To o czym wspomniałam na końcu poprzedniego rozdziału jednak się sprawdziło. Nie wyrobiłam się. Wiem, że ostatnio ciągle zawalam, ale mogę tylko przepraszać i obiecać, że wszystko zaraz wróci do normy, szkoła wróci i życie znów mi się ustabilizuje. Głowa do góry, przysięgam, że długo takich notek jak ta, nie zobaczycie.
Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że to był dla mnie niezwykle ciężki tydzień i muszę trochę odsapnąć. Stres, angina, składanie mebli (we trójkę z czego dwie to kobiety), deprecha :P Nie nadaje się na razie do niczego, przepraszam. Jestem wrakiem człowieka ;). Następny rozdział i wiele następnych będą gotowe na czas.
Seria 2: Ostatni rok na studiach jest bardzo trudny. Napisanie pracy magisterskiej, szukanie pierwszej pracy, myślenie o przyszłości...A gdyby to tego doszła walka z mafią, która chce cię dorwać oraz powstrzymanie przyjaciela przed zemstą? Czy to nie jest zbyt trudne? Naruto uważa, że da radę. Ale czy wciąż będzie tego zdania, gdy jego narzeczona, Hinata znajdzie się w niebezpieczeństwie? Czy ich miłość przejdzie tą próbę?
:)
niedziela, 1 lutego 2015
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Rozdział 17
(Od autorki) Wesołych świąt wszystkim! Kurde miesiąc się spóźniłam. Spóźnialska to mało powiedziane, ale nikt nie jest doskonały. Puśćcie sobie w tle Last Christmas i czytajcie ;) Pamiętajcie by komentować, bo bez tego czuję się samotna :'( (Jak to zabrzmiało, kurde. Umówmy się, nie czytaliście tego).
Pisanie drugi raz tego samego jest naprawdę męczące. Mam wrażenie, że wyszło gorzej niż w pierwotnej wersji.
***
***
(Od autorki) Znów nie wiem jak to będzie z rozdziałem za tydzień, może będzie może nie. Będę miała w pokoju w weekend totalny rozpi..... ponieważ będzie mały remoncik, nowe mebelki i tede. Rozumiecie, że w takich warunkach trudno się dostać do laptopa i jednocześnie pomagać sprzątać. W dodatku znów jestem chora (teraz chyba angina, bo gardło mnie tak męczy), a muszę robić testy na prawko bo egzamin już w piątek, niech to szlag ! W każdym razie postaram się, ale nic nie obiecuje. Najwyżej chapek będzie trochę krótszy.
PS: Mam pomysły na 2 jednopartówki, ale biorąc pod uwagę ile brałam się za "Skandal w Sunie" trochę z tym poczekacie. Spiszę je pewnie gdy rozdział będzie trzeba dopracować, tak jak poprzednio.
Pisanie drugi raz tego samego jest naprawdę męczące. Mam wrażenie, że wyszło gorzej niż w pierwotnej wersji.
***
- … o twojej „twórczości”,
o twojej młodości, o moim dzieciństwie, o …
- Nie
prościej było zrobić listę rzeczy, o których MOGĘ mówić ?
- Mogłem, ale
jakoś nic nie przychodziło mi do głowy.
Rozmowa była
toczona w samochodzie, przez dwóch mężczyzn. Młodego i żeby nie obrazić powiem
starszego. Obaj prowadzili zawziętą dyskusję o tematach rozmów, jakich nie
wolno poruszać temu „starszemu”.
Jak na tę
porę roku przystało, pomimo wczesnej jeszcze godziny, zaczynało się już ściemniać.
Na poboczu było pełno śniegu, a jezdnia była oszroniona toteż prędkość pojazdu
była ograniczona. Akurat to było kierowcy na rękę, gdyż za wszelką cenę
próbował wypatrzeć zjazd z drogi.
- Kto to słyszał by
mieszkać w takim miejscu ? Łatwo się zgubić, a przez te drzewa prawie nic nie
widać. Może komuś to odpowiada, takie mieszkanie na pustkowiu, ale mnie na
pewno nie.
- Powiedział
„Pustelnik” – skomentował blondyn, z odpowiednią ilością ironii.
- Tylko mi tu
nie wpadaj w kwaśny humorek, bo potem będziesz taki cały rok. I ja tego nie
przeżyje – odparł Jiraiya.
Podjechali
pod dom i zaparkowali na podjeździe. Wbrew oczekiwaniom Uzumakiego, Ero-wujek
nie zdziwił się wyglądem domu. Był pewny siebie i cały w skowronkach. Naruto
również był w dobrym humorze, jak zwykle zresztą, ale zachowywał czujność. Taką
jak na terytorium wroga.
Tymczasem w
środku, biedny Neji był pod rozkazami trzech kobiet. Hinata wraz z Hanabi i
mamą dokonywały w kuchni ostatnich przygotowań. Brunet wciąż latał w tę i z
powrotem, z kuchni do jadalni, rozkładając rzeczy na stole. Cóż…lekko nie miał.
Na dźwięk
dzwonka Hinata ożywiła się. Wychyliła się z zamiarem otworzenia drzwi, ale
ubiegła ją jej mama. Hanako Hyuga powitała gości z iście doskonałym uśmiechem
pani domu.
- Och, już
jesteście. Wejdźcie, proszę. Naruto, Panie Jiraiya, jeśli mogę się tak zwracać…
- Ależ
Jiraiya wystarczy. Po co nam formalności ? W końcu jesteśmy niemal rodziną.
Proszę – wyciągnął zza pleców bukiet herbacianych róż – Kwiaty dla gospodyni.
- Och,
dziękuję bardzo. To miło z pana strony. Rozgośćcie się. Ja pójdę poszukać
wazonu.
Gdy tylko
znikła im z oczu, blondyn powiedział półgłosem do Ero-wujka.
- Póki, co
nieźle, ale ciesz się, że nie dostałeś sierpowym za ten tekst o rodzince !
- Nie spinaj
się tak – zaczął klepać chłopaka po ramieniu – Za bardzo się stresujesz.
Przedwcześnie osiwiejesz.
- Ciekawe,
przez kogo ? – Naruto odsunął się mając już dość tego poklepywania.
- Daj spokój – mówił dalej Jiraiya, wieszając ich płaszcze – Pamiętaj, że jestem
politykiem. Kłamanie i udawanie kogoś, kim nie jestem to dla mnie pestka –
podsumował wypowiedź pstryknięciem palcami.
- To lepiej w
końcu zacznij kłamać, bo ta zbytnia szczerość nie wyjdzie ci na dobre – odparł
blondyn, trochę skonfundowany tym, co usłyszał.
Mieli właśnie
opuścić korytarz, gdy chłopak sobie o czymś przypomniał.
- Tym razem
wyciszę komórkę.
***
Wigilia u
rodziny Haruno ruszyła dawno pełną parą. Jak zwykle zgromadziła się liczna
rodzina, ta bliższa jak i dalsza. To nie było święto spędzane w małym gronie, o
nie. Było wręcz przeciwnie. Dobrze, że dom był sporych rozmiarów, inaczej można
było dostać klaustrofobii.
Sakura jak
zwykle była w centrum uwagi. Ale trzeba tu dodać, że nie z własnej winy, czy
woli. Kizashi oraz Mebuki, czyli jej rodzice byli tego sprawcami. Jak
najgłośniej rozprawiali z każdym członkiem rodziny, że ich córka dostała się na
medycynę ! I to z najwyższym wynikiem ! Są z niej tacy dumni ! Jest najlepsza
na roku i różne tego typu rzeczy.
Sama
zainteresowana przyznawała, że na początku sprawiało jej to przyjemność, ale
już dawno się przejadło. Od tych ciągłych krzyków bolało ją i uszy i głowa.
Kiedy jej matka opowiadała kolejną historyjkę typu „ona tyle w przyszłości
osiągnie…to duma rodziny” kolejnej z rzędu ciotce, rzuciła mimochodem pierwszą
lepszą wymówkę i uciekła do łazienki. Jedyny pokój, w którym panowała cisza.
Wyciągnęła
komórkę by po raz trzeci spróbować zatelefonować do Sasuke, ale znów nikt nie
odebrał. Chciała osobiście złożyć mu życzenia świąteczne, ale niestety okazało
się to niemożliwe. Może ma wyciszony ?
