:)

:)

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 27

(Od autorki) Najlepszego z okazji 3 maja ;) pomimo święta, rozdział jest.
Anonimowy/aleksandra - przejrzałam swoje wcześniejsze rozdziały. Owszem nie napisałam, że Minato był prezydentem, ale nie napisałam, że nim nie był. Trzymamy się wersji, że był. Polityk, to polityk, eee tam.
Paweł Szewczyk: Twoje słowa były mi potrzebne szybciej, niż się spodziewałam :) dziękuję, naprawdę. Twój komentarz bardzo podniósł mnie na duchu. Jeszcze raz dziękuję.
Niewierny Inkwizytor: Nie pamiętam, żebym ci dała karę, ale jak chcesz to ją odwieszam ;) Nie jestem pamiętliwa. Przyjmuję przeprosiny. Cieszę się, że nie próbowałeś mnie obrazić, ale przyznasz, że tak to brzmiało.

***



Coś na filmie przykuło jego uwagę. Podszedł do telewizora i cofnął film. Potem jeszcze raz. Niemożliwe, aby się mylił.
Nawet pomimo kiepskiej jakości filmu, nie można było nie zauważyć tego unikalnego błysku. Coś na szyi Namikaze Kushiny lśniło mocnym światłem. To nie było coś. To był naszyjnik, a dokładnie zawieszony na nim diamencik. Świecił się przez te wystrzelone fajerwerki.
Sasuke ani trochę nie znał się na kamieniach szlachetnych, ale łatwo się było domyślić, że tak wyszlifowanych kamieni, które w ten sposób załamują światło, musi być bardzo mało. Możliwe nawet, że to unikat. Coś tak pięknego i niezwykłego musi być jedyne w swoim rodzaju.
Ten film pochodził sprzed dwudziestu laty, a chłopak mógł przysiąść, że wie gdzie naszyjnik jest obecnie. Widział go zaledwie kilka miesięcy temu. To było niemożliwe, aby istniały dwa takie same naszyjniki, w ten sam sposób wyszlifowane i tak samo lśniące w świetle.
Naszyjnik z rąk Pani Namikaze przewędrował do rąk Hyugi Hinaty.
Doskonale pamiętał ten kryształek, na jej szyi, który przykuł jego wzrok. Spytał wtedy o niego. Co Naruto mu odpowiedział?
- To pamiątka rodzinna Ero-wujka. Po jakiejś ciotce, czy kogoś tam.
Wisiorek miał wcześniej Jiraiya. Skąd on go miał? Po śmierci państwa Namikaze, ich rzeczy powinna przejąć rodzina. Ero-wujek był z którymś z nich spokrewniony? A może to Naruto był… spokrewniony z Minato N.? Nie no owszem, mówił, że ci dwaj są podobni, ale nie mówił tego poważnie. Może po prostu zadzwoni do Uzumakiego i go o to spyta. Może istnieje jakieś inne, prostsze wytłumaczenie. Cholera, skąd ten Jiraiya wytrząsnął ten łańcuszek?
Natychmiast wyjął z kieszeni komórkę i wybrał numer Naruto. Nie odbierał. Później zadzwonił do Hinaty. Włączyła się sekretarka.
- Najpierw nikogo nie ma, teraz nikt nie odbiera. Co to ma być?
Trzecie połączenie zostało już odebrane.
- Sasuke ? – odezwał się głos Sakury.
- Hej, wiesz, gdzie jest Naruto? Muszę z nim pogadać.
- Tylko, że wiesz…Powinnam ci powiedzieć wcześniej, ale nie chciałam cię budzić i…
- Powiedzieć mi co?
- Naruto zaginął. Właśnie chcieliśmy iść na policję. Niedługo minie doba i…
Uchiha nie słuchał już. Rozłączył się. Czuł się jak człowiek, który został porażony przez piorun. Naruto zaginął? On? Nie ma go od prawie doby?
Usiadł na krześle i znowu zaczął dedukować. Naruto nie jest osobą, która ot tak znika bez słowa. Uchiha owszem jest, ale nie ten głąb. Miał wypadek? Nie, już dawno byłoby to wiadome. Poza tym Sakura z resztą sprawdzili już pewnie wszystkie szpitale. Ktoś go napadł? Taa jasne! Wtedy to napastnikowi coś by się stało, a nie blondynowi. No to co się mogło stać? Gdyby przyłożyli mu lufę do skroni to rozumie, ale…
Poderwał gwałtownie głowę i znów spojrzał na ekran telewizora. Jeśli wszystko zebrać do kupy, to sprawa nabiera sensu. Polityka prowadzona przez Namikaze…walka z przestępczością zorganizowaną…pożar w domu rodziny prezydenckiej, który nawiasem mówiąc teraz wydaję się być podejrzany…sprawa naszyjnika…zniknięcie, albo raczej porwanie Naruto…to dziwne podobieństwo.
- Słyszałem, że niedługo szykuje się coś grubszego. Szef chce załatwić jakąś grubszą rybę.
Słowa Suigetsu potwierdzały jego teorię. Gruba ryba, co?
Jeszcze kilka dni temu by w to nie uwierzył, ale po sprawie Itachiego, jest w stanie uwierzyć we wszystko. Nawet w to, że Naruto jest krewnym… synem Minato Namikaze i teraz pewien szef mafii chce go zabić w ramach zemsty, za to co narobił jego tatuś. Wszystko wówczas składa się w logiczną całość. Logiczną, ale nieprawdopodobną.
Nie to głupie. Nawet jeżeli to prawda, to jak oni go znaleźli? Po 20 latach…
- Orochimaru-sama kazał mi przekazać ci swoje najszczersze podziękowania.
- Za co on mi dziękował? – powiedział do siebie, ale w głębi ducha znał już odpowiedź.
Prześwietlili go wcześniej…w jego życiorysie powtarza się kilka nazwisk…a wśród nich jest…
- O czym ja myślę? Nazwiska są inne. Skąd mogliby wiedzieć, że to właśnie on?
Siedział chwilkę z założonymi rękami, aż w końcu wpadł na mały pomysł. W archiwum znajdowały się stare gazety, roczniki. Może w którymś z nich będzie to napisane. Rzucił się w stronę półek i zaczął przeglądać gazety, które miały daty wydań starsze od daty powstania tego filmu, który wciąż tkwił w odtwarzaczu. Nie przeglądał całych gazet. Tylko rubryki z informacjami o ślubach.
Im dłużej mu to schodziło, tym bardziej przestawał wierzyć w to co niby odkrył. Przecież to było absurdalne. W dodatku wysuwa wnioski z czyjś słów i z głupiego błysku diamencika. Po prostu zbyt długo pracował u gangsterki i tylko to mu w głowie. Na to, że Naruto zniknął może być wiele wyjaśnień. Choć w tym momencie nie bardzo mógł na jakieś wpaść.
Zamierzał się już poddać, kiedy nagle zauważył ogłoszenie, którego szukał. Ogłoszenie o zaślubinach Namikaze Minato i Uzumaki Kushiny.
„Potrzebujesz więcej dowodów?” odezwał się złośliwy głosik w jego głowie.
Niemożliwe. Niemożliwe. Niemożliwe. A jednak.
Naruto synem największego wroga wszystkich gangsterów tego miasta. Ta gazeta, naszyjnik i podobieństwo są dowodami. A teraz go mają. Chcą dokonać zemsty, zupełnie jak on. Na to ma dowód w postaci tego zniknięcia oraz słów Suigetsu i Kabuto.
- Zrobiłeś i to dużo. I za to należą ci się podziękowania.
Sasuke zacisnął zęby. Wydał najlepszego przyjaciela. Może i niechcący, ale to było nieważne. Przez niego, przez jego postępowanie, blondynowi grozi niebezpieczeństwo.
Tego już było za dużo. Poderwał się na równe nogi i złapał za najbliższe krzesło. Z furią rzucił nim w przeciwległe okno. Hałas roztrzaskującego się szkła nie dochodził do uszu Uchihy. Nie słyszał nic, żadna rzecz nie była teraz ważna. Poza wściekłością kipiącą w jego ciele.
Wyskoczył przez dziurę w zbitym oknie. Był na parterze, więc nie był to żaden wyczyn, ale na pewno szybszy sposób niż szukanie drzwi wyjściowych, a nie było już czasu do stracenia. Puścił się biegiem w stronę parkingu. Gdzieś tam w tyłu stłuczone okno włączyło alarm, ale nie przejmował się zbytnio. Wsiadł na swój motor i odjechał z piskiem opon.
Kilkanaście minut później, Sasuke był w swoim pokoju. Ładował nowy magazynek do pistoletu. Nie chciał, aby zabrakło mu naboi. Był już spokojny. Musiał się zgodzić ze zdaniem Itachiego. Jeśli będzie wściekły, źle oceni sytuację i przegra. Tak jak poprzednio. Ale tym razem nie może sobie na to pozwolić.

