcami, strzelając kostkami. Oczy miała skierowane w ziemię.  Kurama również zachowywał się niespokojnie, chodząc w kółko, wokół swoich właścicieli
- Co zamierzacie zrobić? – zapytała cicho, z pozornym opanowaniem.
- Zdecydujemy, kiedy porozmawiamy z Shikamaru i poznamy więcej faktów.
Dziewczyna zerknęła na bok, potem znów w dół i na bok. Jakby starała się przemóc i coś powiedzieć. Nie chodziło o to jednak żeby zatrzymać blondyna. Wiedziała doskonale, że choćby nie wiadomo co powiedziała, za nic go nie powstrzyma. Nie istniała pewnie tak siła, która przytrzymała by go teraz na miejscu.
-Czy… - zebrała się na odwagę, ale i tak na niego nie patrzyła - …gdy autobusy znów zaczną kursować…mogę do was dojechać? Wiem, że wydaje się, że mogę się nie przydać, ale…
Nie dokończyła. Powiedziała wszystko, co w sumie chciała. Teraz czekała z bijącym sercem na jego odpowiedź.
Naruto zrobił 2 kroki i stanął tuż przed nią. Hinata ciągle nie odrywała wzroku od ziemi. Nie wiedziała dlaczego, ale bała się na niego spojrzeć. Bała się co zobaczy na jego twarzy. Cisza w powietrzu przeciągała się.
W końcu Uzumaki delikatnie chwycił jej lewy nadgarstek i podniósł go do góry. Zatrzymał go, kiedy jej dłoń znalazła się na wysokości jej twarzy. W tym momencie, przed jej jasnymi oczami znajdował się diamencik z jej pierścionka zaręczynowego.
Hinata zaskoczona podniosła wzrok i napotkała błękitne oczy narzeczonego. Oczy, które tak często przypominały oczy małego, wesołego chłopca, teraz były inne.
Był to wzrok dorosłego mężczyzny, gotowego na wszystko. Silnego i pełnego zdecydowania.
- Pamiętasz dzień, w którym ci go dałem?
Pamiętała. Pamiętała najlepiej ze wszystkich dni w swoim młodym życiu. Jak mogłabyby zapomnieć cokolwiek? Ścisnęła powieki i wówczas słowa sprzed dwóch lat rozbrzmiały w jej umyśle.
- Musisz mi obiecać, że jeśli kolejny raz zdarzy się taka sytuacja jak wczoraj, będziesz myśleć tylko o własnym bezpieczeństwie. Uciekniesz i zostawisz mnie, jeśli będzie trzeba. Będziesz myśleć jedynie o sobie. Masz przysiąc, że tak zrobisz.
- Dobrze, przysięgam.
Ta sytuacja właśnie nadeszła. Porwanie ich bliskiego przyjaciela, najpewniej przez Akatsuki, zniszczyło już na dobre ich spokój. Naruto wyciągnął sprawę jej przysięgi i dał jasno tym do zrozumienia czego oczekuje.
Hinata miała tu zostać i trzymać się z daleka. Taka jak obiecała, miała od tego uciec i myśleć jedynie o sobie, o swoim bezpieczeństwie i o niczym więcej.
- Wiem, że złożyłam przysięgę – pomyślała Hyuga, mierząc się ze swoim dylematem – Ale przecież tamtego dnia prawdopodobnie zrobiłabym wszystko byleby mnie nie zostawiał. Powiedziałabym wszystko…
Chyba od dawna nie chciała dopuścić do swojej świadomości faktu, że ta obietnica kiedyś obróci się przeciwko niej.
- Tak, pamiętam – odpowiedziała w końcu, ciszej niż planowała.
- Pamiętasz, co mi obiecałaś, prawda? – blondyn pochylił się i przyłożył swoje czoło do jej czoła – Pod tym warunkiem zgodziłem się, byśmy zostali razem.
- Wiem…wiem, ale…
- Nie martw się. Nic mi się nie stanie. Nie zamierzam umrzeć dopóki nie stanę na czele tego miasta oraz… - pocałował już w czoło, by później posłać jej najlepszy pocieszycielski uśmiech, na jaki było go stać w tej chwili - …dopóki nie zostaniesz moją żoną. To moje największe marzenia.
Naruto był zdeterminowany, pamiętał nie tylko o swoich marzeniach, lecz także o celach. Aby chronić Hinate musiał trzymać ja z dala od tego bagna. Aby odciągnąć Sasuke od zemsty musi go pilnować. I w końcu aby chronić siebie…musi mieć oczy dookoła głowy.
