:)

:)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 24

(Od autorki) Dzień doberek.
Jedyne co mogę rzec, że po tym rozdziale mnie znienawidzicie. Co, jest groza?
Jeśli zaś chodzi o więcej informacji na temat Oneshota to powiem, że dzieje się w realu, ale nie ma nic wspólnego z tym opowiadaniem. No i jest denny. Można powiedzieć, że wzięłam czyjeś ciężkie doświadczenia, oddałam je Hinacie, a potem zaczęłam zmyślać dodając Naruciaka itd. Sami zobaczycie, ale na razie nie mam czasu pisać. Muszę parę rzeczy nadrobić w szkole.

***



Sasuke leżał rozwalony na łóżku Sakury i co jakiś czas zerkał w jej stronę. Dziewczyna siedziała na podłodze, oparta o brzeg łóżka, z książką medyczną w rękach. Kuła na pamięć nazwy poszczególnych kości, po japońsku i łacinie.
Nagle telefon chłopaka zaczął wibrować. Sasuke wyjął go z kieszeni i odebrał.
- Halo ? – jego, z początku spokojny wyraz twarzy, zmienił się w jednej chwili. Teraz był poważny i zacięty.
- Kiedy ? – spytał rozmówcy.
Sakura przerwała naukę i mimowolnie zaczęła przysłuchiwać się rozmowie.
- Rozumiem. A oni ? … Czemu tylko ja ? … Porozmawiać ? Akurat uwierzę że tylko… Huh ? Jak to ?
Haruno zaniepokoiła się. Ton głosu ukochanego mówił jej, że właśnie stało się coś poważnego. Przestała udawać, że czyta i odwróciła się w jego stronę.
- Naprawdę ?! – Uchiha zerwał się do pozycji siedzącej. Ręka lekko mu się trzęsła – Dobrze. Będę na czas – z cichym trzaskiem zamknął klapkę komórki.
- Wszystko w porządku ? – spytała cicho Sakura.
- Tak. Jest doskonale – oświadczył, pozornie spokojnie, ale to było złudzenie. Wręcz kipiało w nim, z nadmiaru emocji. Wstał z łóżku.
- Idę spać – rzekł krótko.
- Czekaj – złapała go za ramię, chcąc go zatrzymać – Kto dzwonił ? Co się stało ?
- Nic.
Dziewczyna wstała z klęczek. Wciąż nie puszczała jego reki.
- Jak to nic ? Przecież widzę.
- To ciebie nie dotyczy – nie patrzył jej w oczy, w ogóle na nią nie patrzył.
- Nie dotyczy ? Jak możesz tak...
- Powiedziałem, że to ciebie nie dotyczy ! – gwałtownym ruchem, odepchnął jej rękę – Nie mieszaj się w moje sprawy ! – trzymał dłoń w górze, zupełnie jakby chciał ją uderzyć.
Sakura dostrzegła, w słabym świetle lampki, czerwone punkciki w czarnych oczach Sasuke. Odruchowo cofnęła o krok w tył. Przestraszyła się i to na poważnie.
Uchiha przez moment stał bez ruchu, a po chwili zbliżył się do dziewczyny i pogłaskał ją po głowie. Haruno wzdrygnęła się, gdy poczuła jego dotyk.
- Wszystko jest w porządku – mówił jakby uspokajał niesforne dziecko – Nie myśl o tym!
Wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Sakura wypuściła powietrze z płuc i opadła na podłogę. Była już taka…zmęczona. Już dość.
Tymczasem Sasuke wszedł do swojego pokoju i oparł się o zamknięte drzwi. Położył dłoń na twarzy, z której w końcu spadła maska. Powoli podnosił kąciki swoich ust. Nie wytrzymał i zaczął się śmiać. To nie był normalny śmiech, miał on w sobie coś szaleńczego. Ręce opadły mu luźno, wzdłuż ciała.
- Nareszcie! Już prawie się udało.
Jutro. Jutro nareszcie się dowie, a wtedy zabije i…i… i w końcu będzie koniec. Poczuł jak z jego barków spada duży ciężar. Koniec pracy dla tego dupka, koniec podwójnego życia, koniec z niewiedzą. Jutro…

***

Naruto po cichu, aby nikogo nie obudzić, wszedł do akademika. Przyszedł tylko po telefon, a potem miał zamiar iść na zajęcia. Ostatnio ciągle zapomina tej głupiej komórki. Co prawda miał jeszcze trochę czasu do wykładów, ale nie chciało mu się tu siedzieć.
Miał właśnie wejść na górę, ale zatrzymał się na podeście schodów. Na ich szczycie zobaczył Sasuke. Przez chwilę chłopcy mierzyli się wzrokiem.
- Coś ostatnie często nocujesz poza domem – powiedział Uchiha, zamiast powitania.
- A owszem – rzekł ostrożnie Uzumaki.
- Już połowa marca. Kiedy, z powrotem, sprowadzasz tu swojego, rudego kundla ?
- W najbliższym czasie. Tak wcześnie idziesz na zajęcia ? – spytał z nutką podejrzliwości.
- Tak. Nie mogłem spać, więc… - nie dokończył. Zaczął schodzić na dół.
Naruto pomyślał, że ta krótka rozmowa była nie małym sukcesem. Wymiana zdań i nikt nie dostał w mordę, łał. Zresztą całe szczęście, bo rozcięcie nad brwią, jeszcze mu się nie zagoiło, a i Sasuke nadal utykał na lewą nogę. Ostatnim razem nieźle nią rąbnął w ten kamień na ziemi.
Chłopak wyminął go, z uśmiechem na twarzy. On też pomyślał o tym samym.
Niby wszystko było w porządku, ale blondyn i tak odprowadził go wzrokiem do drzwi. Dziwna jest ta kolejna zmiana nastroju. I w ogóle mu się to nie podobało.
Naruto pogrążony we własnych myślach, wszedł na górę. Musiał się chwilę zastanowić, po co tu wracał ? W końcu sobie przypomniał, wziął telefon i wyszedł. Na korytarzu spotkał Gaarę.
- Cześć Naruto.
- A siema, Gaara. Czemu wszyscy dziś tak wcześnie wstają ?
- Zawsze tak wstaje. Przy tym moim, chrapiącym braciszku nie da się spać.
- Ahaaa – „To dlatego ma takie wory pod oczami” – Nie zauważyłem.
Wyszli razem z budynku i skierowali się w stronę miasteczka studenckiego. Uzumaki, kierowany swoją małą obsesją, rozejrzał wokół, ale nie dostrzegł nikogo. Vana też nigdzie nie było.
„Ach, muszę przestać to robić.”
Chłopak szukał wzrokiem jedynie czarnego vana. Nie zwrócił, natomiast uwagi na granatową terenówkę, w której siedział pomarańczowo-włosy grubas. Obok niego, na miejscu kierowcy siedział mężczyzna o ciemnej karnacji, z brązowymi włosami, związanymi rzemykiem.
- To chyba ten – powiedział ten „chudszy” i znowu przyjrzał się fotografii w swojej dłoni – Ma takie blond kudły, że nie sposób go pomylić.
- Skoro to on, czemu nie korzystamy z okazji, Kidōmaru ? – spytał mężczyzna o imieniu Jirōbō.
- Słyszałeś polecenia. Mamy czekać, aż będzie sam. Dobra zjeżdżajmy stąd. Niech teraz Tayuya go przejmie.
Samochód odjechał.