Z głośnym
westchnieniem usiadła na kafelkach. Nie chciała więcej próbować dzwonić. To już
by było nachalne. Napisała mu, więc w Smsie to, co chciała przekazać, ale nie
była tym usatysfakcjonowana. Praktycznie to samo napisała wszystkim innym
przyjaciołom. Jego powinna potraktować bardziej wyjątkowo. I czemu ten Uchiha
sam milczy ? Czy on musi być taki zimny ?
Doszły ją
głosy rodziców. Najwidoczniej jej szukali. Po co ? By znów mogli się nią
pochwalić ? Jak jakąś rzeczą kupioną na wyprzedaży ? Może innym by się to
podobało, ale nie jej.
- Wesołych
świąt Sakura – szepnęła w ciemność, sama do siebie.
***
Atmosfera
przy stole nie mogła być weselsza. A co dziwne wszystko za sprawą Jiraiyi i
Naruto. Można powiedzieć, że oni praktycznie rozkręcili towarzystwo. Potrafili
rozmawiać na każdy temat. Ero-wujek wdawał się w dyskusje z Hiashim i Nejim na
tematy biznesowe. Trochę się na tym znał i musiał się popisać. Naruto natomiast
wciąż rozbawiał panią Hanako (chyba sam nie wiedział, czym) i znalazł wspólny
język z Hanabi. Była tylko odrobinę młodsza od Konohamaru, więc miał już
doświadczenie w rozmowie z nastolatkami.
Uzumaki
musiał oczywiście dorwać miejsce koło Hinaty. Młodzi siedzieli bardzo blisko
siebie, niemal stykając się ramionami. Pod blatem były schowane ich złączone
dłonie. Utrudniało im to oczywiście używanie sztućców, ale uparcie nie chcieli
puścić, czekając, aż ten drugi to zrobi. Niestety, zostało to skomentowane.
- Może
pozwolisz wreszcie dziewczynie zjeść. Puść tę rękę, przecież nie ucieknie –
powiedział Ero-wujek, trochę głośniej niż powinien, po czym sam zaczął
opróżniać swój talerz.
Para spiekła
raka jak na gwizdek. Co za synchronizacja !
Zdaje się, że
jedynie pan Hyuga nie czuł atmosfery świąt. Naruto, co jakiś czas zerkał w
jego stronę. Łatwo było dostrzec różnicę, jaka zaszła w zachowaniu tego
człowieka. Podczas pierwszej wizyty blondyna w tym domu, od mężczyzny emanowała
taka duma i wyższość, że od razu przyszło mu do głowy słowo „król”. Doskonale
pamiętał tę jego twarz bez emocji. Minę gbura jak to nazywał. Teraz jego twarz
wyrażała głęboką zadumę. Jakby rozmyślał nad czymś intensywnie, rozważał jakiś
problem w głowie.
Ze stołu
jedzenie znikało błyskawicznie. Kuchnia pani Hanako była wyśmienita, co
oczywiście zostało przez wszystkich pochwalone.
Już od kilku
minut Hanabi niecierpliwie wierciła się na krześle i wysyłała matce rozpaczliwe
spojrzenie.
- Dobrze,
możesz już iść, rozpakować swój prezent – mama w końcu uległa. Łatwo zgadła, o co córce
chodzi.
Nastolatka z
piskiem radości rzuciła się w stronę wyjścia z jadalni. Pałała takim
entuzjazmem niczym małe dziecko.
W ogóle całe
towarzystwo postanowiło przenieść się do salonu. Bałagan na stole zdążą
sprzątnąć później. Dorośli rozsiedli się na kanapach i zajęli się rozmową.
Prezenty już nie bawiły ich jak dawniej. Były raczej przewidywalne. Pod choinką
bojowała jedynie mała brunetka, dla której prezenty stanowiły jeden z
najważniejszych elementów świąt. Tak jak dla większości jej rocznika, nie
oszukujmy się.
Tylko Hinata
i Naruto jakby nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Wcześniej podrzucili prezent
dla partnera pod choinkę i każde chciało je sobie teraz wręczyć, ale jak ? Tak
przy wszystkich ? Mają z nimi wyjść ? I co właściwie powiedzieć ? Nie ma to jak
nowe sytuacje. Ale problem rozwiązała za nich Hanabi.
Dziewczyna
otwierała właśnie swój prezent (miała nadzieję, że to nowy iPad), gdy niechcący
potrąciła torbę obok i ukradkiem do niej zajrzała.
- Nii-sama,
to jak sądzę dla ciebie – zawołała i puściła siostrze oczko.
Cóż oboje
musieli już podejść do drzewka. Reszta tymczasem zaczęła „udawać” rozmowę.
Bardziej woleli posłuchać.
- To, co,
otworzysz ? – spytał Naruto, ciekaw jej reakcji.
- Nie –
szybkim ruchem chwyciła leżący na ziemi pakunek i wcisnęła chłopakowi w ręce.
Nawet nie udawała, że nie jest kłębkiem nerwów – Ty pierwszy.
- Ok –
pakunek, był mały i lekki. Jednym, sprawnym ruchem go rozwinął i jego oczom
ukazał się czerwony, wełniany szalik. Odrzucił papier i przesuwał szalik w
dłoniach.
- Nie mów,
że…sama go zrobiłaś – mówił z niedowierzaniem w głosie. Dziewczyna pokiwała
lekko głową i zaczęła się bawić swoimi palcami. To był jej nerwowy gest.
- Ja… - kontynuował – Nie wiem, co mam… - zwiesił
głowę by lepiej widzieć swój prezent. Szalik był długi i jednym słowem:
doskonały. Nie było wątpliwości, że osoba, która go zrobiła poświęciła dużo
czasu, pracy i uwagi w zrobienie go. Naruto poczuł mieszankę wzruszenia i
wstydu. Wstyd mu było za siebie. On na ostatnią chwilę pobiegł i coś tam kupił,
a ona poświęciła godziny pracy na robienie szalika.
„Jaka jest
nazwa na takich jak ja ? Nie pochlebna z pewnością”
„Nie podoba
mu się…Nie podoba mu się…Nie podoba mu się” – w głowie Hinaty panował taki
właśnie chaos.
- Nie martw
się. Podoba mu się, aż się wzruszył chłopak – Jiraiya jakby bezbłędnie odczytał
ich myśli i ZNÓW się wtrącił.
- Ty… ! – blondyn zacisnął zęby i wysłał mu
ostrzegawcze spojrzenie.
- Cieszę się…
- jej słowa z powrotem zwróciła uwagę chłopaka - …jeśli ci się podoba – Hinata
poczuła jakby kamień spadł jej z serca.
- Podoba się
to raczej za małe słowo – powiedział to ciszej ze względu na szczerość tego
zdania.
„Czy nie
miałem kiedyś podobnego ?” – skąd się wzięła ta myśl ? Przyszła samoistnie.
Gdy Uzumaki w
końcu oderwał uwagę od szalika, zobaczył, że granatowo włosa zagląda do jednej
z toreb. W końcu teraz jej kolej, a najgorsze ma za sobą. Naruto pod wpływem
nerwów, jak zwykle zaczął gadać więcej niż powinien.
- Wiesz,
widziałem wcześniej, że nie masz u siebie takich przyborów. A te twoje obrazy
były naprawdę ładne i… i jeśli to lubiłaś to nie powinnaś przestawać. To
znaczy, mówiłaś, że lubiłaś malować no i wiesz… Nie wiem, czy kupiłem dobre. Wiesz,
ostatni raz byłem w sklepie plastycznym, gdy potrzebowałem farbek na plastykę.
Ale wiesz, zawsze mogę wymieć… Chyba nadużywam słowa wiesz, wiesz…
Hinata
słyszała może, co drugie słowo. Teraz było wiadomo, czemu torba była taka duża.
W środku był „zestaw początkującego malarza”. Jakby wielkie opakowanie farb
akrylowych, pędzle i paleta nie wystarczyły. Były nawet dwie blejtramy.
Patrzyła z niedowierzaniem i ani drgnęła. Dopóki nie poczuła, że pieką ją oczy.
A Naruto
nawijał dalej.
- W każdym
razie sklepikarka mówiła, że farby są odpowiednie, ale mówię, nie znam się.
Mogę oddać, wymienić… - wreszcie ktoś przerwał ten jego słowotok. Dziewczyna
podniosła się z klęczek, omal nie przewracając torby i rzuciła mu się na szyję.
- Dziękuję –
tyle zdołała wykrztusić. Byłaby zadowolona ze wszystkiego, co by jej dał, ale
to… Dawno nie malowała, a rzeczywiście kiedyś ją to cieszyło. Czemu przestała ?
– Dziękuję.