***

- Proszę, zjedz coś.
Hinata podsuwała Kuramie pod nos pełną miskę, ale pies nie chciał niczego tknąć od rana. Był dziwnie osowiały i ciągle leżał zwinięty w kłębek. Zupełnie jak nie on.
- Ach, w sumie…- dziewczyna westchnęła cicho – Ja też nie jestem głodna.
Hinata próbowała zastosować się do poleceń Sakury, ale nic nie chciało przejść jej przez gardło. Zjadła 2 jogurty, ale tylko dlatego, aby nie zemdleć z niedoboru pożywienia.
Chociaż teraz utrata przytomności, wydawała się odległym ukojeniem, którego potrzebowała. Mieszanka strachu i bólu była nie do zniesienia. Czuła, że stało się coś złego. Po prostu to wiedziała, całą sobą i to było przerażające.
Siedziała, skulona na podłodze w kuchni, oparta o szafki. Była mocno rozdarta. Z jednej strony chciała tam zostać, ale z drugiej chciała wyjść, robić coś, cokolwiek. Ale co? Przyjaciele, pewnie się już wszystkim zajęli i nie było żadnych wiadomości. To co ona może zrobić?
W końcu wstała z podłogi i przeszła się po mieszkaniu. Chyba po raz 100 dzisiaj. Zerknęła na ramkę, stojącą na półce w salonie. W środku było zdjęcie, przedstawiające ją i Naruto na przyjęciu. Pamiętała jego reakcje, gdy zobaczył tą ramkę.
- Weź, czemu mi to robisz?! – jęczał jak dziecko, któremu kazano iść za karę do kąta.
- Kiedy nie wyglądasz jak kretyn. Wręcz przeciwnie. Bardzo dojrzale.
- No właśnie dlatego tego nie wolno nikomu pokazywać!
Kącik ust Hyugi, mimowolnie podniósł się chwilkę do góry, ale tylko na kilka sekund. Później znowu opadł, kiedy umysł wrócił do okrutnej rzeczywistości.
- Jak mam cię znaleźć? – zacisnęła pięści, ale nie ze złości. Z bezsilności – Skoro nie wiem, gdzie cię szukać.

***

Naruto nareszcie poczuł, po tylu godzinach, że ten pieprzony sznur na rękach zaczął się rozluźniać. Chłopak spędził mnóstwo czasu, kręcąc się na krześle we wszystkie strony, aby uwolnić chociaż ręce. Dzięki temu wierceniu, dodatkowo jego ciało przestało być takie zdrętwiałe.
Wiedział jednak, że pozbycie się sznura niewiele mu da. Nawet jeśli uwolni ręce, nie ma sposobu na pozbycie się kajdanek z nóg. A ponieważ krzesło jest przytwierdzone do podłogi, ucieczka z tego domu wciąż będzie niemożliwa.
Zresztą prawdopodobnie, taki sposób unieruchamiania jest celowy. Mieli wolne pary kajdanek, ale woleli założyć mu je na nogi, a nie na ręce. Sytuacja wyglądałaby by inaczej, gdyby było na odwrót. Wtenczas po uwolnieniu nóg ze sznura, ofiara może uciec. Z kajdankami na rękach owszem, ale mogłaby się ruszać. A tak…jest zdany na czyjąś łaskę.
W ciągu całego dnia, w którym jego jedynym zajęciem było uwalnianie rąk, wydarzyły się jedynie dwie rzeczy.
Pierwszą była wizyta. Niedługo po odzyskaniu przytomności, do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Ciemny typ, w każdym razie. I strasznie gruby. Podszedł do więźnia i podsunął mu butelkę wody.
- Pij – rozkazał.
Uzumaki wahał się przez chwilę, ale stwierdził, że jest mu to potrzebne. Nie otrują go w końcu, ma przeżyć do wieczora. Kiedy wziął pierwszy łyk, dopiero wówczas spostrzegł jak bardzo był spragniony. Wypił całą zawartość butelki.
Grubas odwrócił się z zamiarem wyjścia.
- Czekaj – zatrzymał go. Ma szansę, małą, ale jednak, aby się czegoś dowiedzieć – Dlaczego tu jestem? – to była najistotniejsza kwestia. To gdzie jest, ani kto go porwał niewiele mu powie.
- Pojęcia nie mam. Choć chciałbym się dowiedzieć.
- Że co?! Nie kłam, musisz wiedzieć!
- Nie bądź taki pyskaty, albo oberwiesz – rzekł mężczyzna z groźbą w głosie i wskazał na wybrzuszenie pod swoją kurtką.
- Co ty, pokazujesz mi, że dziwacznie utyłeś?
Żyłka na czole grubasa zaczęła lekko pulsować, ale gość się opanował i wyszedł. Wiedział, że jeśli coś teraz zrobi temu blondaskowi, to oberwie 5 razy mocniej niż on.
Drugi incydent wydarzył się dwie godziny później, po wizycie grubasa. To było wtedy, gdy Naruto zaczął tracić siły. Nie miał pojęcia gdzie jest, co tu robi, co się stanie wieczorem, ani jak się uwolnić. Ta niewiedza była nie do zniesienia.
 Przestał wierzgać i rozejrzał się po pokoju. Całkowicie pusty. Jedynie cztery, odrapane ściany. Albo nie. Coś jednak tu było. Chłopak zobaczył, że w kącie leży jakiś przedmiot. Był mały, w kształcie długiego walca. Gdyby Uzumaki nie obejrzał w przeszłości kilku filmów sensacyjnych, nie wiedziałby co to był za przedmiot.
To musiała być łuska po kuli.
Chłopakowi przyśpieszył oddech. Ktoś tu strzelał i nie posprzątał łuski. Ale na ścianach nie było żadnych śladów po pociskach, to znaczy, że strzelono do…kogoś.
Uświadomienie sobie tego, dało Naruto kilka rzeczy. Po pierwsze odzyskał siły i znowu zaczął wierzgać i próbować zerwać linę. Po drugie zrozumiał, że jego sytuacja nie jest zła. Jest tragiczna! A po trzecie nareszcie skapował o co chodziło temu tłustemu dziadowi. Może i wyszedł na głupka, ale tamten też nie popisał się inteligencją pokazując mu, gdzie ten chowa broń.
Teraz czuł, że ten cały wysiłek nie poszedł na marne. Wiedział, że wystarczy kilka szarpnięć i więzy na rękach całkowicie puszczą. Nie osiągnął tego za darmo. Miał pełno bolesnych zadrapań na nadgarstkach. Nie widział ich, ale czuł je przez ostatnie godziny, gdy próbował się uwolnić. I nareszcie osiągnął cel.
Ale skoro tak, to co dalej? Wciąż jest unieruchomiony. Na szczęście miał czas, aby przemyśleć parę rzeczy i miał już plan jak się pozbyć tych kajdanek.
Musiał jedynie poczekać, aż nadejdzie odpowiedni moment.