Ich rozmowę przerwał nagle dźwięk nadjeżdżającego pojazdu. Wpierw pojawiło się światło reflektora by za moment zatrzymał się przy nich motocykl. Kierowca zdjął kask.
- Wsiadaj – rzucił na powitanie do przyjaciela – Nie traćmy czasu.
Naruto ostatni raz ścisnął dłoń dziewczyny i jeszcze raz zapewnił ją, że wszystko będzie dobrze, po czym wsiadł bez wahania na motor za Uchihą.
Bez żadnych dodatkowych słów, Sasuke posłał Hinacie spojrzenie mówiące – „Będę go pilnował” – założył z powrotem kask i obaj odjechali.
Kurama szczeknął kilka razy w proteście. Umilkł, kiedy zrozumiał że nie zawróci tym swojego pana. Chciał iść z nim. Nie był w tym odosobniony.
Hyuga odwróciła się plecami do drogi i poszła w stronę domu. Weszła do środka. Cisza wewnątrz była dla niej jeszcze bardziej przytłaczająca niż na dworze. Jak ona tu wytrzyma? Nie da rady, zwyczajnie nie da. Zwariuje z niepokoju.
Kiedy szła w stronę swojego pokoju, pies próbował złapać zębami za nogawki jej spodni by ją zawrócić. Był przy tym jednak ostrożniejszy niż by był, gdyby chodziło o jego pana.
- Wiem Kurama, wiem… - wyszeptała, siląc się na spokojny ton. Nie przerwała kroku, wciąż szła przed siebie – Ja też chce być przy nim.
Dotarła w końcu do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Na łóżko nawet nie spojrzała. Nie było mowy by zmrużyła oko dzisiejszej nocy. Tak bardzo się martwiła. O Gaare, o Sasuke … o Naruto. Jej strach, który towarzyszył jej nieprzerwanie od kilku lat był niczym w porównaniu z tym, co teraz czuła.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, instynktownie szukając czegoś co odwróci jej uwagę. Dostrzegła, że jej komórka leżąca na nocnym stoliku mryga, sygnalizując, że dostała SMSa.
Dziewczyna wzięła telefon do ręki i sprawdziła skrzynkę odbiorczą. Okazało się, że dostała wiadomość od Sakury o treści:
„Zadzwoń do mnie od razu gdy odjadą”
Hyuga bez zastanowienia wybrała numer przyjaciółki. Haruno odebrała natychmiast, po pierwszym sygnale.
- Ten dupek myśli, że będę posłuszną dziewczynką i siedziała potulnie na tyłku, czekając na jego „wielki powrót z bitwy”. Pewnie do tego jeszcze z obiadem – Hinata usłyszała tą wypowiedź zamiast przywitania. Najwidoczniej Sakura była tak nerwowa, że miała gdzieś maniery lub…upodobniła się do swojego faceta. Cóż z kim przystajesz, takim się stajesz.
- Aha – mruknęła jedynie, nie wiedząc co właściwie na ten wybuch ma odpowiedzieć.
- Wsiadam w pierwszy autobus do Suny. Zdaje się, że podjedzie pod twoją okolicę około 6:40. Wsiądź w niego, będę siedzieć na przodzie. Nie będziemy dawać sobą dyrygować.
- Ale…ale ja… - w głowie dziewczyny w kółko przewijały się słowa własnej przysięgi oraz swoja własna chęć najszybszego znalezienia się przy Naruto w Sunie.
- Pewnie Naruto strzelił ci jakąś uspokajającą gadkę. Błagam nie mów, że to łyknęłaś.
Nie łyknęła nic. Po prostu dała słowo…ale…
- Przecież nie możemy pozwolić im walczyć bez nas! Hinata no!
Hyuga milczała przez kilkanaście sekund. Obietnica to obietnica. Nie może jej złamać. Tyle, że pamiętała z tamtego dnia jeszcze coś. Inne słowa, które wypowiedziała. W jej mniemaniu to również była przysięga. Sądziła tak i wtedy i dziś.
- …Więc pozwól mi być tą osobą, która cię wesprze. Dam ci tyle siły, ile zechcesz. Jeśli upadniesz, pomogę ci wstać. Pomogę ci przeć naprzód. Będę cię kochać najmocniej jak umiem. Zrobię wszystko…tylko nie unieszczęśliwiaj nas oboje, dla mojego dobra.
Naraz niepewność i wahanie opuściło ją całkowicie. Musi mu pomóc. Nieważna jak i bez względu na wszystko.
- Nie musisz krzyczeć Sakura-san – wreszcie jej głos miał normalny wydźwięk – Czekaj na mnie, wsiądę do tego autobusu na 100%.

