:)

:)

sobota, 18 października 2014

Rozdział 5



Znów siedział na tej huśtawce. Nie huśtał się, po prostu siedział i czekał. Wszędzie dookoła wirowały jesienne liście w różnych kolorach, wiał zimny wiatr, a na niebie było pełno ciemnych chmur. Nagle zaczął dostrzegać jakiś kształt. Z pomiędzy tej chmary liści wynurzała się postać. Szła powoli w jego stronę, a z każdym jej krokiem chmury coraz bardziej się rozstępowały i wychodziło słońce.
Widział ją coraz wyraźniej. Miała na sobie jasno niebieską sukienkę do kolan, która falowała na wietrze wraz z jej krótkimi granatowymi włosami. Duże, białe oczy wpatrywały się prosto w niego, a na twarzy rozkwitał delikatny rumieniec.
- Hinata – imię samo wyszło z jego ust. Był zauroczony.
- Naruto-kun – w jej ustach jego imię brzmiało tak pieszczotliwie.
Usiadła mu na kolanach i objęła za szyję. Jego ręka sama powędrowała na jej policzek. Patrzył jej w oczy, w których tańczyły wesołe iskierki. Niech zawsze tak na niego patrzy.
- Mogę Cię pocałować ?
W odpowiedzi usłyszał lekki śmiech. Ich usta powoli zbliżały się do siebie.

Cała sceneria się rozpadła. Znów był w swoim łóżku, ale w dość dziwnej sytuacji. Z całych sił ściskał poduszkę, która przed chwilą była w jego śnie Hinatą, a na nim leżał powód jego pobudki.
- Kurama ! Złaź ale już, sio ty cholero !
Pies nie był zadowolony, ale zszedł i co dziwne jego pan razem z nim. Zaczął energicznie przechadzać się w tą i z powrotem po pokoju. Zerknął na zegarek. Była 2:20 w nocy, ale był tak rozbudzony, że nie wiedział czy jeszcze zaśnie.
- Odbija mi, odbija, odbija, odbija ! Nie no, to powoli zakrawa na obsesję. Zamiast do ratusza, trafię do psychiatryka – mówił do siebie wciąż krążąc po pomieszczeniu.
- No co się tak gapisz ? – rzucił do psa zirytowanym tonem. Kurama wrócił do swojego posłania i z zaciekawieniem obserwował swojego pana – No jasne dorzucimy jeszcze do tego gadanie z psem. No, ale kto o tej porze ze mną pogada – zdesperowany usiadł na podłodze i patrzył na swojego lokatora – Muszę coś zrobić albo będzie gorzej, ale co ?
Spędził w tej pozycji jakieś pół godziny rozpamiętując swój sen. W końcu nie wytrzymał.
- Mam dość ! Wiesz, co ? W dupie mam już czemu ona i dlaczego teraz. Chcę ją. Wiem idiotycznie to brzmi, ale taka prawda. I dostanę, albo zwariuję do reszty – już w tym momencie chciał do niej iść póki jest zdecydowany, ale no cóż pora jest lekko mówiąc nieodpowiednia.
Psiak obok prychnął jakby doskonale rozumiał całą sytuację i był zadowolony z decyzji swojego właściciela. Za to on patrzył na niego zaskoczony.
-Zaczynam się ciebie bać. Demon z ciebie nie pies.
Znów poczuł senność więc wrócił do łóżka. Podjęcie jakiejś decyzji dała mu wreszcie wewnętrzny spokój. Spał jak zabity do samego rana.

***

- Że co, kurwa ? – Naruto uśmiechał się złośliwie. Rzadko widział Sasuke wyprowadzonego z równowagi.
- Mam powtórzyć ? Na starość słuch ci pada, czy co ? Powiedziałem żebyśmy poczekali chwilę, bo Sakura-chan i Hinata chcą zapisać się do naszej grupy w dojo i pewnie zaraz do nas dołączą !
- Nie drzyj się tak ! Przecież słyszę głąbie. I co się jeszcze głupio śmiejesz ? – tak, to był mocno wkurzony Sasuke.
- Z twojej miny – mówił blondyn pomiędzy atakami śmiechu – Żebyś tylko mógł zobaczyć swoją twarz !
- Widzę, że prosisz się o parę złamań.
- Sasuke-kun !!! – z daleka zobaczyli idące dziewczyny. Sakura wesoło machała w stronę Uchichy.
- O matko. Zaczęło się – znów przybrał obojętną minę.
Naruto momentalnie przeszła wesołość. Patrzył w stronę Hinatki, która w przeciwieństwie do przyjaciółki szła niepewnym krokiem i ze spuszczonym wzrokiem. Bała się, że dzisiejszy dzień będzie pełen upokorzeń.
Blondyn zaś nadal był pewny swojej decyzji, lecz miał pewne obawy. Z jednej strony jeśli to co chłopaki mówili wczoraj to prawda to będzie miał sprawę dość ułatwioną. Jednakże z drugiej strony mogli się mylić i wtedy może być problem. Tylko raz w życiu próbował poderwać dziewczynę i skończyło się to ciosem w głowę. Dzięki Bogu, że dawno już przeszło mu uczucie do Sakury-chan, bo inaczej z tych obrażeń mógłby już być niepełnosprawny. Co prawda jego wyobraźnia nie dawała rady ogarnąć obrazu, w którym ta Hinatka mogłaby go uderzyć, ale obawa była.
- Cześć – rzuciła tylko i wciąż patrzyła w swoje stopy. Pod wpływem strachu przed nieznanym traciła pewność siebie.
- To co idziemy ? – rzuciła z entuzjazmem różowowłosa. Zachowanie Sakury było absolutnie przeciwne zachowaniu przyjaciółki.
- Taa. Ciekawe ile wytrzymasz. Tylko nie przychodź z płaczem jak złamiesz sobie paznokieć – wzburzenie Sasuke kompletnie zniknęło. Było tylko jego normalna ignorancja.
Przez te słowa żyłka na czole dziewczyny zaczęło pulsować ze złości.
- Taka taktyka – myślała dziewczyna – Mowy nie ma. Nie dam się wyprowadzić z równowagi.
Przeszła obok niego dumnym (jej zdaniem) krokiem bez słowa.
- I jeszcze strzela focha – dorzucił kpiąco.
Dziewczyna skupiła całą swoją wolę by nie wybuchnąć.
- Coś mi się wydaję, że nasz Sasuke-kun prosi się o wieczne cierpienie – szepnął konspiracyjnie Hinacie do ucha. Dziewczynie od tej bliskości zakręciło się w głowie.
Całą drogę przebyli w milczeniu w dwu-osobowych grupach. Naruto wolał iść z Hinatką, ale po zastanowieniu postanowił trzymać przyjaciela z dala od Sakury. Mogłoby wtedy być źle, oczywiście dla niego bo to i tak on by oberwał, wystarczy, że by się wtrącił. Oj życie nie jest sprawiedliwe.