***

Może i Karin to głupia i wnerwiająca dziewucha, ale czasami jest cholernie przydatna. Wystarczyło jej pół godziny, aby znaleźć adresy wszystkich miejsc, w których ich organizacja wykonuje wyroki lub przetrzymuje zakładników. Było ich więcej niż Sasuke przypuszczał, ale i tak musiał przeszukać je wszystkie.
Na razie załatwił dwa miejsca na liście. W żadnym z nich nie było ani śladu po Naruto. Byli natomiast inni ludzie. Na szczęście dawali mu spokój od razu, gdy powiedział magiczne słowo.
„Uchiha”
Od razu truchleli i pozwalali mu przeszukać wszystkie pomieszczenia. I kto by pomyślał, że działalność Itachiego, może mu być w tej chwili tak pomocna?
Nie ma czasu, trzeba szukać dalej. Zegar tyka.

***

Zbliżał się wieczór, a Naruto wciąż czekał. Zaczął się niecierpliwić. Aby jego plan zadziałał, ten grubas musiał tu wrócić, a czasu jest coraz mniej.
Zaczął się denerwować, że nikt tu już nie przyjdzie i będzie tu siedział do śmierci. Dosłownie. Ale na szczęście, modlitwy zostały wysłuchane.
Na zewnątrz robiło się już ciemno, gdy do pokoju wszedł grubas. Uzumaki chciał wręcz zawyć ze szczęścia. Teraz wystarczy wszystko odpowiednio rozegrać.
Facet miał w dłoni tym razem kromkę chleba, a w drugiej talerz z okruchami. Sukinsyn sam wszystko zjadł, a jemu zostawił 1 kromkę!
- Zjesz to? – spytał mężczyzna, jakby od niechcenia.
„Za mało ci w dupie?!”
- Chciałbym – odpowiedział spokojnie. Tamten westchnął, rozczarowany odpowiedzią zakładnika i zaczął iść w jego stronę.
„Tak, właśnie tak! Chodź tutaj! Podejdź bliżej”
Grubas stał już nad nim, tak że Naruto mógł zobaczyć białka jego oczu.
„Chłopie, myjesz ty się, czasami?”
- Jedz – znów wydał prosty rozkaz, wpychając mu chleb do ust.
Uzumaki uznał, że mężczyzna jest wystarczająco blisko. Mocnym szarpnięciem rozerwał resztki więzów. Miał wolne ręce. Zanim grubas się zorientował co się dzieje, chłopak poderwał się z krzesła i z całej siły uderzył głową w głowę mężczyzny. Tamten stracił równowagę i zaczął się chwiać do tyłu.
„Szybko” – mimo bólu w czaszce Naruto z całej siły próbował się skoncentrować – „Tam, po mojej prawej! Tam jest…”
Błyskawicznie włożył rękę pod rozpiętą kurtkę mężczyzny. Tam, gdzie tamten wcześniej pokazywał i dobył jego broń. Była trochę ciężka.
Głowa bolała go jak diabli, ale dla zdobycia tej zabawki, było warto. Pierwszy raz, od wielu godzin stał. Co prawda nie mógł się ruszyć, ale i tak miał na twarzy triumfujący uśmiech. Nawet pomimo strużki krwi, która pociekła mu na nos.
- Ty… - grubas nie dokończył, ponieważ zobaczył wycelowaną w niego lufę.
Blondyn nie bardzo wiedział się jak się posługiwać pistoletem, ale był on jego jedyną szansą na ratunek, więc trzymał go kurczowo.
- Daj klucz do kajdanek. Szybko, bo mogę strzelić przez przypadek – naprawdę tak może się stać.
Mężczyzna, po chwili zastanowieniu, niechętnie sięgnął do kieszeni i rzucił chłopakowi małe kluczyki.
Naruto usiadł i zaczął się męczyć ze zdejmowaniem kajdanek i jednocześnie miał swojego porywacza na oku. Pozbył się pierwszych kajdanek. Potem skupił się na tych drugich.
- Nie podaruję ci, ty skurwysynu!
Uzumaki podniósł głowę i zobaczył jak grubas rzuca się na niego ze składanym nożem w ręce. Skąd wziął nóż? Musiał go mieć schowany w innej kieszeni.
Zadziałał instynkt samozachowawczy. Chłopak podniósł broń i wycelował w napastnika.
„Nie!!! Nie mogę go zabić!”
Skierował pistolet niżej i …strzelił.
Nóż wypadł mężczyźnie z ręki. Upadł na ziemię z głośnym krzykiem. Złapał za swoje udo, które mocno krwawiło. Darł się w niebo głosy.
Udało się. Nie zabił go. Unieruchomił, strzelając mu w nogę. Ale inni na pewno słyszeli strzał. A jak nie, to słyszą teraz te wrzaski. Może nie mieć już szans na ucieczkę, ale musi próbować.
Pozbył się drugich kajdanek. Był wolny.
Ale…nagle poczuł coś przeciśniętego do tyłu jego głowy. Syknął z bólu, bo była tam rana po uderzeniu, jakie dostał wczorajszej nocy.
- Ktoś tu się rozbrykał. Rzuć te zabaweczkę.
Naruto odrzucił broń, po czym powoli odwrócił się w stronę swojego napastnika. Zadrżał, gdy napotkał spojrzenie zimnych oczu węża.

***

Motocykl jechał z niezwykłą szybkością. Reflektory rozświetlały drogę. Gdyby nie one nic nie byłoby widać w tej ciemności. Tym razem Uchiha miał sprawdzić dom, mieszczący się na skraju lasu. Gdzieś na północ od miasta.
Konoha była metropolią, ale z każdej strony była otoczona przez las. Właśnie stąd miasto wzięło swoją nazwę.
W końcu, gdzieś w oddali, Sasuke dojrzał światło.  Przez zbyt szybką prędkość pojazdu, już teraz musiał zacząć hamować. Zatrzymał się idealnie pod domem. Chociaż bardziej przypominało to piętrową chatkę.
Rzucił motor na ziemię i pobiegł w stronę domu. Nacisnął klamkę, było otwarte. W środku zastał trójkę ludzi, dwóch mężczyzn i kobietę, którzy utkwili wzrok w nowo przybyłym. Uchiha ich zignorował i ruszył w stronę schodów.
Ciemno-skóry mężczyzna zatarasował mu drogę.
- A ty kto…
- Uchiha – Sasuke wymówił „magiczne słowo”
Facet był lekko mówiąc zdziwiony, ale się odsunął. Chłopak pobiegł schodami na górę. Tam zatrzymał się zszokowany, gdy zobaczył grubego mężczyznę czołgającego się na podłodze. Zostawiał za sobą smugę krwi, która prowadziła, aż do uchylonych drzwi na końcu korytarza.
Chłopak wolnym krokiem zaczął zmierzać w ich stronę. Jęczącego z bólu, mężczyznę całkowicie zignorował.

