:)

:)

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 21

(Od autorki) Skoro dzisiaj jest dzień kobiet, to dedykuję ten rozdział wszystkim moim czytelniczkom, w tym Ai ;) cieszę się z każdej nowej osoby, której podobają się moje wypociny. Witam i zapraszam do czytania.
A tak nawiasem mówiąc: Tak, to Shikamaru śledził Sasuke, brawo ;) widziałam, że się połapiecie.

***



Itachi stał na balkonie i obserwował nocne niebo, rozświetlane setkami fajerwerków. Nie wiedział, czy to dzisiejsze wydarzenia, czy może właśnie ten widok przyprawiły go o niepokój, który nie opuszczał go już od kilku godzin. Nie miał dowodów, a jedynie jedną, małą przesłankę, ale i tak czuł, że ma racje. Cóż, niedługo się wszystko wyjaśni.
Obserwowanie sztucznych ogni nie uspokoiło go ani trochę, ani nie oderwało go od przykrych myśli. Wrócił więc do środka, do swojej sypialni. Nie chciało mu się spać. Zszedł na dół, do salonu. Tam, na półce znalazł albumy ze zdjęciami. Zapalił światło, rozsiadł się na podłodze i zaczął je przeglądać.
Pierwszy album był, według niego nieciekawy. Prawie każde zdjęcie przedstawiało jego, w okresie niemowlęcym. Później jako roześmianego 2-latka, a potem 3-latka. Dopiero przy drugim albumie, w głowie starszego Uchihy, zaczęły pojawiać się wspomnienia.
Pamiętał doskonale, jak w wieku 4 lat rodzice powiedzieli mu, że będzie miał braciszka. Na początku był zły. Nie chciał mieć rodzeństwa, wolał być jedynakiem. Ale to było naturalne. Lecz, wszystko się zmieniło miesiąc po jego piątych urodzinach, 23 lipca.

***

Mały Itachi trzymał mocno rękę swojego taty. Szli szpitalnym korytarzem. Chłopiec czuł się nieco zagubiony. Nowe miejsce i tłum ludzi go peszył. Niektórzy byli ubrani w piżamy, a inni w białe fartuchy. Uśmiechali się do niego przyjaźnie, ale on nie odwzajemnił uśmiechu. Chciał wiedzieć, czemu tata go tu przyprowadził.
W końcu weszli do jakiejś sali. Tam, na łóżku leżała mamusia. Trzymała coś. Coś małego, owiniętego w niebieski kocyk.
- Hej Itachi – uśmiechnęła się do niego ciepło - Podejdź, musimy ci kogoś przedstawić.
Chłopiec niepewnie podszedł do łóżka. Mama podsunęła mu to „coś” pod nos. Zobaczył małą twarzyczkę. Była cała czerwona i lekko pomarszczona. Przysunął się bliżej, aby lepiej się przyjrzeć. Wtedy ta istotka zmarszczyła nosek. To było słodkie.
- Poznaj swojego młodszego braciszka – powiedział tata, który stał tuż za nim.
Aha, więc to jest jego brat! Jak się tu znalazł ? Wcześniej rodzice mówili, że jest w brzuchu mamy.
- Nazywa się Sasuke – rzekła mama.
Itachi jeszcze niedawno miał nadzieję, że jego braciszek nigdy się nie pojawi, a teraz był, a on jest zwyczajnie…szczęśliwy z tego powodu.
- Jest śliczny – powiedział to co myślał. Nie zauważył, że jego rodzice odetchnęli na to stwierdzenie z ulgą.
Chłopczyk dotknął policzka dziecka, które w tymże momencie otworzyło oczka. Była ciemne, takie jak jego.
- Mogę go potrzymać ? – spytał nieśmiało. Mama i tata ostrożnie podali mu Sasuke do rąk. Był bardzo ciężki, ale wiedział, że za wszelką cenę nie może go upuścić. Nie chce by maleństwu stała się krzywda.
- Teraz jesteś starszym bratem – powiedział tata, dotykając jego ramienia – To niesie pewne obowiązki.
- Jakie ? – spytał, zaciekawiony.
- Musisz go chronić – wyjaśniła mama – Być z nim, kiedy my nie możemy. Obiecujesz, że będziesz go chronić ?
- Obiecuję, mamusiu – wykrzyknął z dziecięcą żarliwością – Będę najlepszym starszym bratem na świecie.

