:)

:)

niedziela, 13 września 2015

S2 Rozdział 2

(Od autorki) Przepraszam

***



- To wasz nowy wykładowca. Pan Otsutsuki Toneri.
Nowoprzybyły mężczyzna w mgnieniu oka zmienił panującą na sali atmosferę. Stała się bardziej naelektryzowana, bardziej tajemnicza. Jednym słowem niezwykła. Nowy profesor miał w sobie coś, co przykuwało uwagę i nie był to tylko jego wygląd.
Mężczyzna miał krótkie, śnieżnobiałe włosy i bardzo bladą skórę. Jego oczy miały jasnoniebieską barwę, taką jaką ma bezchmurne niebo o poranku. Jego postawa była pełna pewności siebie oraz wewnętrznego spokoju. Emanował od niego taki blask, że paru studentów pomyślało o nałożeniu okularów przeciwsłonecznych.
W czasie krótkiej wędrówki Otsutsukiego od drzwi w stronę biurka wykładowcy, w pomieszczeniu rozległy się ciche szepty. Niecodzienny wygląd profesora nie budził konsternacji, ale za to bardzo dużo ciekawości i fascynacji. Wszyscy zaczęli się zastanawiać skąd pochodzi nowy profesor, ile ma lat, a kilka przedstawicielek płci pięknej zastanawiało się, czy ma kogoś. Zamarzył im się romans z nauczycielem. Nic dziwnego, mężczyzna nie wyglądał byle jak.
Gdy Toneri był w połowie drogi, jego głowa jakby sama z siebie odwróciła się w bok, w stronę drugiego rzędu ław. A wówczas spojrzenie jego i Hyugi Hinaty skrzyżowały się. Dziewczynie wydawało się, że oczy mężczyzny rozwarły się nieco szerzej na jej widok. Ale mogło to być jej wyobrażenie. Tak samo jak to, że profesor patrzył na nią trochę dłużej niż by wypadało.
Toneri wreszcie doszedł do celu i zamieniał właśnie kilka słów z dyrektorem.
- Ciekawe, jaki będzie? Jak myślisz Neji…eee nii-san?
Wyraz twarzy kuzyna ją zaskoczył. Było jasne jak na dłoni, że Neji nie polubił nowego wykładowcy. Jego brwi zwęziły się, aż na jego czole pojawiła się duża literka V, a oczy świeciły wrogością. Był chyba jedynym studentem na sali, który nie poczuł do Otsuksukiego sympatii.
- Tak…ciekawe – odparł, po czym podrapał się po podbródku.
- Coś nie tak? – spytała Hinata, nie będąc pewna o co kuzynowi chodzi. Nie wierzyła, że Neji tak po prostu znienawidził kogoś od pierwszego wejrzenia. Mogło chodzić o uprzedzenia, ale to też nie mieściło jej się w głowie.
- Nie, wszystko ok. Tylko, że… - zmrużył oczy, jakby się nad czymś intensywnie zastanawiał – Sam nie wiem. Nie lubię go.
To było coś nowego. Neji nie należał do ludzi, którzy oceniają innych po pozorach, a tu taka niespodzianka.
- Dlaczego? Wydaje się w porządku – dziewczyna drążyła temat.
- Mówiłem, że nie wiem. Coś w nim mnie irytuje.
Teraz to Hinata zwęziła brwi. Nie podobała jej się postawa kuzyna, ale nie odezwała się już więcej ani słowem. Nie chciała się kłócić o coś tak trywialnego.
Dyrektor opuścił salę wykładową i nowy profesor postanowił jeszcze raz, sam się przedstawić.
- Witajcie. Nazywam się Otsutsuki Toneri, ale możecie mi mówić Toneri-sensei. Nie dbam tak bardzo o formalności. Nie spędzimy razem dużo czasu, bo tylko niecały rok, ale i tak liczę na owocną współpracę – mężczyzna posłał swoim studentom uśmiech pełen serdeczności i dobrej woli. Kilku studentkom zabrakło tchu.
Wykład nie był nudny. Nowy sensei, mimo młodego wieku nie był nowicjuszem i wiedział jak mówić, aby zainteresować młodych ludzi swoim monologiem. Miał wiedzę i charyzmę, czyli wszystko czego potrzebuje idealny nauczyciel.
Hinata jednak nie skupiała się zbytnio na zajęciach. Przez cały czas obserwowała Toneriego, choć z innych powodów niż reszta kobiet w pomieszczeniu. Niechęć kuzyna, tak ją zastanowiła, że sama postanowiła poszukać w nim czegoś, co wzbudza wrogość.
Jego wygląd…nie, trochę dziwny ale nie aż tak… ubiór też nie…zachowanie, postawa nie…stosunek do innych także nie. No to w takim razie co?

***

Po skończonym wykładzie Hinata zebrała swoje rzeczy do torby. Była zła na siebie, że nie wyniosła nic nowego z zajęć, a zamiast tego gapiła się jak kretynka na nowego wykładowcę, bo jej kuzynowi coś się uroiło. Co za absurd.
Właśnie zmierzała w stronę wyjścia, gdy głos wykładowcy ją zatrzymał.
- Przepraszam, pani nazywa się Hyuga Hinata? – zapytał Otsutsuki.
- Tak, to ja.
- Możemy chwilkę porozmawiać? – zadał kolejne pytanie, wskazując ręką w stronę biurka.
- Do…dobrze – dała znak Nejiemu, żeby na następny wykład poszedł bez niej, a sama podeszła bliżej Toneriego.
Przez chwilę bała się, że mężczyzna zauważył jej wgapianie się i źle je zinterpretował.
- Chciałem z tobą porozmawiać w związku z twoją pracą magisterską – dziewczyna odetchnęła z ulgą, ale tylko na chwilę – Twoim promotorem była Kurenai-sensei, prawda?
- Tak, zgadza się.
- W związku z jej urlopem ten zaszczyt przechodzi na mnie – posłał jej przyjacielski uśmiech – Zauważyłem, że jako jedyna nie podałaś jeszcze tematu swojej pracy.
Ulga Hyugi prysła jak bańka mydlana i powróciła panika. No tak, zapomniała o tym. Faktycznie nie miała pomysłu na to, o czym ma napisać. A co gorsze teraz był czas, aby pisać plan pracy, a nie zastanawiać się nad tematem, który powinna mieć już gotowy pod koniec poprzedniego semestru.
- Spokojnie – Toneri spróbował ją uspokoić, poklepaniem w ramię – Nie jesteś pierwszą studentką, która ma z tym problem. To nie jest proste, wiem z własnego doświadczenia – jego ton naprawdę dodawał otuchy – Dlatego chcę ci zaproponować pomoc.
- Naprawdę?! – na błysk nadziei w jej białych oczach, uśmiech mężczyzny na chwilę stał się triumfujący, ale zaraz szybko wrócił do normy.
- Oczywiście – odparł uprzejmie – Jako nauczyciel mam obowiązek ci pomóc. Co powiesz na to, byś po zajęciach posiedziała ze mną godzinkę? Omówimy twoje mocne strony i znajdziemy dla ciebie idealny temat. Moglibyśmy nawet od razu przejść do planu.
- Byłoby super, ale dopiero w piątek mogę zostać dłużej.
Czy Hinacie się wydawało, czy naprawdę przez twarz Toneriego przeszedł grymas niezadowolenia? Chyba jednak tak, bo jego głos stał się ostrzejszy.
- Jesteś już opóźniona z pracą! Jest pani pewna, że może w kółko odkładać rzeczy na później. To nie leży w pani interesie.
Hinata spotulniała i zwiesiła głowę z poczuciem winy.
- Tak, wiem, że to nieodpowiedzialne. Ale naprawdę od poniedziałku do czwartku, po wykładach jestem zajęta. Są to sprawy, które…także są bardzo ważne. Ale będę w piątek, naprawdę! – dodała szybko – Przyjdę, proszę dać mi szansę.
Mężczyźnie znów wrócił dobry humor.
- Dobrze, rozumiem. Wierzę, że jesteś rozsądną osobą – Toneri podszedł bliżej swojej studentki i uścisnął lekko jej dłoń. Dopiero wtedy Hinata zrozumiała o co mogło chodzić Nejiemu, gdy mówił o swojej niechęci.
To nie zachowanie, czy postawa obudziła w nim niechęć. To były te oczy. Niby miały zwykłą niebieską barwę, lecz była ona zbyt…jaskra. Przyprawiała o niepokój. Ten kolor był nienaturalny i krótko mówiąc po prostu ohydny. Hyuga poczuła chęć, aby się cofnąć, ale uznała, że byłoby to bardzo niegrzeczne.
- Będzie nam się dobrze współpracować. Z całych sił będę się starał ci pomóc, Hinato.
- Dziękuję – odrzekła krótko, starając się nie patrzeć mężczyźnie w oczy.