***

Naruto wszedł na salę wykładową i ze zdziwieniem stwierdził, że Sasuke nie kłamał. Rzeczywiście przyszedł na zajęcia. I co ciekawe, siedział na swoim starym miejscu. Ostatnio siadał gdzieś z tyłu. Byle dalej od niego. Ale w większości opuszczał zajęcia. Nawet nie stawił się na wszystkie poprawki.
Blondyn usiadł koło Sasuke, ale zachował dystans. Zerkał na niego z niepokojem, jakby był tykającą bombą.
- Przestaniesz się gapić ?– zirytował się Uchiha – Czy mam ci przywalić ?
Uzumaki wiedział, że ta groźba jest na serio, on nie zawaha się zacząć bójki tutaj. Udowodnił to 4 bijatyki temu. Ale miał po tym guza!
Do sali wszedł profesor Yamato.
- No proszę. Widzę, że pan Uchiha zaszczycił nas swoją obecnością. Najwyższy czas – rzekł, zasiadając za biurkiem.
Sasuke przewrócił oczami. Dziś wszyscy chcą go zdenerwować.
- Nie stawił się pan na poprawę. Dlaczego ?
- Coś mi wypadło – odpowiedział Sasuke, lekceważąco.
- Termin popraw dawno już minął, ale ponieważ masz takich dobrych przyjaciół… - Uchiha podniósł, zaskoczony głowę na te słowa - …postanowiłem dać ci szansę. Staw się jutro około 18, w tej sali. Przygotowałem parę rzeczy do zrobienia dla ciebie. Zrobisz je i masz zaliczone.
- Do…dobrze – wykrztusił, przez zęby.
Wykład się rozpoczął, ale chłopcy nie słuchali. Gapili się w różne kąty pomieszczenia, byle by nie patrzeć na siebie.
- To ty się za mną wstawiłeś ? – Sasuke odważył się o to zapytać.
- Chcieli cię wyrzucić, to co miałem zrobić ?
- Dzięki – powiedział przez zęby.
- Nie ma za co.
Przesiedzieli tak cały wykład, odwrócenie tyłem do siebie.

***

Sasuke nie miał zamiaru iść dzisiaj na taijutsu. Miał o wiele ważniejsze spotkanie. Zniecierpliwiony usiadł na swój motor. Śnieg stopniał niecały miesiąc temu, więc znów mógł go używać.
Pół godziny później był na miejscu i to tylko dzięki zlekceważeniu kilku przepisów drogowych. Był to ten sam klub nocny co ostatnim razem, ale teraz świecił pustkami. Był tam tylko kilka osób, w tym Suigetsu.
- Co ty tu robisz ? – spytał go wprost, podchodząc do baru.
- Spędzam czas, a ty ?
- Umówiony jestem – chciał się już zwijać, ale zdążył jeszcze usłyszeć jak tamten woła za nim:
- Słyszałem, że niedługo szykuje się coś grubszego. Szef chce załatwić jakąś grubszą rybę.
- Nie powinieneś wierzyć plotom – rzekł Sasuke, zimnym głosem.
Poszedł na górę, do tego samego pokoju, w którym poznał swojego szefa. Zapukał 3 razy, ale nikt nie odpowiadał. Nacisnął klamkę. Było otwarte.
W środku nikogo nie było. Gabinet był pusty.
Pewnym krokiem wszedł do środka. Rozejrzał się bacznie po pomieszczeniu. Ani żywego ducha.
„Co jest ?”
Uchiha usiadł w fotelu i czekał. Nie zamierzał się stąd wyrzucić.
Dopiero po upływie 20 minut, do pokoju wkroczył Kabuto, z jakąś teczką w dłoni. Był najwyraźniej z czegoś zadowolony.
- Sasuke-kun, punktualny jak zawsze.
- O was tego powiedzieć nie można. Gdzie Orochimaru ?! – wykrzyknął zdenerwowany.
-Wyjechał z miasta, z samego rana.
- Co takiego ?! – chłopak zerwał się z krzesła.
- Spokojnie, spokojnie – okularnik był niewzruszony – Dlatego ja tu jestem. Szef zawsze dotrzymuje umów.
Chłopak nieco się uspokoił, ale wciąż w nim wrzało. Ile to się będzie ciągnąć? Chce w końcu znać prawdę.
- Zanim przejdę do sedna…Orochimaru-sama kazał mi przekazać ci swoje najszczersze podziękowania.
Sasuke zmarszczył czoło, nic nie rozumiejąc.
- Za co niby ? Nic nie zrobiłem.
- Zrobiłeś i to dużo, dlatego należą ci się podziękowania – Kabuto uśmiechał się tajemniczo, ale Uchiha nie zastanawiał się co to mogło oznaczać.
- Nieważne. Do rzeczy!
- Dobrze więc – mężczyzna powoli otworzył teczkę – Jak powiedziałem, szef dotrzymuje umów. Wiemy kim jest osoba której szukasz – uśmiech nie schodził mu z twarzy. Sam był ciekawy reakcji chłopaka.
Nadszedł czas.

***

Hinata nie mogła dziś zjawić się na zajęciach taijutsu. Miała dziaj prywatne korepetycje z Nejim. Chociaż jej relacje z ojcem były lepsze niż kiedykolwiek i nie była już tak naciskana, jeśli chodzi o naukę, to teraz tym bardziej chciała być lepsza. A brak presji z zewnątrz tylko jej w tym pomagał.
Tak, więc Naruto i Sakura musieli sobie radzić sami.
Dziewczyna nie mogła się na niczym skupić. W ciosy wkładała znacznie mniej siły niż dawniej, a ruchy, które wcześniej umiała perfekcyjnie, teraz jej nie wychodziły.
- Spróbuj jeszcze raz. Teraz ci wyjdzie – Uzumaki próbował ją jakoś motywować, bez widocznego skutku.
- Nie mogę. Zapomniałam jak to się robi – to była często, dziś powtarzana kwestia. Haruno stała zgarbiona i zdyszana, jakby przebiegła 10 kółek wokół obrębu miasta.
- To zwykły cios z pół obrotu. Nauczyłeś się go na samym początku, halo.
- Tak, wiem – nie dodała nic więcej.
- Ok, jak już masz zlewać walkę to chociaż się uśmiechnij, bo w deprechę wpadam.
- Tak, lepiej ?– uśmiechnęła się, ale bardzo ironicznie.
- Ujdzie. Przynajmniej nie ma takiej mrocznej atmosfery.
- Czego ?! – zaczęła się wkurza całkiem na serio.
- O tak super, tak super! – blondyn podekscytował się, co zbiło Haruno nieco z tropu – Wracasz do siebie! Tylko walniej w manekin, nie we mnie. Proszę – dodał błagalnie.
Sakura potrząsnęła jedynie głową. Na tego głąba nie było słów.
„Hinata na pewno nie cierpi w swoim związku.”
Ta smutna myśl zaświtała w jej głowię. Z uwagą przyjrzała się uśmiechniętej twarzy Naruto. Ten to się nie poddaje.
„Szczęściara z niej”

***

- Hinata-sama, proszę skup się.
- Staram się, Neji-niisan.
Kuzynostwo było w mieszkaniu Hinaty i siedziało nad książkami. Dziewczyna była jednak nieco rozkojarzona.
Przechodziły ją dziwne dreszcze niepokoju. W pomieszczeniu, jak i na zewnątrz, w ogóle wszędzie było tak cicho i spokojnie. Nie było słychać żadnych samochodów, ani nawet świszczącego wiatru za oknem. Oboje Hyuga rozmawiali cicho. Ich uszu nie dochodziło nawet zwyczajne tykanie zegara.
W głowie dziewczyny pojawiła się myśl że to może być cisza przed burzą. Tylko jakiego rodzaju ?