Blondyn bez
słowa odwzajemnił uścisk, obejmując ją w pasie. W głowie odezwał się wredny
głosik.
„Upiekło ci
się. Zadowolony ? To ci powiem, nie zasłużyłeś na to”
Naruto z
całych sił odsunął ten głos w najdalszy kąt swojej podświadomości i skupił się
na tym, co jest tu i teraz.
Nie
zauważyli, że cały czas mieli widownię. Tylko Hanabi, jako jedyna miała tę sytuację
gdzieś (dostała iPada, więc on zajmował pierwsze miejsce). Ero-wujek szczerzył
się jak głupi do sera, w przeciwieństwie do Nejiego, który próbował opanować
uśmiech wpełzający mu na wargi. Pani Hyuga była poruszona i mile zaskoczona.
Tylko Hiashi… znów popadł w zadumę.
- Teraz chyba
nasz prezent nie zrobi takiego wrażenia, prawda kochanie ? – ciszę przerwała
pani domu – Naruto nas przeskoczył – dodała z czułością w głosie. Wstała z
sofy, wzięła do ręki kartkę, leżącą wcześniej na stoliku i podeszła do starszej
córki – Tak naprawdę to tata na to wpadł, a ja go poparłam. To prezent na święta i
jednocześnie na urodziny. Wszystkiego najlepszego, skarbie.
Hinata
musiała puścić swojego chłopaka i ze zdziwionym wyrazem twarzy wzięła do ręki
kartkę i rozwinęła ją. Blondyn zerkał jej przez ramię by też przeczytać, co
nieco.
To była umowa
kupna.
- Kupiliście
mi mieszkanie ?! – po pokoju rozniósł się podniesiony i zszokowany głos młodej
Hyugi.
***
Shikamaru w
końcu znalazł tylne drzwi prowadzące na zewnątrz. Po co ci Sabaku mieszkają w takim
wielkim domu ? To takie kłopotliwe. Ale jak się jest prezydentem Suny, nie
można mieszkać z rodziną, byle gdzie.
Zimno mu nie
przeszkadzało. Ważne, że udało mu się uciec, choć na chwilę. Zdaje się, że
zaraz będą sprzątać. Może uda mu się to ominąć? Znając charaktery Temari i jego
matki jest bez szans. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, zapalił i z
westchnieniem ulgi wypuścił pierwszy dymek.
Jego spokój
zakłócił dźwięk czyiś kroków. Ktoś także zamierzał wejść na taras. Gdy zobaczył
kto, od razu poczuł ulgę. To był starszy Nara.
- No hej
tato. Myślałem, że źle się poczułeś i poszedłeś się położyć.
- A ty miałeś
być w toalecie – odparł na to Shikaku i wyjął swoją paczkę fajek. Jaki ojciec,
taki syn.
Palili w
milczeniu. Raz patrzyli na niebo, a raz na bawiącego się w śniegu psa. Jak on
się wabił ? Shukaku ? Chyba jakoś tak.
- Czy mi się
wydaję, czy straszy brat Temari ma fioletowe kreski pod okiem ? – zabrał głos
starszy Nara. Trochę go to ciekawiło.
- Nie pytaj.
On tak lubi, nie oceniajmy.
- Mądre słowa
– po chwili milczenia spytał - To prawda ? To, co mówiłeś przy stole ? - Właściwie
od początku chciał zadać to pytanie.
- Czyli, co ?
– syn udał, że nie wie, o co chodzi.
- To, że
znalazłeś pracę. Nie wspominałeś.
- Nie było za
bardzo, o czym wspominać. To świeża sprawa – Shikamaru wypuścił kolejny dymek –
To takie upierdliwe.
- A jakieś
szczegóły ? Co będziesz robić ?
- Nie wiem
dokładnie. Zdaje się, że będę kimś w rodzaju asystenta.
Ojciec nie
mógł dalej drążyć tematu, gdyż dało się słyszeć donośny głos pani Nara. Chyba
odkryła nieobecność męża na górze.
- Muszę
lecieć ! – rzucił i już go nie było. Jak na swój wiek ma niezłą formę… i sporą
ilość strachu przed swoją żoną.
Chłopak
zgasił niedopałek i po raz setny pomyślał o nowej „pracy”. Nie kłamał. Naprawdę
nie wiedział o niej za wiele. Mimo to się jej podjął. Ciekawe, co by
powiedzieli rodzice, albo Temari, gdyby się dowiedzieli.
- To nie
ważne. Jestem po właściwej stronie – szepnął sam do siebie w ciemności.
Teraz czas by
obmyślić plan jak się wymigać od zmywania.
***
Wszyscy
zabrali się za sprzątanie. Hanako i Jiraiya dzielnie zmywali wszystkie
naczynia, a Hanabi i Hinata je wycierały. Neji i Naruto natomiast wszystko im przynosili
z jadalni, a jak już nie było, czego dołączyli się. Kiedy większość roboty
została wykonana, blondyn przeprosił na chwilę i udał, że idzie do toalety.
Jednakże ominął drzwi do łazienki, nawet na nie, nie patrząc i poszedł dalej.
Znalazł się w
końcu pod właściwymi drzwiami i wszedł do środka. Gabinet pana domu. Hiashi
rzeczywiście tam był. Tak się zresztą spodziewał. Stał przy otwartym oknie i
palił. Zlekceważył wejście chłopaka. Spodziewał się go.
- Nie
rozumiem – powiedział blondyn jakby do siebie.
- Czego niby ? Może
wytłumaczę – mężczyzna w końcu uraczył go swoją uwagą.
- To
mieszkanie – Naruto czysto i wyraźnie wypowiedział swoje myśli – Gdyby naprawdę
chodziło o „usamodzielnienie się” oraz „niewygodę mieszkania w akademiku”,
kupiłby pan jej to mieszkanie już na początku studiów. Jeśli natomiast
chodziłoby o rozdzielenie mnie z Hinatą, to to też nie ma sensu. Przeczytałem
adres. Blok, czy tam apartamentowiec jest rzut kamieniem od miasteczka
studenckiego. Pięć minut drogi najwyżej. Więc dlaczego ?
- Jesteś
bystrzejszy niż się wydaje – przerwał na chwilę, po czym odrzekł –
Racja, nie zamierzałem was rozdzielać. Raczej coś sprawdzałem – widząc, że dla
chłopaka na za małe wyjaśnienia, kontynuował – Coś, czyli czy jesteście od
siebie uzależnieni. Taka niewielka odległość od siebie, nawet niewiele znacząca
tylko wam pomoże. Para, która nie może znieść małej rozłąki nigdy nie powinna
być razem. Skoro żadne z was nie spanikowało, widzę, że się tym za bardzo nie
przejęliście, co dobrze świadczy – wziął papierosa do ust, po czym wypuścił mały kłębek dymu – I
tak coś czuje, że będziesz tam częstym gościem.
- Więc nam
pan pomaga ? – ton głosu Uzumakiego zdradzał, że chłopak za bardzo mu nie
wierzy – I to wszystko ? Żadnego haczyka ? Co to Opowieść wigilijna ? Przyszły do pana trzy duchy i zabrały w podróż
w czasie ? – nie silił się na grzeczność. W końcu pan Hyuga sam go już parę
razy źle potraktował.
- Nie. Przyszedł do mnie bezczelny studencik i przypomniał mi przeszłość, to wszystko.
Naruto zaintrygowany tymi słowami, podszedł bliżej i
przysiadł na krawędzi biurka. Potem skrzyżował ręce i czekał.
- Naprawdę
chcesz tego słuchać ? To dość długa historia. Pewnie nawet nie zrozumiesz
mojego postępowania.
- Proszę mi
pozwolić spróbować.
- Ach, uparty
jesteś – zgasił niedopałek w popielniczce i zaczął opowieść – Trzeba zacząć od
tego, że pomimo iż firma Hyuga produkuje nowoczesne technologie, sama jest
zaskorupiała w tradycji. Kierownictwo zawsze przechodziła na najstarsze dziecko
prezesa i tak jest do dziś. Ja sam urodziłem o kilka minut wcześniej od swojego
brata toteż praktycznie w dniu narodzin otrzymałem pracę.
- Nie
wiedziałem, że ojciec Nejiego był pana bliźniakiem – Naruto był zaskoczony tą
wiadomością.
- A owszem
był. Nigdy nie mogłem mu dorównać – prychnął, wspominając swoje dzieciństwo –
Zawsze był we wszystkim lepszy. W nauce, w sportach… i kierowaniu dużą firmą.
