:)

:)

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 30

(Od autorki) Szacun dla każdego kto przeczyta to w całości. Mnie by się nie chciało, takie nudy, ale bez tego się nie obejdzie po prostu. Aha, z boku jest ankieta i bardzo proszę, aby każdy dał swój głos bo zależy mi na opinii wszystkich, a chce wiedzieć czym się kierować, oprócz własnymi pomysłami.

***



- Dobra – rzekł głośno Naruto, zwracając na siebie uwagę reszty – Myślę, że każdy tutaj, ma coś ciekawego do powiedzenia. Kto zacznie?
Głucha cisza, nikt się nie odzywał.
- Pewnie – irytacja blondyna sięgnęła zenitu – Najwidoczniej nie zasługuje na wyjaśnienia. Po prostu jak co dzień dostałem w łeb, uprowadzono mnie do jakieś chałupy w lesie, chciano mnie zabić parę razy i omal nie przestrzelono mi ramienia, ale to chyba normalka!
Twarz Jiraiyi boleśnie się skrzywiła, ale nic nie powiedział. Hinata zresztą też nie mogła powstrzymać grymasu.
- To nie jest żadna normalka Naruto – rzekł Kakashi – Wręcz przeciwnie, to nigdy nie powinno was spotkać. Ale niestety stało się i masz moje słowo, że wszystko ci wyjaśnimy, ale… - Hatake przeniósł swój wzrok na Sasuke - …muszę się dowiedzieć, co stało się w tamtym domku, zanim przyjechaliśmy. Sasuke, czy to ty ich…
Chłopcy spojrzeli na siebie i pomyśleli o tym samym. Ich sensei musiał znaleźć ciało Orochimaru i postrzelonego grubasa. Uzumaki zerwał się z kanapy i krzyknął:
- On nie miał wyboru, przysięgam! Nie zrobił nic złego…
- Uspokój się durniu – przerwał Uchiha, nie ruszając się z miejsca. Ręce miał splecione i ułożone pod brodą. Nie okazywał żadnych głębszych emocji – Nie musisz mnie bronić. Przyznaję się, że zabiłem tego starego skurwysyna. I zrobiłbym to jeszcze raz. Nie miałem żadnego innego wyboru, poza strzeleniem mu w łeb. Wybierałem między jego życiem, a życiem przyjaciela i wyboru dokonałem.
- Ale co ty … - szepnęła Sakura z niedowierzaniem – O czym wy gadacie? Kogo miałbyś niby zabi… - zamilkła, uciszona groźnym spojrzeniem Uchihy, mówiącym „zamknij się”.
- A tamten postrzelony facet? – spytał Kakashi.
- To…akurat ja – przyznał się Naruto, ze spuszczoną głową Jakoś nie mógł w tamtym momencie spojrzeć w twarz Hinacie – Rzucił się na mnie z nożem to działałem instynktownie.
- Rozumiem – westchnął Hatake – Nie wiem tylko jeszcze skąd się tam wszyscy wzięliście… - grupka otwierała już usta, aby to wyjaśnić, ale mężczyzna im nie pozwolił - …ale potem to wyjaśnimy. Tak jak powiedział Naruto, wszyscy tutaj musimy wypowiedzieć się w kilku kwestiach, a żeby się nie pogubić w tych wyjaśnieniach, sądzę że powinniśmy zacząć od początku – tym razem jego wzrok powędrował na Jirayię i Tsunade.
- Chodzi o jego rodziców, co nie? – wypowiedź Uchihy wprowadziła wszystkich w osłupienie – Nie pytajcie skąd wiem – uprzedził pytania reszty – Ważne, że wiem i nie sądzę, że to ja powinienem mu to wyjaśniać – oparł się o brzeg kanapy i skrzyżował ręce.
- Ero-wujek, masz mi coś do powiedzenia? – spytał ostrożnie blondyn, ale w głębi ducha już znał odpowiedź. Stał na środku pomieszczenia i z uporem patrzył na Jiraiye, który unikał jego wzroku. W końcu to Tsunade westchnęła i zabrała głos:
- Jeśli mamy wszystko opowiedzieć od początku, to lepiej ja zacznę. Po pierwsze powiedz mi Naruto, jak dużo wiesz o zorganizowanej przestępczości?
- Ile? Tyle co każdy. Choć mamy w naszym gronie już jednego eksperta – spojrzał z wyrzutem na Sasuke, ale ten to zignorował.
- Więc powiem ci że mafia w dzisiejszych czasach to plaga, której nie tak łatwo się pozbyć – zaczęła tłumaczyć Tsunade – Działają w dużej i świetnie zorganizowanej grupie. Ich działalność jest zróżnicowana od wymuszeń haraczu za ochronę do handlu bronią i narkotykami. Kontrolują życie nocne, a nawet kilka sfer gospodarki. Mają swoich ludzi do odwalania brudnej roboty. Bazują na ludzkim strachu, także pozbycie się ich jest prawie niemożliwe. Aby aresztować tak potężnych ludzi, potrzeba mocnych dowodów, a oni nie są tacy głupi, aby pozostawiać po sobie jakiekolwiek ślady. Potrzeba także świadków, ale nikt nie odważy się na nich zeznawać. Ludzie zbytnio się ich boją i nie można ich za to winić. Wielu już było takich, co zdecydowało się zeznawać, a i tak oni lub ich rodziny kończyli, że tak powiem nieciekawie.
- To prawda co mówisz babuniu, ale co to ma wspólnego ze mną? – spytał Naruto.
- Zmierzam do tego.  Chodzi o to, że istnieją jedynie 2 sposoby na walkę z takim rodzajem przestępczości. Pierwszy sposób to działanie po cichu, od środka i jest to nawet w miarę bezpieczne, ale na rezultaty trzeba długo czekać. Drugi sposób to działanie otwarte, bez żadnych kamuflaży i to jest cholernie ryzykowne, ale wyniki są rewelacyjne. I właśnie na ten drugi sposób zdecydował się Minato… - ucięła na chwilę, poruszona swoimi bolesnymi sposobami – Chyba nie muszę tłumaczyć kim on był?
- Najsławniejszy prezydent Konohy – wyrecytował Uzumaki – Jego polityka skupiała się przede wszystkim na walce z przestępczością.
- Tego uczą was w szkołach, ale czy powiedzieli wam, że było aż 5 zamachów na jego życie? – wypowiedź pani prezydent wprawiła wszystkich zdumienie. Tylko Kakashi i Shikamaru nie okazali zdziwienia.
 - Aż 5? – wykrztusił blondyn, na co kobieta pokiwała smutno głową.
- Otwarta walka jest bardzo, ale to bardzo ryzykowana, ale Minato, zawsze był odważnym człowiekiem. Nawet nie macie pojęcia, ile zawdzięczamy jego poświęceniu. Jego zasługi są nieocenione. Nie bądźcie tacy zaskoczeni, bo to prawda. To dzięki niemu możemy być w miarę bezpieczni w tym mieście. Właściwie ostatnimi czasy, tylko ten Orochimaru był największym utrapieniem.
- Powiedziała pani 5 zamachów – rzekł Sasuke – Ale było ich 6.
- Tak, było 6 – westchnęła ciężko – Tyle że szósty był udany.
- Pożar w domu… – wykrztusił Naruto przypominając sobie swoje dziwne sny.
- Kilka miesięcy przed śmiercią, Minato zaczął dostawać groźby. Kazały mu one zaniechać swojej działalności, ale on nie posłuchał, tak jak nie poddał się wielu wcześniejszym groźbom. Ale te listy były inne od poprzednich. Były bardziej poważne i pochodziły od jednej z najbardziej niebezpiecznych organizacji, tego regionu. Dla własnego bezpieczeństwa, Minato postanowił na jakiś czas, nie pokazywać się publicznie. Z tego powodu, pewien fakt nigdy nie dostał się do wiadomości publicznej.
- Jaki fakt? – odezwała się nieśmiało Hinata.
- Fakt, że jego żona Kushina była w ciąży.
Kolejny raz zaległa grobowa cisza. Naruto czuł, jakby cały świat wokół niego zaczął wirować. Zaczął kręcić głową, nie mogąc uwierzyć.
- Nie, to nie możliwe… – wykrztusił.
- Urodził im się syn – Tsunade mówiła dalej, tyle że teraz spuściła głowę w dół – Gdy minął miesiąc od jego narodzin, Minato postanowił wrócić do swojej działalności i wtedy… - przełknęła ślinę, było jej trudno o tym mówić – Ktoś podłożył ogień w ich domu. Zrobiono to bardzo precyzyjnie, tak aby żadne z mieszkańców nie miało szans się wydostać. Gdy strażacy przybyli na miejsce…było już za późno. Zaczęli gasić ogień od zewnątrz, ale jakiś strażak usłyszał z domu płacz dziecka i sam, ignorując rozkaz przełożonego, wszedł do środka. Na szczęście udało mu się wyjść z tego cało. Jemu no i dziecku.