***

Sasuke rozmawiał z Kabuto niecałą godzinę. Wyszedł z klubu, zostawiając siwowłosego z rozbitymi okularami. Mimo tego mężczyzna był wielce kontent. Przez tą godzinę miał tyle rozrywki, ile nie doświadczył przez ostatnie miesiące. Nawet ten ból, po silnym ciosie Uchihy mu nie przeszkadzał.
Sasuke szedł przed siebie niczym lunatyk. Włosy opadały mu na twarz, przez co nie było widać jej wyrazu. Nie zwrócił uwagi na wołającego za nim Suigetsu. Był głuchy na otoczenie.
Wsiadł na swój motocykl i odjechał.
Minęło jakieś 40 minut zanim dojechał do celu, ale po drodze musiał zaliczyć jeden przystanek. Zajechał bowiem do akademika. Po swoją broń. Jeśli ktoś tam był, to nie zwrócił na niego uwagi.
Tak, więc stał oto przed swoim starym domem. Willą rodziny Uchiha. Znał już jej historię. Całą. Caluteńką i czuł niesamowite obrzydzenie na sam jej widok.
Wszedł do środka. Wolnym krokiem szedł przez korytarz, nasłuchując. Później obszedł cały dom, ale Itachiego nigdzie nie było. Budynek był pusty. Mógł, więc schować załadowany pistolet do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki.
Był w tej chwili w salonie i przyglądał się spokojnie każdemu meblowi po kolei. Gdy zatrzymał się dłużej na dużym, ozdobnym stole pod oknem, przypomniał sobie jak kiedyś z bratem schowali się tam, kiedy przyszła po nich opieka społeczna. Mieli tylko siebie, a teraz wychodzi na to, że…
Ten pozorny spokój nareszcie się skończył. Sasuke przestał się kontrolować. Mocnym kopnięciem przewrócił kanapę. Wywracał stoły, krzesła, wszystko co było pod ręką. Zerwał zasłony, przy okazji niszcząc karnisz. Agresywnie zrywał obrazy ze ścian i rzucał je na ziemię, roztrzaskując ramy. Tak samo doniczki z roślinami na parapecie. Potem naparł cały ciałem na regał z książkami i z wysiłkiem, przewrócił go na stojący na szafce telewizor.
Chłopak miał ochotę zniszczyć cały ten dom. Rozwalić na kawałeczki. Był w amoku. Nie myślał już co robi, ani o żadnych konsekwencjach. Ale czy człowiek, któremu przed chwilą zawalił się świat, może czuć się inaczej ?
Myślał, że dzisiejszy dzień, będzie dniem jego triumfu. Będzie krokiem milowym na drodze jego zemsty, a tymczasem okazało się, że wszystko, w co do tej pory wierzył, było kłamstwem. Ognisko domowe…kochani rodzice…oddany brat…wszystko…
Miał prawdę przed oczami, ale był na nią ślepy. Nic nie widział. Zmarnował tyle czasu, tyle okazji. Ta cała robota u gangsterki także był łgarstwem. Zabawili się nim.
Na początku nie mógł uwierzyć w to co słyszy, nie przyjmował tego do wiadomości. Jednakże nie mógł się okłamywać w nieskończoność. Przyswajając prawdę, wyjaśniło się wiele niewiadomych. Między innymi strach ludzi z podziemia na dźwięk jego nazwiska.
Prawda bolała. Bolała, bo był kretynem, dał się zwieść tylu ludziom. Pierwszy raz w życiu czuł tak ogromną rządzę mordu. Niszczenie mebli nie przynosiło ani odrobiny ulgi. Tylko jedna rzecz mogła mu w tym momencie dać satysfakcję.
I chyba zaraz będzie miał taką okazję.
Zniszczył chyba już wszystko w zasięgu wzroku. Myślał właśnie o wybiciu okien, ale wówczas usłyszał trzask zamykanych drzwi wejściowych. Ktoś wszedł do domu.
Chłopak znieruchomiał. Słyszał kroki w korytarzu. Powoli odwrócił się w stronę wejścia do pokoju. Wystarczyło kilka sekund, aby stanął w nich Itachi.
Młody mężczyzna w kilka sekund pojął sytuację. Zdemolowany dom i spojrzenie pełne nienawiści wymierzone prosto w niego. Stało się. On już wie.
- Cześć braciszku. Widzę, że się rozgościłeś – uśmiech szaleńca wpełzł mu twarz. Pokazał młodszemu braciszkowi swoje prawdziwe oblicze.
 Przez całe dwie sekundy, w świetle zachodzącego słońca, bracia mierzyli się spojrzeniem pełnym wściekłości. Ich oczy były szkarłatne.
Sasuke dłużej nie czekał. Błyskawicznie wyciągnął broń i wycelował nią w brata. Tamten też nie tracił czasu. Umknął w głąb korytarza unikając trzech kul. Młodszy Uchiha nigdy wcześniej nie strzelał do ruchomego celu, więc miał pewne trudności.
Chłopak puścił się biegiem za bratem i znów chybił. Itachi zniknął w kuchni, a Sasuke wbiegł tam za nim, lecz tego co się stało, nie przewidział. Starszy Uchiha nie kontynuował ucieczki, tylko czekał na brata. Gdy ten wbiegł do pomieszczenia, otrzymał z zaskoczenia, silne kopnięcie w brzuch.  Oszołomiony bólem, wypuścił broń z ręki. Został przyparty do ściany.
- Chcesz mnie zabić z takimi umiejętnościami ? Uspokój się. Będąc zdenerwowany, źle oceniasz sytuację i przegrasz – Itachi trzymał mocno za szyję brata.
- Morderca – wykrztusił Sasuke, przez zęby. Odrobina krwi była na jego zębach.
- Chciałeś powiedzieć „mordercy”. Nie jestem pierwszym Uchihą, z doświadczeniem.
- Ani nie ostatnim.
- Nie ostatnim ? Spójrz na siebie – kolano Itachiego, wbiło się w brzuch Sasuke. Chłopak opadł na podłogę – Żałosny obrazek. Jonin, pachołek mafii, a jednocześnie taki słabeusz.
Ukucnął, złapał braciszka za podbródek i podniósł jego głowę na wysokość swojej. Znów patrzyli sobie w oczy.
- Właśnie tak, Sasuke. Nienawidź mnie. Nienawidź rodziców. Zdobądź siłę, a kiedy będziesz już mi równy, sam po ciebie przyjdę – szybkim ruchem, uderzył głową Sasuke w framugę drzwi. Chłopak stracił przytomność.