Kiedy przejąłem stołek prezesa, od razu zatrudniłem Hizashiego, jako swoją
prawą rękę. Byłem młody i bałem się, że nie dam rady. Razem rozkręciliśmy ten
biznes i tak było przez pierwsze lata. Pamiętam nawet jak kiedyś, kilka tygodni
po urodzeni Hinaty rozmawialiśmy o naszych dzieciach. Powiedziałem, że moja
córka tak jak ja urodziła się już z pracą. A wiesz, co on odparł ? Powiedział
dokładnie: Dzieci nie są narzędziami
swoich rodziców. Daj dziewczynie samej wybrać, co chce robić. Nie bądźmy jak
nasi staruszkowie. Słowo w słowo.
Naruto
patrzył oniemiały. To były jego słowa. Jak mu się udało…?
- Tamtego
dnia miałem odebrać Hizashiego i jego żonę z lotniska. Wracali z wakacji. Ich
synek był pod naszą opieką. Niestety wypadło mi ważne zebranie i musieli wrócić
taksówką. Nie wiedzieli tylko, że kierowca wypił sobie wcześnie co nieco i
spowoduje wypadek – przerwał w tym momencie, poruszony bolesnymi wspomnieniami
– Biznes to naprawdę brudny interes.
- Tak – w
umyśle Naruto powstał nareszcie pełen obraz – Nie ważne jak bardzo Hinata
byłaby zdolna, ani jak bardzo by się starała, prawda ? – Hiashi podniósł
zaskoczony wzrok na chłopaka – I tak nie pozwoliłby pan przejąć jej interesu.
- Nie zawsze
grałem uczciwie, zniszczyłem wiele osób. Robiłem rzeczy, z których nie jestem
dumny. Nigdy nie nadawałem się na fotel prezesa, ale Hizashi i Neji owszem. W
dniu pogrzebu Hizashiego przysiągłem sobie, że mój bratanek przejmie całą firmę
w przyszłości i, że zmienię Hyuga na część mojego brata. Długo to sobie
wmawiałem. Z całych sił starałem się
widzieć w córce jedynie wady i słabość. Usprawiedliwiałem sobie swoje czyny
moją przysięgą i bezwartościowością mojej córki. Z czasem naprawdę zacząłem w
to wierzyć. Dopiero te twoje krzyki na tym tarasie przypomniały mi moje
prawdziwe motywy. Uświadomiły mi, że ta obietnica była jedynie samolubnym kłamstwem
wobec siebie.
- Nie chciał
pan by Hinata stała się taka jak pan, prawda ? – odgadł trafnie Uzumaki.
- Wbrew
pozorom ona przypomina mnie zza młodu. Nie chciałem by w przyszłości zmieniła
się w kogoś, kto wywyższa pracę nad rodzinę. Dla mnie było już i tak za późno.
Naruto wstał
z biurka, podszedł do mężczyzny i (ku zaskoczeniu Hiashiego) poklepał go w
ramię.
- Jeśli pan
chce, może być pan całkiem spoko gościem – rzekł, po czym ruszył w kierunku
wyjścia. Jeszcze przy drzwiach, odwrócił się na chwilę i dodał – Tylko niech
pan coś zrobi z tą miną gbura, to wtedy więcej osób pana polubi – wyszedł nie
oglądając się za siebie.
- Słowo daję,
co za chłopak, co za chłopak.
Naruto,
uśmiechnięty zmierzał w kierunku kuchni. Czuł, że teraz w sprawach rodzinnych,
będzie o niebo lepiej.
W kuchni już
nikogo nie było. Dopiero w salonie, przy drzwiach tarasowych zauważył panią
Hyuga i Nejiego.
- Co się
dzieje ?
- Twój wujek
i Hanabi-sama zdecydowali zorganizować sobie bitwę na śnieżki. Hinata-sama
natomiast została zmuszona siłą. Miałem spytać czy się przyłączysz.
- Żartujesz
?! Jasne, że tak ! – sprintem pobiegł po kurtkę i nowiutki szalik, po czym,
wręcz wypadł na zewnątrz by dołączyć do towarzystwa.
- A ty się
nie przyłączysz ? – spytała Hanako.
- Nie mam
ochoty – odparł brunet – Za bardzo dziecinne… - nie zdążył skończyć, bo na
swoje nieszczęście stał zbyt blisko otwartych drzwi i dostał śnieżką w sam
środek twarzy – NARUTO !!!
Tak oto Neji
jednak przyłączył się do tej dziecinnej zabawy.
***
- Sasuke,
czekaj !
Chłopak nie
zważając na brata, szedł w stronę wyjścia.
- Co jest z
tobą ?! – Itachi rzadko bywał zły, ale tym razem został wytrącony z równowagi –
Najpierw zjawiasz się łaskawie po dwóch godzinach od ustalonego czasu i
wychodzisz po dwudziestu minutach ?!
- Sam pytasz,
sam odpowiadasz ! – zerkniecie na te cholerne drzwi od sypialni rodziców –
Mówiłem, że nie mam czasu !
Itachi
dogonił go i złapał za ramię.
- Co się
dzieje ? – wyczuł, że coś jest nie tak z jego bratem.
- Odwal się,
nie twój interes !
Sasuke
odepchnął go i wyszedł w ciemną noc.
Czemu tak się
zachował ? Jakoś wszystko, i w tym domu, jak i zachowaniu Itachiego, strasznie
go irytowało. Nie chciał kolejnego, cichego obiadku i kolejnych rozmów o
niczym. W zasadzie miał dość udawania, że są normalną rodziną i, że wszystko jest
w jak najlepszym porządku.
- Wesołych
świąt Sasuke – powiedział sam do siebie.
***
- Wiesz, że
jutro prawdopodobnie będziemy chorzy, prawda ?
- To będzie się,
czym jutro martwić – odrzekł Naruto, kompletnie nieporuszony.
Bitwa na
śnieżki pozostała nierozstrzygnięta, ponieważ dwaj czołowi zawodnicy gdzieś się
zmyli. Gdzieś, a mianowicie tutaj, na znaną wszystkim polankę. Tym razem
zamiast stert liści, wszędzie leżały grube warstwy białego puchu. Nawet ich
prowizoryczną „ławeczkę” z pnia ledwo było widać.
Dwie powyższe wypowiedzi zostały powiedziane, gdy leżeli na ziemi, robiąc na śniegu aniołki.
Zgadniecie czyj to był pomysł ? Przynajmniej mieli ładny widok. Nocne niebo
było bezchmurne toteż widać było wszystkie gwiazdy jak na dłoni.
- Kiedy się
wyprowadzisz ? – zapytał mimochodem. Tak naprawdę była to jednak ważna kwestia.
- Nie wiem –
powiedziała szczerze – Uważam, że rodzice trochę przesadzili. To bardzo
miły gest oczywiście, ale to za dużo. Nie, że jestem niewdzięczna, wręcz
przeciwnie, ale… To mieszkanie nie było tanie, w dodatku wpłacili mi na konto
taką sumę, że bez problemu utrzymam się sama bez pracy przez najbliższy czas. I
właśnie o tym mówię. To jest…
Chłopak nie
miał wątpliwości, że mówiła to wszystko szczerze. Była zwyczajnie zakłopotana,
przez tak wielką hojność. Z natury była raczej skromna, a to… Nigdy się nie
zdoła odwdzięczyć i to ją trapi.
- Jedno
dobre… – powiedziała już innym, weselszym tonem - … że zaopiekuję się Kuramą.
- Weźmiesz go
? Serio ?
- Oczywiście,
ale tylko na zimę. Nie mam serca was rozdzielać – dodała, po czym zaśmiała się
z miny chłopaka.
- Mówisz
jakbym nie mógł bez niego żyć – powiedział to z naburmuszoną miną.
- Bo nie
możesz.
- Wcale nie !
Ani trochę mnie to nie ruszy, jeśli się wyprowadzi na zawsze ! – odpowiedział mu
kolejny chichot Hinaty. Zdaje się, że nie wygra tego starcia – Wiesz… – „znowu
to „wiesz”. Co ja w ogóle gadam ?” -
…ja się tam nie przejmuję tą hojnością, tak długo jak jesteś szczęśliwa. – Tak
jak była dzisiaj.
- Ja… myślę,
że… - mówiła powoli, zbierając całą swoją odwagę – Tak długo jak Naruto-kun
będzie po mojej stronie, ja będę bardzo…szczęśliwa – Użycie zwrotu
grzecznościowego sprawiło, że ton zdania brzmiał bardzo oficjalnie.