***

- Co to jest ? – spytała zdziwiona Sakura, widząc jak chłopaki wiążą sobie jakieś opaski na czołach.
- To ochraniacze. Wszyscy ninja z wysoką rangą takie noszą.
- Ninja ? Ranga ? To brzmi jak z jakiegoś głupiego filmu akcji – zadrwiła dziewczyna.
- To po co tu jesteście skoro nie wiecie nic o taijutsu, hmm – kolejna drwiąca uwaga Uchihy.
- Oj tam, wytłumaczymy im. Myśmy też na początku nic nie wiedzieli – Uzumaki kończył zawiązywać ochraniacz wokół swojej głowy.
- To im tłumacz, ja nie zamierzam. Strata czasu – powiedział i ruszył w stronę szatni.
- Co za gbur, zostawił mnie na pożarcie wilkom.
- ŻE CO ?!!! – przy blondynie dziewczyna nie musiała już udawać spokojnej.
- Dobrze już nie bij – uspokajał ją – No dobra to co właściwie wiecie ?
Obie dziewczyny stały zażenowane. Nie miały żadnej wiedzy o japońskich sztukach walki.
- Czyli nic. No dobrze. Wiecie, że tam kiedyś w dawnych czasach, kiedy dokładnie to nie powiem, bo orłem z historii nie jestem, zamiast policji, wojska itp. byli ninja. Przez te filmy i komiksy o jakich myślałaś Sakura-czan, ich wizerunek spadł i stał się nierzeczywisty. Ale oni naprawdę istnieli i jest o nich masa legend, ale o nich nie trzeba opowiadać. Ważne jest to, że styl walki jakim się posługiwali, czyli taijutsu przetrwał do dzisiaj i można się go uczyć. Oznacza dosłownie techniki ciała i jest po prostu walką wręcz, a nie jakąś nudną samoobroną. To nie jest karate czy tam judo, podczas których trzeba nosić jakieś durne stroje podobne do piżam. Tutaj wystarczy tylko ochraniacz. Jak wcześniej mówiłam są specjalne rangi, ale o tym lepiej wam opowie Kakashi-sensei, bo to trudniej wyjaśnić.
Dziewczyny były zszokowane i pod wrażeniem. Jeszcze nigdy ich przyjaciel nie dał tak dużego popisu wiedzy. Musiał się tym naprawdę mocno interesować. Zwykle to jemu trzeba było wszystko tłumaczyć. Jak widać czasem role muszą się odwrócić.
Dopiero po chwili Hinata zdołała się odezwać.
- Ka..Kakashi-sensei ?
- A no tak – mówił dalej, prowadząc je korytarzem – Są tu trzy grupy wiekowe. Pierwsza jest dla najmłodszych i prowadzi je Iruka-sensei. Druga dla młodzieży prowadzona przez Ebisu-sensei. Razem z Sasuke przeszliśmy przez wszystkie. Zaś dwie ostatnie grupy są dla pełnoletnich i są prowadzone przez Gai-sensei i Kakashi-sensei. My należymy do grupy tego drugiego, wszystko wam powie. Aha tylko nie przestraszcie się jego maski.
- Hę ? – obie spojrzały na niego zdziwione.
- Ach bo on jest strasznym psiarzem. Ma chyba z osiem tych kundli. No ale ma uczulenie, więc ciągle nosi maskę. W życiu nie widziałem jego twarzy.
Dziewczyny nie wiedząc co powiedzieć po prostu szły za chłopakiem. Naruto pokazał im gdzie są szatnie i poradził by potem na niego zaczekały to resztę im pokarze.
Hinata przebierała się w wygodniejsze rzeczy w ciszy, słuchając narzekania Sakury-san na temat Uchihy i zapewniania, że jeszcze ją polubi. Z każdą minutą młoda Hyuga coraz bardziej obawiała się, że to był zły pomysł.
- Co ja tu w ogóle robię ? – myślała – Szykuje się dzień pełen kompromitacji. I jeszcze jak mam się skupić gdy Naruto-kun jest tuż obok. I nie wiem czemu ale ma dziwne uczucie, że dzisiaj patrzy na mnie jakoś inaczej.

***

- Co one tam tak długo robią ? – Sasuke znów się irytował – Nie wytrzymam z jej ciągłym jazgotem nad uchem.
- Oj nie dramatyzuj już. Mażesz się jak baba.
- Powtórz to jeszcze raz, a ….
- Naruto-niiczan !
W ich stronę biegła trójka nastolatków z brunetem na czele.
- Siema Konohamaru, Udon, Moegi – powitał ich uśmiechem.
- Możemy dziś ćwiczyć w waszej grupie ?
- Ile razu mówiłem, że jesteście za młodzi ?
- Z tysiąc razy, ale to tylko wymówka – Konohamaru wskazał na blondyna palcem i krzyknął – Tak naprawdę boisz się ze mną zmierzyć, bo wiesz, że nie masz szans !
- Tak, tak oczywiście boję się, że cię uszkodzę.
- Zamknąć się tam – burknął Sasuke pod nosem.
- A jemu dzisiaj co ? – spytał nastolatek zdezorientowany.
- Dziewczyna za nim lata i jest nieszczęśliwy, nie próbuj zrozumieć, ja też nie kapuję.
- Zapomniałeś dodać, że to żałosna i irytująca dziewczyna. Poza tym za tobą przylazła ta druga.
- Obyś miał rację.
Cała czwórka spojrzała na Naruto zdziwiona. Ups powiedział to na głos. Dobrze, że wtedy rozpoczęły się zajęcia naszej młodej grupki, bo inaczej musiałby rozdrapywać temat. Zaś Sasuke to nie interesowało w najmniejszym stopniu.

***

Dziewczyny rozglądały się po dużej sali. Razem z nimi było tu jakieś 16 osób. Większość była w ich wieku. Myślały, że będzie ich więcej. Cała podłoga była wyłożona materacami, pod ścianami znajdowało się pełno urządzeń i manekinów do ćwiczeń. Na środku podłogi było namalowane białe koło o średnicy ok. 3 metrów.
- Trochę sobie poczekamy. On nigdy nie przychodzi na czas – rzucił obojętnie Sasuke.
Sakura próbowała nawiązać z nim rozmowę, ale ewidentnie było widać, że próbuje ją zbyć.
Zaś Naruto przypatrywał się Hinacie, która wciąż rozglądała się po sali.
- Szkoda, że nie założyła czegoś bardziej obcisłego – myślał patrząc na jej fioletową bluzę. Nagle się otrząsnął – O czym ja myślę ? Za dużo czasu spędzam z Ero-wujkiem jak nic.
Podszedł do niej widząc, że nie może się odnaleźć w nowym otoczeniu.
- Nie martw się będzie fajnie – powiedział dotykając jej ramienia.
Biedna Hinata nie wiedziała co powiedzieć, ale w tym momencie do sali ktoś wszedł.
Był to dość wysoki mężczyzna. Miał szare, sterczące włosy, a na twarzy maskę zakrywającą prawie całą twarz.
- Dzień dobry wszystkim – powiedział w ogóle nie patrząc na grupę. Był zajęty czytaniem jakieś książki. Spokojnie dokończył rozdział i w końcu uraczył ich swoją uwagą.
- Podobno mamy w grupie dwie nowe osoby. Proszę przedstawcie się – rzucił w stronę dziewczyn spokojnym tonem.
- Jestem Haruno Sakura
- A j.. ja Hyuga Hinata.
Gdzieś z boku zdało się usłyszeć drwiący śmiech i komentarz.
- Ciekawe co taka nieśmiała owieczka tutaj robi. Mogę cię rozłożyć jednym palcem.
Hinata przestraszona spuściła wzrok. Oczywiście powinna była wiedzieć, że będą drwiny w jej stronę, przecież jest do niczego.
- Zamknij się Mizuki, chyba, że chcesz oberwać – rzucił Naruto w stronę autora tej wypowiedzi.
Chłopak nic nie odpowiedział, ale kpiące spojrzenie pozostało.
- Jako, że jesteście nowicjuszkami nie macie jeszcze rangi – kontynuował Kakashi jakby nic się nie stało – Ogólnie jest ich cztery: genin, chunin, jonin i kage. Ja jako mistrz mam rangę kage, czyli najwyższą. Jedynymi joninami w grupie to Sasuke i Naruto. Poza tym mamy 5 chuninów i 7 geninów. Aby zdobyć wyższą rangę należy pokonać przeciwnika wyższej rangi w sparingu. To może być dla was trudne, ponieważ wszyscy tutaj trenują już od dawna, a kilkoro nawet od dziecka, no ale nie traćcie w siebie wiary – chyba uśmiechnął się do nich pokrzepiająco, nie było widać przez tą maskę – Póki co ja nie zamierzam was trenować.
- Jak to ? – obie się zdziwiły.
- Waszym treningiem będą się zajmowali Naruto i Sasuke tak długo dopóki nie zdecyduję, że zasługujecie na moją uwagę. Oni i tak są bardzo do przodu z umiejętnościami. Mogą spokojnie poświęcić czas na wasze wprowadzenie. Ocenię czego się nauczyłyście pod koniec zajęć i zdecyduję czy zasługujecie na najniższą rangę – rzekł i znów wyciągnął książkę.
- To zdecydowanie nie mój dzień. Dobrze myślę, że wolisz zająć się Hinatą, co ?
- Jeszcze jedno słowo…