***

Sasori siedział przy oknie i przyglądał się nocnemu niebu. Czekał już długo, lecz nie był zniecierpliwiony. Po latach pracy z Deidarą przyzwyczaił się, że nigdy nic nie było przez niego zrobione na czas.
W końcu usłyszał na korytarzu kroki dwóch osób. Kluczyk otworzył drzwi i pojawił się w nich jego partner oraz młody chłopak stojący tuż przed nim. Ciężko oddychał, miał związane z tyłu ręce, a usta miał zakneblowane.
- Nikt was nie widział? – spytał Sasori, bez ogródek.
- Jak tu szliśmy to nie – blondyn pchnął zakładnika na niezasłane niczym łóżko, stojące w rogu pokoju i pokazał mu paralizator, którym go wcześniej potraktował – Bądź grzeczny, a nie będziemy musieli używać tej zabawki ponownie.
Gaara rozejrzał się po pomieszczeniu, do którego go przyprowadzono. Było tu bardzo pusto. Znajdowało się tu bardzo mało mebli. Prawdopodobnie nikt tu nie mieszkał na co dzień. Mieszkanie znajdowało się na najwyższym piętrze jakiegoś wieżowca.
Sabaku pamiętał, że wyszedł na nocny spacer z psem. Nie był to pierwszy raz. Shukaku bardzo często zmuszał go do wyjścia o późnych porach. Jednakże dzisiaj nie zdołał wrócić do domu. Obezwładnij go jakiś paraliżujący wstrząs. Już wiedział, że został porażony paralizatorem. Stracił przytomność i odzyskał ją dopiero, kiedy samochód, którym go przewieziono zatrzymał się pod tym wieżowcem.
- „Jak tu szliście”? – Sasori zmrużył niebezpiecznie oczy – To znaczy, że ktoś widział was wcześniej?
- Oj tam, nic wielkiego – rzekł lekceważąco blondyn – Jakiś facet przykleił się nam do szyby, zanim odjechaliśmy.
- Mógłby cię rozpoznać, Deidara?
- Trudno powiedzieć. Pewnie nie, było zbyt ciemno.
- Nie lekceważ tego. Nie wolno zostawiać żadnych świadków.
- Przecież wiem – Deidara opadł na starą kanapę i dodał – Daj temu spokój, na pewno nie zdążył zapamiętać całej mojej twarzy. Jesteśmy bezpieczni.
Mężczyzna nie był tym uspokojony. Swojemu partnerowi nie ufał w najmniejszym stopniu. No dokładniej to jego słowom.
 - To chociaż przynajmniej podałeś swoim ludziom odpowiednie instrukcje? – spytał z nadzieją, że blondyn choć jedną część zadania wykonał poprawnie.
- Co znaczy „chociaż”? Pewnie, że tak. Zadzwonią do starego Sabaku równo w południe i podadzą mu żądania. Gościu albo je spełni albo straci synalka. Zrobią wszystko jak im kazałem.
Sasori pokiwał głowę i zerknął na więźnia. Musieli pilnować go jeszcze przez jakiś czas. Chciał mieć tą misję już za sobą. Nie przyznałby się do tego przy Deidarze, ale on również chciał zabrać się za ich następny cel.
Dzięki adrenalinie krążącej w żyłach, Gaara był w stanie myśleć błyskawicznie i dobrze zrozumieć swoją nieciekawą sytuację. Dał się porwać jakimś oszołomom, tyle że coś mu tu nie pasowało.
Ci mężczyźni mieli na sobie drogie ubrania i zegarki. Widać było, że nie potrzebowali pieniędzy, mieli dużo własnych. Nie porwali go dla okupu. Mieli jakieś inne żądania do jego ojca w zamian za jego życie. Ale jakie?
No i druga sprawa. Dlaczego nie ukrywali przed nim swoich twarzy?
Jeden z porywaczy, ten z długimi blond włosami zauważył jego dociekliwe wgapianie w nich. Mężczyzna podszedł do niego i przyłożył mu koniec paralizatora do podbródka. Ruszał palcem w tę i z powrotem, udając że chce go włączyć i jednocześnie drażniąc się z nim.
- Przypatrz nam się uważnie młody – Deidara uśmiechał się złośliwie, a swą postawą podkreślał swoją wyższość nad zakładnikiem – Nie przeocz żadnych ważnych szczegółów. W końcu musisz nas uważnie opisać policji, gdy już będziesz wolny.
Mężczyzna wreszcie odsunął od niego narzędzie i śmiejąc się cicho pod nosem wrócił na swoje miejsce i zaczął rozprawiać z tym drugim o jakichś sprawach bez znaczenia. Z tego co zrozumiał mówili coś o interesach jakiegoś kasyna.
Gaara przysłuchiwał się ich rozmowie i próbował zrozumieć zagadkową wypowiedź swojego oprawcy sprzed chwili. Coś się za nią kryło, ale co…
I nagle go olśniło.
Oczy Sabaku rozszerzyły się znienacka, oddech na chwilę zamarł, a ręce związane z tyłu zadrżały i to bynajmniej nie z zimna. Straszna prawda do niego dotarła. To musiało być to.
Mógł istnieć tylko jeden powód, dla którego porywacze nie ukrywali przed nim twarzy ani nawet własnych imion. Ponieważ to im nie mogło zaszkodzić, Gaara i tak nie miał ich nigdy opisać i wydać policji. Nie ważne czy jego ojciec spełni te tajemnicze żądania, czy nie. Jego los był już przypieczętowany.
Gaara i tak nie opuści tego budynku żywy…
Niewolno zostawiać żadnych świadków.