***

Nie…To nie były oczy węża, tylko mężczyzny. Wysokiego, w średnim wieku. Miał długie, czarne włosy. Uśmiechał się, z dziwnym triumfem.
Naruto cofnął się nieznacznie. Nie poradził, że coś w postawie, tego faceta przypominało mu węża. Gość stał nad nim i celował w jego czoło.
- Szefie…- stęknął błagalnie grubas na ziemi, jakby prosił o pomoc.
- Jirobo…spieprzaj stąd, jeśli łaska – zimny, zachrypnięty głos wydał rozkaz.
Trzeba było poczekać kilka minut zanim, mężczyzna zdołał się wyczołgać z pokoju.
- Nasza gościnność ci się nie spodobała, Naruto-kun? – spytał „szef”, kiedy w pokoju znajdowały się już tylko dwie osoby.
- Nie…Nie bardzo – blondyn nie mógł zebrać myśli. Gapił się bezmyślnie w lufę pistoletu. Jednak jego uszu i tak doszedł dźwięk silnika na zewnątrz. Ktoś tu przyjechał?
- Kto by pomyślał? Nadal trudno mi uwierzyć, że tu jesteś – rzekł mężczyzna po chwili milczenia.
- No właśnie…Dlaczego tu jestem? – pytanie to zadawał sobie tyle razy, że wypowiedzenie go na głos było mimowolne.
- Dlaczego? – w korytarzu rozległy się kroki – Ponieważ…- nie dokończył, gdyż uchylone drzwi się rozwarły i do pomieszczenia wpadł…
- Sasuke! – krzyknął zaskoczony Uzumaki. Jego widoku najmniej się w tym momencie spodziewał.
- No proszę. Nie spodziewałem się ciebie, Sasuke-kun – syknął mężczyzna.
„To oni się znają?”
- Orochimaru! – powiedział Uchiha – Po co…
- Co ty tu u diabła robisz?! – blondyn, na podłodze nie mógł się powstrzymać, aby tego nie krzyknąć.
- Jest moim podwładnym – wyjaśnił Orochimaru – Chciałeś wiedzieć, czemu tu jesteś. Otóż dzięki niemu. Wydał mi ciebie.
Sasuke nie zaprzeczył. Do Naruto nie chciał dotrzeć sens tych słów. Kręcił mechanicznie głową, nie chcąc w to uwierzyć.
- To cudowne uczucie – kontynuował mężczyzna, nie przejmując się stojącym w drzwiach, trzęsącym się ze złości Uchihą – Gdy patrzę na ciebie, Naruto-kun, mam wrażenie, że patrzę na Minato. Że to w niego celuję – przesunął palec na spust broni – Że zabijam jego, a nie jego syna.
Blondyn zamknął oczy.
Widział przed sobą plecy Hinaty. Nagle ona obróciła się i mógł zobaczyć jej piękny uśmiech, mówiący "wszystko będzie dobrze". Niewidzialny wiatr rozwiał jej krótkie włosy.
- Naruto-kun – jego imię w jej ustach, brzmiało tak pieszczotliwie.
„Dziwne. Myślałem, że w ostatnich chwilach życia przez oczami staje całe życie, a nie…chociaż w sumie cieszę się, że ją widzę”
Rozległy się strzały.

***

Było już ciemno na zewnątrz. Wokół nie było żywej duszy. Była jedynie Hinata siedząca na huśtawce na pustym placu zabaw i rudy pies u jej stóp.
Dziewczyna nie mogła wytrzymać w czterech ścianach, więc poszła na spacer, który skończył się właśnie tutaj. Nie huśtała się, po prostu siedziała i rozmyślała. Grzywka opadała jej na oczy. Nowe łzy zebrały się pod oczami.
Rozległy się strzały.
Kurama zerwał się z miejsca i zaczął ciągnąć swoją panią za nogawkę spodni.
- Hej, co ty robisz?
Pies puścił nogawkę. Skakał wokół huśtawki, jakby dostał wścieklizny i głośno szczekał. Pobiegł w stronę wyjścia z placu. Odwrócił się na moment, szczeknął na Hinatę, jakby chciał ją popędzić i znów zaczął biec.
Hyuga siedziała nieruchomo, zaskoczona swoim tokiem rozumowania.  Pamiętała jak kiedyś Kiba złamał nogę, a jego pies Akamaru od razu to wyczuł i pobiegł do swojego pana. Niemożliwe, aby i tym razem…
„Nawet jeśli Kurama wie, gdzie jest Naruto, to co zrobisz?” – głos w jej głowie mówił wyraźnie – „Jesteś beznadziejna. Potrafisz jedynie leżeć i płakać. Udowodniłaś już to. Twój chłopak znika, a ty zamiast go szukać ryczysz. To takie to ciebie podobne. Zrób tak i teraz. Na pewno pies, będzie bardziej mu pomocny niż ty…
- ZAMKNIJ SIĘ” – to był inny głos. Jej, pewny siebie głos.
Potrząsnęła głową, jej łzy rozprysły się. Zerwała się z huśtawki i zaczęła biec. Jednym susem przeskoczyła metalowe ogrodzenie placu.
- Kurama, zaczekaj!
Pies zatrzymał się, gdy zobaczył, że dziewczyna za nim biegnie. Kiwnął głową, z aprobatą, albo nawet z pochwałą i znów ruszył przed siebie.
Hinata nie czuła wahania. Wiedziała dobrze co robi. Z niezachwianą determinacją biegła za rudym psiskiem, czując, głęboko w sercu, że…niedługo go zobaczy. Pomoże mu i nigdy więcej nie da mu odejść.
Nigdy więcej!
Kurama i Hinata zmierzali w stronę północy.

***

Rozległy się strzały.
Naruto wciąż miał zamknięte oczy. Nic nie poczuł. Żadnego bólu, ani nic. Otworzył niepewnie oczy i zdążył dojrzeć jak Orochimaru pada na ziemię. Martwy.
Chłopak patrzył na dziurę w jego głowie, a potem na Sasuke z pistoletem w wyciągniętej dłoni. Z lufy trochę dymiło.
- Za…zabiłeś go – Uzumaki nie mówił tego oskarżycielsko, bardziej próbował się upewnić, czy to prawda.
Znieruchomieli w swoich pozycjach na kilka sekund. W końcu Uchiha odzyskał głos.
- Musimy stąd spierdalać i to szybko.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 26

(Od autorki) Dobra, dostaję coraz więcej gróźb i boję się o swoje życie ;) Ale piszę dalej, czyli co ? Odważna ze mnie babka :P A tak w ogóle, stwierdziłam 2 rzeczy, kiedy przeczytałam 1 rozdział tej mini serii o Naruto Gaiden. Sasuke to totalny skurwysyn (inaczej się nie da tego nazwać), a Sakura to masochistka. Ta kobieta nie ma do siebie szacunku, serio.