***

Podczas treningu obie dziewczyny pozytywnie zaskoczyły chłopców. W przeciwieństwie do przewidywań Sasuke, Sakura ani razu nie zaczęła narzekać i wykonywała każde jego polecenie. Poważnie podchodziła do sprawy i nawet pokazała zalążki talentu. Chcąc nie chcąc Uchiha musiał zmienić zdanie. Może uczenie jej nie będzie takie złe…
Hinata natomiast była bardziej nie pewna w swoich działaniach. Naruto jednak stwierdził, że i on na początku miał trudności i mocno ją dopingował.
Kakashi cały czas je obserwował i pod koniec zajęć obu dziewczynom przyznał rangę genina. Sakurze ze względu na jej upór i niezwykłą siłę fizyczną, Hinacie zaś za zręczność i spostrzegawczość. Obie dostały nowiutkie ochraniacze. Żadna nie chciała ich nosić na czole, więc Sakura użyła jej jako opaski, a Hinata zawiązała swój na szyi.
- Cóż, czy ktoś chce dziś wyzwać kogoś na sparing ? – spytał grupy Kakashi.
- O co w tym chodzi ?- spytała Haruno obu chłopców.
- Zawsze po zajęciach jest szansa wyzwać kogoś na oficjalny sparing – wytłumaczył Sasuke – Taki honorowy pojedynek. Głupoty. Ale można się wyżyć.
- Ja chce wyzwać Uchihę na pojedynek – wychylił się jakiś barczysty chłopak.
- Zgadzasz się Sasuke ? – spytał Kakashi.
- Czemu nie.
Oboje weszli na środek białego koła i pokazali sobie jakiś znak. Ich palce u prawej ręki, wskazujący i środkowy były złączone i skierowane ku górze, reszta palców zwinięta.
- Co ta za znak ? – spytała Hinata.
- Nazywamy to znakiem walki. Oznacza naszą chęć do pojedynku – tłumaczył blondyn.
Sparing nie trwał długo. Po kilku minutach Sasuke z łatwością rozłożył przeciwnika na łopatki.
- Zwycięzca Uchiha Sasuke – ogłosił Kakashi nie zdziwiony wynikiem.
Chłopcy znów uformowali znak walki, ale tym razem złączyli je razem ze sobą.
- A to znak pojednania, oznaczający przyjaźń. Zawsze kończy walkę – Naruto wyprzedził pytanie.
Wszyscy zaczęli opuszczać salę i kierować się w stronę szatni, lecz wtedy Hinata dostrzegła, że z drugiego pomieszczenia również wychodzi grupa, liczniejsza niż jej, a wśród nich jest jej kuzyn. No tak on w końcu też tu ćwiczy z Lee i Tenten. Szybko z powrotem schowała się w sali. Nie chciała by ją zobaczył. Pewnie informacja co robi po zajęciach dotarłaby do jej ojca, a on nie byłby zachwycony.
Odczekała chwilę i uznała, że może już bezpiecznie wyjść gdy przejście zasłonił jej jasnowłosy chłopak, który z niej wcześniej kpił.
- No i co owieczko ? Dumna z siebie jesteś ?
- Ja..ja tylko chce przejść.
- Ojoj jaki cichy głosik. Już się boję. Powalisz mnie na ziemię swoim skamleniem ? A wiesz co ? Może się jutro zmierzymy hmm ? Jak wygram wyniesiesz się stąd. Tu nie ma miejsca dla słabeuszy.
- Ale ja…ja jeszcze nie …
- No co zrobisz ? Popłaczesz się i pobiegniesz do mamusi ? Ona ci tu nie pomoże – rzekł i pchnął ją na ziemię. Hinata z bezsilności nie mogła się nawet podnieść.
- To będzie bułka z masłem – prychnął i wyszedł.
Hinacie mimowolnie pociekły łzy. Podwinęła nogi pod brodę i zaczęła cicho chlipać. Mało spała tej nocy. To plus zmęczenie i płacz sprawiły, że nie zauważyła gdy zasnęła.

***



Chłopcy czekali na przyjaciółki na zewnątrz. W końcu dołączyła w nich Sakura niosąc także rzeczy Hinaty.
- Ej, nie widzieliście Hinaty ?
- Nie było jej z tobą ? – spytał Sasuke.
- Zniknęła mi z oczu po wyjściu. Nie mogę jej znaleźć.
- Dobra idźcie przodem, a ja jej poszukam – powiedział Naruto śmiejąc się z miny Sasuke w stylu „zapłacisz mi za to”.
Długo nie musiał jej szukać. Znalazł ją śpiącą i skuloną pod ścianą w sali ćwiczeń. Biedactwo, widział, że miała lekkie worki pod oczami, ale że aż tak była zmęczona ? Podszedł do niej i zmartwił się widząc jej zaczerwienione i mokre oczy. Płakała ? Dlaczego ? Jeśli ona tu przyszła z powodu uczucia do niego to nie jest ważne dlaczego. To i tak będzie jego wina, że tak długo nic nie widział.
- Nie wiem jak cię przepraszać – powiedział cicho.
Nie miał serca jej budzić. Po chwili wychodził z budynku z granatowowłosą na plecach. Niósł ją na baranach przez całą drogę do domu. Ciekawe jak to musiało z boku wyglądać.

***


Kilka dni wcześniej po rozmowie z Hinatą, Sakura zawstydziła się gdyż zdała sobie sprawę, że ona także ukrywa prawdziwą siebie przed Sasuke. Na jego widok zawsze zaczynało jej odwalać i piszczała jak idiotka. Daje komuś radę, a sama nie potrafi się do niej zastosować ? O nie, tak nie może być. Przez ostatnie kilka godzin robiła wszystko co w jej mocy by traktować go jak każdego innego. Ale czasem było trudno, nic dziwnego w końcu to nie był „ktoś inny”. To był Uchiha Sasuke. Miłość jej życia. To nie mogło być zwykłe zauroczenie, zbyt długo to uczucie się jej trzyma i wręcz wzrasta na sile.
Póki co jest sukces. Udało jej się nawiązać z nim inteligentną rozmowę, ani razu nie zapiszczała, a on od 1,5 godziny nie nazwał jej ani „idiotką” ani „irytującą smarkulą”.
On sam był zdziwiony. Wiedział, że jest inteligentna, w końcu nikt kto jest na medycynie nie jest głupi, ale ona pierwszy raz od lata pokazała mu, że ma mózg. Nie powie, był pod wrażeniem.
W końcu w swoim pokoju (dzięki Bogu nie było Ino) mogła dać upust entuzjazmowi głośno piszcząc w poduszkę.