Uzumaki przez
chwilę skupiał wzrok na jej twarzy, po czym podniósł się do pozycji siedzącej i
ujął jej dłoń.
- W takim
razie, chcę być po stronie Hinaty już na zawsze.
Dziewczyna
również się podniosła i przytuliła go. Z jednej strony, bo chciała, a z drugiej
by ukryć swoją reakcję na jego słowa. Naruto jednak ją rozpracował i wziął jej
twarz w obie dłonie, odsuwając ją kawałek dalej. Teraz mogli sobie patrzeć w
oczy.
- Wesołych
świąt, Hinata.
- Wesołych
świąt, Naruto.
Pocałunek,
którym następnie się obdarzyli był tak gorący, że wydawać by się mogło, że
potrafi roztopić cały śnieg dookoła, w oka mgnieniu.
Niestety, w
końcu zimno zaczęło im doskwierać, więc postanowili wracać. Ale i tak szli
wolnym spacerkiem, ciesząc się sobą i ciszą wokół.
Gdy byli już
pod domem, usłyszeli głośne śmiechy dochodzące z wewnątrz. A to dzięki
uchylonym drzwiom tarasowym. Dało się słyszeć donośny głos Ero-wujka.
-…a gdy
pojechałem z nim na biwak…
- Nie, tylko
nie to o trującym bluszczu ! Er… pfu.. Wujek, to było na liście ! To było na
liście ! – krzyknął Uzumaki i pobiegł spanikowany, prosto w stronę domu,
ciągnąc za sobą zdezorientowaną dziewczynę.
***
Dobijała już
ta godzina.
Sasuke
odłożył na bok książkę, której i tak nie czytał. Wstał i zdecydowanym krokiem
zszedł na dół. Założył kurtkę i już miał wychodzić, gdy usłyszał za sobą jakieś
warczenie. Para czerwonych ślepi wpatrywała się w niego, a obnażone zęby mówiły
„Spróbuj wyjść, a rzucę się na ciebie i nie będzie litości”
Uchiha jednak
był szybszy i zdążył zatrzasnąć drzwi tuż przed nosem psa. Ruszył przed siebie
nie zważając na głośne szczekanie i dźwięki walenia łapą w drzwi.
Na podjeździe
stało czarne auto, o które stał oparty chłopak z białymi włosami. Jak on się
nazywał ? Chyba Suigetsu. Pozostała dwójka zapewne jest w wozie.
- To co,
przejedziesz się z nami ?
***
(Od autorki) Znów nie wiem jak to będzie z rozdziałem za tydzień, może będzie może nie. Będę miała w pokoju w weekend totalny rozpi..... ponieważ będzie mały remoncik, nowe mebelki i tede. Rozumiecie, że w takich warunkach trudno się dostać do laptopa i jednocześnie pomagać sprzątać. W dodatku znów jestem chora (teraz chyba angina, bo gardło mnie tak męczy), a muszę robić testy na prawko bo egzamin już w piątek, niech to szlag ! W każdym razie postaram się, ale nic nie obiecuje. Najwyżej chapek będzie trochę krótszy.
PS: Mam pomysły na 2 jednopartówki, ale biorąc pod uwagę ile brałam się za "Skandal w Sunie" trochę z tym poczekacie. Spiszę je pewnie gdy rozdział będzie trzeba dopracować, tak jak poprzednio.
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 16
(Od autorki) Żyję tylko dzięki myśli "Jeszcze tydzień i ferie". Ale będzie cudownie. To znaczy, aż do terminu egzaminu na prawko. To będzie dzień mojej śmierci. Przyślijcie wieniec. Nie przeciągając zapraszam na rozdział 16.
***
***
***
- Co tata
powiedział ?
Reszta
dziewczyn przerwała swoje rozmowy i skupiła uwagę na Hinacie. Próbowały coś
wychwycić z kontekstu jej wypowiedzi.
- Naprawdę ? …
No, dobrze … Oczywiście, spytam … Nie zapomnę… Aha … Tak, wszystko w
porządku, po prostu mnie zaskoczyłaś … Ciebie też ? … Rozumiem … Ok … Ja ciebie
też kocham. Do zobaczenia, mamo.
Rozłączyła
się i przez chwilę stała spokojnie bez ruchu, jakby zapomniała o obecności
innych.
- Coś się
stało ? – pytanie wyszło od Sakury, która przemówiła w imieniu całej grupy.
- Tak, jakby.
Mój ojciec zaproponował, by Naruto i pan Jiraiya spędzili z nami święta – ton
jej głosu zdradzał zaniepokojenie tym faktem.
- Ach, już
bałyśmy, że coś się stało – rzekła Ino, łapiąc się za głowę - Co to za grobowy
ton ? Powinnaś się cieszyć. Przecież to super.
- No, tak, w
sumie… - powiedziała obojętnie Hinata.
Dziewczyny
wróciły do poprzedniego tematu, czyli pocieszania Tenten, zapominając o
sprawie. Tylko Haruno, co chwilę zerkała w stronę granatowowłosej, która miała
na twarzy wymalowane głębokie zamyślenie.
Prawdą, było
to, że na myśl iż mogłaby spędzić ten wyjątkowy dzień z rodziną i ukochanym
czuła ogromną radość. A nawet lekką ekscytację. Jednakże niepokoiła ją
myśl, że ta propozycja wyszła od jej taty. To było tak do niego niepodobne.
Czemu to zrobił ? Robi to dla niej ? Ma jakiś własny cel ?
I jeszcze
jedna sprawa. Gdy wyobraziła sobie swojego ojca i Ero-wujka przy jednym stole,
przeszły ją ciarki. Nie to, że nie lubiła Jiraiyi. Wręcz przeciwnie. Ale on i
Hiashi Hyuga stanowią całkowitą sprzeczność charakterów. Może stać się
praktycznie wszystko. Zobaczy, co Naruto na to powie.
- O czym tak
rozmyślasz ?
- Ach.. –
głos Sakury przywrócił ją do rzeczywistości – O niczym specjalnym.
- Nic cię nie
gryzie ? Możesz mi powiedzieć.
- To nic
ważnego – zbagatelizowała sprawę i postanowiła skupić się na trwającej
dyskusji.
Właściwie to
najczęściej na tym polegała jej rola. Słuchać i czasem coś poradzić. Nie
nadawała się do plotek czy ogólnej dziewczęcej paplaniny. Co nie znaczy, że jej
to przeszkadzało. Wolała się trzymać z boku. Bycie w centrum uwagi nie było w
jej stylu.
A, może już
się do tego przyzwyczaiła ?
W drodze
powrotnej Neji, Lee, Sasuke i Naruto spotkali braci Sabaku i razem wrócili do
akademika. Było już trochę po 23. Chłopaki starali się po cichu wchodzić na
górę, co było trudne przez ciągłe śmiechy Kankarou, który na pewno nie był w
stanie trzeźwości.
„Ciekawe, co
by było, gdyby Gaara go nie pilnował ? Pewnie trzeba by było go tu wnosić” –
rozważał w myślach blondyn.
- Może coś
zaśpiewamy – zaproponował brunet, uśmiechając się i chwiejąc się na nogach.
- Co to, to
nie – jego brat starał się go pociągnąć w stronę ich pokoju – Jutro sobie
pośpiewasz.
- Oj, Gaara,
ty zawsze byłeś sztywniakiem – obaj w tej chwili zniknęli za drzwiami swojego
lokum. Dało się tylko słyszeć jeszcze tylko parę jęków oburzenia Kankarou.
- Jeszcze
moment i to on byłby tu sztywny – rzekł zirytowany Uchiha.
- Boże jak ja
cię rozumiem – powiedział Uzumaki, wspominając incydent sprzed prawie 2
tygodni.
Nikt nie
zdążył tego skomentować, bo usłyszeli szczeknięcie. Naruto aż zesztywniał.
- Co to było
? – spytał Hyuga.
- Pies –
rzekł sucho Sasuke, wzruszając ramionami i poszedł do swojego pokoju.
- Wiem, ale
zabrzmiało, jakby tutaj…
- Co ty,
pewnie jakiś kundel szczeka pod oknem ! – blondyn mówił szybko, nerwowym tonem –
Zaraz se pójdzie ! To wszystko ?! To cześć, do jutro – rzucił na odchodne i
szybko zniknął za drzwiami, zostawiając Nejiego i Lee w osłupieniu.
- Odbiło ci ?
– syknął od razu w stronę psa – Omal się nie wydało !