Przerwała na chwilkę, aby dać sobie odsapnąć.
- Chłopiec trafił do domu dziecka. Dla jego bezpieczeństwa zmieniono mu nazwisko i ukryto fakt, czyim jest dzieckiem.
- Dla…dlaczego? – głos Naruto, był przepełniony głębokimi emocjami.
- W środowisku mafijnym istnieją niepisane prawa – tym razem, po raz pierwszy głos zabrał Jiraiya – Jeśli jakiś mężczyzna jest twoim wrogiem, to w takim razie jego winy automatycznie przechodzą na syna. W chwili urodzin tego chłopca, został on wystawiony na takie samo niebezpieczeństwo jak jego ojciec. Ponieważ do wiadomości publicznej nie podano informacji o śmierci dziecka, a jedynie zatajono o nim wszelki dane, podziemie domyśliło się, że chłopiec przeżył – mężczyzna spojrzał na swojego wychowanka, wzrokiem pełnym żalu – Przepraszam, że ci nie powiedziałem.
Ręce blondyna zaczęły lekko drżeć. Sasuke obserwował go z boku ze współczuciem, ponieważ wiedział doskonale co chłopak teraz czuje.
- Nie zastanawiałeś się nigdy, dlaczego tak łatwo udało mi się cię adoptować Naruto? – spytał Jiraiya, ponownie przykuwając uwagę wszystkich.
- Nie rozumiem.
- Kiedy cię adoptowałem miałeś 6 lat, a ja sam był samotnym facetem dobiegającym 40. Takim ludziom jak ja nie oddaje się dzieci pod opiekę. Procedury adopcyjne są niezwykle surowe i trwają długi czas. Na adopcję pozwala się jedynie bogatym rodzinom z obojgiem rodziców, więc jakim cudem mnie się to udało? Nie uderzała cię nigdy ta kwestia?
Chłopak znów pokręcił przecząco głową. Rzeczywiście nigdy o tym nie myślał. Jiraiya westchnął i wyznał co mu ciążyło na sercu od bardzo dawna.
- Pozwolono mi cię adoptować, ponieważ pokazałem im dowód, że jestem twoją rodziną.
Szczęka blondyna opadła na dół. Kolejny raz dziś doświadczył niezłego szoku. Nawet Uchiha był zaskoczony słysząc to, ponieważ także nie miał o tym pojęcia.
- Ojcem chrzestnym dokładnie rzecz biorąc – tłumaczył dalej Ero-wujek – Byłem przyjacielem Minato i jego zastępcą w ratuszu. Do tej pory pamiętam swoje zdumienie, kiedy poprosił mnie, abym wybrał ci imię – uśmiechnął się na chwilę, ale zaraz potem znów spochmurniał – Jeszcze przed twoim narodzeniem wyjechałem z kraju. Dlaczego to zrobiłem, nie pytaj. To były sprawy nie związane z tobą. W każdym razie o śmierci twoich rodziców dowiedziałem trochę za późno. W końcu po jakimś czasie podjąłem męską decyzję i postanowiłem się tobą zająć. I to była najlepsza rzecz jaką zrobiłem w życiu. – mówił to bardzo szczerze i poważnie. Rzadko można było usłyszeć u tego mężczyzny taki ton głosu – Byłeś za młody, aby wyznać ci prawdę, ale jednocześnie nie mogłem zostawić cię bez ochrony.
- I tutaj przechodzimy do mnie – powiedział Kakashi, przenosząc uwagę słuchaczy na siebie.
- Kim sensei naprawdę jest? – spytał Sasuke – Policjantem?
- Nie – zaprzeczył Hatake – Kiedyś nim byłem, ale zrezygnowałem ze służby – widząc, ze potrzeba głębszych wyjaśnień, kontynuował – Wracając do tego co mówiła pani prezydent, do sposobów walki z mafią, ja zdecydowałem się na opcje nr 1. Policja szczerze mówiąc nie nadaje się do walki ze zorganizowaną przestępczością. Ludzie tam pracujący, mają swoje rodziny i także są zastraszeni. Poza tym tacy gangsterzy mają swoje wtyki nawet w policji. Tak więc jedyną szansą są tacy ludzie jak ja, którzy dla bezpieczeństwa innych zrezygnowali z pracy za biurkiem na komisariacie i pracują na własną rękę.
- Taki wolny strzelec? – spytał Sasuke.
- Dokładnie. Zarabiałem oficjalnie jako nauczyciel sztuk walki. I kiedy pan Jiraiya poprosił mnie, aby uczył jego chrzestnego syna i przy okazji wyjawił czyim jest dzieckiem, zgodziłem się od razu. Trochę się tylko zaniepokoiłem, gdy Naruto przyszedł na pierwsze zajęcia z tobą, Sasuke.
Atmosfera wokół stała się o wiele bardziej napięta, kiedy Sasuke posłał Hatake swoje najgroźniejsze spojrzenie.
- Moment – Uzumaki odzyskał głos – To sensei wie o jego…
- Raczej trudno, żeby nie wiedział, skoro od tylu lat siedzi jako tajniak w podziemiu – powiedział Uchiha, przerywając chłopakowi.
- Dobra, a teraz o czym jest mowa? – Sakura odważyła się odezwać.
- Powiem tylko tyle, że przez ostatnie 20 lat, tylko dwie osoby robiły zamęt w podziemiu – mówił Hatake, tyle że wolniej – Pierwsza to Orochimaru, osoba, która już nie żyje oraz …
- Moja rodzina, prawda? – powiedział Uchiha, takim tonem jakby mówił o pogodzie. Pozwolił sobie nawet na chełpliwy uśmiech.
- Trafiłeś w sedno – rzekł Kakashi – Uchiha nie kojarzy mi się z czymś dobrym, a wręcz przeciwnie.
- I dobrze, tak ma być.
- Chwila, czyli to z jego bratem to prawda? – zapytał Naruto, składając w głowie kilka faktów.
- Niestety, ale tak – przyznał sensei – Byłem chyba jednym z niewielu, którzy uwierzyli, że dziecko może się dopuścić takiego czynu.
Sasuke zacisnął pięści. Nie zdawał sobie sprawy, że ktoś jeszcze zna prawdę o Itachim.
- Znowu nic nie kapuje – żachnęła się Sakura.
- I…ja też – wyznała nieśmiało Hinata.
Kakashi westchnął ciężko i zaczął wszystko tłumaczyć. Opowiedział im o rodzinie Uchiha i Itachim, tyle ile uznał za konieczne. Sasuke starał się tego nie słuchać. Prawda, usłyszana kolejny raz z czyichś ust, była tak samo bolesna, jak za pierwszym razem.
Naruto słuchał wszystkiego co mówił sensei, ale jednocześnie nie mógł się skupić na jego słowach. Próbował nazwać wszystkie emocje, jakie w nim wrzały, ale było ich tak dużo, że ledwo dawał radę.
Hatake skończył mówić i widząc przestraszone miny dziewczyn pomyślał, że może powiedział za dużo.
- W każdym razie – odezwała się Tsunade – Wracając do głównego tematu, od śmierci Minato i Kushiny minęło tyle czasu, ze zaczynaliśmy już myśleć że niebezpieczeństwo minęło. Jednakże…
- Jednakże zacząłem mieszać – zgadł Uchiha, starając się ukryć swoje wyrzuty sumienia.
- Wyjąłeś nam to z ust – powiedział Kakashi, widać było że jest zdenerwowany – Pewnie myślisz, że byłeś niezwykle sprytny, ale prawda jest taka, że cały czas miałem cię na oku. Praktycznie od początku.
Sasuke nie odpowiedział. Nie wiadomo czy to przez wściekłość, którą czuł, czy to że zaraz jego poczynania wyjdą na wierzch.
- Gdy dotarła do mnie informacja, że zacząłeś pracować dla Orochimaru… – kontynuował Hatake - …zdałem sobie sprawę jakie niebezpieczeństwo stwarza to dla Naruto i dla ciebie. Nie miałem wyboru i musiałem pilnować was obu, ale dla jednego człowieka jest to raczej trudne, więc…
- Więc zostałem zwerbowany – powiedział Shikamaru. Wszyscy, aż podskoczyli, bo zapomnieli o jego obecności.
- Zwerbowany? Dokładnie do czego? – odezwał się Naruto.
- Trzeba było pilnować was obu naraz – wyjaśnił Hatake – Toteż potrzebowałem kogoś z waszego środowiska, kogoś kto mógłby bez podejrzeń was obserwować, a jednocześnie trzymać gębę na kłódkę. Przeprowadziłem mały rekonesans i Shikamaru był najlepszym kandydatem.
Naruto, Sasuke i dziewczyny zastanawiali się ile jeszcze rewelacji będą w stanie znieść jednego dnia.
- Weźcie ludzie trochę empatii – Nara zaczął narzekać – Pomyślcie o mnie. Wiecie co czułem, gdy jakiś koleś w masce proponuje mi rozmowę i zaczyna wciskać mi te wszystkie historyjki? Myślałem, że ma coś z głową.