***

- Ech, mam dość tego!
- Po jednym dniu?
- Jeden dzień? Myślałem, że jestem tu już tydzień.
Nareszcie wszystkie wykłady na dziś już się skończyły. Naruto i Sasuke przemierzali spacerowym krokiem teren miasteczka uniwersyteckiego. Uchiha ze znużeniem wysłuchiwał narzekań przyjaciela jednym uchem, a drugim wyrzucał zbędne dane.
- Kilka godzin to nie tydzień – w tym momencie minęli profesora Yamato, który zmierzył Sasuke wrogim (przynajmniej tak mu się wydawało) spojrzeniem. Na Naruto nawet nie zwrócił uwagi.
- Jeszcze mu to nie przeszło? – spytał Uchiha, lekko zirytowany.
- Dziwisz mu się? Mogę się założyć, że mu to nie przejdzie do końca kariery zawodowej.
2 lata temu Sasuke musiał bardzo, ale to BARDZO postarać się, aby zostać na uczelni. Nie dość, że jego wyniki były potworne, to do tego dochodził jeszcze wandalizm. Chłopcy nie mogli powiedzieć dyrekcji, że wybicie krzesłem okna można jak najbardziej usprawiedliwić. Uchiha uważał, że miał prawo wybić to okno, Naruto zresztą zaznajamiając się z sytuacją również tak sądził. Ale dyrektor i profesor uważali inaczej. Po godzinach nauki i wydaniu wielu jenów na naprawę okna i łapówkę dla dyra, Sasuke mógł (łaskawie) pozostać w gronie studentów. Ale od tamtego czasu nie spotykał się z przychylnymi spojrzeniami ze strony nauczycieli.
- Szkoda, że nie widziałem jego miny, gdy zobaczył, że uciekłem przez okno – powiedział Uchiha ze złośliwą satysfakcją.
- Ja się tam dziwię, że nie dostał zawału jak usłyszał alarm…
Ostatnie słowo w tym zdaniu, bardzo przeciągało się w ustach blondyna. Uzumaki stanął jak wryty, aż Sasuke musiał pójść za jego wzrokiem, aby sprawdzić co nim tak wstrząsnęło.
Z przeciwległego budynku właśnie wyszła Hinata i to nie sama. I nie, nie była z Nejim jak by się można było spodziewać.
Obok niej stał wysoki, białowłosy mężczyzna. Przystojny mężczyzna. Niedobrze. Byli pochłonięci rozmową, nie wiadomo o czym.
- Co to za kutasina? – Sasuke niemal podskoczył słysząc te słowa z ust przyjaciela. To zdanie było tak bardzo nie w jego stylu. I tym tonem! Musiał się uśmiechnąć, jak zwykle złośliwie. Teraz będzie miał wreszcie rozrywkę.
- A bo ja wiem – Naruto nie zwrócił uwagi na zadowolenie w głosie Uchihy – Nowy znajomy, albo bliski przyjaciel…
Uzumaki nie tracąc ani chwili dłużej, ruszył przed siebie z zamiarem przerwania tej pogawędki. Nie wiedział co się z nim dzieję. Jak tylko zobaczył tą dwójkę, poczuł jak złość ogarnia całe jego ciało. I nie mógł się jej pozbyć, była zbyt silna. Nie podobało mu się to.
Był już prawie u celu, gdy zobaczył, jak białowłosy dotyka ramienia Hinaty. No to teraz dopiero poczuł furie.
„Zabieraj łapy ty skurwysynu!!!”
- Hej, Hinata! – zawołał głośno, żeby Hyuga go usłyszała, zanim do nich dotrze. Poczuł się lepiej, gdy zobaczył uśmiech swojej narzeczonej na jego widok.
„Ha, do mnie się uśmiecha, a nie do ciebie, palancie”
- To twój przyjaciel, Hinato? – mężczyzna ani myślał zabrać rękę z ramienia dziewczyny.
Naruto wpadło coś do głowy. Już drugi raz w ciągu minuty sam siebie zaskoczył. Najpierw dziwna nienawiść od pierwszego wejrzenia (bardzo nie w jego stylu), a teraz ta myśl…Cóż to była nowość.
Blondyn podszedł do dziewczyny i zamiast powitania objął ją w pasie, kładąc rękę na jej biodrze. Potem pociągnął ja delikatnie do tyłu, aby znalazła się poza zasięgiem ręki białowłosego, a na koniec pocałował ją w policzek.
- Jak ci minął dzień, kochanie?
Ostatni raz Hinata dostała tak dorodnego rumieńca wiele miesięcy temu, na początku ich związku. W sumie nic dziwnego. Byli ze sobą ładnych parę latek, ale nigdy nie zwracali się do siebie per „kochanie”; „skarbie” czy „kotku”. Teraz był pierwszy raz
- Do…dobrze – wymamrotała cicho, ale się nie odsunęła. Naruto udając, że nie zauważył grymasu niezadowolenia na twarzy „przeciwnika” rzekł niby to przyjaźnie.
- Dzień dobry. Pan to…
- Otsutsuki Toneri. Nowy wykładowca panny Hyugi.
„Hmm, wykładowca…bardzo źle, będą się codziennie widywać. Kuźwa, co mi odbija?!”
- Uzumaki Naruto, miło mi.
Mężczyźni wymienili uściski dłoni, lecz blondyn nie wypuścił Hinaty z uścisku.
„Jak ja jestem w pobliżu to wówczas strażnik Neji czuwa” – pomyślał z irytacją blondyn – „A gdy pojawia się to białe coś, to jego nie ma.”
Sasuke obserwował to wszystko z boku i miał w cholerę dużo uciechy. Jego przyjaciółka prawdopodobnie tego nie zauważyła, bo ma zbyt niewinny umysł, ale on widział wszystko doskonale. Ta ciemna aura wokół Naruto i Toneriego była niemal namacalna. Ta dwójka się nienawidzi jak diabli.
- Porozmawiałbym dłużej, ale mamy plany. Proszę wybaczyć – Naruto chciał jak najszybciej odejść, odseparować dziewczynę od nauczyciela.
- Oczywiście, rozumiem. Do zobaczenia Hinato – Toneri pożegnał się z przesadnym żalem.
- Do widzenia, sensei – dziewczyna ledwo zdążyła to powiedzieć, gdy jej narzeczony wręcz ją wyprowadził na ulicę – Naruto, co…
- Co? Co, co? – przerwał jej szybko wiedząc, że chciała zapytać o jego dziwne zachowanie – Nic. Nic się nie dzieje.
Sam nie wiedział co się właściwie dzieje. Nigdy nie należał do zaborczych i zazdrosnych facetów. A teraz nagle się to pojawiło. Czemu? Dlatego, że pierwszą rzeczą jaką dostrzegł u tego faceta były te obrzydliwe gały wlepione w jego dziewczynę? Bo niewątpliwie wlepiał gały. Znów się zirytował. Jak go kręcą studentki, to nie powinien robić w tym zawodzie.
Nie zwrócił uwagi, że przez swoje ponure myśli, jeszcze mocniej przycisnął Hinate do siebie. Biedna, była kompletnie skołowana.
W oddali, przy krawędzi jezdni stali Sakura, Gaara i Shikamaru i o czymś dyskutowali. Widząc zbliżające się sylwetki kątem oka, odwrócili się i…zdębieli.
Czerwoniutka Hinata przyciśnięta do ciała Naruto, niczym przywiązana łańcuchem to jeszcze było pół biedy. To miny chłopaków ich zszokowały. Uzumaki był naburmuszony i zirytowany. Natomiast Sasuke był strasznie czymś rozbawiony.
- Co to? Zamienili się minami, czy co? – odezwał się Shikamaru w imieniu grupy.
Nadęty Naruto i uśmiechnięty Sasuke… Coś tu było na opak.
- Hej – powiedziała Sakura, zbyt długo przeciągając samogłoskę – Naruto, wiesz, że Hinata zaraz nie będzie miała czym oddychać?
- Co? Ach tak – odburknął i zwolnił uścisk. Dziewczyna była wolna. Teraz mógł to zrobić. „Kutasina” była daleko. Mając wolne ręce, zagwizdną najgłośniej jak tylko potrafił. To był znak, na który po najwyżej 10 sekundach przy jego boku pojawiał się Kurama i tak było i w tym przypadku.
- Psst! Co się dzieje? – Haruno pomyślała, że może od swojego chłopaka się czegoś dowie.
- Później ci powiem – odparł, tłumiąc kolejną falę rozbawienia – Lepiej już chodźmy bo się spóźnimy.
- Racja – przyznał Uzumaki i wziął Hyugę za rękę, byleby mieć z nią jakiś kontakt fizyczny – Na razie Gaara.
Subaku przez dobrą chwilę stał i przyglądał się odchodzącym przyjaciołom. Po raz setny myślał o tym. O tym miejscu gdzie teraz idą. Naruto, Hinata, Sasuke i Sakura idą oficjalnie na trening taijutsu, a Shikamaru razem z nimi, ponieważ tam pracuje.
W pracę Nary to Gaara mógł jeszcze uwierzyć, ale w trening już nie. Dlaczego?
Ponieważ niecałe 7 miesięcy temu, przechodził obok tej sali treningowej i przeczytał na tablicy ogłoszeń informację o trzech grupach wiekowych, które mogą uczestniczyć w zajęciach.
Jego przyjaciele przekroczyli najstarszy dopuszczalny wiek dobry rok temu. A mimo to dalej tam chodzą, a przecież można powiedzieć, że już są na to za starzy. Dosłownie.
Gaara nie powiedział o tym nikomu, ani też nie spytał o to wprost. Czuł przez skórę, że i tak nie dostałby szczerej odpowiedzi. Zbyliby go, każdy z tej piątki.
Dawno temu w jego umyśle kilka faktów się połączyło, z całej grupy jedynie jemu udało się to zrobić. Wiedział, że mają ze sobą związek, tylko nie wiedział jaki. 2 lata temu…zachowanie Sasuke…zniknięcie Naruto…jego blizna na ramieniu, skąd się wzięła?...treningi…zmiana zachowania.
- Co się tu dzieję? – ostatni raz zerknął w ich stronę po czym skierował swoje kroki do domu.