Kurama tylko
zamerdał ogonem i trącił pyskiem nogę swojego pana. Był to jego rodzaj
przywitania. Naruto westchnął i podrapał psa za uchem.
- Tak, w
ogóle to nie powinienem zły, co nie ?
Chłopak
powoli przebrał się w rzeczy do spania, czyli w spodnie dresowe i czarny
podkoszulek. Lecz zamiast położyć się do łóżka, usiadł na podłodze i patrzył na
Kurame, który z ożywieniem gryzł jeden ze swoich gryzaków.
Pojawił się
pewien problem. Na dworze jest pełno śniegu i wciąż panuje mróz. W dodatku
przepowiada się, że będzie tak trwało całą zimę, a to oznacza, że trzymanie
Kuramy na zewnątrz w ciągu dnia jest już niemożliwe. Zamarznąłby na śmierć.
Musi go trzymać w domu, tyle, że tak żywiołowy pies nie zniesie zamknięcia w
takim małym pokoiku. Dzisiaj to udowodnił. Nie mówiąc o tym, że trzeba go
wyprowadzać, a w budynku pełnym ludzi jest to dość trudne.
Jutro wszyscy
wyjeżdżają do domów, więc pies będzie miał dla siebie cały akademik. Zostają
tylko Sasuke i Hinata, która chciała tu zostać jak najdłużej, a oni są
wtajemniczeni w sprawę. Ale co będzie potem ?
- Niestety,
jedyną opcją jest oddanie cię do Ero-wujka. Tyle, że on ledwo potrafi zadbać o
siebie, ale nie mam wyboru.
Pies na te
słowa, przerwał zabawę i podbiegł do właściciela. Zaskamlał i położył łapę na
jego kolanie.
- Co, aż tak
się do mnie przywiązałeś ? Oj, nie tak będzie źle. Przecież wezmę cię z
powrotem.
Kurama, jakby
mu nie wierząc, położył się na nim i cichutko piszczał. Miał już kilku panów i
pań, którzy właśnie tak mówili, a potem po niego nie wracali. Wreszcie skończył
na ulicy, wyrzucony ponieważ „był niedobrym psem”. Przez takie życie nabył dużo
nieufności i agresji wobec ludzi.
Jednak zwierzę potrafi wyczuć wiele rzeczy.
Więcej niż ludzie. Pomimo nieudanego pierwszego spotkania kundel z premedytacją
poszedł za tym blond chłopakiem. Instynkt podpowiadał mu, że powinien mu
zaufać. I faktycznie, znalazł swój dom. Ma nowego pana i panią, którzy się nim
zajęli i których kocha. Czy to się ma znowu skończyć ?
- Rany, rany - westchnął chłopak -
Ja chyba też się przywiązałem – pies podniósł swoje czerwone ślepia na Naruto –
Nie martw się, w końcu jesteśmy kumplami. Ten czas szybko minie.
Też był niezadowolony.
Przywiązał się do tej wrednej, rudej bestii. Zdał sobie sprawę jaka to jest
więź człowiek-pies. Kto przez 3 miesiące będzie mu nie pozwalał spać, albo
próbował zabić podczas mycia ? I za kogo będzie przepraszał przechodniów na
ulicy ?
Jest za czym
tęsknić. Głaskał psa po głowie, mając nadzieję, że to go uspokoi, gdy usłyszał
cichy głosik.
- Muszę to
powiedzieć. Uroczo razem wyglądacie – pod drzwiami stała Hinata, która przed
chwilą bezszelestnie weszła do pokoju.
Kurama widząc
swoją panią podbiegł się przywitać.
- Błagam cię,
nie powtarzaj tego – zażartował Uzumaki i wstał z podłogi – Po prostu biedak
przeżywa rozstanie i boi się mieszkania z Ero-wujkiem to go pocieszałem.
- A może było
na odwrót ? – zrozumiała o jakie rozstanie chodzi. Już przez jakiś czas się
zastanawiała nad losem psiaka w ciągu najbliższych miesięcy.
- A w życiu !
– usiadł na łóżku i pomyślał -„Może ją spytać co chce dostać ? Nie już za
późno. Wyda się, że tuż przed świętami, nic dla niej nie mam” – Opadła mu głowa
– „Co ze mnie za chłopak ?”
- Mama do
mnie dzwoniła – dziewczyna przeszła do sedna. Podeszła trochę bliżej niego.
- I co ?
- Mój tata
zaprosił ciebie i Ero-wujka do nas na Wigilię – powiedziała na jednym wydechu i
usiadła obok niego.
Naruto uniósł
ze zdziwieniem brwi i spojrzał na nią. Miała zmartwioną minę.
„No i wykonał
ruch. To miły gest i dlatego nie pasuje do tego gościa. Co on kombinuje ? Po
pierwsze nie lekceważ przeciwnika. Musi mieć powód. Poza tym, czy ja w ogóle
powinienem… ?”
- Serio ? To
uprzejme z jego strony, ale Boże Narodzenie to święto, które powinno się
spędzać z całą rodziną. My tam będziemy bardziej zawadzać. Jeszcze coś palniemy
i … Po co to ? – niechętnie to mówił. Bycie z dala od dziewczyny, którą kochał
w tak wyjątkowy czas, było więcej niż nieprzyjemne. Będzie tęsknił.
- To nieprawda
! Ja chcę byście tam byli. Byś ty tam był – mówiła patrząc mu w oczy. Na
początku pewnie, ale później jej głos stał się bardziej cichy i speszony –
Świąt nie spędza się z rodziną, tylko z ludźmi, których się kocha. Jeśli ciebie
ze mną nie będzie, to… - nie dokończyła, bo poczuła jego wargi na swoich. To
było delikatne. Czuła jego język, na swoich wargach.
- Z którymi
się kocha, tak ? – spytał z szelmowskim uśmiechem, gdy się od niej oderwał.
- Nie łap
mnie za słówka – powiedziała lekko zaczerwieniona, ale uśmiechnięta – Wiesz o
co mi chodzi – zawstydzona spuściła wzrok.
- Wiem –
odgarnął jej za ucho niesforny kosmyk – Ja ciebie też kocham.
Przeszedł ją
dreszcz, na to wyznanie. Znów to powiedział.
- Jutro
pogadam z Ero-wujkiem. Zobaczę co powie, ale myślę, że się zgodzi. Pójdziesz ze
mną ?
- Nie mogę.
Obiecałam, dziewczynom że pomogę im się
spakować.
- Ach, no
trudno.
To było
niewinne kłamstwo z jej strony. Sakura, Ino i Temari spakowały się już dzisiaj.
Tak, naprawdę to chciała wykorzystać nieobecność blondyna i dokończyć swój
prezent dla niego. Był tylko w połowie gotowy.
Chwilę
później, zgasili lampkę i położyli się spać. Dało się słyszeć jedynie ich
oddechy (i sapanie pieska kawałek dalej).
Hinata mile
połechtana jego słowami poczuła nagły przypływ odwagi. Podniosła się lekko i
pocałowała Naruto w szyję. Tym razem to chłopaka przeszedł dreszcz.
„Czemu tu tak
gorąco ?”
- Kocham cię
– szepnęła.
- Tak, ja
ciebie też – odpowiedział i pogłaskał ją po głowie.
Mała istotka
wtulona w niego. Zapach jej włosów. Wszystko jest na swoim miejscu.
***
- To pewnie
moja taksówka – rzekła Sakura, gdy usłyszeli na zewnątrz dźwięk klaksonu.
Wszyscy inni już pojechali, z Hinatą już się pożegnała, a Naruto gdzieś
zniknął. Został tylko Uchiha.
Sasuke niósł
właśnie jej torbę podróżną do samochodu. Ona na chwile jeszcze poszła do
pokoju, bo czegoś tam zapomniała. Kierowca był „tak miły”, że nie pomógł mu i
sam musiał pakować tę torbę do bagażnika. Co ona tam ma ? Cegły ?
- Już jestem
– podbiegła do niego, zdyszana – Przepraszam, że nie zapakowane, ale… - W
rękach trzymała parę skórzanych, motocyklowych rękawiczek bez palców. Sasuke
zamrugała zaskoczony – widziałam, że ci się podobały więc… Wesołych świąt –
wyciągnęła ręce w jego stronę.
Chłopak jakby
automatyczne wziął od niej swój prezent. Rękawiczki, rzeczywiście były takie
jakie chciał, ale w ogóle nie pomyślał, że ona…
- Wiesz…
dzięki, ale ja nic dla ciebie nie mam – powiedział szczerze.