***


Próbował położyć ją delikatnie na łóżku, ale za szybko się zsunęła z jego pleców i wręcz spadła na łóżko. Jęknęła zaspana.
- Cholera, ty idioto ! – mówił znów sam do siebie. Chyba zbyt często to robi.
- Hmm, Naruto-kun – Hinata powoli otworzyła oczy. Była w swoim pokoju, a nad nią pochylał się Naruto. W ułamku sekundy przypomniała sobie wydarzenia z ostatnich godzin – Jak się tu znalazłam ?
- Proste. Zasnęłaś, więc cię tu przyniosłem. Naprawdę musisz się bardziej wysypiać, bo plecy mi się połamią po ciągłym noszeniu cię w tę i z powrotem z treningów – zażartował.
- Ja nie wiem czy jeszcze tam pójdę – powoli się podniosła do pozycji siedzącej. Nie wiedziała czy ma płakać przez to co powiedział jej Mizuki, czy umrzeć ze wstydu, że blondyn niósł ją tutaj całą drogę na plecach.
- Że co ? – od razu zmienił swój ton na poważny i skupił na niej całą swoją uwagę.
- No bo ja.. ja się nie nadaję. Jestem za słaba. Tylko wystawiam się na pośmiewisko. Nie jestem tak silna jak ty, czy Sakura-san. Nie umiem się zmienić. W ogóle jestem do niczego i… i..
- Nigdy więcej tak nie mów ! – Naruto mocno chwycił ją za ramiona. Dziewczyna zdziwiła się widząc złość w jego oczach.
- Naruto-kun…
- Nie waż mi się poddawać od tak na początku. Byłaś świetna dzisiaj. Zaimponowałaś mi. Przecież jesteś silna. I nie porównuj mi się tu do innych – zajrzał jej głęboko w oczy – Pójdziesz tam albo zaciągnę cię siłą.
- Dlaczego – myślała – Dlaczego zawsze gdy widzę te jego zdeterminowane spojrzenie, czuję się taka dowartościowana, czuję siłę jakbym mogłabym zrobić wszystko ? Ja nie mogę więcej uciekać.
- Ja .. pójdę – odrzekła o wiele pewniejszym tonem.
- To właśnie moja Hinatka – dziewczyna zaczerwieniła się na to stwierdzenie. Chciała odwrócić wzrok, ale nie była w stanie.
- Hinata – powiedział podejmując decyzję – uderzysz mnie jeśli coś teraz zrobię ?
- Ja nie mogłabym…nigdy bym cię nie...
- To mi wystarczy – zaczął się przybliżać do jej ust.
- Co robisz ? – spytała spanikowana nie wiedząc co myśleć. Z tych emocji krew jej chyba odpłynęła z mózgu i popłynęła prosto na jej policzki.
- Coś co chciałem zrobić od jakiegoś czasu – powiedział cicho i wbił się w jej usta. Co za ulga.
To, to się nie mogło dziać. Właśnie przeżywała swój pierwszy pocałunek i to z chłopakiem jej snów, może głupio to brzmi, ale taka była prawda. Przez chwilę skupiała wszystkie swoje siły by nie zemdleć i potwierdzić, że to co się dzieję to nie jest sen. Nawet dyskretnie się uszczypnęła parę razy i nic. Nie może teraz zemdleć, nie może tego zepsuć.
- Ja nie zamierzam więcej uciekać – powiedziała do siebie w myślach.
Za to Naruto był w niebo wzięty. W końcu mógł to zrobić. To już nie był głupi sen. Przez moment się bał, bo ona pozostawała bierna i myślał, że ją obraził lub wystraszył. Lecz po chwili zaczęła delikatnie oddawać pocałunek.
- Jest taka delikatna – myślał. Tak, to było coś.
Nie wiadomo ile jeszcze ten czuły pocałunek trwał. Wpletli swoje palce we włosy tego drugiego by przyciągnąć się bliżej. Żadne nie chciało przerwać. Czułość zmieniała się w namiętność. Blondyn ostrożnie wsunął język do jej ust, a ona w odpowiedzi jęknęła z zadowolenia. Wreszcie znaleźli ujście dla swoich uczuć. Ale w końcu musieli przestać by złapać oddech. Patrzyli na siebie w ciszy, dysząc.
- I co teraz zrobimy ?

***

(Od autorki) Tylko proszę mnie nie zabijać, że tak szybko ich połączyłam (nie mogłam już wytrzymać) i że skończyłam w takim momencie. Musze zostawić lekki niedosyt i was poirytować ;)

sobota, 11 października 2014

Rozdział 4



- Ale jak to ma dużo nauki ? – podniesiony głos kobiety rozniósł się po salonie.
- Tak powiedziała. Ja tylko przekazuję jej słowa – Neji nie wiedząc co jeszcze mógłby powiedzieć w obronie kuzynki odwrócił wzrok. Byle tylko nie patrzeć ciotce w oczy. Nie był dobrym kłamcą.
- Uspokój się Hanako. Jeśli nasza córka myśli, że parę godzin nauki więcej jest ważniejsze niż odwiedzenie rodziny to jej sprawa. Te godziny i tak jej nie pomogą – po raz pierwszy odezwał się mężczyzna w średnim wieku siedzący w fotelu i czytający gazetę.
- Jak możesz tak mówić ? – kobieta podeszła do męża – Ja i tak wiem swoje. Neji tak łatwo mnie nie oszuka. Ona nie chce wrócić przez ciebie.
- A co według ciebie powinienem z tym zrobić ? – podniósł wzrok  na żonę. Był nadzwyczaj spokojny.
- Przestań być taki surowy ! Nie wytykaj w kółko jej błędów. Choć jeden raz powiedz, że jesteś z niej dumny. Zachowaj się jak na ojca przystało.
- Dość ! Posuwasz się za daleko moja droga – głowa domu wstała i zaczęła zmierzać do wyjścia – Będę z niej dumny kiedy na to zasłuży. Póki co nie jest tego warta – rzucił krótko i wyszedł.
- Ciociu ja… - Neji podszedł do Hanako widząc w jej oczach łzy. Chciał jakoś ją pocieszyć.
- Nie martw się nic mi nie jest – przetarła oczy i zwiesiła głowę – Po prostu tęsknie i … martwię się o nią. W ogóle się nie dziwię, że ona nie chce tu być ale nic nie poradzę, że …
- Tak wiem. Nie martw się ciociu. Hinata-sama ma się doskonale – brunet przypomniał sobie z kim ją widział po raz ostatni – I na pewno nie jest sama.

***
 
Była 10 rano. Hinata od dawna nie spała. Czytała swoje podręczniki i próbowała z nich zapamiętać tyle ile się da. Wtedy jej uwagę przykuło pukanie do drzwi. Nawet nie zdążyła wstać z łóżka gdy pojawiła się w nich uśmiechnięta twarz blondyna.
- Siema Hinatka.
- Naruto-kun ? – dziewczyna tylko tyle zdołała wykrztusić. Tak była zaskoczona.
- Bez jaj, uczysz się – powiedział widząc stos książek – Soboty to dni święte. W nie się odpoczywa.
- Ale. .. – nie zdążyła dokończyć bo Naruto złapał ją za rękę i pociągnął w kierunku wyjścia.
- Żadnych ale. Wychodzimy. Nie będziemy jak jakieś kujony siedzieć w czterech ścianach i kuć. – mówił dalej gdy prowadził ją na zewnątrz. Mocno trzymał jej dłoń. Tak naprawdę to chciał sprawdzić czy uczucie z poprzedniego dnia nie było wymyślone. Nie, zdecydowanie nie było.
Na dworze zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy: po pierwsze to co przed chwilą zrobił było niegrzeczne, tak wparować do pokoju i wyciągnąć ją nie pytając o zgodę. A po drugie… nie miał planu gdzie mieli w zasadzie iść. Postawił na spontaniczność.
Zanim jednak wpadł w panikę usłyszał jak Hinacie zaburczało w brzuchu.
- Jadłaś coś dzisiaj ? – spytał z troską.
- Nie, nie byłam głodna – mówiła szybko zakłopotana tym że chłopak wciąż trzyma ją za rękę. I w ogóle jego zachowaniem. Ale nie była zła, jedynie zawstydzona jak to ona.
- Ale teraz już tak. Trzeba to naprawić. Idziemy – zapomniał, że znów był nie grzeczny i ciągnąc ją za sobą pobiegł w dobrze znanym sobie kierunku.
Zatrzymał się dopiero pod swoim ulubionym barem. Ach, Ichiraku Ramen. Jego drugi dom. Po wejściu do środka dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. To był mały i schludny bar. Kilka stolików było zajętych ale więcej było wolnych. Atmosfera była bardzo miła. Brak tłumów i lokalny charakter sprawiały, że mogło się tu siedzieć godzinami.
- A kogo widzę? Mój najlepszy klient – krzyknął zza lady starszy mężczyzna. – Podać to co zawsze ?
- Cześć staruszku ! Jasne, że to co zawsze, ale dziś dwa razy – powiedział wskazując Hinate chowającą się za jego plecami.
- Oczywiście już się robi – właściciel ruszył w stronę kuchni, ale jeszcze zdążył zapytać – Jesteście na randce ?
- RANDCE ?!!!! – krzyknęli Naruto i Hinata w tym samym momencie.
- No nic. Tylko byłem ciekawy. Zamówienie będzie gotowe za pięć minut – rzekł i zniknął w kuchni.
Para usiadła zakłopotana przy barze. Naruto poczuł, że robi się tak samo czerwony jak Hinata. No świetnie. Zamiast uzyskać odpowiedzi, pojawia się coraz więcej pytań. Musi się wziąć w garść.
Gdy danie było gotowe zaczęli jeść w milczeniu, próbując wyjść z zakłopotania w jakie wprowadził ich staruszek.
- Naruto-kun.
-Hmm – mruknął blondyn mając pełne usta.
- Właściwie dlaczego mnie tu zabrałeś ? Czemu w ogóle mnie wyciągnąłeś z pokoju ? – pytała akcentując słowo „mnie”.
 - Nie ma konkretnego powodu. Po prostu chce ten dzień spędzić z tobą.
Granatowowłosa po usłyszeniu tych słów mimowolnie się uśmiechnęła rozchylając lekko wargi.
- Łał – wymsknęło mu się pod wpływem tego widoku.
- Mówiłeś coś ?
- Nie, nic – „rany co się ze mną dzieje” pomyślał i nagle wpadł mu do głowy pomysł – Już wiem gdzie pójdziemy – krzyknął z entuzjazmem.
- Hę ? To nie wiedziałeś wcześniej ?
- No cóż …
„Tak” pomyślała dziewczyna „Cały on”