***

Itachi prychnął. odkładając album na bok.
- Może, gdybym nie złożył tej obietnicy, rodzice wciąż by żyli – szepnął w ciemność.
Oglądał następne zdjęcia. Sasuke w kąpieli, w wózeczku, jego pierwsze urodziny. Czemu tych fotografii jest mniej niż jego własnych ? Licho wie.
Dalsze zdjęcia nie przedstawiały pojedynczych osób. Zawsze był on z Sasuke, albo tylko rodzice lub po prostu cała rodzinka. Uroczystości w przedszkolu Sasuke, w jego szkole, na wakacjach lub po prostu zwykłe, codzienne chwile. Szczęśliwa rodzina.
Wszystko się zmieniło niedługo przed szóstymi urodzinami Sasuke. Itachi się zmienił, stał się poważny i smutny, a uśmiech pokazywał jedynie młodszemu bratu. Zaczęły się kłótnie, domowe awantury, o których Sasuke nic nie wiedział i nie miał się dowiedzieć. A potem…rodzice zginęli.
Dom i cały majątek należał do nich dwóch, ale mieli go dostać dopiero, gdy staną się pełnoletni. Przez rok byli odsyłani od jednej rodziny zastępczej do drugiej. W żadnej nie zabawili długo, bo i tak obaj uciekali do rodzinnego domu. W końcu trafili pod opiekę kobiety, której ich los w ogóle nie obchodził. Wzięła ich do siebie, by mogła otrzymać zapomogę.
Tak właśnie bracia, którzy byli jeszcze dziećmi zamieszkali sami. Itachi w młodym wieku został głową rodziny i musiał opiekować się małym braciszkiem. Do tamtej kobiety wracali, tylko gdy zbliżała się wizyta kuratora, a tak poza tym byli niezależni.
Z tamtego okresu, aż do dziś było niewiele zdjęć. Na każdym z nich Sasuke nie wyrażał żadnych emocji, były przygnębiające, ponure. Nawet, gdy fotografie przedstawiała obu braci, było widać między nimi jakiś dystans. Ale zdarzały się wyjątki.
Na przykład te 2 zdjęcia, które Itachi właśnie trzymał w dłoni. Pierwsze pochodziło z czasów gimnazjalnych Sasuke. Trwały wtedy szkolne zawody sportowe, przedstawiciele klas walczyli między sobą w różnych dyscyplinach. Fotografia przedstawiała drużynę siódmą: Naruto, Sakura i Sasuke, którzy roznieśli inne drużyny w pył w prawie wszystkich konkurencjach.
Drugie zdjęcie przedstawiało pierwsze w sezonie, zajęcia taijutsu dla najmłodszych. Sasuke i Naruto, z ochraniaczami na czołach, przedstawiający gotowość do ćwiczeń. Właściwie to blondyn był gotowy, ten drugi chciał pobić i przyjaciela i fotografa i nie wiedział kogo wybrać.
Tak, to jedyne zdjęcia po TYM zdarzeniu, gdy Uchiha Sasuke pokazuje jakiekolwiek emocje.
Itachi z westchnieniem, opadł na podłogę i dotknął swojego czoła. Zmartwienie nie chciało odejść. Młody mężczyzna jeszcze nigdy nie chciał tak bardzo być w błędzie.

***

- Sasuke, masz w pysk jak nic ! – Naruto mierzył, oskarżycielsko palcem w przyjaciela. Hinata stała obok i trzymała dłoń na ustach by powstrzymać śmiech.
Z ich „randki” na dachu wrócili prosto na plac główny, a gdy Uzumaki zobaczył Uchihę musiał wystrzelić z tym tekstem.
- Tak ? To dawaj. Chętnie się pośmieje.
- Nie sądzę byś chciał się śmiać bez zębów ! Gdzieś ty, kuźwa był ?
- No tu. To raczej ty zniknąłeś, nie ?
- Wiesz, że nie o to chodzi, debilu !
Naruto zauważył, że Sasuke przygląda się czemuś za jego plecami. Obrócił się i tajemnica się wyjaśniła. Ponieważ kilku kretynów kupiło zbyt dużo fajerwerków i teraz je jeszcze wystrzeliwali, naszyjnik Hinaty wciąż świecił, przykuwając wzrok. Serio, ten kryształek można by pokazywać na fizyce aby załamywał światło. Wszyscy uczniowie w ławkach momentalnie by się obudzili.
- Skąd ona to ma ? – spytał bez ogródek.
- Ode mnie.
- Serio ? Stać cię na taką błyskotkę ?
- To pamiątka rodzinna Ero-wujka. Po jakiejś ciotce, czy kogoś tam – spokojny wyraz twarzy w jednej chwili znów stał się bojowy - A tak w ogóle to nie zmieniaj tematu !