- Nic nie
szkodzi. I tak się spodziewałam – uśmiechała się, ale chyba była odrobinę
rozczarowana – W każdym razie jeszcze raz wesołych świąt – po tych słowach
pocałował go w policzek.
- Tak,
nawzajem – nie wiedział to więcej powiedzieć.
Dziewczyna
wsiadła do auta i Uchiha przez chwilę patrzył jak odjeżdża. Potem założył swój
„prezent” i przez chwilę patrzył na swoje dłonie.
Jak spędzi
tegoroczne święta ? Jak zwykle zje szybki obiad z bratem i wróci do domu. Nic
niezwykłego. To nie był dla niego żaden wyjątkowy czas czy coś takiego.
Właściwie czysta strata czasu.
Ale chyba
wypada coś dać Sakurze, jak wróci. By się zrekompensować, nic więcej,
oczywiście. Tylko, co ?
- Całkiem
ładna ta twoja dziewczyna. – Sasuke odwrócił i zobaczył grupkę ludzi. Jego
rówieśników, jeśli nie młodszych. Było ich troje.
Pytanie
wyszło od chłopaka, stojącego na czele. Miał charakterystyczne, purpurowe oczy
i białe włosy z lekkim odcieniem niebieskiego. Uśmiechał się złośliwie w jego
stronę.
Za nim stał
chłopak z kolczastymi, pomarańczowymi włosami. Był w cholerę wysoki,
najmniej 2 metry wzrostu. Miał spokojny wyraz twarzy, wręcz obojętny.
Ostatnia była
dziewczyna, najniższa z całej grupy. Miała długie, czerwone włosy. Nosiła
okulary. Wyraz twarzy miała… naburmuszony, inaczej tego nie można nazwać.
U Sasuke
wzrosła czujność. Zwęził gniewnie brwi.
- A owszem,
ale nie powinno cię to obchodzić.
- Jesteś
Uchiha, co nie ? – chłopak jakby olał jego wrogi ton.
- Tak.
Wtedy
białowłosy rzucił w jego stronę jakiś pakunek. Sasuke z łatwością go złapał.
- To twój
szczęśliwy dzień. Same prezenty dostajesz. Ten jest od szefa.
Chłopak na te
słowa zesztywniał i zaczął uważniej przyglądać się grupce. Oni byli od NIEGO ?
- Jestem
Suigetsu – przedstawił się – A to Jugo i Karin – wskazał swoich towarzyszy.
- Miło mi,
ale po cholerę mi to wiedzieć ?
- Phi, gbur –
rzuciła Karin, ale zaczerwieniła się.
„No nie,
następna. Serio, czy Hinata to jedyna dziewczyna na ziemi, która nie zwróciła
uwagi na mój wygląd ? Ale ona to inna bajka.”
- Co tak
chłodno ? Dobrze wiedzieć z kim człowiek będzie pracował, co nie ?
- Orochimaru
zlecił nam danie ci tej paczki – po raz pierwszy głos zabrał wielkolud – Poza
tym mamy ci powiedzieć, że 25 grudnia zaczniesz spłacanie długu.
- Długu ? To
znaczy, że znalazł coś … - ożywił się Sasuke.
- My tam nic
nie wiemy – rzekł Jugo – W każdym razie będziemy tu około godziny 1 w nocy. Szef
pomyślał, że jak na pierwszy raz da ci towarzystwo. Zadanie też raczej jest
proste.
- A co mamy zrobić ? – spytał swojej „drużyny”.
- Zobaczysz – złośliwy uśmieszek Suigetsu nie schodził mu z twarzy –
Ale radzę ci byś zamiast flirtować z różowymi ciziami, skupił się na tym – skinął w
stronę paczki w jego rękach – Mam nadzieję, że wiesz gdzie jest strzelnica.
Obyś sobie tym krzywdy nie zrobił.
Po tym cała trójka jak gdyby nic poszła w stronę zaparkowanego
kilkanaście metrów dalej czarnego auta. Nie powiedzieli żadnego „na razie” ani
nic. Nie powiedzieli mu też o zadaniu. Najwyraźniej nie doceniają go jako
nowicjusza. Wkurzyło go to.
Ciekawe. Tacy młodzi, a już są pod dowództwem mafioza.
Uchiha szybkim krokiem wszedł do środka, wbiegł na górę i schował się
w swoim pokoju. Położył paczkę na biurku i zaczął ją otwierać. Gdy ujrzał jej
zawartość zacisnął mocno pięści. Czego innego się spodziewał ?
W środku był pistolet. Nie znał się na broni, ale nawet laik zobaczy,
że to dobrej jakości sprzęt. Do tego zestaw naboi i tłumik.
Sasuke wziął broń do ręki.
Zważył ją w dłoni. Była cięższa niż się wydawała. Cóż lepsze to niż głupi,
składany nożyk, prawda ? Przynajmniej ma czym zabić tego skurwysyna, który…
Z westchnieniem odłożył pistolet do paczki po czym zadbał by dobrze
ją ukryć. Naszło go wtedy dziwne uczucie. Chciał wyjść na zewnątrz,
porozmawiać. Ale z kim ? Z bratem ? Nie, lepiej nie. Jest ktoś z kim ma bliższą
więź.
***
- I co ty na to ?
- Coś nie w stylu tej szui.
- No dokładnie ! – Naruto aż klasnął w dłonie.
- Ale ja tam darmowego jedzenia nie odmawiam. Z przyjemnością się tam
przejdę.
- Oczywiście – chłopak cicho się zaśmiał, by szybko spochmurnieć.
- Mów co ci naprawdę leży – blondyn zaskoczony spojrzał na Ero-wujka
– Przecież widzę. Coś cię gryzie.
- Powiedzmy, że moja ostatnia rozmowa z teściem była…nieco wybuchowa.
Mieliśmy szczęścia, w środku był tłum, więc nikt nas nie słyszał, ale teraz… -
przerwał by pomyśleć jak sprecyzować swoje obawy – Teraz to będzie ciche
spotkanie rodzinne. Wiesz jaki jestem. Łatwo mnie sprowokować. Co jeśli nie
wytrzymam i ktoś nas usłyszy ? Neji, Hanabi, jej mama albo co najgorsze Hinata
– Ona już i tak swoje słyszała. Nie powinna więcej. ale tego nie powiedział na głos.
- A myślisz, że do dojdzie do konfrontacji ?
- Nie wiem – odparł szczerze – Ale to możliwe. Muszę pilnować raczej
by nie być z nim sam na sam, bo mogę mu coś zrobić.
- Według mnie nie masz się czym przejmować – rzekł Jiraiya – Utrzymuj
temperament na wodzy, a będzie ok. No, bo w końcu pomyśl. Co takiego mógł ten
gość wymyślić by zmusić cię do zerwania z Hinatą ? Jakoś nic mi do głowy nie
przychodzi. Biorąc pod uwagę to jak na nią patrzysz i twoją upartość osła nie
widać żadnej możliwości. Słuchasz w ogóle?
- Tak, tak – chłopak jakby się otrząsnął – Po prostu dawno nie
słyszałem powagi w twoim głosie i mocno to przeżyłem. Daj mi chwilę, wyjdę z
szoku.
- Ha ha bardzo śmieszne – i dawny Jiraiya wrócił – Po coś jeszcze
przyszedłeś ? Bo jak nie to zmykaj. Jestem zajęty.
- Twoja gościnność mnie poraża – powiedział z ironią Naruto - A serio to …
nie chciałbyś mieć współlokatora ?
Widząc zaskoczoną pytaniem minę Ero-wujka, zaczął tłumaczyć mu całą
sytuację.
- Pewnie, czemu nie. Zawsze chciałem mieć psa.
- Po pierwsze to tylko na 2 miesiące, a po drugie błagam niech on
przeżyje – złożył teatralnie ręce w błagalnym geście.
- Kurna dziecko wychowałem, a psem nie potrafię się zająć ?! Będzie
dobrze, niech cię głowa nie boli.
Blondyn odchylił mocno głowę, tak, że patrzył w sufit.
- Serio nie ma pojęcia jakim cudem ośrodek adopcyjny oddał mnie tobie
– ponieważ patrzył w górę, nie mógł dostrzec nerwowego gestu Jiraiyi na to
stwierdzenie – A właściwie gdzie ten kundel ? – rozejrzał się szybko po pokoju
– I tak muszę coś załatwić, więc będę się zbierał. Tylko znajdę tą bestię.