***

- Nie wierzysz mi, prawda?
- Wszystko wydaje się być logiczne – wyznał Shikamaru – Ale wcale nie musi być prawdziwe. Zdaje pan sobie sprawę, jak nieprawdopodobnie to wszystko brzmi?
- Wiem o tym, ale to niestety prawda.
Kawiarnia, w której siedzieli Kakashi i Shikamaru święciła pustkami, wiec mogli rozmawiać bez przeszkód. Nikt nie prawa ich podsłuchać.
- Nie spytasz, czemu proszę akurat ciebie o pomoc? – zapytał Hatake.
- Nie. Gdybym był na pana miejscu, sam bym siebie poprosił o pomoc. – po chwili Nara dodał – Ale wciąż istnieje możliwość, że jest pan zwykłym czubkiem i mnie pan wkręca.
Kakashi westchnął i wstał od stolika.
- Jeśli jesteś tak inteligentny, jak mówią twoje wyniki, to wiesz, że nie. I wierz mi, nie proponowałbym ci pracy, gdybym naprawdę nie był w kropce – wyjął z kieszeni jakiś kawałek papieru – To mój numer. Dam ci kilka dni, abyś wszystko przemyślał. Odpowiedz w ciągu tygodnia, czy się zgadzasz – rzekł i wyszedł z kawiarni bez pożegnania.
- A rachunek kto zapłaci?

***

Shikamaru przez 2 dni chodził te i z powrotem zastanawiając się co ma robić. Mieszanie się w jakieś podejrzane machlojki, było cholernie nie rozsądne, a do tego w ogóle mu się nie chciało tego robić. Ale jednak słowa tego gościa w masce, wciąż krążyły mu po głowie i nie dawały spokoju.
Naruto synem jakiegoś tam prezydenta…Sasuke zadaje się z podejrzanymi typami, szukając zemsty…obaj są w niebezpieczeństwie…
Trzeciego dnia rozważań chłopak przechodził niedaleko swojej starej podstawówki. Nie wiedział czemu, ale coś kazało mu się zatrzymać i powspominać. Tak, plac zabaw przywoływał wspomnienia. Pamiętał jak kiedyś mama Chojiego odebrała ich ze szkoły. Na placu zabaw zobaczył wtenczas Naruto. Bujał się na huśtawce, był całkiem sam.
- Czemu on wciąż tu siedzi? – mały Shikamaru, nie zauważył kiedy pytanie samo się mu wymsknęło.
- Trzymajcie się od niego z daleka chłopcy – powiedziała kobieta – Z takich dzieci, to tylko jakieś łobuzy mogą wyrosnąć.
Shikamaru potrząsnął głową, odganiając te wspomnienia. Ruszył dalej, w kierunku uczelni. Po krótkim spacerze znalazł się na kampusie i wówczas jak na złość, musiał zobaczyć Naruto.
Szedł roześmiany, trzymając za rękę Hinate. Gdy chłopak patrzył na ten obrazek poczuł wyrzuty sumienia. Blondynowi coś grozi, a jemu się nie chce pomóc?
Jak w kalejdoskopie zaczęły mu krążyć obrazy. Najpierw małego Naruto, siedzącego na huśtawce, później ten który widział przed chwilą, widok tej głupiej zakochanej pary, a na koniec nie wiadomo czemu, ale wspomnienie uśmiechniętej Temari.
- No to się wjebałem. Ach, ja po prostu nie chcę, aby on znowu musiał przez to przechodzić – wyciągnął telefon z kieszeni i napisał SMSa pod numer, który dostał kilka dni temu o treści:
„To jaki będzie zakres moich obowiązków?”

***

„Flesz?” – pomyślał Nara, przyglądając się podejrzliwie, czarnemu vanowi – „Jednak nie są tacy ostrożni, ale muszę powiedzieć Kakashiemu, że zaczęli już działać. Teraz prawdopodobnie zaczną  śledzić Naruto, aby złapać odpowiednią okazję.”

***

No Shikamaru już dawno nie był tak wkurzony, ale zdaje się nie tylko on. Sasuke również nie wyglądał na zadowolonego z tego co robił.
Co prawda przebieranka za kelnera była nawet zabawna, ale odwalania jego roboty na tym cholernym przyjęciu sylwestrowym dla zjebów, było upierdliwe. I nie upierdliwe jak zawsze. To był poziom hard. Dobrze, chociaż, że dzięki tym okularom i przebraniu, ten Uchiha go nie rozpoznał. Zajebisty początek nowego roku.

***

Kakashi i Shikamaru wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Sasuke właśnie wybiegał z sali, po tym jak omal nie połamał swojemu przeciwnikowi rąk na zawadach. Naruto poleciał za nim.
- Mocno go wzięło – stwierdził Nara.
- Nie jestem zdziwiony – westchnął Hatake – Chęć zemsty zmienia człowieka. Boje się coraz bardziej, co z tego wszystkiego wyniknie.

***

- To którego z nich mam mieć dziś na oku – spytał Shikamaru swojego szefa przez telefon.
- Dziś masz fajrant. Ja przypilnuje Sasuke, ale z tego co wiem Naruto nocuje dziś u Hinaty, więc będzie bezpieczny.

***

- Ale jak to zniknął?! – krzyknął Nara, wyprowadzony z równowagi pierwszy raz od bardzo dawna.
- No normalnie! Pewnie zaraz dostaniesz taką samą wiadomość od przyjaciół – ostrzegł go Kakashi – Słuchaj, masz w telefonie ten program do namierzania komórek?
- Jasne, już od jakiegoś czasu. Zaraz namierzę telefon Naruto.

***

- Noż kurwa jego mać – wydarł się Shikamaru. On i Kakashi stali w szatni, w ich dojo i gapili się na pozostawiony na ławce telefon blondyna.
- Ten idiota – Hatake też był wkurzony – Czemu akurat dziś musiał zapomnieć komórki? To go życie może kosztować.
Nara nie zwlekając długo, chwycił swój telefon i zaczął w nim grzebać. Wpadł na drobny pomysł. Okazał się trafiony.
- Ej sensei, spójrz na to – wskazał na ekran swojej komórki.
- Jak go namierzyłeś, skoro nie ma przy sobie komórki? – spytał zaskoczony Kakashi.
- To nie telefon Naruto – tym stwierdzeniem, wprawił Kakashiego w jeszcze większe zdumienie – Namierzyłem Sasuke.