***



- Co…co się stało ?
Hinata rozejrzała się po salonie, spanikowana. Przez chwilę zastanawiała się, co ją obudziło. Zły sen? Raczej nie, nic nie pamięta. Hałas? To możliwe.
Wstała z kanapy i przeszła się po mieszkaniu, zaglądając w każdy kąt. Niczego, ani nikogo nie znalazła, a jednak niepokój pozostał. Sprawdziła czy drzwi, aby na pewno są dobrze zamknięte. Tą samą czynność powtórzyła ze wszystkimi oknami, pomimo, że mieszkała na ostatnim piętrze.
Staranne upewnienie się, czy nikogo nie ma w mieszkaniu, nie na wiele się zdało. Poszła do łazienki, by przemyć twarz zimną wodą, w nadziei, że to uspokoi jej nerwy. Zerknęła na swoje odbicie w lustrze, nad umywalką. Pod jej spuchniętymi i czerwonymi oczami były wory, jakby nie spała od kilku dniu. Jej włosy zaczynały być lekko tłuste. W dodatku ta jej bladość. Wyglądała jak chodzący trup i tak się czuła. Tylko kilka godzin i taka zmiana w człowieku.
Poczuła lekkie zawroty głowy, więc wyszła z łazienki, poszła do salonu i położyła się z powrotem na kanapie. Okryła się kocem i zwinęła w kłębek. Nie mogła spać w swoim łóżku. Już próbowała i wciąż czuła ten zapach…jego zapach.
Zacisnęła mocno powieki, modląc się, aby sen szybko przyszedł. Tylko podczas snu mogła się uwolnić od tego bólu i uczucia samotności. Tak silnej, że aż nie do zniesienia. Pragnienie poczucia chwilowej ulgi, w końcu pozwoliło jej zasnąć.
Nie wiedziała jedynie, że nie tylko ona poczuła ten dziwny niepokój. Kurama, który korzystał z nieobecności właścicieli i spał na ich łóżku, obudził się w tym samym momencie co jego pani i krążył po sypialni. Skamlał cicho, chodząc w kółko. Jakby szukał sposobu na to by się wydostać z klatki.

***

Sasuke przez całą noc chodził po ulicach miasta. Najdziwniejsze, było to, że nie zdawał sobie sprawy z upływu czasu. Dopiero, gdy zaczęło świtać zdziwił się, że potrzebował aż tyle czasu by uporządkować w głowie wszystkie sprawy.
Przeszedł całą Konohę chyba wzdłuż i wszerz. Nikt go nie zaczepił, ani nie próbował okraść. Zupełnie jakby nad jego głową świecił neon o treści: Nie podchodzić, bo w pysk!
Można powiedzieć, że zatoczył koło, ponieważ i tak musiał wrócić pod swój stary dom. Zostawił tam swój motor. Lecz zamiast nim pojechać, po prostu poprowadził go w stronę akademika. Kiedy go zaparkował i wszedł do środka, tak jak się spodziewał, poczuł że znalazł się w nierzeczywistym świecie. Wszystko tu było takie znajome, dobre…a jednocześnie obce. Może dlatego, że nie czuł się już sobą.
Poszedł na górę, do swojego pokoju. Wąż w terrarium zasyczał na jego widok. Widząc swoje łóżko, Uchiha poczuł skutki całonocnego spaceru. Nie zawracał sobie głowy tym, by się przebrać. Zasnął kamiennym snem, gdy tylko jego ciało dotknęło materaca.
Półtorej godziny później Sakura, gwałtownym ruchem otworzyła drzwi jego pokoju.
- Sasuke, nie widziałeś… - urwała, kiedy zobaczyła, że ten wciąż śpi. Zaskoczyło ją jednak, że we wczorajszym ubraniu.
Podeszła do jego łóżka, przykucnęła i dotknęła jego włosów. Nie poruszył się pod wpływem jej dotyku, choć zwykle miał lekki sen. Głaszcząc go po głowie, dziewczyna wyczuła na niej guza. Musiał bardzo mocno nią w coś uderzyć.
- Boże, co ty robiłeś ?
Jest poobijany i wyczerpany, a ona nie wie dlaczego? Ani co się w ogóle stało?
Wstała z klęczek i przykryła chłopaka kocem. Pod kołdrą byłoby mu za gorąco. Potem delikatnie dotknęła wargami jego czoła.
- Przepraszam – wyszeptała – Zrobię coś byś zrozumiał, że jestem z tobą. Nie ważne w co się wpakowałeś.
Wyszła z pokoju, posyłając Sasuke jeszcze jedno, współczujące spojrzenie.