***

Gaara dobrze dedukował. Nasza czwórka już od dawno nie uczęszczała na zajęcia taijutsu. Teraz trenowała coś o wiele trudniejszego.
Kiedy nasi bohaterowie doszli do siebie, po wyczerpujących przeżyciach w lesie grozy, Kakashi postanowił im coś zaprezentować. Budynek w którym ćwiczyli miał 3 poziomy. Na parterze znajdowały się 4 sale treningowe, a na piętrze znajdował się duża sala, która z reguły służyła do oficjalnych sparingów na zawodach.
Jednakże była tam także piwnica, do której tylko Hatake miał klucze. Okazało się, że urządził sobie tam (dzięki szczodrobliwości pani Tsunade za jego osiągnięcia) całkiem przytulne zacisze. Pojedyncze akcesoria do ćwiczenia taijutsu oraz mini strzelnica. To raj dla trenującego, tajnego agenta, takiego jak Kakashi. Tyle, że on postanowił podzielić się swoim tajnym miejscem z młodzieżą.
Początkowo przy ćwiczeniach pomagał Jiraiya. Naruto zaczynał naukę strzelania od zera, więc potrzebował, jakby to ująć, więcej uwagi niż Sasuke, który miał już w tym wprawę.
Jak jego ojciec chrzestny obiecał, zajął się treningiem wychowanka. Okazało się, że zna się na broni równie dobrze jak Kakashi, a może i lepiej. Dzięki niemu Uzumaki szybko dogonił przyjaciela i znów stał z nim na równi.
Od 3 miesięcy ich trening nadzorował sam Hatake (Jiraiya uznał, że nie może nic więcej chłopaków nauczyć). Nadzorował, gdyż zarówno Naruto jak i Sasuke dojrzali na tyle, by wiedzieć co powinni w swoich umiejętnościach podszlifować, a co potrafią już zrobić idealnie, więc sami się sobą zajmowali. Uzumaki na przykład miał problemy z strzeleniem z lewej ręki. Uchiha za to, od jakiegoś czasu fascynował się mieczami. W Japonii wciąż się ich używało. Lecz na razie nie mógł o sobie mówić, jako o zawodowcu w tej dziedzinie.
Dziewczęta natomiast zostały poinformowane, że jak nie chcą, to nie muszę przychodzić na te specjalne treningi. Ale one były w 100% zdecydowane, że nie pozwolą swoim drugim połówkom wkroczyć w ten mroczny świat zupełnie sami. Chciały stać przy ich boku.
Dziś blondyn wszedł do piwniczki, z większym zapałem niż zwykle. Hmm, ciekawe czemu?
Wszyscy rozeszli się na swoje stanowiska. Kurama znalazł sobie ciepły kącik i zwinął się w kłębek. Shikamaru i Kakashi zasiedli przed komputerem i zaczęli „pracować” choć tylko licho wie co oni tam robili. Hinata i Sakura zajęły się ćwiczenia fizycznymi, a Naruto i Sasuke ładowali swoją broń (jedną z dwóch egzemplarzy, które tu trzymali).
- Co powiesz na pojedynek? – zaproponował Sasuke, wiedząc, że przyjaciel się do tego pali.
- Jestem za – odpowiedział z ogniem w oczach – Ale wiedz, że skopię ci tyłek.
Uchiha tylko prychnął po czym dodał.
- Nigdy nie sądziłem, że jesteś typem zazdrośnika – Naruto wyprostował się jak struna.
- Wcale nie jestem zazdrosny! – krzyknął z oburzeniem.
- Jesteś i to jak cholera. Nikogo nie oszukasz.
- Nie jestem zazdrosny – powiedział jeszcze raz z pełną mocą, lecz doskonale wiedział, że kłamie w żywe oczy, po czym założył słuchawki i wycelował załadowaną bronią w tarczę przed sobą – Po prostu nie podobało mi się to jego spojrzenie.
Wraz z pierwszym strzałem Hinata odwróciła się i przez moment przyglądała się blondynowi z niepokojem.
- Hinata, halo! – Sakura sprowadziła ją na ziemię – Chcesz walczyć czy nie?
- Tak, chce – skupiła całą uwagę na sparingu jaki miała zaraz stoczyć.