***

Zbliżał się już ranek. Niebo powoli zaczynało się rozjaśniać. Ludzie w swoich domach powoli zaczęli się wybudzać ze snu i szykować na kolejny dzień. Jedynie rezydencja Sabaku od dawna tętniła życiem oraz pełną grozy atmosferą.
Shikamaru nie mógł znieść tam już ani minuty dłużej. Wyszedł na werandę i znowu zapalił. Ile papierosów wypalił w ciągu ostatnich kilku godzin? Nie miał pojęcia, ale było ich naprawdę dużo.
Tak mało czasu minęło, a tyle się wydarzyło. Porwanie…zaalarmowanie wszystkich…te spojrzenia pełne wyrzutu, które mógł sobie wyimaginować przez kłujące go wciąż poczucie winy, że nie zdołał zapobiec nieszczęściu…wezwanie policji no i przesłuchania. Dali mu spokój, dopiero wówczas, gdy przyjechał Kakashi i przejął dowodzenie. Nara nie wiedział jak jego szef zdołał to zrobić, ale go to nie obchodziło, ważny był rezultat.
W tej chwili policjanci montowali jakieś ustrojstwo, które miało pomóc zlokalizować porywaczy, gdyby zadzwonili. Shikamaru nie miał wątpliwości, że się odezwą. Gdyby chcieli zabić Gaare, zrobiliby to na miejscu, nie cackali by się. Gaara był im na razie potrzebny żywy. Na razie…
Wtem wśród warkotów silników samochodów dało się słyszeć inny. O wiele głośniejszy i charakterystyczny.
Shikamaru zgasił niedopałek i czym prędzej pobiegł pod dom, który stał jakieś 3 budynki od rezydencji Sabaku. To tam właśnie zatrzymał się czarny motocykl, z którego akurat zeszło dwóch młodych mężczyzn.
- Matko…parę razy myślałem, że nas zabijesz – powiedział Naruto, czując małą ulgę, że są na miejscu i może wyprostować nogi.
- Sam mówiłeś, że mam jechać najszybciej jak się da.
- Powiedział ten, który miał kask!
- Nawet w takich momentach macie czas na te wasze bezsensowne sprzeczki – Nara pojawił się przy nich i przerwał tą głupią paplaninę – Ciszej trochę. Kakashi nie wie że tu przyjechaliście. Myśli, że jedynie wiecie co się wydarzyło.
- Shikamaru! – zawołał Naruto – Bez przedłużania…Opowiadaj wszystko po kolei, ale już.
Nara po raz kolejny opowiedział cały przebieg zajścia.
- Przyłożył mu coś do ciała, tak? – Sasuke podrapał się w podbródek – Pewnie paralizator, prosty, ogólnodostępny i skuteczny.
Uzumaki wzdrygnął się i spojrzał na Nare z wyrzutem – Przyznaj się. Wpadłeś na to, że to Gaara może być celem, gdy zobaczyłeś anonim.
- Niezupełnie – Shikamaru zaczął wyjaśniać – To była tylko jedna z możliwości. Zbyt dużo osób wchodziło w grę. Najprawdopodobniejszy był rzeczywiście Kakashi, przynajmniej według mnie, lecz…gdy wpadło mi do głowy, że może chodzić o kogoś z rodziny Sabaku to…jakoś nie mogłem wyrzucić z głowy tego…