***

Hinate obudził dzwonek do drzwi. Na początku nie chciała ich otwierać, ale pomyślała, że nie może się tutaj chować do końca życia. Niewiele się zastanawiając, wstała i poszła je otworzyć. Nie zerknęła nawet przez wizjer.
Na progu stała uśmiechnięta Sakura. Jej wesoła mina, zmieniła się w zatroskaną, gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej przyjaciółka.
- Cześć Hi… O matko – przyłożyła swoją rękę do czoła Hyugi – Co ci się stało? Jesteś chora?
Hinata zadrżała. Nie z zimna, lecz co ciekawe, ze złości. Szybkim ruchem, odtrąciła rękę przyjaciółki, wprawiając ją w zdumienie.
- Hinata? – rzuciła Haruno, w osłupieniu.
- Po co przyszłaś? – spytała dziewczyna, niby zdawkowo, a jednak z nutą wrogości. Grzywka opadała jej nieco na oczy. Dzięki temu granatowo-włosa mogła, w miarę możliwości, ukryć swoje emocje.
- Ja… - dziewczyna była mocno zdezorientowana, tak niecodziennym zachowaniem przyjaciółki – To znaczy… Niedługo zaczynają się wykłady i… chciałam o czymś porozmawiać z Naruto, więc pomyślałam…
- Jego tu nie ma, a ja na żadne zajęcia nie idę. Wyjdź – odwróciła się plecami do Sakury i zostawiła ją samą w przedpokoju. Haruno dopiero po chwili się otrząsnęła i pobiegła do salonu za Hyugą.
- Moment, co znaczy, że nie idziesz? – Sakura zauważyła wtedy rozłożone posłanie na dużej, białej kanapie – Co to, spałaś tu?
- Tak. Możesz już wyjść?
- Nie – różowo-włosa podeszła do okien i rozsunęła rolety – Tak lepiej. Było tu ciemno jak w grobie A teraz – zaczęła popychać Hinate w stronę łazienki – Idź się umyj, a potem pogadamy.
- Możesz mnie nie dotykać! – dziewczyna ponownie ją odepchnęła. Przez ten gwałtowny ruch, grzywka Hinaty rozwiała się i Haruno mogła zobaczyć jej spojrzenie. Z wrażenia wstrząsnął ją dreszcz. Białe oczy iskrzyły złością, wyrzutem i niczym więcej. Ale jednocześnie były pozbawione blasku, zupełnie jakby uszło z nich życie. Były takie matowe…i smutne.
„Co…Do licha co mogło ją doprowadzić do takiego stanu?”
- Dobrze – odrzekła spokojnie, odsuwając się od Hyugi – Nie dotknę cię, ale masz mi wszystko powiedzieć. Czemu Naruto tu nie ma?
- Był, ale go nie wpuściłam – powiedziała Hinata, a raczej mruknęła.
- Dlaczego? Przecież byliście wczoraj umówieni. Czekałam z nim na ciebie i…
- Jak możesz pytać?! – Sakura aż podskoczyła na ten niespodziewany wybuch. Rozdrażnienie zaczęło jej się udzielać.
- Pytam, bo nie rozumiem! Jaki był niby powód, aby…
- Widziałam – przerwała jej wpół zdania – Widziałam jak na mnie czekaliście – Hinata położyła nacisk na słowo „jak”. Haruno jednak nic z tego nie zrozumiała i zamrugała szybko powiekami.
- Jak ? Normalnie czekaliśmy, a jak niby można czekać? Skoro przyszłaś to czemu się nie ode…
- Dlaczego? – spytała cicho Hyuga, bardziej w przestrzeń niż do przyjaciółki – Dlaczego oboje tak się zachowujecie? Jakby się nic nie stało. Ja nigdy bym się nie spodziewała, że wy… Nie rozumiesz?! Nie rozumiesz, że powiedzenie mi prawdy jest mniej bolesne niż ukrywanie tego?!
- Ale czego Hi… - różowo-włosa zobaczyła jak Hinata siada na podłodze – Hinata, słabo ci? – przestraszyła się, że coś jej jest.
- Kiedy przyszłam wy…byliście zajęci…sobą...
- Że co? O czym ty…
Sakura zawahała się na chwilę. Coś jej wpadło do głowy.
Sakura, nienawidzę ludzi, którzy okłamują samych siebie.
„Nie mów, że…że ona wtedy…i pomyślała, że…”
Haruno nie potrafiła powstrzymać chichotu. No czegoś takiego to już dawno nie widziała. Nieporozumienie jak z telenoweli. O rany, naprawdę chciało jej się śmiać.
- Ty…ty się śmiejesz?! – w głosie Hinaty słychać było niedowierzanie.
Sakura jakby się otrząsnęła. Zdała się sobie sprawę, że z perspektywy przyjaciółki zachowuje się jak suka. Zaczęła energicznie potrząsać głową i rękami.
- Nie sorry, sorry. Tylko… - powstrzymała wesołość – Ja nie mogę, ale ty masz wyczucie czasu!
- No mam – odparła i spięła się w sobie, czekając na najgorsze.
- I ty…załamałaś się, bo myślałaś, że Naruto i ja… - zakryła usta dłonią, z obawy, że się nie powstrzyma i znów parsknie śmiechem. Taka afera i w dodatku o takie głupstwo. Może i głupstwo, ale Hyuga wzięła to na poważnie – Kurde, jakby ci to… - zastanowiła się chwilkę – Wstawaj – nakazała jej po chwili. Zaskoczyła tym dziewczynę na ziemi – Nie podniosę cię, bo znów dostanę. No dalej, do góry!
Hinata niepewnie wstała i obserwowała poczynania Sakury, która szukała czegoś na jej półce z książkami.
- O, ta może być – z jednej z przegródek, wyjęła tom encyklopedii, całkiem sporych rozmiarów. Potem stanęła tyłem do wejścia do pokoju i położyła książkę na ziemi – Chodź tu – przywołała ją ruchem dłoni.
Hyuga stanęła naprzeciwko różowo-włosej. Nie widziała o co tej chodzi. Była zupełnie zbita z tropu.
- Co ty…
- Przepraszam, mam nadzieję, że nie zniszczę książki. Ale chyba aż tak ciężka nie jestem – Sakura stanęła na encyklopedii, co dodało jej kilkunastu centymetrów. Później złapała Hinate za ramiona i pochyliła nad nią głowę. Dzięki książce, była teraz wyższa, od dziewczyny. Wszystko to zrobiła w dość szybkim tempie.
Granatowo-włosa aż rozchyliła usta z zaskoczenia. A następne słowa Haruno, tylko to zaskoczenie powiększyły.
- Wiesz, że jak ktoś teraz wejdzie do pokoju, to weźmie nas za lesbijki.
Dziewczyny stały tak przez dobre 2 minuty. Dopiero wówczas do Hinaty, zaczął dochodzić sens tych słów.
- Ja…to...wy…to znaczy, że…- jąkała się nie mogąc sklecić zdania.
Sakura jednak znów zaczęła się uśmiechać, gdy zobaczyła w białych oczach Hyugi, powracający blask. Wracał powoli, ale jednak wracał.
- Zamiast całowania, dostałam niezły ochrzan. Mała, on mnie rugał, ponieważ chciałam zostawić Sasuke. Ale był zły – zamyśliła się przypominając sobie tamten moment – W każdym razie, wybił mi to z głowy. Albo inaczej, pstryknął palcami i nagle pojawiły się we mnie nowe pokłady siły. Rany boskie, jakaś ty głupia – puknęła Hinate w czoło palcami.
- Ałć – jęknęła cicho i złapała się za czoło.
- Powiedziałam głupia! – Haruno zeszła z książki na podłogę – On poza tobą świata nie widzi. Zresztą, jak widzę, ty masz tak samo. Kurde ten twój brak pewności siebie, kiedyś cię wpędzi w kłopoty – podniosła gruby tom i odniosła go na regał. Kiedy się odwróciła, okazało się, że Hyuga nie ruszyła się ani milimetr.
Hinata znów przeżywała wczorajszą rozmowę przez drzwi.
- Wynoś się !
- Odejdź. To…to kon…
- Boże, co ja zrobiłam ?! – krzyknęła, gdy naga prawda do niej dotarła. Biegiem rzuciła się w stronę wyjścia.
- Ej, ej czekaj – Sakura pobiegła za nią, i chwyciła dziewczynę za ramię, zanim ta wypadła z mieszkania – Gdzie ty lecisz?
- Jak to gdzie? Muszę do niego iść!
- Ale w akademika go nie ma.
Hyuga nagle znieruchomiała. Zdała sobie z czegoś sprawę.
- Kiedy sprawdzałaś, że go nie ma? – spytała przyjaciółki wprost.
- Nie wiem. Niedługo przed wyjściem. Łóżko miał nieruszone, więc pomyślałam, że nocuje u ciebie i… - zacięła się. Mina jej zrzedła. Obie dziewczyny w jednym momencie pomyślały o tym samym.
Hinata, której dosłownie przed chwilą, wielki ciężar spadł z serca i jednocześnie została obarczona wielkimi wyrzutami sumienia, poczuła, że złe przeczucia, których doświadczyła kilka godzin temu, mogły nie być wyobrażeniem.
Jeśli Naruto nie spał ani u Hinaty w mieszkaniu, ani w akademiku, to gdzie był przez całą noc? I gdzie jest teraz?

***

- Nie, nie było go u mnie – słowa Ero-wujka wzmogły niepokój dziewcząt – Dlaczego po prostu do niego nie zadzwonicie ?
- Nie ma ze sobą telefonu – wyjaśniła Hinata – Zostawił go w szatni, po treningu.
- Ach, nierozważny chłopak. Słuchaj, na pewno nie ma się czym martwić.
- Mam nadzieję, że nie ma, ale… - nie sprecyzowała swoich obaw – W każdym razie, przepraszam, że pana niepokoiłam. Do widzenia – rozłączyła się i położyła komórkę na stole.
- Więc u wujka, też go nie było – rzekła Sakura i zaczęła w nerwowym geście strzelać palcami – Dobra – zdecydowanym ruchem wstała z kanapy i ruszyła w stronę wyjścia – Nie owijam w bawełnę. Takie zniknięcie to nie w jego stylu i dobrze o tym wiemy. Ściągnę wszystkich i będziemy go szukać.
- Czekaj – zawołała za nią Hyuga – Ja też muszę iść.
- Co to, to nie, moja droga – powiedziała Haruno, tonem nie znoszącym sprzeciwu – Wyglądasz, jakbyś miała zaraz zemdleć. Najpierw się umyj, zmień ciuchy i zjedz coś. Nie chcę się bać też o ciebie – poklepała dziewczynę po ramieniu – Nie martw się, będzie dobrze.
Hinata pokiwała głowę, ale wcale nie była pewna, czy to aby na pewno prawda. Po wyjściu Sakury, jeszcze kilka minut stała w przedpokoju  z zaciśniętymi dłońmi. Znowu chciało jej się płakać, ale tym razem z poczucia winy, z własnej głupoty, z bezsilności.
W głowie krążyło jej wciąż to samo zdanie.
„Gdybym go wpuściła, nie doszło by do tego”
- Gdybym go wpuściła – powiedziała na głos – Byłby tu bezpieczny, ze mną – osunęła się na podłogę, tracąc wszystkie siły.