***

2 godziny później Naruto wolnym krokiem zmierzał w stronę domu. Trzymał Hinate za rękę, a Kurama dreptał przy jego nodze. Wciąż miał kwaśny humor i nie ukrywał tego.
Hyuga była przygaszona. Kilka razy otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale słowa nie wychodziły na zewnątrz. Aż w końcu odważyła się odezwać.
- Jesteś na mnie zły?
Choć zadane pytanie było powiedziane bardzo cicho, Uzumaki je usłyszał i bardzo się nim zdziwił. Spojrzał na nią.
- Zły na ciebie? W życiu. Czemu pytasz?
- Bo od kilku godzin masz taki podły nastrój. Myślałam, że może coś zrobiłam lub… jeśli tak to przepraszam - nie dokończyła zdania. Zamilkła i spuściła wzrok.
- Nie, to nie tak – Naruto od razu ogarnęły wyrzuty sumienia. Przez jego wymysły, zrobił dziewczynie przykrość – Tu nie chodzi o ciebie. Po prostu – zdobył się na szczerość – Myślałem o twoim profesorze.
Co za debilizm. Widział tego gościa tylko jeden jedyny raz. I od razu go znienawidził, bo ten robił do Hinaty maślane oczka (to mu się na pewno nie przewidziało). Ale potem aż nazbyt dosadnie pokazał mu, że dziewczyna ma kogoś. Zresztą jest nauczycielem, nie wolno mu się spotykać ze studentką. Teraz na pewno sobie odpuści. Prawda? Niby tak, ale niepewność jest. Kurde, chyba za bardzo wyolbrzymia całą sprawę.
- O Tonerim - sensei? – odezwała się niepewnie.
„Hoho już mówią sobie po imieniu. Naruto, weź się ogarnij człowieku!”
- Tak, nie lubię go – sam nie wiedział co go tak w tym człowieku denerwuje. Ale w głębi duszy znał odpowiedź. W tamtej chwili stanął jak wryty i ogarną go straszny gniew, przez wzrok mężczyzny skierowany na jego narzeczoną. Jego oczy były paskudne nawet z daleka. Były jak rdza na rurze ściekowej. A Hinata musiała się w nich odbijać i to mu się nie podobało.
Hinata była mocno zaskoczona. Już druga osoba czuła niechęć do jej wykładowcy. Użyła nawet tych samych słów. Teraz nie mogło chyba chodzić o zwykłe uprzedzenia. Nie wiedziała, co na to odpowiedzieć.
- Nie martw się – przejechał kciukiem po wnętrzu jej dłoni – To nic takiego. Przejdzie mi. O patrz już mi przeszło – rzekł i uśmiechnął się jak najbardziej szczerze, odsłaniając przy okazji wszystkie zęby.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą i przytuliła się do jego boku.
Naruto postanowił wziąć się w garść. Jego głupie myśli odbiły się na niej, a nie powinny. Przecież jak na razie nie ma się czym przejmować. Wszystko jest dobrze, dopóki ona jest obok…dopóki Hinata stoi przy jego boku…WSZYSTKO będzie w porządku.

***

Sasuke wybudził się gwałtownie ze snu. Zerwał się do pozycji siedzącej i zaczął nasłuchiwać. Coś go obudziło, tylko co?
Wtedy to usłyszał. Coś na parterze. Albo nie coś tylko ktoś? Ktoś na dole majstrował przy drzwiach.
Uchiha szybko zerwał się z łóżka i wyjął spod niego swój drugi pistolet. Zerknął jeszcze na chwilę w stronę posłania, gdzie leżała Sakura, pogrążona w głębokim śnie. Nie obudziła się, ale to dobrze. Nie może pozwolić, aby ktoś tu się dostał. Musi chronić Sakure.
Wyszedł z sypialni i ostrożnie zaczął schodzić po schodach. Broń trzymał w pełnej gotowości. Na parterze nikogo nie dostrzegł. Poszedł w stronę korytarza.
Dawno przeszedł mu zwyczaj spoglądania w stronę dawnej sypialni rodziców, lecz za to pojawił się nowy. Zerkał w stronę kuchni, miejsca, gdzie po raz ostatni widział swojego starszego brata. Teraz także tam spojrzał.
Nienawidź mnie. Nienawidź rodziców. Zdobądź siłę, a kiedy będziesz już mi równy, sam po ciebie przyjdę.
- Czyżbyś wpadł z wizytą nii-san? – odezwał się cicho, ale nic mu nie odpowiedziało.
W przedpokoju rzuciła mu się w oczy koperta leżąca na podłodze. Tajemniczy dźwięk wyjaśnił się. Nikt nie próbował się włamać, po prostu ktoś wrzucał kopertę przez szparę, tyle że…listonosz nie wpada z wizytą o drugiej w nocy.
Sasuke wypadł na zewnątrz, ale nikogo nie dostrzegł. Jedynie gdzieś w dali znikały właśnie tylne światła jakiegoś auta, ale było za ciemno, by cokolwiek więcej dostrzec.
Uchiha cofnął się do środka i skupił swą uwagę na kopercie. Zbadał ją palcami, po czym ostrożnie ją otworzył. W środku była tylko kartka papieru, nic więcej. Sasuke wstał i zaczął szukać włącznika światło. Gdy w korytarzu zrobiło jasno, mógł się wszystkiemu dokładnie przyjrzeć.
Koperta była czysta, nie była adresu odbiorcy, ani nadawcy. Jej zawartość natomiast, czyli wspomniana kartka miała na sobie przyklejone pojedyncze literki, wycięte najpewniej z różnych gazet. Układały się w zdanie, które zmroziło Sasuke krew w żyłach.
- Kurwa mać, zaczęło się.
Po raz drugi odczytał treść kartki.

Pilnuj swojego znajomego. Jest w wielkim niebezpieczeństwie. Wy też niedługo się w nim znajdziecie. Bądźcie ostrożni.

Kto mu przyniósł tą kopertę? Skąd ma tą całą informację? I na Boga, dlaczego przekazała je akurat JEMU?



***

(Od autorki) Jakoś się udało to napisać. W ratach, ale jakoś. Najwidoczniej Clarissa się jeszcze nie spaliła. Dobrze być w siodle
https://www.youtube.com/watch?v=0O2ZaQbPUto

czwartek, 27 sierpnia 2015

Podbijam YouTube :P

Zrobiłam trzy filmiki na youtube o NaruHina, lecz jak to bywa z takim beztalenciem jak ja, wyszły bardzo amatorsko. Pierwszy jest najgorszy, a ostatni najlepszy, więc jak widać praktyka czyni mistrza :) (do którego DUŻO mi brakuje). Jeśli zaś chodzi o pisanie, postaram się z początkiem roku szkolnego do was wrócić. Chciałam w te wakacje pisać najwięcej, a okazało się że napisałam najmniej. Ale trudno czasu nie cofnę. Jeśli chodzi o mnie to jest mi ciężko. Widać, że mój ojciec nie przeżyje nawet roku. Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia. Wiele dla mnie znaczą. Naprawdę dużo. Jesteście kochani.