***

Sasuke przetarł oczy i powoli podniósł się z łóżka, tak aby nie zbudzić śpiącej obok Sakury. Wczoraj w nocy (a dokładnie to dzisiaj, no bo północ, te sprawy) z centrum wrócił prosto tutaj z Haruno, po czym…zajęli się sobą i trochę nabałaganili. Pozbierał z ziemi swoje ciuchy i zaczął się ubierać.
Zerknął na zegarek. Dochodziła 9:15. Wcześnie jak na dzień po sylwestrze. Sakura pośpi jeszcze przez jakiś czas (trochę ją wczoraj wymęczył), a on będzie mógł się przejść. Popatrzył przez chwilę na śpiącą dziewczynę, po czym wyszedł.
Chodził po ulicach, bez celu. Dla zabicia czasu wymyślał różne wymówki, których będzie musiał użyć w przyszłości. Samo zbywanie nie wystarczy, a Naruto i tak już wyobraża sobie nie wiadomo co.
W tym momencie ktoś przykrył mu usta dłonią i wciągnął w ciemny zaułek. W jednej chwili chłopak pojął co się dzieje.
„Więc to miał na myśli Suigetsu, mówiąc o konsekwencjach. Za niesubordynację musi być kara.”
W ciągu 2 sekund przeanalizował całą sytuację. Dwóch mężczyzn. Jeden trzyma go w żelaznym uścisku i pilnuje by nie krzyknął, a drugi właśnie idzie w jego stronę z jakimś ostrym narzędziem.
„Dwóch na jednego ? Boże, to zbyt proste.”
Z całej siły nadepnął na stopę mężczyźnie, który go trzymał. Facet syknął z bólu i odsunął się kawałek. Wykorzystał jego nieuwagę i wycelował łokciem w sam środek jego twarzy.
Drugi, widząc co się dzieje, przyśpieszył z zamiarem zadania Sasuke ciosu, lecz on wykonał unik, a potem swój popisowy kop z półobrotu.
Obaj, mimo, że otrzymali silne ciosu, zaczęli się podnosić i przy okazji mówili wszystkie przekleństwa, jakie przyszły im do głowy. Sasuke zamiast strachu czuł adrenalinę w swoich żyłach i ekscytacje. Po raz pierwszy mógł w pełni użyć swoich umiejętności sztuki walki i nie musiał się powstrzymywać. To nie jest trening, może iść na całość.
Uśmiechnął się, widząc, że przeciwnicy znów rozpoczęli natarcie. Wypowiedział na głos swoją wcześniejszą myśl.
- To zbyt proste.
Kilka minut później, Uchiha wyszedł z zaułka z jedynie rozciętą wargą. Nieźle jak na pierwszy (poważny) raz. Nie mógł powstrzymać uśmiechu. Zadowolony z siebie, skierował się w stronę domu. Udał, że nie widzi zaparkowanego po drugiej stronie ulicy, czarnego BMW. Niech sobie patrzą i zrozumieją, że nie jest ich własnością by słuchać wszystkich rozkazów bez szemrania.
W samochodzie, na miejscu kierowcy siedział szaro-włosy okularnik, a za nim jego szef.
- A nie mówiłem, że on dostarczy nam nieco rozrywki ? – rzekł Orochimaru, bardzo kontent z tego co przed chwilą widział.
- Miał pan rację – Kabuto poprawił swoje okulary, które zjeżdżały mu z nosa – Chłopak w pełni zasłużył na swoje nazwisko. Prawdziwy z niego Uchiha.
- A owszem. Braciszek i rodzice powinni być dumni – mężczyzna zamilkł. Auto ruszyło i wtedy wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki, zdjęcie. Zrobił je niedawno jeden z jego ludzi. Przedstawiało niebieskookiego blondyna.
- Przekaż to dalej – powiedział, a właściwie rozkazał, wskazując na fotografię – Niech czekają na mój znak.
- Tak jest.