***

Jiraiya pożegnał się Hinatą i włożył komórkę do kieszeni. Pomimo, że przed chwilą jego głos był spokojny i pewny siebie, to jego wyraz twarzy absolutnie nie oddawał tych emocji. Prawdę mówiąc, był przerażony.
Tak szybko na ile pozwalał mu jego wiek, wybiegł na korytarz ze swojego gabinetu i popędził prosto do biura pani prezydent. Otworzył drzwi i wręcz wpadł do środka.
- Jiraiya, mówiłam, że masz puk… - Tsunade zaskoczyła mina jej podwładnego.
- Naruto zniknął – kiedy mężczyzna to powiedział, długopis w dłoni Tsunade, upadł na ziemię, z cichym trzaskiem.

***

W akademiku, w pokoju wspólnym zgromadziła się grupka młodych ludzi. Sakura, Sai, Kiba, Shino, Choji, Ino, Gaara, Kankarou, Temari, Neji, Tenten i Lee. Żadne z nich nie poszło dziś na wykłady, ze względu na wiadomość, jaką każdy z nich otrzymał od Haruno.
- Czemu po prostu nie zadzwonimy na policję? – spytał się Choji, całej reszty.
- To nic nie da – odpowiedziała Tenten – Naruto jest pełnoletni, więc zgłoszenia o zaginięciu przyjmą dopiero po 24 godzinach. Minęło zbyt mało czasu.
- Na razie musimy działać sami – rzekła Sakura – Myślę, że zrobimy tak…
- A Sasuke ? Nie pomoże nam? – spytał Gaara.
Różowo-włosa zerknęła w stronę schodów na piętro.
- Śpi teraz. Nie budziłam go, jest wykończony. Powiem mu później.
Gaara wzruszył ramionami. Był odmiennego zdania. Uważał, że każda pomoc, nawet Uchihy się przyda, ale nic nie powiedział.
- Będzie tak – Haruno zaczęła wszystkim rozdzielać zadania – Ja, Ino i Sai sprawdzimy szpitale. Mógł mieć jakiś wypadek – „Błagam oby nie” dodała w myślach – Gaara, Kankarou i Temari obszukajcie cały kampus, wszystkie budynki, sale i tak dalej. Neji, Tenten i Lee sprawdźcie posterunki policji. Może ten głupek coś wywinął i siedzi w celi – ta opcja była mało prawdopodobna, ale nie można było jej wykluczyć  – Kiba, Shino i Choji przejdźcie się po wszystkich jego ulubionych miejscach. Jak któraś grupa coś znajdzie, dzwoni do mnie.
Nikt się nie sprzeciwiał. Plan był bardzo dobry. Na zewnątrz Kankarou zadał pytanie swojej siostrze.
- A twój chłopak? Nie zamierza pomóc szukać Naruto? – rzekł to z wyrzutem.
- Nie odbiera. Mówił, wczoraj, że pracuje cały dzień – odpowiedziała blondynka – Jak się pojawi to mu porachuje kości!

***

Leżał w ciemności…albo nie…On się w niej unosił. Lewitował, otoczony z każdej strony czernią. Ciemność, głucha cisza i nic więcej. Miał już jej dość. Chciał się z niej wydostać. Całą swoją siłą woli, próbował polecieć w górę. Z czasem zaczęło mu się to udawać.Leciał w górę, a może raczej płynął, jak w oceanie.
Czerń zmieniła się w szarość. Potem szary zamienił się w biały. Był już prawie u celu i wówczas…zaczął tego żałować. Nastąpiła kolejna zmiana barwy. Z każdej strony otoczyły go czerwone płomienie. Unosił się wśród nich i nie mógł się wydostać. Miał wrażenie, że zaraz w nich spłonie.
- Naruto!
Ta kobieta znowu krzyczy. Ale czemu akurat jego imię?  W jej głosie słychać tyle strachu. Boi się o niego? Ale dlaczego?
- Naruto!
Przed chwilą nie mógł znaleźć wyjścia z tego ognia, ale krzyk tej kobiety, zdawał się wskazywać mu drogę. Zamknął oczy i pozwolił się unosić w jego kierunku. Czerwień zniknęła, ale było coraz więcej światła. Tak…światło…już blisko…
Otworzył oczy. W końcu był przytomny.
Znajdował się w obcym miejscu, ale nie ono było ważne. Ważne było jego położenie. Siedział na dużym metalowym krześle, przyśrubowanym do podłogi. Nie mógł ruszyć rękami, ani nogami. Zdaje się, że ręce miał związane z tyłu, jakimś sznurem. Zerknął na swoje nogi. Tam nie było sznura. Były za to kajdanki, dwie pary. Każda z nich przykuwała jedną z jego nóg do krzesła.
„Co tu się kurwa dzieje?”
Pomieszczenie nie było duże. Za to było praktycznie puste. Było tam tylko krzesło, do którego był przywiązany, okno i drzwi. Nic poza tym. Za oknem było widać jedynie kilka drzew. Był dzień, a jego ostatnie wspomnienia pochodziły z późnego wieczoru. Musi tu być bardzo długo. Czuł to, ponieważ wszystkie mięśnie miał zdrętwiałe, chciało mu się jeść i pić.
„Cholera ile ja tu siedzę?”
Ostatnie co pamiętał to pożar, wpadł w jakąś panikę (której nawet teraz nie potrafił wytłumaczyć), a później oberwał czymś w głowę. I na tym koniec, pusta kartka.
Jego sytuacja była bardzo nieciekawa, ale nie panikował, tak jak na widok ognia. Wręcz przeciwnie. Adrenalina w jego żyłach sprawiła, że zaczął myśleć bardzo logicznie i dokładnie przeanalizował swoją sytuację.
Zaczął nasłuchiwać. Ściany w tym domu były cienkie, bo zdołał usłyszeć czyjeś głosy. Ktoś był w pokoju obok. Minutę później usłyszał kroki, chyba dwóch osób. Jedna z tych osób musiała być bardzo gruba, gdyż podłoga okropnie trzeszczała. Ci ludzie musieli się zatrzymać niedaleko drzwi, bo usłyszał fragment ich rozmowy. To byli jacyś mężczyźni.
- Co?! Mamy go trzymać jeszcze tyle godzin ?
- Szef pojawi się dopiero wieczorem. Miał jakieś spotkanie w stolicy, czy coś. Wtedy się „zajmie” naszym gnojkiem.
„Gnojkiem?! Poczekaj jak się uwolnię, to obiecuję, że tak się tobą zajmę, że cię matka nie pozna”
- Super, po prostu super. Ale ja go nie będę karmił, do kurwy nędzy.
- Bądź łaskawy. Jeszcze trochę i…
Więcej Naruto nie zdołał usłyszeć, ponieważ mężczyźni odeszli.
„Jeszcze trochę ? Jeszcze trochę i co ? Co się stanie? Szef…wieczorem…”
Wiedział już kilka rzeczy.
Po pierwsze został porwany. Przez kogo, ani dlaczego, tego nie wie.
Po drugie za kilka godzin, gdy przyjedzie ten „szef” stanie się coś złego. Grozi mu poważne niebezpieczeństwo.
Po trzecie musi się uwolnić do wieczora, inaczej będzie po nim.
Tu nie chodzi tylko o niego. Ma do kogo wrócić – Wynoś się – Zacisnął zęby na to przykre wspomnienie słów Hinaty. Ale okazało się, że one dały mu więcej siły.
- Nie mogę tu zostać – rzekł z determinacją – Muszę to naprostować – Zaczął wierzgać rękami – Czekaj na mnie, skarbie. Tak łatwo się mnie nie pozbędą.