***

- No i ruszyliśmy za śladem Sasuke, a po drodze zgarnęliśmy Sakure.
- O rany – wymsknęło się Sasuke.
- Jaka ulga – wszyscy spojrzeli na Uzumakiego, który wypowiedział to zdanie – Już myślałem, że zwariowałem. Ciągle wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi.
- No to na pewno nie byłem ja – rzucił Nara – Mnie byś nie zauważył.
- No co za skromność!
- Tutaj się kończy nasza wiedza – powiedział Kakashi – Właściwie od początku chciałem zapytać Sasuke i Hinate skąd w ogóle wzięli się w tym lesie?
- Ja? – mruknęła dziewczyna – Ja byłam z Kuramą na podwórku, gdy nagle dostał szału i pobiegł gdzieś. Pobiegłam za nim i trafiłam prosto do lasu. Nie wiem skąd, ale pies wiedział dokąd powinien biec i zaprowadził mnie prosto do chłopaków.
Oczy wszystkich spoczęły na Kuramie, który siedział teraz przy nodze swojego pana i merdał ogonem.
- Powinienem był go nazwać Demon, a nie Kurama – stwierdził Uzumaki, na co pies prychnął. On też wolał się nazywać Demon niż Kurwa Mać bez dwóch liter. Ale takiego pana sobie wybrał.
- A ty Sasuke? – odezwał się Shikamaru – Ty chyba nie jechałeś za psem.
- Nie, u mnie było trochę inaczej – rzekł i opowiedział cały ciąg dedukcyjny, jaki doprowadził go prosto do leśnego domku.
- Od kiedy to z ciebie taki Sherlock, co? – zagadał przyjaciela Naruto.
- Nie wiem. Sam byłem zdziwiony, gdy do tego wszystkiego doszedłem. Ale skoro niebezpieczeństwo już minęło…
- Kto powiedział, że minęło? – słowa Shikamaru, sprawiły, że kilku osobom, przeszedł zimny dreszcz po plecach. Jednak nikt się nie odzywał.
- To nie wszystko, prawda?! – krzyknął Naruto z wyrzutem w stronę Kakashiego, a potem odwrócił się do Ero-wujka – Coś jeszcze ukrywacie, tak?!
- Niedługo przed twoim porwaniem, Orochimaru wyjechał do stolicy – powiedział Hatake, głosem pozbawionym emocji – Wydaje mi się, że spotkał się tam ze swoim starym znajomym z pewnej potężnej organizacji przestępczej, z którą twój ojciec miał najbardziej na pieńku. Akatsuki. I prawdopodobnie sprzedał mu informacje o tobie, ale ponieważ  interesy nie przebiegły po jego myśli, postanowił sam cię wykończyć.
Naruto już nie wiedział, która emocja przeważa. Szczęście z powodu poznania prawdy o rodzicach, strach przed kolejnymi ludźmi, którzy mogą go dorwać, czy wściekłość. Wściekłość na wszystkich, którzy całe życie go okłamywali.
- Super – krzyknął, kiedy złość wzięła nad nim górę – Następni goście chcą mnie załatwić przez jakieś jebane niepisane zasady! To chcecie powiedzieć?!
- Naruto spokojnie – Tsunade spróbowała go uspokoić – Musisz uważać na szwy.
- W dupie mam te szwy! – wrzasnął i gdyby na biurku pani prezydent znajdowałby się jakiś wazon, blondyn na pewno by go w tamtej chwili rozbił – Muszę stąd wyjść, albo zaraz coś rozwalę.
Uzumaki, nie czekając na reakcje innych, wybiegł z gabinetu. Kurama pobiegł za swoim panem.
Hinata widząc to podniosła się szybko z kanapy, ignorując ból w nodze.
- Naruto, zaczekaj! – chciała za nim iść, ale powstrzymał ją Sasuke, łapiąc ja za ramię.
- Zostaw go – nakazał i mówił dalej, zanim Hyuga zdążyła się sprzeciwić – Wiem jak to jest, kiedy twój świat się zawala. Uwierz mi, on teraz musi być sam.
Dziewczyna pokiwała smutno głową, przyznając chłopakowi racje.
- Poza tym – mówił dalej Uchiha – Ja też już pójdę – ruszył do wyjścia, ale drogę zagrodził mu Kakashi.
- Wiesz, ze mógłbym donieść na ciebie na policji o współpracy z mafią i o tym morderstwie, prawda?
- Tyle, że pan tego nie zrobi - odparł pewny siebie Sasuke.
- Masz rację, nie zrobię. Po pierwsze dlatego, że gdyby nie ty, Naruto mógłby już być martwy. A po drugie teraz muszę cię pilnować jeszcze bardziej niż w wcześniej, a w więzieniu nie miałbym takiej możliwości. Zdajesz sobie sprawę, ze jesteś w takim samym niebezpieczeństwie jak Naruto? Zabicie tak niebezpiecznego człowieka jak twój szef nie ujdzie ci płazem.
Sasuke przyjął tą nowinę bez specjalnych emocji. Domyślił się, że mogą pojawić się ludzie, którzy będą chcieli go załatwić, po tym jak strzelił Orochimaru w łeb.
- I muszę cię jeszcze ostrzec – dodał Hatake, groźniejszym tonem – Jeśli zabijesz Itachiego, nie popuszczę ci, wiesz o tym!
Uchiha minął go w drzwiach. Mężczyzna wręcz mógł poczuć ten chłód w postawie chłopaka. W pokoju pozostała już tylko szóstka osób.
- Proszę niech mi ktoś powie, że to wszystko to jakiś chory żart – powiedziała głośno Haruno – Przecież to wszystko to nie może być prawda. To jakaś chora abstrakcja. Hinata ty tez chyba…
Nie skończyła widząc twarz dziewczyny pogrążona w smutku.
- Mylisz się Sakura-san – powiedziała cicho Hyuga – To wszystko była prawda.
- Ale…No ale…
- Nie strzelali do ciebie, więc nie wiesz! – Hinata dawno nie podnosiła na nikogo głosu, ale teraz dała upust emocjom.
Sakura zamilkła. Nie widziała co teraz ma robić.
- Odwiozę was do domu – Hatake podszedł do dziewczyn.
- Kakashi-sensei… - Haruno chciała coś powiedzieć, ale nie dano jej dokończyć.
- Was także muszę ostrzec – dziewczyny podniosły na niego wzrok – Jeśli zależy wam na waszym bezpieczeństwie, zerwijcie ze swoimi chłopakami jak najszybciej.
Sakura otworzyła z szoku usta, tylko Hinata nie okazała emocji.
- Mówię to dla waszego dobra. Nie chce, aby coś się wam stało, a samo przebywanie blisko Naruto lub Sasuke może być dla was zbyt…
- Wiem co chce pan powiedzieć – przerwała mu Hinata – Ale myślę, że nie musimy z nimi zrywać – po chwili milczenia dodała – Oni prawdopodobnie sami już o tym pomyśleli.



***

(Od autorki) Za tydzień finał pierwszej serii, uwaga będzie pełen emocji!!! Na pewno będzie ciekawszy od tego rozdziału, obiecuje. Jak Naruto poradzi sobie z nową sytuacją? Czy będziemy mieli podwójne zerwanie? A może dziewczyny postanowią walczyć?
Jakoś tak wyszło, że pierwsza seria wyszła w 31 rozdziałach, a ja lubię parzyste liczby, więc uprzedzam, że rozdział 32 będzie rozdziałem Special. Będzie głównie o przeszłości naszych bohaterów, jak byli dziećmi. Wepchne te słodkie, niewinne NaruHina. Potem przejdę do drugiej serii.