***

Ani Hinata, ani Sakura wcześniej nie były na tej sali. Znajdowała się piętro wyżej, nad salą treningową, w której zwykle ćwiczyły, ale była o wiele większa. Podłoga była jasnozielona, a ściany szare i miejscami odrapane. Na środku było namalowane białe koło, ale było jakieś 3 razy większe niż to w normalnym miejscu ćwiczeń. Wszyscy stali na czerwonym balkonie, z którego można było obserwować walki. Farba na nim już odpryskiwała. To miejsce musiało widzieć niejeden pojedynek.
Hinata przyjrzała się reszcie uczestników. Było ich mniej niż się spodziewała. Konoha wystawiła siedmiu uczestników, a pozostałe 4 miasta tylko dwóch lub trzech. W sumie było ich wszystkich szesnastu.
- Zasady są takie same, jak w zwykłych pojedynkach ? – spytała Naruto, który stał oparty o barierkę.
- Podobne, ale nie takie same – przerwał by po chwili zacząć wyjaśniać – To wszystko wygląda tak, najpierw komputer losuje pary do walk. Na dole mogą przebywać jedynie walczący i sędzia. To tamten gościu – wskazał na faceta, który wyglądał jak półtora nieszczęścia. Miał worki pod oczami i strasznie kaszlał.
- Czy z nim na pewno jest dobrze ? – dziewczyna zaniepokoiła się stanem zdrowia mężczyzny.
- Nie przejmuj się, on tak zawsze. Cud, że jeszcze żyje. W każdym razie on czuwa, aby uczestnicy nie łamali zasad. Czyli, żeby nie celowali w twarz, albo nie stosowali innych niedozwolonych chwytów. Walka kończy się, gdy jeden z zawodników zostanie wypchnięty poza obwód koła 3 razy. Okręg jest spory, więc trwa to jakiś czas. Pojedynek może się też skończyć, gdy…- nie dokończył zdania. Uświadomił sobie, że nie powinien tego mówić.
- Gdy, co ?
- Gdy, któreś z dwójki się podda albo straci… - przełknął głośno ślinę - …przytomność.
Dziewczyna, zaskoczona otworzyła usta.
- To zdarzały się przypadki, kiedy ktoś tak mocno kogoś…?
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie widziałem takich przypadków, ale to rzadkie serio ! – po co w ogóle o tym gadał ?
- Ale co ciekawe…- kontynuował - …nawet, jeśli pokona się wszystkich, nie oznacza to, że wygrało się zawody.
- Nie ?
- Zwycięzcy są ogłaszani na sam koniec. Może być ich jeden, więcej lub nawet wszyscy zawodnicy. Sędziowie decydują, czyli nasi senseie. Wybierają tych, którzy się wyróżnili, ich zdaniem oczywiście. Pamiętam 3 przypadki, kiedy gość, który pokonał wszystkich nie wygrał zawodów.
- To jest…dziwne – wypowiedziała głośno swoje myśli.
- Urok taijutsu – skwitował, krótko swoją wypowiedź.
Hinata zaczęła się rozglądać i zauważyła, że większość uczestników posyła w stronę całej siódemki z Konohy, nienawistne spojrzenia. Przysunęła się bliżej swojego chłopaka.
- O co im wszystkim chodzi ?
- Nie znoszą nas – mówił, jakby to była oczywistość – Nie dość, że co roku wystawiamy najwięcej uczestników, to jeszcze od kilku lat, zawsze ktoś z nas wygrywa.
Dziewczyna uniosła lekko brwi. Nie widziała, że Konoha stanowi, aż takie zagrożenie.
- W zasadzie to myślałam, że będzie więcej ludzi.
- Zawsze jest nas mnie więcej tyle. Taijutsu to mało popularna dyscyplina.
- Właściwie dlaczego ?
- Bo nie każdy, może być ninja – na jej pytanie odpowiedział Kakashi, który pojawił się za nimi, nie wiadomo skąd. Para odwróciła się w jego stronę.
- To wymagająca dyscyplina i potrzeba w niej wytrwałości – mówił dalej – Dam ci przykład. W tym roku na zajęcia, dla najmłodszych zapisało się 30 dzieciaków. Po tygodniu ta liczba spadła do 9. Jak widzisz nie każdy się do tego nadaje.
- W innym wypadku ta sztuka walki nie byłaby tak wyjątkowa – dodał Uzumaki.
- Dziwię się, że w ogóle komuś się chce – powiedział Shikamaru, który podszedł właśnie do swojego szefa.
- W takim razie, są tu tylko sami doświadczeni… a ja…tak krótko ćwiczę…i jeszcze jestem geninem… - nie wiedziała jak to sprecyzować. Może przez tą wiadomość o utratach przytomności, była nie pewna ?
- Nie wybrałbym, ani ciebie, ani Sakury, gdybym nie sądził, że macie szanse wygrać – rzekł spokojnie Kakashi – Poza tym, Naruto wygrał swoje pierwsze zawody, właśnie jako genin – dodał, po czym skierował się w stronę grupy pozostałych sędziów razem z Narą. Czekał tam na nich (na nieszczęście Hatake) Gai-sensei.
- Naprawdę ? Niesamowite – rzekła Hyuga z podziwem.
- Cóż…- blondyn podrapał się z tyłu głowy, próbując być skromny. Nie wyszło za dobrze.
Podeszli oboje do reszty grupy i czekali na rozpoczęcie.
- To, co Sasuke – Naruto zwrócił się do przyjaciela – Gotowy na pecha ?
- Pecha ? – zdziwiła się Sakura.
- Jemu chodzi o to, że to nasze zawody nr 13 – wyjaśnił chłopak, obojętnym tonem. Zawody w różnym kategoriach wiekowych, ale jednak nr 13.
Sakura i Hinata wymieniły porozumiewawcze spojrzenia. Chłopaków trzynaste, a ich pierwsze. Nie da się porównywać doświadczenia.
W tym momencie sędzia ogłosił rozpoczęcie oraz pary w pierwszych ośmiu pojedynkach. Komputer wylosował przeciwników tak, że każdemu z Konohy przypadł ktoś z innego miasta, toteż na razie przyjaciele nie musieli ze sobą walczyć.