***

- Zamknij się, ty pierdolony grubasie! – różowowłosa krzyczała do swojego telefonu – Mówię, że nie mogę. Jest z jakąś różową dziunią – kobieta wychyliła się z zaułka i odnalazła wzrokiem blond włosego chłopaka po drugiej stronie ulicy.
- Sama masz różowe włosy. I nie używaj takiego języka – odezwał się głos, po drugiej stronie.
- Jesteś strasznie wulgarna – mężczyzna obok Jirōbō dodał swoje trzy grosze.
- Przestańcie się przypierdalać! Będę mówić, kurwa jak chcę!
- Dobra dość! – ktoś nowy przejął telefon i zwrócił się do Tayuyi – Możesz wracać. Teraz ja go przejmę.
- Tak jest, Sakon – rozłączyła się – Ty ptasi móżdżku.

***

Naruto szedł u boku Sakury w stronę akademika. Dziewczyna wydawała się być w lepszym humorze, ale ten uśmiech, według Uzumakiego był fałszywy.
Całą drogę pokonali w niezręcznej ciszy. Kiedy byli pod budynkiem, blondyn zaczął grzebać w swoich kieszeniach.
- Cholera, gdzie ja zapodziałem ten telefon. W szatni jeszcze go miałem.
- Więc może go tam zostawiłeś.
- Najwyraźniej. Świetnie, nie mam czasu, aby po niego wracać. Zaraz przyjdzie Hinata i…
- Umówiliście się dzisiaj ? – spytała Sakura, niby mimochodem.
- Tak. Powinna zaraz być – chłopak wciąż zaglądał do kieszeni kurtki. Tym razem wewnętrznych. Może tam upchał tą komórkę ?
- Mogę iść z wami ? – powiedział to trochę nieśmiało.
Naruto w końcu przeniósł uwagę na nią.
- Nie no dobra, zapomnij – Haruno go uprzedziła – Przepraszam. Nie będę piątym kołem u wozu – potrząsnęła zdecydowanie głową.
- Jeśli nie chcesz być sama, możesz zapytać Ino, albo Sas…
- Nie ma mowy! – krzyknęła, ale zaraz się otrząsnęła i powiedziała już nieco lżej – To znaczy...lepiej nie.
- Sakura-chan ?
- A tak w ogóle…Myślę, że mi to już przeszło.
- Przeszło, co ? – głos Naruto stał się poważniejszy.
- Nie chce już latać za Sasuke-kun. Byłam głupia – uśmiechała się i mówiła lekkim tonem, ale nie patrzyła przyjacielowi w oczy – Gdy się z nim spotkam to…z nim zerwę – dodała po chwili wahania.
- Czemu ? – spytał jej twardo, nie współczująco.
- On jest dla mnie jak obca osoba. Już mnie jego los nie obchodzi. Po prostu, to bezsensowne zauroczenie się skończyło i tyle.
Uzumaki mimowolnie zacisnął pieści.
- Nic do niego nie czuję. Gdybym była mądra, latałabym za tobą…huh!
Naruto złapał dziewczynę za ramiona, obrócił w swoją stronę i zniżył głowę tak, że ich oczy były na równym poziomie.
- Naruto ? – wyrzuciła, zdziwiona jego zachowaniem.

***

Hinata spokojnie szła na miejsce spotkania. Naruto powinien już być w domu. Chyba nie jest spóźniona ? Była już prawie na miejscu.
Wyszła zza zakrętu i … stanęła jak wryta.
Kilka metrów przed nią, w prostej linii, stał Naruto, odwrócony tyłem do niej. Naprzeciw niego stała Sakura, nad którą się pochylał.
„Niemożliwe…Nie…Nie…Czy oni się…całują ?”
Dłonie i wargi zaczęły jej drżeć, a oczy piec od nadchodzących łez. Zrobiła krok w tył. Później jeszcze jeden. W końcu puściła się biegiem. Nie ważne gdzie. Byle znaleźć się jak najdalej. Jak najszybciej stamtąd uciec. Otoczyła się ramionami. Tak bardzo bolało…wszystko…rozpada się na kawałki.

***

- Naruto ? – wyrzuciła, zdziwiona jego zachowaniem.
- Sakura – po raz pierwszy nie zdrobnił jej imienia – Nienawidzę ludzi, którzy okłamują samych siebie.
  

***

(Od autorki) Nic nie mówię, nie chce sobie grabić. ( nie wiem czy udało mi się dobrze to napisać, więc na wszelki wypadek wyjaśnię. N nie całował S, ale z perspektywy H tak to wyglądało).
Dam tylko taki mały zwiastun. Co za tydzień ? Czy Hinata zrozumie, że zaszło nieporozumienie i jak potraktuje swojego chłopaka ? Dowiemy się więcej o rozmowie Sasuke-Kabuto. I jeszcze, czy Naruto wpadnie w ręce porywaczy?
Będzie się działo!
PS: Ktoś może pomyśli, że skoro taka akcja się dzieje, to znaczy że zbliżam się do końca. Owszem zbliżam, ale do końca pierwszej serii.Tak łatwo nie odpuszczę, o nie.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 23

(Od autorki) Przepraszam, że tyle musieliście czekać na ten rozdział i w ogóle za spóźnienie. Po pierwsze byłam zajęta przez tą całą Wielkanoc. A po drugie...cholera ten rozdział nie chciał się napisać. No siedziałam nad nim i siedziałam i nic. Jeśli słyszeliście dziś jakiś krzyk triumfu to byłam ja, gdy skończyłam pisać to dziadostwo. Pewnie cała Polska mnie słyszała. Nie wiem zacięłam się, czy coś.
Zapraszam do czytania tego czegoś :P Możecie mnie rugać ile chcecie.