***
- To jak ci idzie na studiach ?
- No naprawdę Itachi zadajesz to pytanie co tydzień. Nie wymyślisz nic bardziej oryginalnego ?
- No to dobrze masz dziewczynę ?
- Bardzo śmieszne wiesz.
Może trudno uwierzyć, ale relacje braci Uchiha były bardzo mocne. Sasuke składał właśnie cotygodniową wizytę w swoim starym domu. Posiadłość Uchiha. Ten dom wychował już niejedno pokolenie z ich rodziny. Był on bardzo duży i okazały. Przepych wręcz od niego emanował. Tylko właśnie przez sentyment do tego miejsca Itachi nie sprzedał go. Dla jego brata to było obojętne. Nic już nie czuł do tego miejsca.
- To może co tam u Naruto ?
- A co ma być, jezu – zirytował się pytaniem brata. W jego głowie pojawił się obraz jaki ujrzał tego dnia. Widział przez okno jak jego przyjaciel trzyma za rękę i ciągnie gdzieś młodą Hyuge. Mało co go tak zaskakuje. Przecież oni nie są blisko.
- Będę się zbierał – rzekł Sasuke wstając z krzesła i łapiąc swoja kurtkę.
- Już ? Właśnie teraz gdy obiad prawie gotowy. Weź sam tego nie zjem.
- Ale się zrzędliwy zrobiłeś. Odbija ci przez to mieszkanie samemu.
- Zawsze możesz wrócić. Twój pokój jest nieruszony – Na te słowa chłopak się zjeżył.
- Mówiliśmy już o tym. Miałeś do tego nie wracać.
- Dobra, dobra. To zostaniesz ?
- Ok, dawaj co tam masz – powiedział jakby było mu to obojętne i znów usiadł.
Szybko zjadł danie, które przygotował mu brat i jak najszybciej opuścił posiadłość. Jak zawsze gdy omijał „te” drzwi musiał się na chwilę zatrzymać by na nie spojrzeć. Nie były otwierane od lat. Jego brat również nie chciał tam zaglądać. Sasuke wiedział, że gdybym choć je uchylił wspomnienia tamtej nocy wróciłyby jak żywe.

Mały chłopczyk wstał z łóżka. Obudził go jakiś dziwny hałas. Bał się. Powoli wyszedł z pokoju i zaczął zmierzać do sypialni rodziców. Może pozwolą mu dziś spać z nimi. Poczuł przeciąg. Drzwi wejściowe były uchylone. Znów poczuł strach. Tym razem zaczął biec.
- Mamo ! Tato !
Stanął przed drzwiami ich sypialni. Powoli otworzył drzwi.
- Mamo, ktoś chyba jest w domu i … - nie dokończył. Ten widok całkowicie go sparaliżował.
Jego mama leżała na łóżku. Jej głowa i ręka bezwładnie zwisały nad podłogą, na której leżał tata. Miał nie naturalnie przekręconą głowę. Wszędzie była krew. Na podłodze, na nich, wszędzie.
Po całym domu rozległ się przerażający krzyk małego chłopca.

Ach znowu o tym myśli. Nie zapomniał z tej nocy ani sekundy pomimo, że to było tak dawno temu. Już nigdy więcej nie mógł nazwać tej posiadłości swoim domem. Dusił się tam. Dopiero od niedawna będąc wolnym od tego miejsca, zaczął trzeźwiej myśleć. I układać plan działania.
Wsiadł na swój motor i pojechał w sobie tylko znanym kierunku.

***
- I jak ?
- To…to jest niesamowite.
Stali na szczycie wzgórza, z którego było widać panoramę całej Konohy. Hinata nie mogła uwierzyć własnym oczom. Widok był nieziemski.
- Dawno tu nie byłem – rzekł Naruto również podziwiając widok.
- Skąd znasz to miejsce ?
- Ero-wujek eee to znaczy wujek mi pokazał gdy byłem mały. Kiedyś lubiłem tu przychodzić.
Usiadł na trawie wciąż zapatrzony w miasto. Hinata lekko się wahając usiadła obok niego. Nie wiedząc o czym rozmawiać postanowili powspominać. Zaczęli opowiadać sobie różne historie z przeszłości. Jedne śmieszne, a inne żenujące. Oboje śmieli się z pierwszych i wstydzili z drugich. Naruto opowiadał o pierwszym dniu w szkole, o tym jak się poznali. Ale nie wiedział, że się myli. Poznali się jakiś miesiąc wcześniej, ale blondyn o tym nie wiedział. Dziewczyna doskonale to pamiętała.

- Jesteś kuzynką Nejiego, co nie ? Też jesteś taka przemądrzała ? Wielka pani z bogatego domu, hę ?
- Nie, ja naprawdę… – dziewczynka próbowała powstrzymać łzy. Trzech chłopaków stało wokół niej i osaczało ją z każdej strony. Ucieczka była bezcelowa, była za słaba.
- Taa zobaczymy – największy z nich pchnął ją na ziemie, tym razem nie mogła powstrzymać łez – Taka mała i  w dodatku mazgaj. Rzygać mi się chce. Skopać ci tę zasmarkaną buźkę ? Zobaczymy jaka wtedy z ciebie pani.
- Nie proszę …
- Zostawcie ją.
Za nimi stał chłopiec. Chyba w tym samym wieku co ona. Nie imponował wzrostem to też grupka w ogóle się nie przestraszyła.
- A tobie co do tego ? Zmiataj stąd !
- Hej, ja go znam - rzucił jeden z nich - matka zakazała mi się z nim zadawać. To jakaś patola z domu dziecka.
- Nigdy więcej tak nie mów ! Zaraz tego pożałujecie ! – blondyn rzucił się na chłopców i zaczął okładać pięściami. Dziewczynka mogła tylko patrzeć, nie dowierzając, że ktoś obcy chciał ją obronić.
Niestety sam przeciw trójce nie miał wielkich szans. Leżał na ziemi poobijany, a chłopcy lekko przestraszeni, że coś mu zrobili uciekli. Dziewczynka mogła się wtedy dokładnie przyjrzeć swojemu obrońcy. Chciała mu jakoś pomóc, ale pojawiła się niania i zaczęła ciągnąć ją w kierunku domu.
- Ale proszę pani, jemu może coś być, on mi pomógł…
- Nic mu nie będzie panienko. Nie przejmuj się kimś takim. I najlepiej trzymaj się jak najdalej od tego osobnika. Nie jest warty uwagi panienki.
- Tylko dlatego, że nie ma rodziców to od razu…
- Tak, to na pewno dziecko jakiś narkomanów albo gorzej. Proszę panienki, skończmy ten temat. Proszę się trzymać z równymi sobie.