Jako pierwszy walczył Sasuke i jakiś typek z Suny. To była bardzo krótka walka. Po pierwszym wypchnięciu z koła, gość się poddał i wygrał Uchiha. Gdy wchodził po schodach na balkon stwierdził:
- Z roku na rok, jest to coraz łatwiejsze.
Następny był Lee, który oczywiście także rozgromił swojego przeciwnika. Potem był pojedynek dwóch nieznanych chłopaków. Wygrał gość imieniem Abumi Zaku.
Następnie przyszła kolej na Sakurę. Bez wahania zeszła na dół. 6 minut jej walki z chłopakiem z Kiri, przyprawiło widzów, jak i sędziów o gęsią skórkę. Nikt nie przypuszczał, że ta różowa dziewczynka ma w sobie takie pokłady siły. Wszyscy oglądali pojedynek z oczami wielkimi jak spodki.
- Ja…ja nie chcę z nią walczyć – wykrztusił, lekko przestraszony blondyn, gdy Haruno po raz trzeci wyrzuciła przeciwnika z koła.
Następny mecz należał do Nejiego, który tak jak reszta rozegrał go po mistrzowsku. Hinata wreszcie zrozumiała, czemu Konoha nie jest lubiona. Bo jest zwyczajnie niezwyciężona. Wówczas nadeszła jej kolej.
Na chwilę w jej umyśle pojawił się pomysł, aby się poddać, ale szybko to odrzuciła. Miała walczyć z dziewczyną z Kumo. Walka trwała 8 minut i nikt nie mógł go obejrzeć w spokoju, gdyż Uzumaki konieczne musiał dopingować swoją dziewczyną i to jak najgłośniej.  Młoda Hyuga, mimo że została raz wyrzucona z koła, to swoją przeciwniczkę wypchnęła razy 3.
Później był 5-minutowy pojedynek Tenten, który ledwo wygrała, bo wypadła z koła 2 razy. Na końcu walczył Naruto i jego walka trwała tak samo krótko jak walka Sasuke.
Nadszedł czas na drugą rundę.
Najpierw walczyli Naruto z Tenten. Dziewczyna wyszła poza koła 3 razy, a chłopak tylko 1.
- Kiepsko widzę przyszłość tutejszej policji – zażartował blondyn, podając przyjaciółce rękę.
- Weź, się zamknij.
Drugi pojedynek należał do Nejiego i Hinaty i był to najdłuższy, jak na razie pojedynek. Niestety skończył się on przegraną granatowo-włosej, lecz na szczęście nie była smutna. Uważała, że jak na pierwszy raz, super jej poszło.
Później byli Sasuke i Lee. Brewka był tak podekscytowany, że prawie nie skupiał się na walce i przegrał.
Na końcu była Sakura i wymieniony wyżej Zaku. Był to pierwszy, tego dnia tak brutalny pojedynek. Hinata, zakryła usta dłonią, gdy Haruno oberwała tak mocno, że upadła na ziemię.
- O nie ! To było nie fair.
- Wiem, ale to niestety nie było wbrew zasadom – Naruto trudno było patrzeć na to co się dzieje. Ten Zaku totalnie przeginał pałę. Chłopak zerknął na bok, na Uchihe. Chłopak mocno zaciskał szczękę, a dłonie na barierce, zbielały aż po knykcie. Uzumaki nie próbował go uspokoić, bo sam był wściekły. Walka skończyła się przegraną Haruno.
Rozpoczęły się półfinały.
Jako pierwsi byli Naruto i Neji. Była to bardzo wyrównana i trzymająca w napięciu walka. Po 10 minutach, obaj chłopcy mieli za sobą po 2 wypchnięcia za koło. Następne ciosy miały być decydujące. Rzutem na taśmę zwyciężył Uzumaki, ale ledwo co. Hyuga to silny przeciwnik.
Przedostatni pojedynek miał być rozegrany między Uchihą, a Abumi. Sasuke schodząc na dół, czuł, że furia go nie opuściła. W świetle lamp jego oczy zabłysły czerwienią. Zapomniał, gdzie jest oraz co tu robi. Liczyła się tylko eliminacja przeciwnika przed sobą.
„Mam bardzo złe przeczucia” – pomyślał Naruto.
Kiedy zaczęła się walka, wszyscy zapomnieli o brutalności Zaku w poprzednich pojedynkach, bo Sasuke nawet nie udawał, że trzyma się zasad. Uderzał nie tak by wygrać, lecz aby tamtego zabolało. Sędzia nic nie mógł zrobić, ponieważ dostał ostrego ataku kaszlu.
- Sasuke, przestań – krzyknął Kakashi, ale Uchiha nie słuchał. Złapał swojego „wroga” za ręce od tyłu, a nogę trzymał na jego plecach, żeby tamten nie mógł wstać.
- Sasuke, stój ! Odbiło ci ?! Połamiesz mu ręce – krzyczał Naruto, ale jego słowa nie docierały do przyjaciela. Był  głuchy na wszystko.
Sakura ciężko oddychała z przerażenia, a po jej policzkach ciekły łzy. Nie mogła na to patrzeć.
- Sasuke-kun !!! – rozdzierający serce szloch rozbrzmiał w całej sali.
Chłopak momentalnie znieruchomiał jak głaz. Jej głos dźwięczał mu głowie.
Kocham cię.
Wiem. I dziękuję ci za to.
Uchiha rozluźnił uścisk, a wtedy Abumi upadł na ziemię. Nie miał siły aby wstać. Sasuke zaczął się powoli wycofywać, ale chwilę później puścił się biegiem w stronę wyjścia.
- Nie waż się uciekać, sukinsynie ! – Naruto w mig pokonał schody i pobiegł za chłopakiem. Gonił go korytarzem.
- Stój ! Sasuke !
Chłopak nie posłuchał i chwilę później zniknął Naruto z oczu, za drzwiami tylnego wyjścia. Blondyn wybiegł za nim, ale nie było po nim żadnego śladu.
- Kurwa, szybki jest.
Tymczasem jedynymi ludźmi na sali, którzy byli spokojni był Kakashi i Shikamaru. Spojrzeli na siebie, utwierdzając się w tym, że myślą o tym samym.