***



Był niedzielny poranek, godzina gdzieś około 9:00. Pogoda była okropna, straszny mróz, a niebo całkowicie zachmurzone. Prawie w ogóle nie było widać słońca. Taka atmosfera każdego wprowadziłaby w przygnębienie, ale nie pewnej pary, która właśnie się budziła się ze snu.
Hinata powoli otworzyła oczy i przetarła je dłonią. Chciała się przeciągnąć, ale wciąż była trzymana w żelaznym uścisku. Ona i Naruto nie ruszyli się ani o milimetr przez całą noc i ciągle leżeli w pozycji na łyżeczki. Mocno przylegali do siebie, a dłonie blondyna były splecione na jej brzuchu. Dziewczyna spojrzała w górę i napotkała spojrzenie niebieskich oczu.
- Dzień dobry – niby się uśmiechał, ale w jego głosie brzmiała pewna powaga.
- Dzień dobry – odpowiedziała cicho i w tym momencie przypomniały jej się wydarzenia zeszłej nocy. O dziwo nie poczuła zawstydzenia. Z początku była zaskoczona, że udało jej się na to zdobyć, a później zwyczajnie szczęśliwa. Cieszyła się chwilą i chyba nie tylko ona.
- Jak się spało? – czy w tym pytaniu była jakaś ukryta aluzja? W każdym razie ona ją usłyszała.
- Wspaniale – ten uśmiech był zaraźliwy. Hinata podniosła się do pozycji siedzącej, zasłaniając się kołdrą. Naruto też chciał to zrobić, ale zamiast tego syknął cicho z bólu. Nie ruszał się z miejsca.
- Co się stało ? – spytała granatowo-włosa, lekko zaniepokojona.
- Nie bardzo mogę się ruszyć. Ręka mi zdrętwiała – wyjaśnił, wskazując podbródkiem na swoją wyciągniętą, prawą rękę.
- Och, przepraszam. To moja wina – Hinata zdała sobie sprawę, że większość nocy przeleżała na ręce blondyna i pewnie, dlatego teraz chłopak nie może nią ruszać.
- Nie szkodzi, zaraz przejdzie. Tyle, że wiesz… - spojrzał na nią z udawanym strachem – Jestem teraz bezbronny.
Dziewczyna nie mogła powstrzymać chichotu. Zaczęła się powoli schylać, aby go pocałować.
- Nie mogę przepuścić takiej okazji – szepnęła tuż przy jego ustach i przeszła do rzeczy.
„A do diabła z tą ręką. Mam drugą” – pomyślał Naruto i lewą ręką złapał za głowę Hinaty by przyciągnąć ją bliżej.
Niestety, oczywiście zawsze, ale to zawsze w takich chwilach musi się pojawić ktoś trzeci, który wszystko przerwie i dodatkowo zjebie nastrój. Tym razem ten ktoś miał do tego nienażartą gębę. Znikąd zjawił się Kurama z pustą miską w pysku, który wskoczył na łóżko.
- A ciebie ktoś tu zapraszał ?! – wrzasnął Uzumaki, ale pies zbytnio się nie przejął. Dalej się wpychał pomiędzy swoich właścicieli, podsuwając im miskę niemal pod nos.
- No dobrze, dobrze – Hinata nie była zła, bardziej rozczulona. Wzięła miskę od Kuramy, chciała wyjść z łóżka, ale się zawahała.
- Mam zasłonić oczy ? – Naruto z całej siły starał się nie śmiać z jej zawstydzenia. Ale było to trudne. W sumie może zasłonić oczy. I tak się nie powstrzyma i zerknie przez palce. Ma specjalnie przegapić widok nagiej Hinatki ? No sorry.
- Ta…to znaczy nie… nie trzeba… – język trochę jej się plątał – Dam radę – to powiedziała jakby do siebie.
Kurama tymczasem nie pozwolił o sobie zapomnieć. Złapał kołdrę w zęby i zaczął ją ciągnąć by wyciągnąć swego pana z łóżka.
- Ty sobie naprawdę grabisz ! – Uzumaki przeniósł swoją uwagę na psa – Mam coraz większą ochotę by cię oddać do schroniska.
Pies w odpowiedzi wskoczył na swojego właściciela i zawarczał na niego. Chłopak był w gorszej sytuacji, bo mógł się bronić tylko jedną ręką.
- Ale się boję ! Musisz się bardziej postarać !
- Co chcesz na śniadanie ? – spytała dziewczyna, rozbawiona tą sytuacją. Blondyn zerknął na nią i przeżył załamkę. Zdążyła się ubrać w szlafrok. Kuźwa, przegapił okazję. Aż zaniemówił – Może jednak sama zdecyduję – stwierdziła nie doczekawszy się odpowiedzi i wyszła z sypialni, cała w skowronkach.
- Zmieniłem zdanie! – krzyknął Naruto na Kuramę, wyładowując frustrację – Wywiozę cię do Chin! Zobaczysz, że trafisz do spożywczaka i to nie, jako maskotka!
Pies w odpowiedzi szczeknął kilka razy.
- No, co ty nie powiesz ?! Strasznie rozmowny jesteś!