Miesiąc później zobaczyła go w swojej nowej szkole. Od razu go poznała, ale on jej nie. Nic dziwnego, nie miał czasu się jej wtedy przyjrzeć. Od tamtej pory zawsze go obserwowała. Poczuła do niego podziw, który z czasem zmienił się w coś więcej…
- Powinniśmy już wracać – Naruto spojrzał w kierunku zachodzącego słońca. – Ale ten czas leci.
Powoli zaczął się podnosić z ziemi. Hinata natomiast zahaczyła nogą o kamień i wpadła prosto w ramiona zaskoczonego blondyna. Spojrzała w górę i napotkała ten niezwykły błękit. „Jestem tak blisko niego, błagam nie zemdlej” mówiła do siebie w myślach. Naruto także nie mógł oderwać wzroku od niej. Nigdy jeszcze nie był tak blisko niej i to było… nie do opisania. Trzymać ją w ramionach, to takie przyjemne. Nie mógł zebrać myśli. Zaczął zniżać głowę ku jej twarzy, gdy nagle oboje usłyszeli grzmot. To go nieco otrzeźwiło.
- Cholera, zaraz zacznie lać. Pośpieszmy się, jeszcze mi się tu rozchorujesz.
Szybkim krokiem zeszli ze wzgórza, w ciszy, każdy z nich zatopiony w swoich myślach. Naruto myślał o tym co go opętało, a Hinata czy to co się stało nie było tylko jej snem. 

***
Następny dzień nie dany im był już spędzić razem. Może i sobota była święta ale w niedziele trzeba już brać się do roboty. Naruto musiał załatwić szczepienie Kuramy, a potem odwiedzić swojego Ero-wujka, który w ogóle nie przejął się tym, że chłopak łamie zasady akademika i trzyma tam psa. Powiedział wręcz, że jest z niego dumny. No tak cały on. Ponieważ nigdy nie miał zbytniego zapału do nauki, często odwiedzał Ero-wujka by mu pomógł w tym. Jiraya był prawą ręką pani prezydent miasta Tsunade, z którą znał się jeszcze od czasów szkoły, to w takim razie nie było nic dziwnego w tym, że potrafił wszystko wytłumaczyć blondynowi lepiej niż nie jeden wykładowca. Oczywiście chłopak nie chodził do niego tylko na korki. Jiraya był dla niego jak ojciec, którego nie nigdy nie miał, jedyną rodziną i kochał go pomimo WIELU jego wad ( np. słabość do płci przeciwnej ).
Poza tym w akademiku nie było już tak cicho, gdy reszta jego mieszkańców wracała z domów. Jak to było tradycją grupa rozdzieliła się na dwa obozy i świętowała koniec weekendu. Dziewczyny na plotach, a chłopaki na mieście. Hinata nie miała na to ochoty i wykręciła się bólem głowy. Tym bardziej, że po raz pierwszy to ona może o czymś opowiedzieć, ale i tak wiedziała, że prędzej czy później Sakura-san z niej wszystko wyciągnie.

 ***



- Halo, ziemia do Naruto – Kiba machał mu ręką przed nosem.
- Co, co ?
- Teraz twoja kolej deklu – powiedział Sasuke wciskając mu kulą do ręki.
W tym tygodniu na miejsce spotkania wypadła kręglarnia. Jak zwykle nie udało się zebrać wszystkich, więc wybrali się tam w szóstkę: Naruto, Sasuke, Kiba, Shikamaru, Gaara i Lee.
Uzumaki miał właśnie wykonać rzut gdy znowu wyobraził sobie co by było gdyby wtedy nie usłyszał grzmotu. Tak się zachwiał, że kula od razu wpadła do rowu.
- Matko, ale oferma – rzekł Uchiha próbując zagłuszyć radosne krzyki Kiby – Shikamaru twoja kolej.
- To takie kłopotliwe – zgasił niedopałek i wziął kulę.
- Naruto – zwrócił się do niego Gaara – To do ciebie niepodobne.  Zawsze grasz z takim zapałem. Teraz powinieneś przeklinać za kiepski rzut, a ty taki spokojny. Gadaj o co chodzi.
- Nic no. Parę rzeczy nie daje mi spokoju to wszystko – „nie mogę przestać o niej myśleć”.
- Taa, ale jakich ? – powiedział Nara który też spaprał rzut i podszedł do tej dwójki.
W tym czasie podekscytowany Lee podchodził do swojego rzutu.
- A co mam się wam zwierzać ? Co my baby ? Nie ma o czym gadać.
- Chodzi o Hinatę ? – jednocześnie zapytali Shikamaru i Sasuke.
- Że co ? – zszokował się blondyn – a wy skąd…
- Czyli jednak – uśmiechnął się drwiąco Uchiha.
- Chyba nie jestem w temacie – powiedział czerwonowłosy.
- Widziałem wczoraj jak ją gdzieś ciągnął.
- A ja przedwczoraj jak szli razem po kampusie.
- Aha rozumiem. Czyli w końcu to zobaczyłeś ?
- Moment kiedy wy nas… co niby ja zobaczyłem ?
- Hej co jest ? – pozostała dwójka zostawiła ( i tak nudną ) grę i przyłączyła się do rozmowy. Reszta wtajemniczyła ich w sprawę pomimo sprzeciwu głównego zainteresowanego.
- To tłumaczy czemu ciągle siedzisz z głową w chmurach. Naruto-kun to wy teraz razem ? – spytał Lee.
- Co ? My wcale nie jesteśmy, eee to znaczy wczoraj omal ja…. A co ja będę się wam tłumaczył – zirytował się – O co chodzi z tym „zobaczeniem”. Męczycie mnie, a ja nic nie kapuję.
- Ona na ciebie leci ! – krzyknęła cała piątka naraz.
- Że niby co ? Wkręcacie mnie. To niemożliwe.
- Rany kretynie – rzekł Shikamaru i znów zapalił papierosa – jej rumieńce na twój widok nic ci nie mówią ?
- Nawet w podstawówce jak siedziałem z nią w ławce widziałem jak się na ciebie gapi – powiedział Kiba
- A to jak raz zemdlała bo omal na nią nie wpadłeś – dorzucił Lee.
- Plus nerwowe gesty – dodał Gaara.
- W dodatku to jedyna dziewczyna, która na mnie nie leci to też jasne, że ktoś inny jej w głowie – wtrącił arogancko Sasuke.
- Klasyczne zakochanie nieśmiałej dziewczynki – Nara zakończył wywód całej grupy.
Naruto lekko mówiąc „kopara opadła”. Nie wiedział co powiedzieć. Chyba po raz pierwszy w życiu.
- Tylko się teraz nie wymądrzaj jak ekspert od spraw sercowych tylko dlatego, że jako jedyny masz dziewczynę – rzucił Inuzuka w stronę Shikamaru, który od czterech miesięcy spotykał się z Temari.
- Cholera to takie upierdliwe – rzucił i się zaciągnął.
Reszta rozmów czy raczej sprzeczek nie była na Naruto ważna. Jeszcze jakiś czas temu Hinata była zwykłą przyjaciółką, a wystarczyło kilka dni by nie mógł przestać o niej myśleć. Chciał by dzień taki jak wczorajszy się powtórzył. Chciał być bliżej. Ale dlaczego dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę po tak długim czasie? Czemu wcześniej nie zauważył jak bardzo Hinata była urocza? Niestety pomimo starań, pytań zamiast ubywać przybywało. Czy to co mówią chłopaki to prawda ? Bo jeśli tak to ma odpowiedź na jedno ze swoich starych pytań. Ona nie zapisała się do dojo dla Sakury-czan. Ona to zrobiła dla niego.

sobota, 4 października 2014

Rozdział 3



- Co, co jest ? – zabrzmiał zaspany głos.
Naruto spojrzał w dół. Kołdra leżała na ziemi, a ruda bestia bezlitośnie ciągnęła go za nogawkę piżamy.
- Miłe powitanie. No już puść ! Wstaję już, wstaję ! Nie chce stracić kolejnych spodni – z lekkim ociąganiem podniósł się z łóżka i zerknął na zegar. Przeniósł zaskoczony wzrok na psa.
- Skąd wiedziałeś o której godzinie powinienem wstać ? Masz lepsze wyczucie czasu niż to ustrojstwo. Moment, czy ja rozmawiam z psem ? Odbija mi. – zwiesił głowę zażenowany.
Kurama w odpowiedzi szczeknął.
- Cicho idioto ! Ech, co ja z tobą zrobię ? Raczej cię tu nie zamknę. Będziesz musiał dnie spędzać na zewnątrz dopóki nie będzie zimy. Co potem pomyślimy. Może uciekniesz i będę miał spokój.
Pies cicho zaskamlał i położył łapę na kolanie swojego nowego pana.
- Nie, nie zrobisz tego – przybrała niepodobny do niego poważny i smutny ton – Samotność to jedna z najgorszych rzeczy na świecie. Wiem coś o tym – położył dłoń na jego łapie – Nie zostawię cię. Koniec z byciem zdanym sam na siebie. Nawet cię lubię. Super z ciebie budzik. – zażartował wracając do wesołego tonu.
Kurama cicho warknął.
- Przecież żartowałem.