Część 1
Część 2
Część 3

niedziela, 16 sierpnia 2015

Bez tytułu część kolejna - czyli życie jest do kitu

Wiem, że długo się nie odzywałam, ale mam teraz bardzo ciężki okres. Najpierw umarła mi bliska osoba, a teraz się okazało, że druga (jeszcze bliższa) umiera. Tak umiera, jest ciężko chora. W dodatku niech nie chce nic z tym zrobić. Odmówił przyjmowania leków, bo jak twierdzi "tak będzie szybciej". I jak ma się czuć córka, gdy jej ojciec mówi coś takiego? Nikomu tego nie życzę. Słyszeć coś takiego i wiedzieć to...I jeszcze widzieć, że wszyscy dookoła już są gotowi do pogrzebu, choć on wciąż żyje, tyle że odmawia pomocy. To już nawet nie jest koszmar

Wiele razy brałam się do pisania, naprawdę wiele, ale kończyło się na tym, że napisałam linijkę, a potem odkładałam laptop na bok, mówiąc, że to nie ma sensu. Wiem, że mam zobowiązania i nie zapomniałam o nich, ale muszą odzyskać jakąś równowagę psychiczną

piątek, 24 lipca 2015

Bez tytułu

Już teraz mówię, że rozdziału nie będzie. Mam pogrzeb w rodzinie. Mój wuj dostał zawału. Nie mogę teraz nawet myśleć o pisaniu

niedziela, 19 lipca 2015

S2 Rozdział 1

(Od autorki) Hello I'm back!!! Turcja była super, ale już czas wracać do roboty ;) Dosyć tego lenistwa. Trzeba się rozruszać.

***



To był jeden z ostatnich bezchmurnych i słonecznych dni tego roku. Jesień nadchodziła nieubłagalnie i było widać jej pierwsze oznaki. Liście na drzewach zmieniły swoją barwę, a chłodny wiatr wywoływał zimne dreszcze. Możliwe, że była to jedna z ostatnich okazji, aby wybrać się na poranny spacer i poczuć na twarzy ciepłe promyki słońca.
Tylko, że nie każdemu taki poranny spacerek wychodzi na dobre…
- Jeszcze raz bardzo przepraszam! – młody blondyn po raz kolejny wykrzyczał słowa przeprosin. Jego skrucha była jak najbardziej szczera.
- Ugh! – starsza dama skrzywiła się z niesmakiem – Nie przepraszaj, tylko kup temu kundlowi kaganiec! Skaranie boskie, z tymi psami. Kiedyś to była taka spokojna okolica! Gdybym mogła to bym uśpiła tego zapchlonego… - reszty wypowiedzi kobiety nie było już słychać, gdyż odeszła pośpiesznie. Byleby być jak najdalej od nielubianego sąsiada i jego kundla (w jej mniemaniu pies był chory na wściekliznę).
Naruto z głośnym westchnieniem odwrócił się w stronę psa.
- I znowu to samo! – wykrzyczał pełen frustracji – Ile razy mam powtarzać?! Kurama, przestań wreszcie rzucać się na ludzi z kłami! Znowu przestraszyłeś tą babę! Wiem, wiem, ja też jej nie lubię, no, ale to już przeginka. Szósty raz w tygodniu, a mamy środę rano! W końcu na nas doniesie przez ciebie…Eee…, co ty robisz? – spytał z obawą, gdy rudy pies zaczął głośno warczeć i powoli zbliżać się do swojego właściciela.
- To taki żart, prawda? – mówił dalej Uzumaki, cofając się do tyłu – Jaja sobie robisz, co nie? – Kurama wydał ostre warknięcie i szczeknął parę razy. Wciąż niebezpiecznie się zbliżał, z zamiarem ataku – No weź, chyba nie zaatakujesz swojego pana? – sądząc po jego tonie, Naruto wcale nie był tego taki pewien.
Rude psisko zamierzyło się i skoczyło na swojego właściciela, przygniatając go swoim ciężarem do ziemi. Nie zaprzestał wydawania groźnych odgłosów.
- Dobra, dobra – blondyn uniósł ręce w poddańczym geście - Przepraszam, przepraszam, wygrałeś!!! Możesz robić, co chcesz! Już ci nic nie będę zakazywał!
Kurama w jednej chwili ze wściekłego wilczura zmienił się w uradowanego psiaka i zaczął ze szczęścia lizać chłopaka po twarzy.
- Ble, weź przestań! – Naruto próbował odepchnąć od siebie psa – Ohyda. Jak nie zęby, to ślina. Złaź ze mnie, nie ważysz 3 kilo! – uwolnił się od zwierzęcia i wytarł zaśliniona rękę o trawę – Stary, ty mnie wykończysz normalnie.
Uzumaki uniósł wzrok i jego zły humor wyparował jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A wszystko, dlatego, że Hinata, tak jak wcześniej obiecała, przyszła przyłączyć się do spaceru.
Mało, która dziewczyna decyduje się, tak jak Hinata, wyjść na dwór bez makijażu, w ubraniach, w których zwykle chodzi po domu. Rzadko, która w ogóle ścina włosy na tak krótko i wygląda w nich tak dobrze. Naprawdę jej było do twarzy.
Na jego widok zaśmiała się cicho i zapytała:
- Czemu leżysz na ziemi?
- A to przez niego! – wskazał na psa – Znowu przestraszył tą babę, mieszkającą na piątym piętrze, a potem rzucił się na mnie z zębami – mówił takim tonem jak dziecko, które skarży się swojej mamie na młodszego brata, który zbił jej ulubiony wazon.
Kurama w odpowiedzi na te oskarżenie, głośno szczeknął w proteście.
- No, co? Taka prawda! I się tu nie wykręcaj!
Hinata podeszła, ukucnęła obok zwierzaka i pogłaskała go z czułością.
- Przecież Kuramuś nie skrzywdziłby swojego pana, prawda? – pies w odpowiedzi wesoło zamerdał ogonem.
Naruto, aż otworzył usta z szoku.
„A przy niej to udaję świętoszka!” – pomyślał – „Oszust jeden! Łże ja pies! Zaraz przecież on jest psem…”
- Znowu przestraszyłeś kogoś? – kontynuowała Hyuga, drapiąc psa za uchem – Kurama, wiesz, że nie wolno warczeć na ludzi. Już nie będziesz tak robił? – zwierzak zareagował na pieszczoty pomrukiem zadowolenia – Dobry piesek.
„No świetnie! Do mnie z zębami, a do niej z miną szczeniaczka. Ale udaję, kundel jeden. Normalnie go utłukę jak psa…I znowu to samo. Już rozumiem, czemu jest tak dużo wrednych powiedzeń o psach. Wystarczy spojrzeć na to rude coś…”
- To ja tu jestem poszkodowany, a ty rozczulasz się nad nim? – spytał, udając obrażonego.
- Poszkodowany? A boli cię coś? – widać było, że w to wątpi.
- A wiesz, że tak. Serce mi się złamało, bo moja narzeczona woli tego… - spojrzał w skierowane na niego, złowrogo wyglądające oczy Kuramy - …tego cudownego pieseczka ode mnie.
Hinata znów zachichotała i może odrobinę się zaczerwieniła słysząc słowo „narzeczona”, ale była to już automatyczna reakcja.
Wstała z ziemi, stanęła za plecami blondyna i objęła go za szyję.
- Teraz lepiej? – spytała, uśmiechającym się przy tym lekko.
- Trochę – przyznał – Ale będzie jeszcze lepiej, jeśli mnie pocałujesz.
- Bardzo chętnie, ale… - zmarszczyła nos – Czuć od ciebie mokrym psem.
No tak, przecież Kurama przed chwila go całego wylizał. Kolejny raz żyła na czole Uzumakiego zaczęła pulsować.
- Po raz 1000 spytam, po co ja go przygarnąłem?
- Bo masz dobre serce – odpowiedziała Hyuga bez wahania.
- Nie dobre serce, tylko po prostu padło mi na mózg – Naruto poczuł, że coś go trąca w ramię – Co znowu… - Zobaczył rudego psiaka z patykiem w pysku – O mowy nie ma! Nie będę się bawić w aportowanie! Nic z tego! – Kurama w tym momencie zrobił słodkie, maślane oczy szczenięcia. Nie tylko na jego panią to działało – No…niech ci będzie.
- Wiedziałam – wykrzyknęła z triumfem Hinata – Kochasz go.
-Ta jeszcze czego! Kocham to tylko ciebie – wyjął patyk z pyska Kuramy i rzucił go daleko przed siebie – Jego to najwyżej toleruję – mimo tych słów, nie mógł powstrzymać uśmiechu, widząc ile pies ma uciechy z tej zabawy.
Gra w aportowaniu trwała dość długo, dopóki zwierzak nie stracił całych sił. Ale i tak nikomu czas się nie dłużył. Wszyscy mieli z tego trochę radochy.
Kilka osób, przechodzących obok, uśmiechnęło się na widok tej scenki. Większość pomyślała o tym samym. Ten obrazek był tak oczywisty, że nie można było dojść do innych wniosków. Młode narzeczeństwo, spędzające jesienny poranek na zabawie z ukochanym pupilem. Szczęśliwa, urocza i idealna scenka. Tylko, że każdy medal ma dwie strony. Było coś, czego przechodnie nie mogli dostrzec na pierwszy rzut oka.
To prawda, że przed dwoma laty Naruto wprowadził się do mieszkania Hinaty i byli szczęśliwym narzeczeństwem. Ale było coś, co kładło cień na ich przyszłości i nie dawało o sobie łatwo zapomnieć. Dziewczyna na przykład, pomimo upływu czasu wciąż dostawała zimnych dreszczy, gdy widziała małą bliznę na ramieniu jej ukochanego. Pamiątki po kuli, która przecięła mu skórę. To samo tyczy się niepokoju, który czuła za każdym razem, kiedy zerkała w stronę małego sejfu, ukrytego w szafie. A to, dlatego, że wiedziała, co w nim jest. Broń na „wszelki wypadek”.
- Pamiętasz o dzisiejszym wypadzie, co nie? – zagadał Naruto, rzucając patyk po raz któryś.
- Trudno zapomnieć. Kiba-kun, Kankarou-kun i Ino-san mówią o tym od trzech tygodni.
- Nie dziwię im się. Już dawno nie wychodziliśmy gdzieś wszyscy razem.
Dzisiejszego wieczoru, cała szesnastka Konohy planowała wspólny wypad do klubu, w ramach uczczenia rozpoczęcia ich ostatniego roku na studiach. Nie wszyscy mieli na to ochotę, ale nie chcieli rozczarować reszty.
- Nie boisz się? – odezwała się Hinata, ściszonym głosem.
- Czego?
- No wiesz…to nasz ostatni rok…magisterka…potem praca i dorosłe życie… - „A ja wciąż nie wiem, co chce robić”
- Zawsze sobie mówię, że jakoś to będzie. Ale nie boje się, bardziej jestem ciekawy. A ty się nie martw. Na pewno wymyślisz swój wymarzony zawód.
Hyuga wtuliła się w jego ramię. Z upływem czasu Naruto coraz łatwiej potrafił odczytywać jej myśli.