***

Powrót do rzeczywistości był bolesny. Nie było już czasu na amory, ponieważ następnego dnia był poniedziałek, powrót na uczelnię i początek egzaminów. Tak, sesja, czyli koszmar każdego studenta.
Naruto zdał sobie sprawę, że jest jeszcze kilka rzeczy, których nie czai. Było ich mało, no, ale jednak były. Musiał się, więc udać do Ero-wujka. Dobrze wyszło, bo dawno go nie odwiedzał, więc miał wymówkę. Hinata poszła z nim, lepiej się uczyć w grupie, nie ?
Uzumaki właśnie opierał głowę o blat stołu, na którym leżały sterty książek. Obok siedział znudzony Jiraiya. Hinata powtarzała swój materiał kawałek dalej, na kanapie. Nie chciała im przeszkadzać.
- Czemu tyle tego jest ? – blondyn miał już dosyć tej nauki. Już miał ochotę walić głową w stół, może wtedy wbije ten cholerny materiał w mózg raz na zawsze.
- To dopiero drugi rok. Poczekaj, będzie więcej – powiedział Ero-wujek, załamując się wyobrażając sobie przyszłe lata i narzekania wychowanka.
Naruto podniósł głowę i spojrzał na niego spod byka.
- Potrafisz pocieszyć człowieka, nie ma co.
Wertowali książki, strona po stronie. Jiraiya spokojnie i cierpliwie tłumaczył wszystko chłopakowi prostym językiem. Był już do tego przyzwyczajony. Zresztą podejrzewał, że gdyby nie on, blondyn musiałby powtarzać parę klas.
Naruto niby był skupiony na nauce, ale jednocześnie coś nie dawało mu spokoju. Zauważył mianowicie, że Ero-wujek co jakiś czas rzuca mu badawcze spojrzenie. Na początku myślał, że po prostu zauważył siniak pod okiem, ale odrzucił ten pomysł. Gdyby tak było, dawno by już go spytał skąd go ma. Więc czemu wciąż na niego zerka ?
Po jakimś czasie Hinata wstała i poszła do łazienki. Wtedy to Jiraiya, wręcz wlepił gały w chłopaka.
- No dobra, o co ci u diabła chodzi ? – Uzumaki nie wytrzymał i wreszcie wyrzucił to nurtujące go pytanie.
- Serio, to nie wiem.
- To, co się gapisz ?!
- Pojęcia nie mam. Wydaje mi się, że coś się zmieniło – wyznał mężczyzna.
- Niby, co ?
- No w tobie. I ogóle wszystko. Jesteś za spokojny.
- Wydaje ci się – Oj tam, po prostu po raz pierwszy zignorował kilka dziwactw Ero-wujka, nie wydarł się i tyle.
- Co chwilę zerkacie na siebie, z Hinatą – Jiraiya, aż się podrapał po podbródku, próbując rozszyfrować zagadkę.
- Wcale nie – No może zerknął raz czy dwa.
- Pierwszy raz widzę by Hinata uśmiechała się praktycznie cały czas. Odkąd tylko weszła. Przy nauce też, to nie naturalne.
- Po prostu jest w dobrym humorze.
- No tak, ale hmm… - zamyślił się głębiej – Z tego, co wiem, tak na ludzi działa jedynie se… - przerwał w pół zdania i wyprostował się jak struna.
- Coś nie tak ? – Naruto zaniepokoił się stanem Ero-wujka, który zaniemówił na dłuższą chwilę. Nagle mężczyzna zerwał się z krzesła i ku zaskoczeniu chłopaka, mocno go przytulił.
- Synu ! Nareszcie !
- Ej, co ty wyprawiasz ?! – blondyn próbował się uwolnić, ale bezskutecznie.
- Człowiek całe życie czeka na ten dzień, a gdy wreszcie nadejdzie to nie może uwierzyć !
- Co ty u licha pieprzysz ?! Złaź ze mnie ! – ledwo blondyn to wykrzyczał, w drzwiach pojawiła się Hinata. Zdziwiona patrzyła na swojego chłopaka, który próbował się uwolnić z uścisku Jiraiyi, który był bliski łez. Tak był wzruszony.
- To ja… się pouczę na górze – rzekła krótko i zniknęła.
Uzumaki chciał za nią zawołać „Czekaj, nie zostawiaj mnie. Ratuj” ale tego zaniechał. Niech ona się lepiej ratuje i ucieka. Sam by zwiał, gdyby mógł.
- Dzieci tak szybko dorastają – Jiraiya kontynuował swoją mowę – Ostatni raz byłem z ciebie taki dumny, gdy znalazłem „świerszczyki” pod twoim łóżkiem.
- Miałem 13 lat do cholery! A tak w ogóle…, KTO BYŁBY DUMNY Z CZEGOŚ TAKIEGO ?!!! Przyznaj się, w końcu ci odbiło, tak ?! Co to ma wspólnego…? – Biedak w tym momencie zrozumiał i przeżył drugie, w tym dniu załamanie.
- Mów! Jak było ?
- NO CHYBA CIĘ POJEBAŁO ?!!! ZŁAŹ ZE MNIE, TY STARY ZBOKU!!! – Naruto miał już tylko jedną myśl w głowie. Zwiewać z tego domu i to szybko. Tu jest zbyt niebezpiecznie.