***
Z ociąganiem wspinała się po schodach.  Przez noc utwierdziła się w swoim postanowieniu. Chce się zmienić, chce dać mu się poznać lecz… tak łatwo tylko się mówi. Wprowadzić słowa w czyn jest trudne. Może zbyt trudne dla niej. Ale musi spróbować.
Przez swoje rozmyślania nie zauważyła osoby na szczycie schodów. Zaskoczona jego widokiem zachwiała się do tyłu, ale przed upadkiem ze schodów uchronił ją mocny uchwyt na jej przegubie.
- Hinata ! Wszystko ok ? Musisz bardziej uważać.
-  Naruto-kun – pod wpływem jego zmartwionego spojrzenia zaczerwieniła się- Dziękuję. Mogło być źle. Zamyśliłam się – dodała z zawstydzeniem.
- Ważne, że nic się nie stało – wciąż trzymał rękę dziewczyny i przez chwile wcale nie chciał jej puścić. Za to Hinate pod wpływem dotyku chłopaka przeszedł dreszcz.
-  Właściwie to co tu … - nie dokończył bo zobaczył w drugiej ręce dziewczyny mały pakunek z jedzeniem. – Przyniosłaś to dla Kuramy, prawda ? – zapytał pewny odpowiedzi. Martwiła się o psiaka. To bardzo do niej podobne.
- No cóż, ja ...
- No to chodź – pociągnął ją lekko w stronę swojego pokoju nadal nie puszczając ręki. Czemu nie chce jej puścić? Później się zastanowi.
Na widok Hinaty pies wesoło zamerdał ogonem i rzucił się na nią omal jej nie przewracając. Choć mogła to też być reakcja na zapach jedzenia.
- No już, już – położyła jedzenie pod nosem psa, uklękła i z rozczuleniem głaskała go po głowie.
Rozejrzała się po pokoju. Pierwszy raz tu była. Porządek to tu na pewno nie panował. Niepościelone łóżko, kilka porozrzucanych ubrań na podłodze, trochę kurzu tu i tam. Ale po mimo tego czuła się w nim jak u siebie. Zupełne przeciwieństwo jej pokoju.
- O której kończysz wykłady ? – Naruto znów przyciągnął jej uwagę swym pytaniem.
- Dziś piątek więc wcześniej niż zwykle. Około 14.
- Ja też, ale Yamato-sensei czasem puszcza nasz wcześniej. Będę czekał na ciebie pod twoją salą, zgoda ?
- Dobrze – uśmiechnęła się mimowolnie. Spędzi razem z nim sama parę godzin – Chyba muszę już iść. Neji–nii san pewnie już czeka. – powiedziała powoli wstając z podłogi. – A ty ?
- Poczekam aż wszyscy wyjdą. Wtedy wyjdę razem z nim – rzekł rzucając ukradkowe spojrzenie na psa który skończył jeść. Ile on musiał przejść, że je z takim tempem i entuzjazmem ? Na pewno nie jedno.
- Tak w zasadzie to chciałam cię o coś zapytać Naruto-kun – powiedziała cicho, stojąc przy drzwiach.
- Huh ?
- Właściwie dlaczego chcesz utrzymać to w tajemnicy ? Inni na pewno to zrozumieją. Nie doniosą o nim.
- Nie mogę ryzykować – powiedział przybierając smutny ton.
To bardzo zaskoczyło Hyuge. Przez ostatnie lata prawie w ogóle nie widziała go smutnego.
- Lee, Sakura i Gaara pewnie by zrozumieli, ale reszta ? Neji ma świra na punkcie zasad. Ino nie lubi psów i będzie ciągle narzekać. Temari i Kankarou mogą to zrobić ze złośliwości nie wiedząc jakie to dla mnie ważne, a Sasuke… on może to jakoś wykorzystać. Ten cwaniak zawsze coś wymyśli.
Hinata musiała mu przyznać rację. Niechętnie, ale ona tez nie chciała ryzykować. Lubiła psiaka i przede wszystkim kochała jego właściciela. Ale czemu opieka nad psem jest aż taka ważna ?

***
- Hinata-sama.
- Co ? Co się stało ? – głos kuzyna wyrwał ją z zamyślenia.
- W ogóle nie słuchasz Kurenai-sensei. Skup się.
- Oczywiście, przepraszam.
Ale nie mogła się skupić była zbyt zdenerwowana, nawet pomimo porannego zwycięstwa. Rozmawiała z nim całkiem normalnie. To był chyba pierwszy raz gdy nie panikowała przy bezpośrednim kontakcie. Ale to było tylko parę minut. Teraz będzie parę godzin. Niby nic, ale nie dla niej. Jednak … słowa Sakury … ten dreszcz … jego dotyk … spojrzenie pełne zaufania … Nie, musi dać radę. 

***
Czekał ją na nią dobre 10 minut. Już powinna skończyć. Chyba uczy ją jakaś straszna piła.
W końcu z sali zaczęli wychodzić ludzie. Wśród nich dostrzegł Hinate. Chyba nie za dobrze czuje się w tłumie. Gdy go zobaczyła znów stała się czerwona, a kąciki ust lekko zadrgały. Ruszyła w jego stronę. Te niepewne kroki, rumieńce, krótkie włosy. Śliczna. Moment, że co ? O czym on myślał ? Skąd mu to do głowy przyszło ?
- Cześć.
- A, cześć. To co …
- Hinata –sama, wracamy ? – przerwał mu Neji.
- A co on, jej ochroniarz ? Chyba uczy się od Sasuke jak wyrastać spod ziemi – pomyślał zirytowany blondyn.
- Nie Neji–nii san. Musisz się spieszyć na autobus.
- Ale …
- Ja naprawdę nie mam ochoty na wizytę w domu. Pojadę następnym razem.
- To już któryś raz z rzędu. Twój ojciec nie będzie zadowolony.
- Pojadę za tydzień, obiecuję. Mam dużo nauki – rzekła nie patrząc kuzynowi w oczy.
- No dobrze. Do zobaczenia. Pozdrowię rodzinę. Żegnaj Naruto. – powiedział Neji patrząc na Uzumakiego nieco zdziwionym wzrokiem i odszedł.
- Dziwne – myślał Naruto – Czemu Hinata nie chce wracać do domu ?
W każdy weekend wszyscy mieszkańcy akademika wyjeżdżali z miasta do swoich rodzin. Zostawali tylko on i Sasuke, którzy mieli bliskich w mieście – pierwszy wujka Jiraye, a drugi brata Itachiego. Dlaczego nie zauważył, że od kilku tygodni Hinata nie wyjeżdżała z kuzynem ? Musiała cały czas siedzieć zamknięta w pokoju. Poczuł się winny, że nie zauważył.
- To co idziemy ? – spytał
- Tak
Smutek z powodu tego, że znów nie zobaczy rodziny zaczął znikać. Teraz ma ważniejsze sprawy na głowie. Nie czas na myślenie o przykrych rzeczach. Musi wziąć się w garść.
Oboje wyszli na zewnątrz.