***

Sasuke podniósł się z ociąganiem, do pozycji siedzącej. Ze zdziwieniem stwierdził, że jest przykryty kocem. Pewnie Sakura tu była. Wyjął z kieszeni telefon i zerknął na wyświetlacz. Było już popołudnie. Odespał swoje.
Wstał z łóżka i poszedł do łazienki się przebrać. Następnie schował broń bezpiecznie do swojej kryjówki. Nie może wszędzie z nią łazić.
Wyszedł z pokoju i zszedł na parter. Co dziwne, nikogo w budynku nie było. Nie było słychać żadnych głosów, kroków, kompletnie nic. Gdzie się wszyscy podziali? A zresztą nieważne.
Wyszedł na zewnątrz i poszedł się przejść. Dużo ostatnio robi tych spacerów, ale przewietrzenie się zawsze pomagało mu myśleć. Pogodził się już z prawdą, w jakimś tam stopniu, ale wciąż o nie myślał o pewnej ważnej rzeczy. A mianowicie co ma teraz robić ?
Nie musi już szukać brata. Tamten sam po niego przyjdzie, ale dopiero, gdy stanie się mu równy. Ale co to ma niby oznaczać? Co ma zrobić, aby stać na równi z Itachim? Ma dalej pracować u Orochimaru? Ta opcja nie jawiła mu się zbyt różowo. Nie chciał mieć z tym gadem już nic wspólnego, ale w takim razie jak ma zdobyć siłę, której potrzebuje?
Tak, ta kwestia wymaga rozważenia.
Tak, w ogóle, czy może żyć jak dawniej? Tutaj, ze wszystkimi? Czy to rozsądne i czy w ogóle bezpieczne? Dla niego i…i dla innych.
- O Sasuke, już jesteś
Z zamyślenia wyrwał go głos profesora Yamato. Uchiha nawet nie zauważył, że zawędrował pod swoją uczelnię.
- Jesteś na czas. Chodź, mam dla ciebie robotę.
No tak, przecież zamiast poprawek miał zrobić dzisiaj jakieś porządki w dokumentach, czy tam archiwach. Kompletnie o tym zapomniał. Ale co się dziwić, miał w końcu do tego prawo. Lekko zirytowany poszedł za profesorem.
- Chyba nie zapomniałeś, prawda? Dałem ci taką taryfę ulgową, ponieważ wcześniej byłeś jednym z najlepszych studentów, plus do tego Uzumaki nie dawał mi spokoju. Powinieneś być wdzięczny.
„Tak, zapomniałem o tych pierdolonych porządkach, ponieważ okazało się, że mój brat zabił mi rodzinę, która nawiasem mówiąc wzorowymi obywatelami nie była. A do tego, razem z braciszkiem, postanowiliśmy zabawić się w podchody i zobaczyć, któremu z nas uda się zabić tego drugiego”
- Nie zapomniałem, profesorze.
Archiwum na tej cholernej uczelni było, jak to ujął Sasuke – W chuj olbrzymie. I on miał w nim zrobić porządek ?! Bez jaj!
A dokładnie, jego zadanie polegało na przejrzeniu wszystkich dokumentów, zdjęć i filmów i zdecydowaniu, czy przydadzą się one na wykładach, czy nie. I jeśli nie, to ma je wyrzucić. A tego dziadostwa mało nie było.
Po godzinie pracy, miał już dość. Te porąbane obrazki i literki skakały mu przed oczami. Po cholerę on tam w ogóle siedzi?! Ma ważniejsze rzeczy do roboty niż segregacja papierków.
W końcu odłożył dokumenty na bok i skupił się na filmach. Większość z nich były nagrane na kasetach. Sasuke zdziwił się, że po takim czasie wciąż działają. One oraz odtwarzacz, który nadawał się do muzeum. Po przejrzeniu dwóch filmów, wrzucił oba do śmieci i wziął do ręki kolejną kasetę.
- Przemowa Prezydenta Namikaze bla bla z okazji bla bla rocznicy czegoś tam – przeczytał napis na pudełku – Porywający materiał.
Włożył kasetę do odtwarzacza i zaczął oglądać, jak blond-włosy prezydent porywająco przemawia do tłumu.
- Ale super…po prostu bomba… - czuł, że znowu zaczyna przysypiać.
Na tym podeście, ozdobionym balonami, oprócz Namikaze stał jego zastępca oraz żona. Czerwono-włosa i całkiem ładna kobieta.
- Ja nie mogę, ale ci politycy mają gadane.
Kiedy Minato skończył przemowę, tłum zaczął klaskać i wiwatować. Wystrzelono nawet fajerwerki. Kiedy na niebie, rozbłysły sztuczne ognie, Sasuke nagle się rozbudził. Coś na filmie przykuło jego uwagę.
Podszedł do telewizora i cofnął film. Potem jeszcze raz. Niemożliwe, aby się mylił.
- Co to, kuźwa jest ?!
Natychmiast wyjął z kieszeni komórkę i wybrał numer Naruto. Nie odbierał. Później zadzwonił do Hinaty. Włączyła się sekretarka.
- Najpierw nikogo nie ma, teraz nikt nie odbiera. Co to ma być?
Trzecie połączenie zostało już odebrane.
- Sasuke ? – odezwał się głos Sakury.
- Hej, wiesz, gdzie jest Naruto? Muszę z nim pogadać.
- Tylko, że wiesz…Powinnam ci powiedzieć wcześniej, ale nie chciałam cię budzić i…
- Powiedzieć mi co?
- Naruto zaginął. Właśnie chcieliśmy iść na policję. Niedługo minie doba i…
Uchiha nie słuchał już. Rozłączył się. Czuł się jak człowiek, który został porażony przez piorun.

***
(Od autorki) Dobra, spróbuję odpowiedzieć na pytanie Pawła.
Nie mam tyle doświadczenia co Przemek, ale swoje napisałam, więc chyba mogę się wypowiedzieć. Czy pisanie to przyjemność? To trzeba lubić, inaczej się daleko nie zajdzie. Na pewno znasz blog, który zakończył działalność po 1 lub 2 rozdziałach. Wymigał się brakiem weny lub czasu. To trzeba lubić, pisanie i zabawę swoją wyobraźnią. Przynajmniej tak sądzę.
Sama mam z tego dużo zabawy. I jeśli myślicie, że nie ma z tego frajdy, bo już wszystko wiem, to nie jest prawda.. Nigdy nie wiem co będzie dalej i muszę to wymyślić. Fantastycznie jest, kiedy nagle wpadniesz na pomysł i nie możesz wytrzymać, aby to nareszcie spisać i zobaczyć jak wyjdzie. Właśnie tak, piszę co widzę w głowie. Naprawdę kocham te momenty. Ale najwięcej wymyślam przy laptopie jednak.
 To co ja czuję, gdy piszę to ekscytacja, a potem duma, gdy uda mi się skończyć na czas. A jak widzę, że pojawia się komentarz to aż skaczę na łóżku. Naprawdę fajnie być bloggerką, ale trzeba mieć czas na to. Pisanie rozdziału nie zajmuje chwilki.
Czy się wzoruje na blogu Przemka? Cóż na pewno jego opowiadanie zachęciło mnie do napisanie czegoś własnego. Choć myślałam, że dociągnę najwyżej do 5 rozdziałów :P ale poszłam dalej. Staram się wzorować na mandze, to na pewno. Jeśli zaś chodzi o Uniwersytet Konoha to...hmm może po prostu ja i Przemek mamy podobną wyobraźnię.
Dziękuję za miłe słowa. Super jest wiedzieć, że to co piszę się komuś podoba. Dziękuję i do zobaczenia