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 29

(Od autorki) Przepraszam! I'm sorry! Entschuldigung! Gomen'nasai! (to wszystkie przeprosiny jakie znam). Zeszło mi dłużej niż sądziłam, ale no nie wiem...Strasznie się zacięłam i nie mogłam pisać, ale w końcu się udało Uff :) Ale jestem z siebie dumna. Możecie linczować ile chcecie. Zapraszam na wyczekiwany rozdział.
Agnieszka Kuszaj ;) Sorki, twoje urodziny już pewnie dawno minęły, więc to jest mój spóźniony prezent. Tak więc wszystkiego najlepszego. Ten rozdział ci dedykuje i wiedz, że wylałam przy nim  siódme poty ;)

***



- Zaczynam myśleć, że jesteśmy w kompletnej dupie.
- Jak nie masz nic mądrzejszego do powiedzenia, to lepiej się zamknij – powiedział Sasuke, powstrzymując się od krzyku.
- A mam – rzekł Naruto – Masz zero orientacji w terenie.
Uchiha tylko prychnął. Nie chciał przyznać blondynowi racji, że się zgubili.
Od kilkunastu minut Sasuke próbował prowadzić pochód złożony z Uzumakiego, podtrzymującego kulejącą Hinatę i Kuramy, drepczącego za swoim panem. Niestety nie szło mu to za dobrze. Nie ważne, jak długo szli, nie mogli znaleźć wyjścia z lasu. Powoli zaczynało to przypominać film „Droga bez powrotu”.
- Masz w ogóle pojęcie, w którą stronę nas prowadzisz? – spytał Naruto, z nutą irytacji.
- A skąd mam wiedzieć?! Widzisz tu coś poza lasem?! Tam drzewo, drzewo, krzak i znowu drzewo! Idziemy do przodu!
- Tyle, że w złą stronę tępa pało! Idziemy tylko głębiej w las!
- Już lepiej żebym ja prowadził niż ty! Przypominam, że gdybyś nie pozwolił się tak łatwo porwać, nie byłoby  nas tu!
- Nie byłoby nas tu, gdybyś nie zadawał się Yakuzą!
- Że co, słucham? – Hinata po raz pierwszy wcięła się do kłótni.
- Niech to szlag – Sasuke złapał się za głowę – W takim tempie to nigdy stąd nie wyjdziemy. Dobra – westchnął – Nie będziemy krążyć w kółko. Zostańcie tu przez chwilę, a ja się rozejrzę. Z wami na głowie nigdy się nie skupię – powiedział i zniknął gdzieś w ciemności.
Naruto, Hinata i Kurama zostali sami.
- Ciekawe, jak znajdzie drogę, skoro nic nie widzi w tych ciemnościach. I to niby ja jestem głupi?! – rzekł blondyn.
- Ma latarkę w telefonie – zauważyła Hyuga.
- A…rzeczywiście, zapomniałem – przyznał, zażenowany.
Uzumaki posadził Hinate na mchu i podwinął jej nogawkę, aby przyjrzeć się jej ranie.
- Ojć – jęknął widząc stan jej nogi – Jakim cudem w ogóle mogłaś iść? Jak ty to zrobiłaś?
- Przechodziłam przez płot, żeby się tu dostać i spadłam. Było tam dużo żwiru, więc…
- Żwiru i szkła – rzekł wyjmując mały okruszek szkiełka, pochodzącego prawdopodobnie od jakieś butelki po piwie. Kiedy dotknął rany, dziewczyna syknęła z bólu – Och, przepraszam.
- Nie, nic nie szkodzi. Nie jest tak źle. Skoro wcześniej mogłam chodzić to teraz też… Eh, co ty robisz?
Naruto rozpiął swoją bluzę i chwycił za dół swojej koszulki pod spodem.
- Nie mamy nic innego pod ręką. Patrz – wskazał na jej kolana – wciąż krwawi. Strużka popłynęła ci już na stopę – mówiąc to rozdarł swoją koszulkę. Został mu w rękach długi pasek materiału.
- Co ty… Czemu… - Hinata była tak zaskoczona, że nie mogła porządnie sklecić zdania.
- To tylko koszulka – uśmiechnął się szeroko – Kupię sobie nową – otarł delikatnie łydkę Hinaty z krwi, a potem zaczął owijać materiałem ranne kolano dziewczyny. Hyuga skrzywiła się, kiedy to robił. Bolało ją.
- Nie powinniście się z Sasuke-kun, kłócić – powiedziała dziewczyna – Bo to moja wina. Przepraszam – dodała ze skruchą. Opuściła głowę, aż grzywka opadła jej na oczy
- Co ty opowiadasz? Nie masz nic wspólnego z tym bagnem – obruszył się blondyn.
- Ale to prawda. Gdybym cię wtedy wpuściła do domu to… - nie dokończyła.
- Nie musimy o tym mówić – rzekł, widząc że jest jej głupio – Moja wina – „Choć nie wiem co zrobiłem” dodał w myślach.
- Właśnie nie twoja. No bo… - przełknęła głośno ślinę Zbierała się w sobie, aby powiedzieć to na głos – Myślałam, że pocałowałeś Sakurę! – wyrzuciła z siebie i poczuła niejaką ulgę.
- Eh ?!!! – zszokowana mina Naruto była bezcenna, choć po ciemku niewiele było widać. Hinata opowiedziała mu, więc jak doszło do tego całego ciągu nieporozumień.
Uzumaki najpierw szybko zamrugał, potem nabrał powietrza w usta, a na koniec zaczął się niekontrolowanie śmiać.
- Śmie…Śmiejesz się ze mnie ?!
- Nie..sorki ale…cholera nie mogę… - udawało mu się wykrztusić między atakami śmiechu – Ja i … Sakura-chan… o rany – śmiech powoli przechodził – Co ja mam z tobą zrobić? Zostawiam cię samą na chwilę i już takie bzdury ci do głowy przychodzą.
Dotknął policzka Hinaty i uśmiechnął się, tym razem z triumfem.
- Czyli, dobrze rozumiem, że szalałaś z zazdrości o mnie, taa?
Dziewczyna spiekła raka. Na szczęście po ciemku nie było widać, ale chłopak i tak się swego domyślił.
- Tego nie…znaczy się… o czym to ja… - zamilkła, gdy poczuła oddech blondyna swoim policzku, a później na ustach.
- Nie powiedziałem, że mi się to nie podoba – szepnął, a potem jego usta miały już lepsze rzeczy do roboty.
- Wyjdziemy z tego, zobaczysz. Obiecuję – przysiągł Uzumaki, kiedy oderwali się od siebie, bo zabrakło im tchu.
- Tak, wiem – nie wiedziała czemu, ale w tym momencie była pewna, że to prawda. Naruto znów się pochylił by ją pocałować.
 Wtedy coś zaświeciło im po oczach.
- What the fuck? – Sasuke stał kilka metrów przed nimi, z telefonem dłoni. Na widok całującej się pary (jedna z tych osób miała podartą koszulkę) na twarzy wymalowało mu się zdziwienie zmieszane z niedowierzaniem – Co tu się u diabła dzieje?! Teraz wam się na amory zebrało, kuźwa?!
- Ale ty masz wyczucie! Dwóch minut nie mogłeś zaczekać debilu?! – Uzumaki wstał z ziemi i pomógł Hinacie się podnieść.
- Dwie minuty? Tylko tyle dajesz radę ? – dorzucił Uchiha z kpiną.
Żyłka na czole blondyna zaczęła niebezpiecznie drgać.
- Coś sugerujesz, draniu?! – wyrzucił, przez zaciśnięte zęby.
- Nawet nie sugeruje – Uchiha potrząsną przecząco głową – Nie martw się, na pewno są na to jakieś leki.
- Ja ci dam leki! Już nie żyjesz!!! – tym razem to Hinata musiała przytrzymać Naruto – Puść mnie! Rozwalę cholernika na miejscu!
- To naprawdę nie czas na awantury – Hyuga spróbowała ich uspokoić – Sasuke-kun, znalazłeś jakąś drogę?
- Niestety nie – odparł z rezygnacją – Ale sądzę, że powinniśmy iść w tamtym kierunku – wskazał na ich prawą stronę.
- No to cho… - chciał powiedzieć blondyn, ale wówczas Kurama zaczął szczekać i wskazywać pyskiem na ich lewą stronę.
- Pies mówi, że w powinniśmy iść w lewo – powiedział Naruto.
- Oszalałeś?! – teraz to Sasuke wyszedł z równowagi – Skąd on miałby do licha…
- W sumie to on mnie do was przyprowadził – zauważyła Hinata.
Nastąpiła krótka chwila milczenia.
- Ok – odezwał się Uzumaki  - Kto głosuję by iść za Kuramą, ręka do góry – dłonie Hinaty i Naruto wystrzeliły w górę – Przykro mi Sasuke, głos większości wygrywa – odparł złośliwie i zwrócił się do psa – Prowadź stary – grupka podążyła za Kuramą.
- Kto wymyślił tą całą demokrację?! – Uchiha dał upust frustracji.