***

Itachi siedział przy biurku z kartą pamięci w dłoni. Godzinę temu, wyjął ze specjalnej skrytki pocztowej kopertę, w której była owa karta. Nie czekając dłużej włożył ją do laptopa i przeanalizował jej zawartość. Było na niej wszystko, co udało się dowiedzieć jego „znajomemu”.
Po kliku minutach, Uchiha zakrył oczy dłonią, po czym zaczął się śmiać. Śmiał się głośno i nie mógł przestać, to było niekontrolowane. Zdjął rękę i ukazał swoje, intensywnie błyszczące szkarłatem oczy. Maska spokojnego obywatela spadła z twarzy i pokazało się to prawdziwe, ukryte oblicze.
- Braciszku, chyba cię jednak nie doceniałem.

***

Ponieważ Sasuke zwiał, Naruto zwyciężył w finale walkowerem, ale chłopak miał to w dupie. Szedł korytarzem, z zaciśniętymi pięściami. Chciał albo coś rozwalić, albo iść ścigać Uchihe, choć nie znał nawet kierunku, w którym powinien biec.
Głowa go bolała od tej wściekłości i tego całego natłoku myśli. Uspokoił się dopiero, kiedy przechodził obok damskiej szatni i zobaczył siedzącą pod ścianą, skuloną Sakurę. Miała twarz zaczerwienioną od płaczu.
- Sakura-chan.
Dziewczyna podniosła na niego wzrok.
- Naruto… – głos miała zachrypnięty – Naruto…Czy to było normalne ? On zawsze tak… - nie zdołała dokończyć.
Blondyn w pierwszej chwili chciał jej powiedzieć, że to nie było nic takiego. Nic odchodzącego od normy, ale nie mógł jej okłamać. Oboje, po raz pierwszy wiedzieli to mroczne oblicze Sasuke.
Uzumaki ze zrezygnowaniem, pokręcił przecząco głową. Haruno na ten gest, oparła czoło o swoje kolana.
Chłopak podszedł do niej i wyciągnął dłoń by pomóc jej wstać. Sakura przyjęła pomoc, po czym mocno przytuliła się do zaskoczonego blondyna. Naruto, czując, że dziewczyna potrzebuje wsparcia, odwzajemnił uścisk.
- Naruto…- znów pociekła jej łza – Z nim dzieje się coś złego – zdołała wykrztusić.
Uzumaki nie powiedział na głos, że się z nią zgadza. Nie chciał by się bardziej martwiła. Miał ochotę stłuc Sasuke.
W tym momencie, z damskiej szatni wyszła Hinata. Zaniepokojenie, które czuła przeszło w oka mgnieniu, gdy jej oczom ukazał się obraz wtulonych w siebie Naruto i Sakury.
Coś boleśnie ukuło ją w serce. Źrenice się rozszerzyły, a oddech przyśpieszył.
Dziewczyna czuła jak ogarnia ją panika.