Wstał z fotela i wyszedł na korytarz. Gdy Ero-wujek został sam złapał
się za głowę by się uspokoić. Chłopak nawet nie wiedział, jak bardzo to jedno
zdanie go poruszyło.
Tymczasem Naruto sprawdził cały parter, ale nigdzie nie było Kuramy.
Wspiął się w takim razie na piętro.
- Hej – zagwizdnął – Gdzie jesteś ? Nie będę się bawił w chowanego.
Wszystkie drzwi były zamknięte oprócz tych na końcu korytarza. Dziwne,
przecież zwykle zamykano je na klucz. Blondyn zajrzał tam i rzeczywiście, pies
tam się schował.
Pomieszczenie to służyło za strych, gdzie Jiraiya trzymał mnóstwo
starych rupieci. Stare meble, kilka kartonów z albumami, parę obrazów i różne
niepotrzebne drobiazgi. Wszędzie walały
się tumany kurzu, na suficie były pajęczyny, a jedynym źródłem światła było
maleńkie okno, które dawało go tyle co nic.
Uzumaki pamiętał, że jak był mały Ero-wujek zabronił mu tu wchodzić.
Nie miał problemu z tym zakazem, ponieważ nie bardzo obchodziły go schowane tu
rzeczy.
Kurama nie zauważył go, gdyż cały pysk miał włożony do jednego z
kartonów, stojących na podłodze.
- Ej, co ty robisz ? – podszedł do niego. Podłoga lekko zaskrzypiała pod jego ciężarem – Zostaw
to – pociągnął go za obrożę – Idziemy już… hę ?
Chłopak zerknął do wnętrza pudełka. Owszem były tam jakieś stare
albumy, ale chyba nie to przykuło uwagę jego i psa. Na dnie leżał
łańcuszek. Naruto wyjął go i obejrzał dokładnie. Pomimo iż leżał tu prawdopodobnie
już dość długo, upływ czasu nie zniszczył go. Był wykonany ze srebra, trwałego
materiału jeśli chodzi o biżuterię. Wisiorek stanowił mały okrągły diamencik,
jeśli nie kryształek. Gdy chłopak uniósł go wyżej do światła kuleczka
zamigotała. Prosty i piękny, te słowa idealnie go opisują.
Zszedł na dół, wciąż trzymając w dłoni wisiorek. Jiraiya stał w
kuchni i robił sobie kawę, gdy usłyszał pytanie:
- Mogę to wziąć ?
Mężczyźnie na widok łańcuszka kubek wypadł z ręki. Na szczęście na
blat, więc nic się nie stłukło.
- A gdzieś ty to znalazł ? – czy mu się wydawało czy w głosie
Ero-wujka dało się słyszeć zdenerwowanie.
- Na strychu. W zasadzie to Kurama znalazł. To co, mogę ? Raczej nie
będziesz tego nosił.
- A weź se, nie ma sprawy – robił wszystko by stać tyłem do wychowanka,
nie wiadomo czemu. Może nie był dobry w kłamaniu ? – Dostałem go w spadku po
ciotce. Miałem go sprzedać, ale widocznie wyleciało mi z głowy – nie zwrócił
uwagi, że przez te nerwy miesza kawę dwoma łyżeczkami.
- Ok – powiedział Naruto, przeciągając drugą sylabę – To ja idę, na
razie.
Gdy byli na zewnątrz, blondyn włożył wisiorek do kieszeni kurtki i
zapiął zamek, żeby go nie zgubić.
- O co mu chodziło ? Odbija mu na starość, czy co ? – odpowiedziało mu
tylko krótkie szczeknięcie – Nic ciekawszego nie masz do powiedzenia ?
Pies z radości, że jest na zewnątrz zaczął biegać wokół właściciela i
tarzać się w śniegu. Blondyn szedł spacerkiem, mając radochę z obserwowania
zwierzaka. W tym momencie usłyszał dźwięk przychodzącego SMSa. Wyjął telefon i
zerknął na wyświetlacz.
- Sasuke ?
***
Naruto zaglądał do każdej witryny sklepu, obok którego przechodził.
Próbował znaleźć cokolwiek, ale nic nie mogło mu wpaść w oko. Musi ten prezent znaleźć
dzisiaj, bo potem wszystko będzie zamknięte. Dobrze, że przynajmniej ma coś dla
niej na urodziny.
Ten jego amok obserwowali z boku jeden pies i jeden człowiek. Stali i
po prostu się gapili, a co mieli zrobić ? Wariata nie uspokoisz.
- Dupa, nic nie ma ! – krzyknął blondyn wybiegając z księgarni –
Serio literatura na psy schodzi !
- Po pierwsze ostatni raz dotykałeś jakiejś książki gdy stolik się kiwał,
bo miał za krótką nogę. A po drugie słyszałem, że magia świąt nie polega tylko
na wręczaniu durnych drobiazgów.
- Daruj sobie te ironię ! Sam się przychrzaniłeś ze swoim
towarzystwem ! Mogłeś ze mną nie iść – krzyknął i pobiegł dalej, mając
nadzieję, że w końcu coś na tym pasażu go olśni.
Sasuke szedł za nim, spokojnym krokiem. Kuramie natomiast znudziło
się jego towarzystwo i zaczął biec za swoim panem.
„Ale się dobrali” – pomyślał Uchiha po kilku minutach – „Wszędzie
jest ich pełno i nawet nie dostali zadyszki. Nieźle”
Patrzył z zainteresowaniem na przyjaciela, który wkładał tyle
zaangażowania by znaleźć, rzecz, która ucieszyłaby jego dziewczynę.
Czemu on tak nie potrafi ?
I kto by pomyślał, że podarunek w postaci spluwy może tak zmusić do
przemyśleń.
„Naruto. Od śmierci moich rodziców, jedyną osobą jaką akceptowałem w
moim życiu był Itachi. Dopóki nie poznałem ciebie. Do tej pory nie wiem, jak
zmusiłeś mnie do zaakceptowania cię jako mojego przyjaciela. Przez te lata
przewinęło się mnóstwo osób, ale nic się we mnie nie zmieniło. Nie pozwoliłem sobie na
więcej więzi oprócz tych dwóch. Nie potrafię szanować nikogo innego. Sakury tu
nie wliczam. To co czuję do niej jest bardziej skomplikowane, a w dodatku to
zupełnie inna kategoria”
Sasuke tak zagłębił się w swoich myślach, że nie zauważył iż parę
metrów dalej Naruto dojrzał coś i stanął jak słup. W nieświadomości szedł
dalej.
„Ciekawe co by było gdybyś dowiedział się co robię ? Niemożliwe jest
byś mnie zrozumiał, ale…”
Chłopak zderzył się z Uzumakim, który z zamyśleniem patrzył na
witrynę sklepu.
- A tobie co ?!chodzić nie umiesz ?! – Sasuke powędrował za wzrokiem
przyjaciela. Chyba znalazł on to czego szukał.
- Nie sądziłem, że Hinata interesuje się…
- No, ja do niedawna też. Że ja na to nie wpadłem – już robił krok w
stronę wejścia, gdy… załamał ręce – Ale ze mnie debil !
- No zgadza się, ale o co dokładnie chodzi ?
- Nie ma ani jednego jena ! No przecież po to poszedłem do Ero-wujka
! Miałem poprosić o kasę, a na śmierć zapomniałem. Znowu !
- Ale mi problem, pożyczę ci.
Naruto podniósł wzrok, zastanawiając się czy się nie przesłyszał.
- To ile chc… - przerwał, gdy poczuł dłoń blondyna na swoim czole –
Co ty, kurwa wyprawiasz ?!
- Sprawdzam czy nie masz gorączki – wyjaśnił – Zdajesz sobie sprawę
co przed chwilą powiedziałeś ? Dobrze się czujesz ?
- Zaraz ktoś tutaj będzie się czuł naprawdę źle. Zabieraj te łapy !!!
Niby obaj tacy spostrzegawczy, a nie widzieli, że wszyscy ludzie na
pasażu mają z nich niezły ubaw. Ale najważniejsze, że wyszli z tych zakupów
żywi i ze spełnionym celem.
***
(Od autorki) No to za tydzień mamy święta. Ale ten czas leci, ja nie mogę.
Jeszcze się do czegoś odniosę. Zraziłam was śmiercią rodziców, co ? Gdybym spróbowała "ożywić" Minato i Kushinę (mnie ich śmierć też dobiła, nie jestem bezduszna) to wtedy zaleciałoby tu lekko "Modą na sukces" nie sądzicie ? Lepiej nie będę tego robić bo mi się fabuła zepsuje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)