***

Sakura już w ogóle nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Najpierw samochód zabrał ją z ulicy. Później pojechali w nieznanym kierunku, na jakieś odludzie. Myślała, że oprócz nich nie będzie tam żywego ducha, dlatego zdziwiła się, gdy na leśnej drodze minęło ich jakieś czarne BMW. Próbowała nawet dostrzec kierowcę tego auta, ale zobaczyła jedynie, w świetle reflektorów, że ten ktoś miał okulary i kitek, nic więcej.
Dojechali pod jakiś domek, gdzie zastali ciężko rannego mężczyznę. Był ledwo przytomny. Na szczęście zachowała zimną krew i zdołała go opatrzyć, dzięki narzędziom jakie były w terenówce, która ją tu przywiozła. Tymczasem jej przewodnicy, a wcześniej kierowcy poszli na piętro.
Kiedy mężczyźnie nie groziło już niebezpieczeństwo utraty życia (przynajmniej na razie, potrzebował jechać do szpitala), bez szemrania, poszła za dwoma mężczyznami, którzy ruszyli w głębie lasu. Próbowała im powiedzieć, by zadzwonili po karetkę, ale odparli zwykłe:
- Później.
Powodem dla którego Sakura wsiadła do ich samochodu oraz szła za nimi bez żadnych pytań typu „Gdzie jesteśmy?” ani „Po co tu jesteśmy?”, było nie tylko to, że ich znała. Wystarczyło, aby kierowca wypowiedział jedno zdanie i już była gotowa za nimi podążyć.
- Wiemy gdzie są Naruto i Sasuke. Właśnie jedziemy po nich.
Bez wahania wsiadła do terenówki i teraz podążała za nimi w ciemnym lesie. Miała bardzo złe przeczucia. I z pewnością rana postrzałowa, tamtego mężczyzny miała w tym największy udział. Kto go postrzelił? Dlaczego? Gdzie teraz idą?
Młodszy z mężczyzna co chwilę zerkał na duży wyświetlacz swojego telefonu i bez żadnych wątpliwości, prowadził grupę w jednym kierunku.
Jakby sama atmosfera grozy, plus do tego postrzelony mężczyzna w domku na odludziu mogły przerazić człowieka, do tego jeszcze musiało dojść coś nowego. A mianowicie, strach dziewczyny doszedł do limitu, kiedy ujrzała dwójkę nieprzytomnych ludzi, skutych kajdankami. Co dziwne, jej dwaj towarzysze nie byli zaskoczeni tym widokiem. Zachowali kamienny wyraz twarzy, jakby ich to w ogóle nie ruszało.
- Co się tu u diabła dzieje?! – Sakura nie wytrzymała i krzyknęła – Czemu mnie wzięliście?! I gdzie do cholery są Naruto i Sasuke-kun?!
- Powinni być już niedaleko – odparł starszy facet i zamyślił się przez chwilę – Wzięliśmy cię, bo mogłaś się przydać, aby opatrzyć rany.
- Czyje rany?! Bo chyba nie chodziło tylko o tamtego faceta?!
- Nie, o nim nie wiedziałem. Chodziło o rany chłopaków i … może też nasze – widząc przerażenie w oczach Sakury, powiedział – Pośpieszmy się już. Mogą mieć o wiele większe kłopoty niż ta dwójka – wskazał na skutych ludzi na ziemi i ruszyli dalej.