***

(Od autorki) Tak, macie racje. Ostatnie zdania były zwiastunami burzy. I to niejednej. Oj nadchodzą ciężkie czasy.
Po wyliczeniach wyszło mi, że za tydzień będzie rozdział, a dopiero potem One-shot. Nie wiedziałam jak się zmieszczę, ale już się wyjaśniło. Widzimy się za tydzień i nie zapomnijcie o komentarzu ;)

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 20

(Od autorki) Już jestem. Byłabym wczoraj, ale nie dało rady, bo że tak powiem ktoś inny organizował mi dzień. Dziękuję wam za to, że jesteście tacy cierpliwi i wyrozumiali. Naprawdę te słowa otuchy bardzo mi pomogły. Internet łączy ludzi co ;) Powinnam przeprosić za to, że napisałam, że nie zrozumiecie moich problemów, ale po prostu powiedzmy, że w życiu ze strony ludzi przydarzyło mi się więcej złego niż dobrego.
Ale nie przeciągajmy. Proszę bardzo, oto rozdział.

***



- Czy nie masz wrażenia, że o czymś zapomnieliśmy ? – Hinata zwróciła się do swojego chłopaka.
- Też masz takie uczucie ?
Ta ich ucieczka z przyjęcia była już odrobinę przydługa. Ile to już tak przesiedzieli w pokoju blondyna, ciesząc się tylko swoją obecnością ? Zdaje się, że było tego około 30-40 minut.
- Nie wiem, czy mamy na myśli to samo, ale coś jest nie tak – rzekł Naruto i rozejrzał się po pokoju, mając nadzieję, że coś go oświeci.
- Ech, ja chyba już wiem – powiedziała powoli dziewczyna i wskazała palcem na małą, srebrną i pustą miskę, w stojącą kącie.
Oboje wymienili spanikowane spojrzenia.
- Gdzie Kurama ?! - krzyknęli jednocześnie i wybiegli z pomieszczenia.
- Sprawdzę pokoje chłopaków. Może tam się ukrył – zdecydował Uzumaki.
- W takim razie ja zajrzę do pokoi dziewczyn – powiedziała Hinata i zbiegła po schodach na dół.
Naruto zajrzał najpierw do Gaary i Kankarou. Pusto. Potem Neji i Lee. Też pusto. Na koniec pokój Sasuke. Tam przebywał najkrócej. Kto normalny trzyma w sypialni długiego, obślizgłego gada ? W dodatku takiego, który patrzy tak jakby chciał cię zjeść ?
Zszedł na parter i od razu natknął się na granatowo-włosą.
- U dziewczyn go nie ma – odpowiedziała na jego nieme pytanie.
- Na górze tak samo. To znaczy, że… - odwrócili głowy w stronę pokoju, z którego dochodziły dźwięki muzyki i rozmów.
- Nie dobrze – skwitowali krótko swoją sytuację.
Zajrzeli do pomieszczenia z takim strachem, jakby zaraz mieli ujrzeć wszystkich swoich przyjaciół pozagryzanych na śmierć, ale wszystko było w normie. Tak samo jak, gdy ich zostawiali.
- Zapadł się pod ziemię, czy co ?
- Może po prostu… - Hyuga nie zdołała dokończyć zdania przez głośny lament Chojiego. Stał po ich prawej strnie, przy stole i był bliski płaczu.
- Ja nic nie rozumiem ! Nie zwariowałem, więc czemu żarcie samo znika ?! Panie, dlaczego mi to robisz ?
- Choji-kun, spokojnie – Hinata spróbowała go uspokoić, a wtedy blondyn skorzystał z okazji i zajrzał pod obrus. Rude psisko i mnóstwo jedzenia. No, oczywiście.
- Co jest ?
Znikąd pojawił się Nara. Udało mu się w końcu wykręcić od tańczenia i mógł na chwilę odsapnąć. Temari znalazła sobie inne ofiary, a mianowicie swojego starszego brata, któremu właśnie robiła awanturę.
Naruto na jego widok szybko puścił obrus i stanął tak, jakby chciał przesłonić cały stół.
- Shikamaru… - zabeczał biedny Akimichi. Przez łzy nie mógł nic więcej wykrztusić.
- Daj spokój stary. Jak chcesz to postawię ci obiad w piątek.
Na słowo „obiad” chłopakowi zaświeciły się oczy, ale po usłyszeniu "w piątek” od razu zgasły.
- Co ? To za sześć dni. Umrę z głodu do tego czasu.
- Przykro mi, wcześniej nie dam rady. Od poniedziałku do czwartku pracuję.
Trudno opisać szok jaki poczuli wszyscy znajdujący się w pokoju. Ino zaskoczona, tak się cofnęła pod ścianę, że niechcący wyłączyła radio. Czternaście osób gapiło się na Shikamaru, a oczy wychodziły im z orbit. Jedyna Temari była zaznajomiona z tą nowiną i nie okazywała zdziwienia. Gdyby to był film, w tle wszyscy usłyszeliby cykanie świerszcza.
Pierwszy ciszę przerwał Kiba.
- Chyba za dużo wypiłem. Mam majaki słuchowe.
- Ja też mam, a nie wypiłem ani kropli – odezwał się Lee.
Wszyscy natarli na przyjaciela, zadając masę pytań np. „Gdzie pracujesz ?” ; „Zwariowałeś ?” ; „Umierasz ?”.
Naruto natomiast poskromił ciekawość i wykorzystując całe to zamieszanie, porwał swojego psa na ręce i czym prędzej wyniósł go stamtąd.