***

Sesja na studiach trwa zawsze około 2 tygodni. Wszystko zależy od liczby przedmiotów na danym kierunku. Zwykle wygląda to tak: egzamin, 3 dni przerwy i znów egzamin. Ten czas dla studenta na pewno nie może być zbyt przyjemny, ale dla Naruto miał on dodatkowe wady.
Od tamtej kłótni, nie udało mu się zamienić z Sasuke ani słowa. Tamten unikał go jak ognia. Nie pozwalał nawet na kontakt wzrokowy, po prostu nic. Jakby się nie znali.
Uzumaki sam nie próbował z nim rozmawiać, bo tak naprawdę nie wiedział, co powiedzieć. Chciał mu pomóc, ale jak, skoro nie ma o niczym pojęcia? A ten cholernik nie kwapi się by wyznać cokolwiek. Zresztą Sasuke i zwierzenia...ech szkoda gadać.
Był pewny, że to nie wyobraźnia. Sasuke wpakował się w coś. W coś, co go zmienia, coś poważnego i jeśli nie zacznie działać będzie tylko gorzej. Na razie postanowił siedzieć cicho i go obserwować z boku. Jeśli teraz z nim porozmawia jak nic skończy się to kolejnymi obrażeniami. To było bardzo rozsądne podejście. Jak na niego.
Te 2 tygodnie minęły bardzo wolno. Czas się dłużył niemiłosiernie, ale prawdopodobnie wszyscy tak mieli. I jak to często bywa egzaminy trwały wieczność, a wyniki pojawiły się niemal od razu, co dla niektórych jest sporym niefartem.
Naruto już od czasów liceum miał pewien rytuał, jeśli chodzi o sprawdzanie wyników. Zawsze, kiedy podchodził do tablicy, na której wisiały kartki z ocenami, mocno zaciskał powieki i trzymał kciuki, powtarzając sobie w myślach:
„Nie ważne jaka ocena, ważne by lepiej od Uchihy”
Tym razem, nawet pomimo napiętej sytuacji, musiał powtórzyć rytuał, który skończył się okrzykiem triumfu. Aż się ludzie na niego dziwnie spojrzeli.
- Ha pierwszy ! Wiedziałem, jestem mistrz ! – przyznał nieskromnie – A Sasuke spada w dół ! Moment…Huh ?
Spodziewał się, że Sasuke jest drugi, ale nie było jego nazwiska. Na trzecim miejscu, czwartym, piątym i dalej też nie. To go mocno zaskoczyło. Uchiha od zawsze był typem kujona, zawsze był najlepszy we wszystkim, co strasznie wkurzało. To czemu teraz…?
Przejrzał całą listę kilkakrotnie, ale nazwiska „Uchiha” nie znalazł. Wreszcie je dojrzał, a dokładnie na kartce zatytułowanej: Studenci, którzy mają stawić się na poprawki.
Zacisnął zęby i pobiegł korytarzem przed siebie.
„Koniec” – myślał – „Gdyby nie to, że wciąż zachowuje się jak dupek, twierdziłbym, że go kosmici porwali, a ten tutaj to jakiś klon. Mam już dość tych jego fochów!”
Wypadł na zewnątrz i zaczął się rozglądać na wszystkie strony. Na szczęście w tłumie łatwo dojrzeć te jego czarne jak smoła kudły. Błyskawicznie pokonał dzielącą ich odległość i zagrodził przyjacielowi drogę.
- Czego ? – spytał „kulturalnie” Sasuke.
- Chciałem spytać, czy skończył ci się okres i ogólnie te twoje humorki ?! Masz ciche dni, czy co ?!
- Hmm, ładnie powiedziane. A teraz zjeżdżaj. Jak ci się podoba darcie ryja przy publice to odśpiewaj arię.
Faktycznie. Ludzie się znowu się zaczęli na niego gapić, ale Naruto miał to głęboko gdzieś. Przynajmniej teraz.
- Bardzo spokojny jesteś. Ale pasuje to do kogoś, kto tak lubi być bity. Mam znów ulżyć twojemu sumieniu i przypierdolić ci parę razy ? Może rozum ci wróci.
Sasuke drgnęła powieka. Nie dał się jednak wyprowadzić z równowagi. Jedynie jego spojrzenie, mówiło że chłopak jest wściekły. Atmosfera między nimi była tak napięta, że odczuwali ją nawet przechodnie, którzy bali się podejść do nich na odległość paru metrów.
- Z troski o siebie, lepiej odmówię. Nie chce trafić do kicia za pobicie…
- Stul pysk! Mam serdecznie dosyć tego twojego spokojniutkiego tonu. Wkurwia mnie.
- No to zejdź mi z oczu. Uszczęśliwisz nas obu.
- Czemu zawaliłeś sesję ? – Uzumaki przeszedł do sedna sprawy.
- Jak to „czemu” ? Każdemu się zdarza, nie ?
- Każdemu, ale nie tobie. Nie panu „jestem doskonały we wszystkim”.
- Czuję się zaszczycony – Uchiha ukłonił się teatralnie. Nie mógł powstrzymać złośliwego uśmiechu.
- Kiedy to prawda. Jeśli zawaliłeś to znaczy, że…jest coś o wiele ważniejszego od egzaminów, co musisz wykonać doskonale i tylko to się w tej chwili dla ciebie liczy – Sasuke spiął się na te słowa – Wcześniej myślałem, że wpakowałeś się w jakiegoś gówno i potrzebujesz pomocy, ale to nie o to chodziło. Ty to robisz celowo. Bo chcesz. Dlaczego ?!
Uchiha zwęził usta w cienką linią. Od początku robił wszystko, aby to, że dąży do zemsty pozostało tajemnicą, ale był naiwny. Naruto zbyt dobrze go zna. Wystarczy, że raz się potknie, a ten prześwietla go na wylot. Jeśli chce trzymać go z dala od kłopotów musi…
- Ja…ja muszę. – rzekł Sasuke, bardziej do siebie, niż do blondyna.
- Co musisz do cholery ?!
Uchiha potrząsnął gwałtownie głową. Zapomniał się.
- Zacząłeś to mów! – kontynuował Uzumaki - Jestem twoim przyjacielem, mnie możesz powiedzieć.
- Tak, jesteś nim – chłopak mówił z niezwykłą powagą w głosie – Dlatego…muszę to przerwać.
Zaległa cisza. Dźwięki z otoczenia nie docierały do ich uszu. Sasuke ruszył przed siebie. Chciał wyminąć blondyna, ale ten zagrodził mu drogę ręką.
- Co znowu…huh ? – chłopak zastygł, porażony spojrzeniem Naruto. Było ono połączeniem groźby z niezachwianą determinacją. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział.
- Nie ważne co powiesz i zrobisz. Nie pozwolę zerwać swoich więzi!
Jedynym dowodem na to, że Uchiha w ogóle usłyszał to zdanie, było to, że zwęziły mu się źrenice. Odepchnął rękę Uzumakiego i odszedł. Naruto stał przez moment bez ruchu, głęboko oddychając.
- Niech to szlag!
Pchany niejasnym przeczuciem pobiegł w kierunku, w którym przed chwilą poszedł Sasuke. Miał rację co do przeczucia. Udało mu się dojrzeć, jak chłopak wsiada do jakiegoś obcego auta. Próbował zobaczyć kto siedzi w tym samochodzie, ale dojrzał jedynie, że kierowca ma białe włosy i to wtedy, gdy Uchiha wsiadał do wozu. Przez te przyciemniane szyby gówno widać.
Patrzył w zamyśleniu na odjeżdżające auto. Cóż, na pewno nie uda mu się rozwiązać tej zagadki bez kolejnych wskazówek, a chyba właśnie pojawiła się następna.
Z tego transu obudził go dopiero czyjś dotyk na przedramieniu. Odwrócił się i zobaczył Hinate. Nie zauważył kiedy podeszła.
- Wołałam cię, ale nie słyszałeś. Wszystko dobrze ? – widać było, że się o niego martwi.
- Nie, nie wszystko – powiedział, po czym ujął jej dłoń, uniósł i pocałował. Dziewczyna zamrugała szybko, zaskoczona tym gestem. Był on taki…stosowny.
- Na…Naruto ?
- Wiesz, Ero-wujek powiedział mi kiedyś, że aby coś osiągnąć, sama siła woli, czy ciężka praca nie wystarczy. Nic nie uda się zdziałać, jeśli nie ma się kogoś, na kim człowiekowi zależy – wpatrywał się w jej dłoń, którą trzymał blisko twarzy. Po krótkiej przerwie mówił dalej – Bo to bliscy nam ludzie dają nam siłę aby nigdy się nie poddawać. Kiedy upadniemy, to oni pomogą nam się podnieść. Dzięki nim, możemy wciąż iść naprzód. Kazał mi o tym nigdy nie zapominać. Byłem wtedy szczylem i niewiele z tego zrozumiałem – w końcu przeniósł wzrok na nią – Teraz chyba wiem co miał na myśli. Łatwego zadania nie mam, ale czuję taką siłę, że mógłbym przenosić góry.
Hinata była lekko oszołomiona, ale nie wiedziała, czy to przez to co powiedział, czy przez…ten wzrok. A może przez oba ?
- Czemu tak na mnie patrzysz ?
- Tak sobie – wreszcie się uśmiechnął, ale nie tak jak zwykle. Tak…inaczej. Dziewczyna jeszcze nie mogła tego rozgryźć.
Naruto ścisnął mocniej jej dłoń i pociągnął ją w stronę wyjścia z kampusu.
„To przyjaciele i bliscy dają nam siłę, ale on ich bezwzględnie odrzuca. W takim razie co ciebie pcha naprzód, Sasuke ?”
Szkoda, że Uzumaki nie miał pojęcia, że w tej chwili najbardziej powinien się przejmować obserwującą go osobą, siedzącą w czarnym vanie.