- Podobieństwa miedzy nami – Naruto dokończył za niego – Kanakarou, Temari i Gaara są dziećmi prezydenta Suny, tak ja byłem synem prezydenta Konohy. W dodatku ich ojciec właśnie został ponownie wybrany właśnie dzięki…
- …nowemu programowi, które ma walczyć z przestępczością zorganizowaną – Sasuke dokończył całą myśl – To daje do myślenia i zwiększa prawdopodobieństwo, że to o nich chodziło. Mogłeś coś powiedzieć.
- A co by to zmieniło? Stanęło by na tym samym i tyle. Nie mielibyśmy żadnej pewności i podjęlibyśmy tę samą decyzje by poczekać na ich ruch.
- Ale może Kakashi-sensei załatwiłby im ochronę – powiedział Uzumaki.
- Słuchałeś mnie w ogóle? – Shikamaru się lekko zirytował – Było zbyt wielu podejrzanych. Musiałby załatwić ja dla wszystkich, a to by było niemożliwe. Nawet Hinata i Neji byli na liście – widząc zszokowana minę blondyna dorzucił – Nie dziw się. Ich rodzina prowadzi potężną firmę, która także mogła w szelaki sposób narazić się mafii. A do tego jak byśmy to im wyjaśnili…
- To wszystko? – rozmówcy spojrzeli na Sasuke, zdziwieni jego pytaniem.
- To znaczy?
- Czy to wszystko co ukrywałeś? Bo ja myślę, że wpadłeś na coś jeszcze.
Shikamaru zamilkł na dłuższą chwilę i odwrócił wzrok.
- Dość chłopie! Koniec tajemnic – krzyknął Naruto – Kawa na ławę, ale już!
- Naprawdę tego nie zauważyliście?
- Czego do cholery nie zauważyliśmy?! Mów, albo ci przywalę.
- A ja się przyłącze – Uchiha dodał swoje 3 grosze.
Shikamaru westchnął przeciągle i wyrzucił z siebie na jednym tchu.
- Nie widzicie, że autor anonimu udaje jakiegoś kretyna!
Naruto i Sasuke zamrugali szybko i powiedzieli jednocześnie krótkie.
- Co?

***

(Od autorki) Znowu skończyłam w głupim momencie XD ale spokojnie następny rozdział będzie za tydzień. Już bez takich długich przerw.
Myślałam co dodać na koniec i może powiem wam, że nie dostałam sie na medycyne :P nie dziwię sie bo tam są geniusze a nie takie roztrzepańce, ale tam gdzie jestem też mi sie bardzo podoba. Mianowicie studiuje neurobiopsychologię na Uniwersytecie Gdańskim (taa każda osoba, której powiem tą nazwę nie wie o co chodzi XD.
Aha i ta niespodzianka. Założyłam drugiego bloga nie mającego jednak nic wspólnego z NaruHina, Założyłam go bo czułam potrzebę, aby wyrzucać z głowy różne pomysły FF nie związanych z Naruto, a jednocześnie za krótkich by mieć osobny blog. Ma na celu opróżnianie głowy z różnych "wizji". Będę tam coś wkładać, kiedy będę miała ochotę, nie będzie tam nic regularnego. Link będzie z boku.
To tyle, do zobaczenia za tydzień.