***

Sakura stała z założonymi rękami i nie odrywała oczu od toru. Wytężała wzrok, aby wypatrzeć w kłębach dymu i wśród innych motocyklistów tego jednego, konkretnego. Jednakże nie było to takie łatwe. Wszyscy ci „zawodnicy” z Bożej łaski wyglądali identycznie.
Chociaż Haruno już po raz 100 oglądała nielegalny wyścig motocyklowy, wciąż nie mogła poczuć żadnej ekscytacji. Zawsze tylko chciała, aby to jak najszybciej się skończyło i aby nikomu nie stała się krzywda.
Nareszcie wyścig zbliżał się ku końcowi. Wtedy ryzyko kolizji było największe, ponieważ zawodnicy maksymalnie przyśpieszali i ważne było dla nich jedynie zwycięstwo. Nie liczyło się wówczas nic innego, nie mieli zahamowań, ani skrupułów.
Motory z piskiem opon zahamowały po przekroczeniu linii mety. Sakura jęknęła z frustracji, gdy zwycięzca zdjął kask i okazało się, że był nim Uchiha Sasuke. Już się przyzwyczaiła, że jej facet wygrywa, w co drugim lub trzecim wyścigu, ale nie potrafiła znieść tego jego zadowolenia z siebie.
Sasuke spojrzał na twarze swoich przeciwników i  zmierzył się z nienawistnymi spojrzeniami wysyłanymi w jego stronę. Nie były dla niego nieprzyjemne wręcz przeciwnie. Czerpał z nich satysfakcję. Zsiadł ze swojego motoru i poprowadził go w stronę swojej dziewczyny.
- I jak? – spytał, pewien odpowiedzi.
- Co, czekasz na brawa? – odparła zgryźliwie – Wiesz jak się czuję, kiedy się ścigasz! Po co to w ogóle robisz?
- Mówiłem ci już. To pozwala się wyładować, a poza tym lubię ucierać nosa tym gówniarzom – uśmiechnął się złośliwie.
- Mówiłeś, ale po co mnie tu zawsze wleczesz? – próbowała skupić się na swojej złości, a nie na tym jak dobrze Sasuke wygląda w skórze. Chłopak wzruszył ramionami na to pytanie.
- Maskotka, amulet na szczęście. Nazwij to sobie jak chcesz – tuż przed wymówieniem ostatniego słowa, uchylił się unikając pięści Haruno – Zresztą, o co jesteś zła? Przecież chciałaś przede wszystkim bym zerwał kontakty z ludźmi z podziemia, a tutaj jakoś żadnych przestępców nie ma. Same rozpieszczone paniczyki – dziewczyna spojrzała na niego spod łba i uniosła brew – No dobra, poza tą trójką. O właśnie o wilku mowa.
- Świetne widowisko, szefie! Jak zwykle – znikąd pojawił się Suigetsu, a zanim pozostała część tria.
- Dzięki – odrzekł Sasuke i dosiadł swój motocykl. Nie zaszczycił białowłosego jednym spojrzeniem. Trochę go wkurzało, że z Suigetsu zrobił się taki lizus – Macie mi coś ważnego do przekazania?
- Nie, ale… - powiedział Jugo, lecz niedane mu było dokończyć.
- To po cholerę zawracacie mi głowę?! Chodź Sakura, jedziemy!
W normalnej sytuacji dziewczyna by coś odpyskowała, ale tym razem okoliczności były inne. Grzecznie usiadła na motorze i mocno się wtuliła w chłopaka, przy okazji posyłając Karin triumfujące spojrzenie. Zdążyły się już odrobinę poznać i cóż…sympatii między nimi nie było.
Sasuke czując w powietrzu kolejną awanturę miedzy dziewczynami, czym prędzej uruchomił maszynę i odjechał. Podczas jazdy myślał jak to ciekawie się ułożyło jego życie.
Minęło już dużo ponad dwa lata, odkąd zabił Orochimaru, szefa sporej organizacji przestępczej, tym samym ją rozbijając. W ten sposób podziemie podzieliło się na 2 obozy. Na tych, co się go bali i takich, co chcieli go wykończyć. Ale jednak nikt nie podjął w tej kwestii poważnych kroków i Uchiha domyślał się, dlaczego.
Te groźne szychy może się go i nie bały i chciały widzieć go w grobie, ale z całą pewnością czuły strach przed starszym Uchihą. Nikt nie chciał z nim zadzierać, więc jego brata też zostawili w spokoju. Wyglądało na to, że Sasuke, jak na ironię, zawdzięczał Itachiemu życie…no przynajmniej na razie.
Oczywiście to nie znaczy, że nie było żadnych ataków, ale było one mało ważne.
Po rozbiciu organizacji, jej członkowie rozeszli się w różne strony. Jedynie Suigetsu, Jugo i Karin okazali niesłychaną, jak na nich, lojalność i wyrazili dalszą chęć na współpracę z Sasuke, co on dobrze wykorzystał. Sam trzymał się od złego środowiska z daleka, ale im kazał mieć wszystko na oku i w ten sposób mógł znać całą sytuację w podziemiu. Ich działania mało go obchodziły, najważniejsze, że miał dostęp do informacji i rękę na pulsie. Dzięki temu miał nadzieję, że uda mu się przewidzieć ruchy Akatsuki oraz chciał…w końcu namierzyć Itachiego i dorwać go, zanim tamten to zrobi.
Gdy dawno temu okazało się, że pomimo trudnego położenia, ani on, ani jego przyjaciel nie zamierzają porzucać swoich drugich połówek, obaj podjęli pewne środki ostrożności. Wiedzieli, że będą spokojniejsi, jeśli będą mieć swoje dziewczyny na oku. Wobec tego Sasuke i Naruto wynieśli się z akademika. Blondyn wylądował u Hinaty, a Uchiha zainstalował się w swoim dawnym, rodzinnym domu (w końcu Itachi już go nie potrzebował i wręcz mu go zostawił). Oczywiście zabrał ze sobą Sakurę, oficjalnie dla jej bezpieczeństwa.
Naruto i Sasuke postanowili wówczas poczekać na ruch przeciwnika.  I do dzisiejszego dnia ciągle czekają…