***

Kilka następnych minut drogi, obyło się chłopakom bez kłótni. Szli w ciszy, prowadzeni przez psa, co nie było takie łatwe. Kurama, jako że był mniejszych rozmiarów, mógł z łatwością przeciskać się pod kłodami drzew i przechodzić przez krzaki. Dla Sasuke, Naruto i Hinaty nie było to już takie proste, zwłaszcza, że każdy z nich był ranny.
Na twarzy Uchihy była zaschnięta strużka krwi po ciosie Naruto, do tego jeszcze guz, który został po starciu z Itachim wciąż się nie zagoił i dawał o sobie znać. Uzumaki miał urazy po obu stronach głowy, i z przodu i z tyłu, ale przynajmniej przestały krwawić. Hinata miała tylko ranne kolano, ale zaczęła podejrzewać, że przez atak, jaki przeprowadziła na tamtą kobietę, znacznie pogorszyła jego stan i ledwo mogła iść.
Jeszcze do tego dochodziła szybka prędkość psa oraz trudność wypatrzenia go w ciemności, jedynie przy pomocy małej latarki w telefonie. Gdyby to był film, bateria w komórce Sasuke, byłaby już prawie rozładowana. Na szczęście zostało jakieś 50% mocy. To na pewno była rzeczywistość.
- Czy on musi tak zasuwać? – spytał blondyn, odsuwając gałąź, która omal nie strzeliła mu w twarz.
- To wasz pies! Skąd mam wiedzieć?
Niepokój związany z tym, że ktoś podąża za nimi, mijał z upływem czasu. Zaczęli nawet podejrzewać, że tamten gość dał sobie spokój i zwiał zwyczajnie. Niestety ta iluzja została zniszczona i zostały po niej ledwie strzępy.
Mianowicie, w pewnym momencie, Naruto zatrzymał się, kierowany jakimś przeczuciem. Hinata wsparta jego ramieniem zerknęła na niego pytająco. Jednak ten zasłuchiwał. Dźwięk, który zwrócił jego uwagę powtórzył się parę razy Nie wydawało mu się.
- Kurwa, ktoś za nami idzie – powiedział to bardzo cicho, ale i tak wszyscy usłyszeli jego słowa. Uchiha wytężył słuch i również usłyszał szeleszczenie liści, gdzieś za nimi. Hyuga spięła się i mocniej ścisnęła ramię Uzumakiego.
W sekundę wymienili porozumiewawcze spojrzenia i pobiegli przed siebie, byle szybciej.
- Zgaś tą latarkę kretynie – blondyn wydał przyjacielowi polecenie i ten pierwszy raz bez sprzeciwów i dogryzania, wykonał je. W ciemności trudniej będzie ich dostrzec. Lecz oni też wiele nie będą widzieć.
Dla dziewczyny, bieg okazał się niemożliwy, więc Naruto, ignorując jej sprzeciwy wziął ją na barana. W tym miał już doświadczenie, a poza tym ona była bardzo lekka.
Ich bieg niestety robił dużo hałasu.
- Słyszę was! – rozległ się czyjś krzyk, gdzieś za nimi – Daleko nie uciekniecie dzieciaki!
- Cholera – zaklął Sasuke – W ten sposób to on nas dopadnie w ciągu kilku minut.
Naruto przyznał mu w duchu rację. W końcu tamten facet był cały i pełen energii, a oni zmęczeni i ranni. Przynajmniej byli uzbrojeni, więc w tej kwestii są na równi…Wówczas tak sądzili, ale byli w błędzie.
- Sasuke, wiem o czym myślisz, ale wstrzymaj się – rzucił blondyn w stronę przyjaciela, widząc, że ten nieświadomie robi gesty, aby wyciągnąć swoją broń zza paska – Jeśli możemy uniknąć rozlewu krwi, to zróbmy wszystko by tak było.
- Za miękki jesteś – zadrwił Uchiha. Jego głos był twardy jak stal.
- Nie miękki tylko myślę rozsądnie. Póki biegniemy, on może nas łatwo namierzyć – ciężko się było skoncentrować, słysząc dźwięki pogoni i jeszcze rozmawiać po cichu podczas biegu – Znajdźmy miejsce, gdzie będziemy mogli się schować. Może nas minie.
Hinata tymczasem, starała się opanować narastający strach. Nic już nie rozumiała. Co się tu dzieje? Czemu w ogóle do tego doszło? Co takiego zrobili, że znaleźli w tej sytuacji?
- Schowajmy się, łatwo powiedzieć – wyrzucił Sasuke, lekko dysząc – pokaż mi miejsce, a bardzo chętnie.
Nie trzeba było długo czekać. Uchiha biegł trochę szybciej, jako, że nie miał dodatkowego ciężaru. Mijając kolejny krzew, chłopak omal nie potknął się o psa, który stał w miejscu i gapił się w coś co było przed nim.
Grupka miała przed sobą przepaść. Albo nie przepaść, to raczej był rów. Dość głęboki, aby zmieściła się spora liczba osób, ale nie aż tak by wydostanie się z niego było jakąś wielką przeszkodą. Jego ściany wyścielał piasek.
- No to masz swoje miejsce – skwitował Naruto i bez chwili zwłoki, skoczył na dół, a pies poszedł w jego ślady. Sasuke zawahał się, ale i tak skoczył za nimi.
Zsunęli się na sam dół. W świetle księżyca, prześwitującego, przez korony drzew, mogli się widzieć jako tako, lecz tego co jest na górze, już nie. Rów był zbyt głęboki. Aby dojrzeć swojego napastnika, musiałby on stanąć na krawędzi przepaści.
Blondyn delikatnie posadził Hinate na piasku. Kurama podbiegł do swojej pani i trącał jej ramię, jakby się o nią martwił.
- Wszystko ok? – spytał Naruto, a ona jedynie skinęła głową. Pogłaskał ją po policzku – Nie martw się, będzie dobrze – zdobył się na uśmiech, ale kącik ust mu zadrżał.
- Mhm – dziewczyna mruknęła tylko i patrzyła na niego z nadzieją. Wierzyła w jego słowa, lecz strach i tak nie chciał zniknąć. Okruszki suchej ziemi, z wystającego z ziemi korzenia nad nimi, spadł jej na włosy.
Uzumaki wstał z klęczek i podszedł do Uchihy, który wcześniej przywołał go gestem. Chłopak właśnie wkładał naboje, które zabrał Kidomaro, do swojej broni.
- Naruto – zaczął spokojniej niż zazwyczaj – Dobra schowaliśmy się, aby uniknąć konfrontacji, ale jeśli on nas znajdzie… - krótka pauza – Jeśli nas znajdzie nie będzie wyboru rozumiesz?
- Wiem, nie musisz mi mówić. Swoje dziś przeżyłem – żachnął się blondyn.
- Chodzi mi o to, że chcę wiedzieć, czy nie zawahasz się tego użyć, jeśli zajdzie potrzeba – wskazał na pistolet Orochimaru za paskiem Uzumakiego.
Chłopak wziął broń do ręki. Przyjrzał się jej niepewnie, a potem spojrzał za siebie. Hinata siedziała skulona, przytulając się mocno do rudej sierści psiaka. Patrzył na nią przez około 3 sekundy, aż w końcu odwrócił się do przyjaciela i rzekł:
- W tamtym domku, zawahałem się, ale i tak strzeliłem by się bronić. Teraz nie chodzi tylko o mnie – spojrzał na niego ze zdecydowaniem w oczach – Spokojnie, strzelę.
- Dobrze – Sasuke klepnął go w ramię – Jeśli z tego wyjdziemy już nigdy więcej nie nazwę cię ciotą – rzekł i go minął.
- Jak z tego wyjdziemy to strzelę, ale w twój popierdolony łeb.
Uchiha ułożył się na ścianie, po jednej stronie rowu, a Naruto po drugiej. W ten sposób każdy z nich miał widok na jedną ze ścianek i mógł obserwować, czy ktoś się nie pojawi na górze. Uzumaki wybrał to miejsce, aby mieć widok, jednocześnie na Sasuke naprzeciwko, po swojej prawej i na Hinatę po swojej lewej stronie.
Czekali w ciszy. Było słychać jedynie ich przyśpieszone oddechy i bicie ich serc. Wydawało im się, że przez to zachowują się niesamowicie głośno.
Z początku nic nie było słychać, prócz zwykłych dźwięków lasu. Szum drzew w słabym wietrze, a nawet pohukiwanie sowy.
Lecz potem usłyszeli głośny trzask gałęzi.
Później dźwięk poruszanych gałązek i liści, jakby ktoś przechodził przez krzaki.
Kolejny trzask, tym razem głośniejszy.
Chłopcy mocniej ścisnęli swoją broń, a dziewczyna przytuliła się do psa. Wiedzieli podświadomie, że zaraz zostaną znalezieni. Nie widzieli tylko, z której strony nadejdzie niebezpieczeństwo.
Minęło kilka sekund, które wydawały się długimi godzinami. Aż wreszcie Naruto dojrzał jak Sasuke podnosi głowę do góry, zaalarmowany tym co widzi. Uzumaki oderwał się szybko od ścianki i spojrzał za siebie, w górę.
Na szczycie pojawił się ciemny kształt mężczyzny. Było widać wyraźnie jedynie jego białe zęby wyszczerzone w uśmiechu oraz błyszczące szaleństwem ciemne oko. Drugie oko było przykryte grzywką.
Chłopcy wstrzymali przez chwilę oddech, a potem adrenalina wystrzeliła w ich żyłach i kazała im się ruszyć. Naruto i Sasuke jednocześnie wymierzyli w mężczyznę swoimi pistoletami.
Sakon zaśmiał się cicho.
- Kto by pomyślał? Bardzo ułatwiliście mi zadanie. Znaleźliście dla siebie własny grób, gratulacje.
Chłopcom teraz wyraźnie ten rów kojarzył się już bardziej z grobem niż z bezpiecznym miejscem. Blondyn przełknął głośno ślinę.
- W tej chwili to ty stoisz nad grobem – rzekł Naruto – My mamy cię na muszce.
- Oj dzieciaki, dzieciaki – mężczyzna nie przestawał chichotać, aż zakrył dłonią usta.
- Świetnie, to jakiś psychol – coś szczęknęło w pistolecie Uchihy – Rozwalę go i będzie po problemie.
- Sasuke, czekaj! – blondyn chciał go zatrzymać, ale chłopak zdążył nacisnąć na spust. Jednak nie nastąpił żaden wystrzał – Co…Co się stało?!
- Nie wiem – wykrztusił naprawdę zszokowany Sasuke – Chyba się zacięła – W tym momencie chłopak pojął swoją głupotę. Kiedy po użyciu, nie czyści się broni, to że pistolet się zatnie jest niemal 100% pewne. Po strzelaninie z Itachim nie wyczyścił pistoletu, co właśnie było kompletnym kretynizmem. Kiedy strzelił do Orochimaru już wtedy czuł, że broń się buntuje, ale zapomniał o tym i teraz są skutki. Najprawdopodobniej jakaś łuska została we wlocie i teraz…
Wówczas rozległ się strzał z góry. Sakon wystrzelił i broń wręcz wyskoczyła Sasuke z rąk. Pistolet, trafiony przez kulę mężczyzny, już nigdy nie będzie się nadawał do użytku.
- Naruto, zabij go, do cholery! – krzyknął Uchiha, czując jak pierwszy raz od dawna, zalewa go strach.
Uzumaki znów potrzebował adrenaliny, aby się ruszyć. Podniósł broń do góry, wycelował w czarny kształt i nacisnął na spust i …znowu nic.
- A to czemu nie strzela do kurwy nędzy?!!! – spanikował blondyn.
- Odbezpiecz go – rozkazał Uchiha.
- Ale jak to się robi?!
Sakon wyciągnął spod kurtki swoją zabaweczkę.
- To bardzo późna pora. Dzieciaki powinny już kłaść się spać – wówczas mężczyzna dostrzegł skuloną i wystraszoną Hinate – A ty skąd się tu wzięłaś? To nie jest zabawa dla małych dziewczynek – rzekł i wycelował w nią, jakby odruchowo.
Naruto poczuł jak jego świat zwalnia. Sekundy, które przed chwilą były godzinami, teraz były latami. Myśli uciekły mu z głowy. Istniał tylko jeden cel. Nie zastanawiając się, po prostu czując co musi zrobić, pobiegł w stronę dziewczyny. Tylko czemu musi biec tak wolno?
Hinata zacisnęła mocno powieki i wtedy usłyszała kolejny wystrzał. Coś świsnęło jej koło ucha. Nic jej jednak nie bolało. Otworzyła powoli oczy i to co zobaczyła sprawiło, że jej przerażenie wzrosło 100-krotnie.
Naruto stał przed nią, odwrócony plecami. Ręce miał szeroko rozciągnięte. Z chwilą kiedy dostrzegła jego sylwetkę, blondyn zawył z bólu, złapał się za prawe ramię i upadł na kolana. Dla Hyugi działo się to wszystko, jakby w zwolnionym tempie.
- Naruto!!! – krzyknęła spanikowana i rzuciła się w jego stronę. Ignorując piekący ból w nodze, udało się jej znaleźć przy chłopaku. Mimo paniki zauważyła dwie rzeczy. Po pierwsze z prawego rękawa jego bluzy spływała krew na jego dłoń. A po drugie chłopak się uśmiechał, niesamowicie szeroko.
- Zdążyłem – wycharczał z triumfem, jakby to było jego największe zwycięstwo w życiu.
Sasuke stał i patrzył z niedowierzaniem na to co się stało. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, ale tak było. Naruto naprawdę rzucił się, żeby przyjąć kulę wymierzoną w Hinate na siebie. Widząc rannego przyjaciela oraz przyjmując do wiadomości fakt, że nic nie zrobił i jest teraz bezbronny poczuł ogarniający go gniew. Spojrzał z furią na Sakona, który tym razem wymierzał właśnie w niego.
- Ups, mój błąd – skwitował ze uśmiechem mężczyzna – Wiesz Uchiha, że jeśli przestrzeli się czyjąś głowę, idealnie po środku, ofiara przeżyje, ponieważ kula przejdzie między półkulami mózgu – rzekł i podniósł wyżej pistolet wymierzając w sam środek czoła chłopaka – Może sprawdzimy to w praktyce, co? A jeżeli przeżyjesz, przeprowadzimy inne eksperymenty.
Ostatnie zdanie, nie dotarło do uszu, żadnego z trójki przyjaciół. Swoją uwagę przenieśli na cienie, pojawiające się za Sakonem.
Mężczyzna właśnie o przymierzał się do strzału, gdy poczuł czyjąś lufę na potylicy.
- Nie radzę, kolego. Strzelisz, a sam zostaniesz podziurawiony.
Sakon wypuścił broń z ręki, bojąc się o własne życie i mgnieniu oka, jego ręce zostały skute.
- Sorry za spóźnienie – powiedział jeden z mężczyzn na górze
Sasuke szybko wyjął z kieszeni telefon, włączył latarkę i oświetlił cienie na szczycie. Wtedy on, Hinata i Naruto mogli dostrzec twarze ludzi, którzy ich uratowali. Byli tam dwaj mężczyźni i dziewczyna, która jako jedyna z grupy stała struchlała i przestraszona, z powodu tego, że nie wiedziała co się tak właściwie dzieje wokół niej.
Naszej dzielnej drużynie, jak na komendę, kopary opadły i każdy z nich dał upust szokowi.
- Sakura?! – krzyknął Sasuke.
- Kakashi-sensei?! – wrzasnął Naruto.
- Shikamaru-kun?! – krzyknęła Hinata, a potem cała trójka wydarła się na cały głos:
- CO TU SIĘ DZIEJE, DO CHOLERY JASNEJ?!!!