23 komentarze:

  1. Rozdział po przeczytaniu wydawał mi się taki jakiś krótki, no ale nic ;D Następna notka będzie za tydzień w niedzielę, czy jakiś inny dzień?

    OdpowiedzUsuń
  2. Sądzę że jednak w niedziele. Tak mi najlepiej pasuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu piszesz ^^ Notka trzyma poziom a śmieszne sytuacje sprawiają, że tekst nie emanuje powagą i rozpaczą :D Co do zakończenia, to całkiem niezłe. Coś jak reklamy w polsacie, gdy zastanawiasz się "jak oni mogli przerwać w takim momencie" :P Życzę weny i czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, rozdział jak na Ciebie króciutki, ale dajemy Ci czas na rozruszanie się ! :D
    Krótkie opowiadania to może być ciekawy pomysł, zawsze będzie coś do czytania, a jest duża szansa, że bardziej się rozwiniesz!
    Szczerze przyznam, że nie pamiętam już z grubsza co działo się w ostatnich rozdziałach, ale spokojnie nadrobię. Co do dzisiejszego, całkiem ciekawy. Spodobała mi się ta zmiana w twoim stylu, którą nazwałbym dosłownością. Wydaje mi się, że może być to spowodowane twoją przerwą i długością rozdziału. Jakkolwiek byś to zrozumiała, jest dobrze.
    I takie małe pytanie na koniec, czy planujesz zakończenie opowiadania po "sadze" z Akatsuki (Podobnie do Przemka) czy jest szansa na kolejne sezony ? (Jeśli to jakaś tajemnica to obejdę się smakiem aż sam się nie przekonam :D)
    A co do studiów, kierunek z nazwy wydaje się co najmniej ciekawy, ciśnie mi się na usta taka mała sentencja: "Życie pisze swoje własne scenariusze", kto wie, może to będzie akurat ten profil, który będzie do Ciebie pasował idealnie ? W każdym razie, powodzenia, we wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nooo! W końcu. Nowy rozdział jednak żeby ponownie wczuć sie w historię muszę przeczytać całe opowiadanie od nowa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. tak trzymaj pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurka xd
    Nwm jest rozdział dziś czy jak? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego nie ma nowego rozdziału :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego nie ma nowego rozdziału :(

    OdpowiedzUsuń
  10. A rozdziału jak nie było tak nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz mogłabyś chociaż napisać " sorka ludzie nie dam rady napisać " albo coś takiego, a nie kurka wszyscy czekają i gówno, ja rozumie studia, prywatne życie, nowa sytuacja, ale skoro już się jakoś deklarujesz to fajnie by było jakbyś się z tego wywiazywala a nie , chociaż głupie " nie mam czasu " , " miałam ważne sprawy " albo coś takiego , lepsze to niż ta cisza

    OdpowiedzUsuń
  12. O matko, jak się cieszę, że wróciłaś... No ale tu już listopad, gdzie następny? O.o

    OdpowiedzUsuń
  13. Już grudzień, a rozdziału jak nie było, tak nie ma ;-;

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że studia aż tak nie pochłonęły, aby zapomnieć o całym świecie. Studiujesz w moim mieście :-) Pisz dalej bo ja muszę wiedzieć czy mój Gaara przeżyje

    OdpowiedzUsuń
  15. halo halo xd
    Kiedy się tu coś pojawi ?? xd

    OdpowiedzUsuń
  16. ooo pliss zlituj się :D

    OdpowiedzUsuń
  17. No cóż, czekamy dalej z niecierpliwością �� Miejmy nadzieję!

    OdpowiedzUsuń
  18. Będzie kontynuowane to opowiadanie ponieważ nie wiem czy mam czekać ?

    OdpowiedzUsuń
  19. no ja też cały czas dzielnie czekam ������

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej. Stało się coś, że przestałaś pisać? Minął już kawał czasu od ostatniej wrzuty i trochę się jako wierny czytacz martwię.
    Wiem, że ciężko czasem ciągnąć wątek, sam wywaliłem w kosmos swoje opowiadania jak mi przeszła wena, ale mimo wszystko liczę że dasz jakiś znak życia, nawet jeśli byłaby to nota o zamknięciu bloga bo już nie dajesz rady.

    Jakby nie było - trzymaj się ciepło i daj choć znać że żyjesz.

    OdpowiedzUsuń