***

- Jeszcze jedną kolejkę!
- Nie za dużo pijesz, Kiba?
- Oj Neji, ty się nie odzywaj. Sztywniak jesteś!
- Nie jestem sztywniak… - Hyuga zacisnął szczęki, aby nie wybuchnąć – Ale od jutra wracamy na uczelnię i nie było by dobrze, gdybyś przyszedł na zajęcia na kacu.
- Weź, nie przypominaj mi! Ja tu przyszedłem o tym zapomnieć!
Jako, że cała grupa składała się z 16 osób, zarezerwowali sobie wcześniej loże w klubie i teraz wszyscy byli na miejscu.
- Wyobrażacie sobie? – zagadał Lee – Jeszcze tylko jeden rok i koniec. Jak to się mówi ruszamy w świat.
- Może i wy tak – rzekła Ino – Ale my z Sakurą nie. Zaczną się te wszystkie staże, latanie po oddziałach…Ach, jak dobrze pójdzie to zostaniemy lekarkami po trzydziestce.
- Że się wam chce… - skomentował Shikamaru.
- Ale jedno jest dobre – odezwał się Naruto – Przynajmniej jak się skończą studia, Gaara zacznie sypiać i znikną mu te wory pod oczami – Uzumaki odwrócił lekko głowę i zerknął na parkiet taneczny. Coś przykuło jego wzrok. Jego twarz w sekundę zmieniła się z roześmianej na poważną. Spojrzał na Sasuke, siedzącego naprzeciwko i dał mu dyskretnie znać, co się święci. Uchiha od razu zrozumiał przekaz.
Tymczasem Shino próbował coś cicho przekazać Saiowi, Naruto, Sasuke i Shikamaru, ale przez lecącą muzykę było to niemal nie wykonalne. Musiał spróbować mówić głośniej.
- Możecie tak nie obejmować swoich dziewczyn? – widząc zdziwione spojrzenia kolegów, dodał – Wiecie…Kiba się jeszcze nie pozbierał po zerwaniu z Na…
- Nagisa!!! – wydarł się Inuzuka, waląc głową w stół.
- Chyba cię usłyszał – zwrócił się Kakarou do Shino – No i teraz mamy beksę na głowie.
- Muszę iść do łazienki – powiedział Naruto, wstając z miejsca.
- Ja też – Sasuke dołączył do przyjaciela.
- Razem? – zapytał Gaara. Od razu zauważył zmianę w ich postawie. Ani Uchiha, ani Uzumaki nie odpowiedzieli, jedynie odeszli i zniknęli w tłumie.
- Oho – odezwała się Tenten – Mister Hyde wrócił.
Mister Hyde i doktor Jekyll …Tak zawsze były komentowane dziwne zmiany nastroju Naruto i Sasuke, jakie coraz częściej u nich występowały.
Każdy z ich przyjaciół wyczuł, że coś jest z nimi nie tak, że się zmienili w pewnym stopniu. A wszystko zaczęło się od tajemniczego zniknięcia Naruto ponad dwa lata temu. Na szczęście szybko się odnalazł. Próbował się wytłumaczyć, że został napadnięty…ale kilka rzeczy w jego wersji się nie zgadzało.
Później wszyscy przyjaciele na chwile o tym zapomnieli i dali się zwieść, gdy usłyszeli radosną nowinę. A mianowicie wiadomość, że Naruto i Hinata się zaręczyli.
Oczywiście reakcje były różne. Jedni przyjęli to ze spokojem i uśmiechem, spodziewając się tego, innym szczęki opadły na podłogę, a paru niedyskretnych zapytało, czy Hinata jest w ciąży (Neji miał wówczas niesamowitą żądzę mordu w oczach). Dziewczyny natomiast po usłyszeniu tego, spojrzały wściekle na swoich chłopaków (biedacy przez jakiś czas mieli przechlapane), a ich wzrok mówił „A ty, kiedy się za to weźmiesz?!”
Wszyscy zapomnieli o tym zaginięciu, ale niedługo później ta kwestia zaczęła do nich wracać. Każdy z nich zauważył, że od tamtej pory Naruto potrafił w jednej chwili z wesołości przejść to całkowitej powagi i nie wiadomo było, co to wywołuje. W ogóle blondyn się zmienił. Stał się dojrzalszy, spokojniejszy i chyba…bardziej zdystansowany. Podobnie Sasuke.
Nikt nie miał pojęcia, co te zmiany wywołało. Jedynie najbardziej spostrzegawczy, Gaara, Neji i Sai zauważyli, że u Naruto pojawiła się dziwna blizna na ramieniu, ale i tak niewiele im ona powiedziała. Nie powiązali jej z bronią, no bo skąd mogło im to przyjść do głowy.
Nie mieli pojęcia, że kilka osób z ich grona jest doskonale o wszystkim poinformowana i znają całą prawdę. Na przykład Nara Shikamaru, który przeprowadził wśród nich mała intrygę i nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.
Mianowicie, gdy Naruto, Sasuke i Sakura wynieśli się z akademika, pojawiły się kolejne wolne pokoje. Shikamaru nie zwlekając, przeprowadził kilka rozmów(z góry zaplanował ich przebieg) i namówił wszystkich przyjaciół, aby wynajęli tam pokój. Nawet sam się tam wprowadził.
Czemu to wszystko zrobił?
Każdy wie, że gdy mafia chce się do kogoś dorwać, a nie ma możliwości, próbuje dostać się do swojej ofiary poprzez bliskie jej osoby. Tak, więc im też trzeba zapewnić odpowiednią ochronę. Tak, więc Naruto przeprowadził się do Hinaty i się nią opiekował. Sasuke pilnował Sakury, mieszkając z nią w swoim domu. A Shikamaru czuwał nad pozostałą jedenastką przyjaciół w akademiku. To, że miał ich wszystkich na miejscu było mu bardzo dogodne.
W ten sposób nikt nie został bez ochrony.
Ale wracając do teraźniejszości…Naruto i Sasuke opuścili loże, ale nie udali się w stronę toalet. Przemierzyli cały parkiet i przeszli na zaplecze. Wyszli tylnym wyjściem na zewnątrz. Nie minęła minuta, a ktoś do nich dołączył.