***

Od tamtego momentu minęły jakieś dwie godziny.
Zarówno Sakon, jak i reszta jego bandy zostali rozbrojeni i skuci. Zostawiono ich w leśnym domku. Mieli tam czekać, aż przyjedzie po nich policja, wezwana przez Hatake, aby ich aresztować i sprzątnąć ciało Orochimaru.
Była już 2 w nocy. Cały ratusz świecił pustkami, z wyjątkiem gabinetu pani prezydent. Tsunade siedziała tam, za biurkiem z kamiennym wyrazem twarzy. Obok niej stał, oparty o blat biurka Jiraiya. Wyglądał starzej niż zazwyczaj. Na co dzień, emanował energią życia, a dziś postarzał się o dobre 10 lat. Ostatnie kilkanaście godzin były dla niego bardzo wyczerpujące.
Po ich lewej stronie stali Kakashi i Shikamaru. Przez maskę, nie było widać wyrazu twarzy Hatake, ale czuć było, że jest zdenerwowany i trochę zaniepokojony. Nara natomiast był spokojny i opanowany. Obaj opierali się o ścianę ze skrzyżowanymi rękami.
Naprzeciwko tej dwójki, na dużej, narożnej kanapie siedzieli Naruto, Hinata, Sasuke i Sakura. Haruno wyróżniała się w tej grupce, ponieważ jako jedyna była czysta, wyglądała schludnie i nie miała żadnych bandaży.
Hyuga zamiast koszuli blondyna, miała teraz na nodze profesjonalny opatrunek. Natomiast zarówno Uzumaki, jak i Uchiha mieli bandaże owinięte wokół głowy. Najwięcej zachodu jednak Sakura i Tsunade (która miała wykształcenie medyczne) miały z prawym ramieniem Naruto. Kula nie przeszła na wylot, tylko przecięła skórę. Najwidoczniej Sakon, przez swój śmiech, źle wycelował. Trzeba było założyć szwy. Kurama leżał na podłodze, przy nogach swojego pana.
W pokoju panowała napięta atmosfera, a w głowie niemal każdej osoby wirowały setki pytań. Nie zawsze były takie same. Wszyscy jednak milczeli.
Naruto pierwszy raz od dawna, czuł się całkowicie bezpiecznie i wreszcie mógł pozbierać myśli i przeanalizować wszystko co się działo z nim od momentu jego paniki przy palącym się budynku.
Właśnie…tamten pożar…słowa tego gościa Orochimaru, kiedy w niego celował…słowa Sasuke, gdy się kłócili, które zostały przerwane, przez nadchodzącą pogoń…
Uzumaki poczuł złość. Złościły go ostatnie 30 godzin i wiedział czemu. Ponieważ nadal nic praktycznie nie wiedział. A chciał się dowiedzieć. Poznać prawdę, czemu to wszystko musiał się wydarzyć.
Jego wzrok przetoczył się po kolei, najpierw po zamyślonym Sasuke, później po jego senseiu i Shikamaru, a na koniec spoczął na Ero-wujku, który jakby unikał jego spojrzenia.
- Dobra – rzekł głośno Naruto, zwracając na siebie uwagę reszty – Myślę, że każdy tutaj, ma coś ciekawego do powiedzenia. Kto zacznie?

***

(Od autorki)  Rozdział za tydzień może być trochę nudny, bo będzie dużo wyjaśnień (nawet jedna retrospekcja) ale zrobię wszystko co w mojej mocy, aby was zaciekawić. Zaznaczam, że to nie jest koniec ich przygód, jeszcze nie!
Odnośnie Oneshota...Najpierw opublikuje ten, który mówiłam, że będzie do kitu (już nie jest, wpadłam na genialny pomysł jakieś 2 tygodnie temu i odrobinę poprawiłam historyjkę), a potem dam to co będzie po The Last. Wszystko po kolei ;) Właściwie to oczywiście ten Oneshot "do kitu" już jest zaczęty, ale okazało się, że poprawiona historia jest w cholerę długa i będzie to raczej opowiadanie. Dałam już tytuł "Została minuta" ale zastanawiam się czy nie zmienić na "Wyciągnięta dłoń". Nie mam głowy do tytułów :P W każdym razie pisze go w każdej wolnej chwili. Jak go wstawię zacznę pracę nad "The Last or not" ;) tytuł też może się zmienić, jak mi coś wpadnie do głowy. A zawsze jest to nieoczekiwane.

niedziela, 17 maja 2015

Ble ble ble jest źle

Rozdział 29 jest w fazie przygotowań. Muszę go dopracować, inaczej mówiąc nie udało mi się go skończyć na czas (i tak był ostatnio długi ciąg bez przerwy, pff jak na mnie to cud). Już wolę odczekać tydzień niż opublikować wam jakieś barachło.
Zresztą, co poradzę, że są dni w których pisanie to łatwizna, a w inne okresy nie mogę wyskrobać 3 linijek. Przepraszam, za tydzień deprecha pewnie mi już przejdzie i wrócę do normy, jak zwykle zresztą. (God i hate myself) Wińcie kryzys twórczy, nie mnie!!!