***

Mijały tygodnie, a cała sytuacja ani trochę się nie poprawiała, a wręcz przeciwnie. Każdy miał swoje własne problemy, na które nie było rozwiązania.
Naruto mimo całego poświęconego czasu, nie mógł wpaść na to, co dla Sasuke może mieć tak wielkie znaczenie, że musiał się temu poświęcić bez reszty. Kiedy tylko mógł, obserwował go z boku i rzeczywiście parę razy udało mu znów zobaczyć ten samochód, który widział tamtego dnia pod uczelnią. Ale tylko jeden raz udało mu się zobaczyć jednego z pasażerów i był to właśnie ten białowłosy. Niestety, jego wygląd nic mu nie mówił.
Nie mógł zbyt często go obserwować. Uchiha bowiem zaczął coraz częściej znikać. Nie było go całymi godzinami, a parę razy znikał nawet na kilka dni. Nikt wtenczas nie miał pojęcia co się z nim dzieje, ani on, ani Sakura, ani Itachi. Przepadał jak kamień w wodę.
Jeśli zaś chodzi o rozmowę z Sasuke w cztery oczy…dosłownie w ogóle do niej nie doszło. Zamieniali ledwo dwa zdania, a już jeden z nich rzucał się na drugiego z pięściami. Raz jeden, a raz drugi. Wielkich obrażeń z tego nie było, ale Hinata i Sakura, po takim doświadczeniu, jakie dawali im ich chłopcy mogłyby pracować jako pielęgniarki. W końcu opatrywanie tych dwóch idiotów po bójkach należało do ich obowiązków.
Sam Uzumaki miał już taki mętlik w głowie, że wydawało mu się, że ma urojenia. Po około trzech tygodniach od ogłoszenia wyników egzaminów, zaczął sobie, według niego, wyobrażać, że jest śledzony. Dokładnie trzy razy widział to samo auto, we trzech różnych miejscach, w których często bywał. Zapamiętał numery rejestracyjne, aby się upewnić i rzeczywiście się zgadzały. W dodatku raz, gdy jadł ramen w swoim ulubionym barze, zauważył na zewnątrz faceta, którego tego samego dnia, widział w sklepie, w którym robił zakupy. Raczej się nie mylił, miał niezłą pamięć do twarzy, ale fakt, że jest śledzony wydawał się absurdalny. Po jaką cholerę ktoś miałby za nim łazić ? Nie umiał sobie tego wytłumaczyć.
Sasuke natomiast miał coraz więcej roboty. Jemu i jego drużynie zlecano coraz więcej zadań z różnych kategorii. Zaczął rozeznawać się w tym środowisku. Poznał całkiem sporo ludzi, którzy pełnili „pewne” funkcje. Znał także mnóstwo miejsc strategicznych, których miejscowa sieć przestępcza używała do swoich celów. Można wręcz powiedzieć, że czuł się już zadomowiony. Przestał zwracać uwagę na przemoc wokoło.
Jednakże zadań przybywało, i to nie jakiś błahych, ale coraz poważniejszych. Suigetsu mu powiedział, że nigdy wcześniej nie dostawali tak odpowiedzialnych robót. Cóż, Uchiha podejrzewał z czego może wynikać ta zmiana. Podczas jego pierwszego spotkania z szefem, ten jasno mu powiedział, że musi się nauczyć wielu rzeczy, inaczej w bezpośredniej konfrontacji z wrogiem nie będzie miał żadnych szans. Od tamtego czasu sporo minęło, ale też zyskał doświadczenie jakiego potrzebował.
Wszystko szło po jego myśli, oprócz dwóch rzeczy. Pierwszym problemem było podwójne życie.
Jego zniknięcia były coraz bardziej widoczne, co trochę komplikowało jego stare życie. Darował sobie wymyślanie wymówek i tak nic nie dawały. Tak samo jak spławianie Naruto. Ten głupek wciąż wracał i nie odpuszczał. Wyprowadzał go tylko z równowagi. Na nieszczęście, jeśli chodzi o umiejętności walki byli równi, więc obrywał w równym stopniu. Uchiha również nie zamierzał się poddawać. Przysiągł, że będzie trzymać Uzumakiego jak najdalej, dla jego własnego dobra, choćby i miał do końca życia mieć lima pod okiem.
Tylko Sakury nie mógł odrzucić do końca i utrzymywał z nią jakiś kontakt, ale nie kwapił się być uprzejmym. Tamto środowisko robiło swoje i zostawiało na nim ślady. Widział, że często sprawia, że jego dziewczyna cierpi, ale nic z tym nie robił. Wolał aby to ona się w końcu otrząsnęła i go zostawiła, ponieważ on sam nie potrafił tego zrobić. To był jedyny, dla niego sposób by ją odtrącić.
Druga rzecz nie była wielkim kłopotem, ale dawała dużo powodów do zastanawiania się. Mianowicie sytuacja z sylwestra znów się powtórzyła. To było, gdy Orochimaru dowiedział się, że pewien handlarz bronią, który do tej pory pracował dla niego, zaczął sprzedawać towar jego przeciwnikom. Wysłał wówczas całą jego grupę, aby uświadomiła gościa, że zmiana stron może być dla niego wielce niekorzystna. Koleś nie brał ich na poważnie, dopóki przez przypadek nie wyszło na jaw nazwisko lidera drużyny – Uchiha. Facet był przerażony, przysięgał im na kolanach, że już nigdy nie odważy się zrobić cokolwiek przeciw szefowi. To był kolejny przypadek, kiedy ktoś reagował strachem na dźwięk słowa „Uchiha”. Sasuke wiedział już, że nie jest to przypadek, że jest w tym jakieś drugie dno. Ale nie miał pojęcia co o tym myśleć.

***

Orochimaru wpatrywał się w ekran swojego komputera. Był z czegoś bardzo zadowolony. Chytry uśmiech nie zszedł mu z twarzy, nawet kiedy do pokoju wszedł Kabuto.
- Chciał mnie pan widzieć.
- Tak, mam parę spraw do omówienia – obrócił się na krześle, aby móc patrzeć w oczy swojemu podwładnemu.
- Słucham.
- Jak uważasz…czy Sasuke-kun dobrze się spisuje ?
- Z niechęcią to mówię, ale tak. Szybko się tu wpasował – okularnik prychnął z pogardą – Pewnie ma to we krwi.
- Też tak sądzę. Spisuje się tak dobrze, że miałbym ochotę zatrudnić go na stałe. Jednakże…myślę że w takim bądź razie jestem mu coś winien.
- Chce pan...
- Tak - rzekł krótko - W końcu umowa jest umową, a poza tym rozrywka z obserwowania go, staję się zbyt monotonna. Pomyśl tylko – mężczyzna na chwilkę wysunął swój język i dotknął nim swojej górnej walki – Ile zabawy będziemy mieć, kiedy dam mu to czego tak pragnie. Już się nie mogę doczekać.
- Tak – Kabuto uśmiechnął się złośliwie – Jego reakcja może być interesująca. Mam go tu ściągnąć ?
- Nie trzeba. Sam to zrobię. Pamiętaj, to do mnie się zwrócił o pomoc, więc czas bym mu jej udzielił. Ty masz inne zadanie.
Okularnik stał cierpliwie czekając na więcej informacji.
- Niedługo muszę wyjechać na kilka dni. Do stolicy.
- Mogę spytać dlaczego ? – siwowłosy był trochę zdziwiony tą wiadomością.
- Mam spotkanie ze starym przyjacielem. Będziemy ubijać interes – mężczyzna nie zamierzał ujawniać więcej. Tajemniczy uśmieszek nie schodził mu z twarzy – Ten Uzumaki wciąż jest obserwowany? – spytał po chwili milczenia.
- Owszem, ale chyba nie są zbyt dyskretni.
- To nieważne, ważne że mają go na oku. Kiedy wyjadę masz skontaktować się z Sakonem i jego ludźmi. Niech przejmą obserwację i poczekają na odpowiedni moment. Mają porwać gówniarza, przy pierwszej okazji, gdy chłopak będzie sam, jasne ?
- Tak, oczywiście.
- Gdy to zrobią, daj mi znać. Podam wówczas następne instrukcje – przerwał, wstał z fotela i wolnym krokami począł się zbliżać do podwładnego – Załatwimy sprawy obu chłopców w tym samym czasie. Inaczej któryś z nich mógłby się wmieszać…a tego nie chcę.
Zatrzymał się tuż przed Kabuto i wyciągnął dłoń. Okularnik zrozumiał o co chodzi i podał szefowi telefon, którego używał kiedy kontaktował się z Uchihą. Był na kartę, więc nie dawał się namierzyć.
- Jeśli zrozumiałeś, możesz wyjść.
Okularnik wykonał polecenie i wyszedł. Orochimaru patrzył się na komórkę prze dobrą minutę.
- Trudno ocenić…na którego z braci należy stawiać, ale…myślę, że ja postawiłbym na ciebie, Sasuke-kun.
Mężczyzna wybrał odpowiedni numer i zadzwonił. W tym samym czasie, telefon Sasuke zaczął wibrować.


***

(Od autorki) Ta da da dam ! Spoko będę w niedzielę. Aha i jeszcze może ktoś pamięta jak mówiłam, że mam pomysł na Oneshota, ale jest on strasznie...głupi. Poddałam się i zaczęłam go pisać :/ ale myślę że tym razem nie dam go zamiast rozdziału tylko gdzieś w środku tygodnia, ale nie wiem jeszcze kiedy. To na razie !