***
- Shikamaru widzisz to ? – spytał Choji przerywając na chwilę jedzenie chipsów.
- Hę, co ? – znów zapatrzył się w chmury. Spojrzała w stronę gdzie patrzył jego przyjaciel. W oddali szli Naruto i Hinata. Rozmawiali o czymś.
- Chyba jeszcze nigdy nie widziałem tej dwójki samych – Choji znów zabrał się do jedzenia.
- Rzeczywiście niecodzienny widok – odpowiedział Nara i znów spojrzał w niebo – Czyżby ten głupek wreszcie zmądrzał ?
- Mówiłeś coś ?
- Nie, nic.

***
Hinata zaprowadziła go do najbliższego sklepu zoologicznego i starała się mu pomagać z wyborem rzeczy.
- Myć go i szczotkować ?! Przecież to będzie jak sport ekstremalny. Zginę jak nic. – mówił udając przerażenie.
- Niestety musisz – zaśmiała się cicho – Zaszczepić też go trzeba.
- Co, aa zaszczepić no tak – zdekoncentrował go śmiech dziewczyny. Nigdy go nie słyszał.
Dobrze, że z nim była. O zwierzętach wiedział tyle co o balecie, czyli nic.
Wybrali 2 miski, legowisko, szczotkę, szampon, karmę i pare gryzaków ( na to Naruto nie żałował kasy, lepiej one niż jego spodnie). Stali już w kolejce do kasy. Dziewczyna zastanawiała się jak zacząć temat. W końcu obiecała Sakurze-san, że go zapyta.
- Naruto-kun.
- Tak ?
- Te zajęcia taijutsu na które chodzisz – znów zaczęła się denerwować – czy one… to znaczy…
- Tak ?
- No bo … ach. Ja z Sakurą-san chcemy się zapisać – szybko wyrzuciła z siebie.
Naruto od dawna nie przeżył takiego szoku. Ta mała Hinatka chce się zapisać na zajęcia ze sztuki walki ? Ona ? Sakura-chan to jeszcze zrozumie, nieraz od niej oberwał, ale ona ? To zupełnie do niej nie pasuje. Otrzeźwił go dopiero głos kasjerki.
- 4500 jenów ( 139 zł ) pan płaci.
- Ile ?! Świetnie, zbankrutuje przez tego kundla – powiedział podając kasjerce pieniądze – Naprawdę tego chcesz ? – spojrzał na Hinate, która zmieszana spojrzała na swoje stopy.
- T..tak. Chciałam spytać o formalności i … i tak dalej – nie potrafiła oderwać wzroku od podłogi.
- Wiele ich nie ma. Zajęcia są od poniedziałku do czwartku o 16 – wziął siatki z zakupami i ruszył do drzwi, a dziewczyna za nim – jest kilka grup. Pewnie Sakura będzie chciała być w naszej wiadomo przez kogo – zaśmiał się wyobrażając sobie zirytowana minę Sasuke jak się o tym dowie – No i oczywiście trzeba trochę wpłacić, ale to raczej nie problem. Po prostu pójdziecie z nami w poniedziałek i wszystko wam pokażemy.
- Dobrze, dziękuję.
- Nie ma za co. – wciąż się zastanawiał czemu ktoś tak spokojny jak ona chce chodzić na tak nie pasujące do niej zajęcia. Może idzie tylko dla towarzystwa Sakury. Te dziewczyny nawet do toalety muszą iść razem.
Przeszli kawałek gdy zobaczyli biegnącego w ich stronę Kurame.
- Ojej jak on nas znalazł ? - spytała
- Nie wiem, ale ten psiak coraz bardziej mnie zadziwia.
Resztę drogi pokonali rozmawiając praktycznie o niczym. Właściwie dopiero wspominając te chwile nie mogli przypomnieć sobie dokładnie o czym. Tak miło spędzali czas.
W końcu doszli do akademika. Tak jak chłopak się spodziewał nikogo już w nim nie było, wszyscy wyjechali, a jego przyjaciel jak zwykle zamknął się w swojej twierdzy.
- Naprawdę ci dziękuję za pomoc.
- To nic takiego – odpowiedziała speszona, ale uśmiechnięta.
- Dobra, idę go zadomowić u siebie. Jakbym nie przeżył tego kąpania i szczotkowania to mój testament jest w szufladzie biurka. – zażartował i ruszył po schodach na górę – Do jutra – na pożegnanie wysłał jej swój firmowy uśmiech.
Za to Hinata postanowiła się przejść aby zebrać myśli.

***

Nie wiedziała ile czasu minęło ani gdzie w ogóle idzie. Wciąż jej myśli krążyły wokół dzisiejszego dnia. To już nie było małe zwycięstwo. To był duży sukces. Oczywiście nie mogła powstrzymać  szybkiego bicia serca, rumieńców i od czasu do czasu swojego nerwowego gestu, ale mimo wszystko, po raz pierwszy w życiu spędzili dłuższy czas we dwoje i normalnie rozmawiali. Było naprawdę miło. Otworzyła się. I nie było tak trudno jak myślała. Chyba naprawdę potrzebowała trochę brutalnej prawdy od przyjaciółki. To dodało jej trochę siły, ale po dzisiejszym czuła się silniejsza niż kiedykolwiek. A to wszystko dzięki jego uśmiechowi. Niesamowite uczucie.
- Ej szefowo, masz może trochę kasy na bułkę ? – pytanie wyrwało ją z zamyślenia.
Zagadał do niej jakaś obskurnie ubrana osoba. Najprawdopodobniej jakiś bezdomny. Przez kaptur ledwie potrafiła rozpoznać płeć. Widziała tylko szeroki i straszny uśmiech. Za nim pod budynkiem siedziało na ziemi dwóch podobnych ludzi. Rozejrzała się dookoła. Zaszła dalej niż myślała. Do, że tak można powiedzieć nieciekawej dzielnicy. Przeraziła się nie na żarty.
- Hej wy też widzicie jednorożce ? – zawołał jeden z dwójki na ziemi
- Ja…ja chyba coś widzę. Krystian to ty ?
Boże, to nie byli bezdomni czy pijacy tylko narkomani. Łatwo było poznać po zamglonym spojrzeniu.
- Nie, nie mam –krzyknęła i szybko zaczęła biec w przeciwną stronę. Biegła tak długo dopóki nie opuściła dzielnicy, potem już nie miała siły. Jakim cudem zaszła tak daleko ? Musi naprawdę uważać, bo prosi się o kłopoty. Najpierw schody, a teraz to. Zmęczona weszła do domu i poszła do kuchni czegoś się napić. Może te lekcje taijutsu to nie taki zły pomysł.

***
- No już po wszystkim ty cholero – skończył w końcu go szczotkować. Nie było tak źle jak myślał. Skończył tylko z dwoma lub trzema lekkimi ugryzieniami, a po myciu go był równie mokry jak i pies. Myślał, że będzie gorzej.
Zmęczony wziął prysznic i położył się do łóżka. Kurama natomiast zadomowił się w swoim nowym legowisku.
Długo nie mógł zasnąć. To był dzień pełen niespodzianek i pytań. Dlaczego nie chciał puścić jej ręki ? Było to miłe uczucie, ale czemu. Skąd wzięło się w jego głowie słowo „śliczna”? Jakim cudem po tylu latach znajomości dopiero dzisiaj usłyszał jej śmiech ? Dlaczego ona chce się uczyć walczyć ? Idzie tam by Sakura-chan nie była sama ? Nie umiał na te pytania odpowiedzieć. Jednakże było coś jeszcze co najbardziej nie dawało mu spokoju.
Dlaczego Hinata nie chce odwiedzić rodziny ?
Na myśl o tym, że spędziła kilka ostatnich weekendów sama w pokoju robiło mu się smutno i szczerze mówiąc wstyd, że nic nie widział. I on śmie się nazywać jej przyjacielem mimo że tak mało o niej wie? Zawsze miał ją za nieśmiałą, bojaźliwą i lekko dziwną i właśnie za to ją lubił. Lecz dziś zobaczył ją w nieco innym świetle. Musi naprawić swoje błędy by nie stracić tej przyjaźni. I chociaż nie znał odpowiedzi na żadne z powyższych pytań wiedział 2 rzeczy: musi poznać na nie odpowiedzi i na pewno nie pozwoli aby przez te dwa dni znów była sama. Z tą myślą zasnął.