***

Szybki ruch…pierwszy cios…drugi…trzeci…i przeciwnik leży na ziemi.
- Ha! Załatwiłem swojego szybciej niż ty – zawołał z triumfem Naruto.
- I co z tego? – Sasuke zamachnął się i po chwili jego przeciwnik również leżał na łopatkach – Ja tam się nie bawię w rywalizację.
- Akurat. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę.
Chłopcy pochylili się nad dwójką swoich przeciwników, którzy leżeli na ziemi, ledwo przytomni. Uchiha ukucnął, aby ich przeszukać.
- I co? Przyszli po ciebie, czy po mnie? – zapytał Uzumaki po krótkiej chwili.
- Z tego, co widzę to po nas obu – odpowiedział Sasuke, przyglądając się karteczce, wyciągniętej z kieszeni jednego z pobitych.
- Po nas obu?! – Naruto prychnął, rozbawiony – Chyba ich powaliło, aby przychodzić po nas obu, będąc uzbrojonym tylko w nóż – mówiąc to podrzucił w dłoni składany nożyk, który wcześniej wyjął z rąk napastnika.
- A co się dziwisz? To zwykłe płotki, zresztą jak zawsze – chłopak wstał i przeciągnął się – Przynajmniej się rozruszałem. Zostawmy tutaj te ścierwa. Niech se leżą.
Chłopacy weszli z powrotem do klubu, ale nie weszli głębiej, tylko oparli się o ścianę i stali przez chwile w ciszy.
Takie ataki na nich powtarzały się, co jakiś czas od śmierci Orochimaru. Całe przestępcze środowisko wiedziało, że jedna z największych organizacji w kraju – Akatsuki – wydało na tą dwójkę wyrok śmierci. Większość ze strachu przed nią lub przed samym Uchihą Itachim zrezygnowała z samodzielnych działań. Ale zdarzali się tacy, co myśleli, że są lepsi od Akatsuki i próbowało „zapolować” na Naruto lub Sasuke. Oczywiście tak naprawdę nie znaczyli nic, tak jak tamta, pokonana dwójka i kończyli z połamanymi szczękami.
Natomiast samo Akatsuki nie dawało znaków życia.
- Myślisz o tym samym, co ja? – odezwał się Sasuke, odwracając głowę w stronę przyjaciela.
- Sądzę, że tak. Te ataki…
- …są coraz częstsze – dokończył za niego Uchiha.
Zwykle takie napaści na nich zdarzały się raz na dwa miesiące. Ale ta dzisiejsza napaść był już czwartą w ciągu trzech ostatnich tygodni. To się dotychczas nigdy nie wydarzyło.
- Płotki są aktywniejsze. Domyślasz się, czemu, no nie?
- Nie mam pojęcia – przyznał blondyn – Ale ty masz jakąś teorię, jak widzę.
- A mam, lecz nie jest dla nas zbyt optymistyczna – Sasuke podrapał się po podbródku i kontynuował – Fakty są takie, że jacyś żałośni popaprańcy, z niższych szczebli, próbują nas dostać, aby wybić się w górę. Mają nadzieję, że dzięki nam zyskają wreszcie jakiś szacunek w środowisku. Ale ich próby są coraz częstsze, co oznacza, że… - krótka pauza - …coś na nich naciska. Mają coraz mniej czasu, dlatego działają w pośpiechu, w ogóle nie myśląc, jak tamci.
- Nie mają już czasu – Naruto powtórzył to zdanie jeszcze raz i przeszedł go zimny dreszcz – Faktycznie, to nam źle wróży. To oznacza, że…
Żaden z nich nie dokończył tego zdania. Nie było takiej potrzeby.
Jeśli płotki w jeziorze są niespokojne, to znak, że większe rybki planują polowanie.
- Ta twoja trójeczka dowiedziała się czegoś? – zapytał Naruto, po krótkiej przerwie. Zza uchylonych drzwi słyszeli jak pokonani przez nich goście, podnoszą się z ziemi z jękami bólu, ale nie przejęli się tym zbytnio.
- Niestety…nie sięgają tak daleko. Wciąż wiemy o Akatsuki tylko, co Kakashi – Sasuke oderwał się od ściany i westchnął z irytacją – Czyli gówno.
Blondyn jednak poczuł małą ulgę na tą wiadomość. Bał się nawet pomyśleć, co by się stało, gdyby Sasuke dowiedział się, gdzie jest jego brat.
Chłopcy skierowali się w powrotem na salę.
- Chcesz? – spytał Uzumaki, wskazując na nóż.
- Nie, mam już takich ze trzy.
- Super, a ja cztery. I co, mam to składować?!
Wrócili do loży, gdzie Kiba wciąż płakał po utraconej Nagisie, a Neji robił wszystko, aby Lee nie dostał szklanki w swoje ręce.
- Coś przegapiliśmy? – Naruto usiadł obok Hinaty, która uśmiechnęła się na jego widok. Jej mina jednak szybko zrzedła.
Zobaczyła, bowiem, że na dłoni blondyna są brudne ślady po ziemi. Od razu się domyśliła, że chłopak nie był łazience, tylko na zewnątrz. Zacisnęła mocno powieki.
Blondyn widząc to, przeklął w myślach swoją głupotę i pochylił się w jej stronę.
- Nie martw się, to nic takiego. Przysięgam – szepnął jej do ucha i pocałował w policzek. Potem wziął ją za rękę, aby dodać jej otuchy. Zawsze starał się, by wiedziała jak najmniej, ale co mógł poradzić, że była taka spostrzegawcza.

***

- No i znowu harówa – powiedział Naruto z udawaną boleścią w głosie, gdy wszedł na teren kampusu.
- To już ostatni raz – Hinata próbowała go pocieszyć.
- Ta, a potem co? Jeszcze większa harówa, ale przynajmniej za kasę. Ach, życie jest niesprawiedliwe! – udał płaczliwi ton, co bardzo rozbawiło dziewczynę. W gruncie rzeczy, właśnie o to chodziło.
Uzumaki odprowadził dziewczynę pod budynek, gdzie miała pierwsze zajęcia.
- Już tęsknie – wyznał Naruto, obejmując Hinate  w pasie.
- Zobaczymy się za kilka godzin.
- To brzmi jak wieczność – wyjęczał i zaczął pochylać się w jej stronę.
Usłyszał czyjeś głośne, sugestywne chrząknięcie. Podniósł wzrok i ujrzał Nejiego, który niecierpliwie stukał w zegarek.
- Hoho! Strażnik jak zawsze na posterunku – widząc niezrozumienie w oczach Hinaty dodał – Wybacz, ale to chyba koniec widzenia. Zobaczymy się jak znowu dostanę przepustkę – zaśmiał się z tej więziennej metafory, pocałował dziewczynę przelotnie, w kącik ust i poszedł w swoja stronę.
Kuzynostwo weszło do sali wykładowej i zajęli swoje zwyczajowe miejsca. Nie zdziwili się, widząc zamiast wykładowcy, swojego dziekana.
- Jak wiecie… - zaczął mężczyzna – Kurenai-sensei zaszła w ciąże i przebywa obecnie na urlopie macierzyńskim. Wiem, że nie chcecie już dłużej czekać i od razu zacząć pierwsze zajęcia – po sali rozszedł się jęk sprzeciwu – Dlatego pozwólcie, że przedstawię wam osobę, która zgodziła się zastąpić panią Kurenai.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna i wzrok wszystkich powędrował na niego. Mało, kto nie zszokował się jego niecodziennym wyglądem.
- To wasz nowy wykładowca. Pan Otsutsuki Toneri.



***

(Od autorki) Powiem tylko, że dobrze jest wrócić. Już serio nie wiem co dodać. Dużo się nie rozgadałam :P taki milczek dziś ze mnie.