***

- Po co za nami idziesz ? – Sasuke w końcu nie wytrzymał i skierował owe pytanie do Nary.
Był poniedziałek, dwa dni po przyjęciu i Uchiha wraz z Naruto, Hinatą i Sakurą szli na swoje zajęcia taijutsu. Co dziwne, całą drogę włóczył się za nimi Shikamaru.
- Mówiłem, zaczynam pierwszy dzień roboty. Co poradzę, że muszę iść tą samą drogą co wy. Spoko, to dla mnie też upierdliwe – rzucił i wyminął go, wybijając się na przód.
- Musi być taki tajemniczy ? Mógłby chociaż powiedzieć, gdzie dostał tą pracę – odezwała się Sakura.
„Ale przynajmniej nie łazi gdzieś po nocach jak twój chłopak” myślał Uzumaki, ale nie odważył się tego powiedzieć na głos. Mimo, że upłynęło już trochę czasu, chłopak nie mógł zapomnieć o dziwnym zachowaniu swojego przyjaciela. Od czego się zaczęło ? Najpierw obojętność wobec agresji Mizukiego i łażenie gdzieś po nocach, potem względny spokój, aż tu nagle staje się… miły. Albo ma urojenia, albo tu coś nie gra. Sasuke i „miły” to jak zestawienie Hinaty ze słowem „anarchistka”. Ewidentnie nie pasuje.
Shikamaru szedł na czele grupy, ale co jakiś czas zerkał za siebie, jakby chciał sprawdzić, czy reszta na pewno za nim idzie. Przystanął dopiero pod dojo, czy jak to się tam nazywa. Wyjął papierosa, zapalił i ze skupionym wyrazem twarzy… zaczął przyglądać się budynkowi ? Zupełnie jakby chciał policzyć z ilu cegieł został zrobiony budynek, przynajmniej zwykły obserwator by tak stwierdził.
Grupka po prostu go minęła, nie przejmując się jego dziwactwami i weszli do środka. Tam udali się do swoich szatni. Przebrani w swoje stroje do ćwiczeń i z założonymi ochraniaczami poszli na salę. Jednak po przekroczeniu progu stanęli jak wryci.
Było tam tylko sześć osób. Neji, Lee oraz Tenten stali oparci o ścianę z jakimś mężczyzną, którego dziewczyny widziały po raz pierwszy. Wyglądał zupełnie jak wyrośnięta wersja brewki, a jego uśmiech zdawał się oślepiać. Jak nic, używa za dużo wybielacza do zębów.
Kawałek obok nich stał Kakashi, a obok niego…Nara Shikamaru z notesem i długopisem.
- O, jesteście już. Wchodźcie, wchodźcie – Kakashi przywoływał ich gestem do siebie.
- Kto to jest ? – spytała, szeptem Hinata chłopaków, wskazując głową na nieznajomego jej mężczyznę.
- A to jest Gai-sensei. Uczy drugą grupę – wyjaśnił Naruto, a potem dodał – Przed zawodami, na trening przychodzą tylko zawodnicy, a reszta jest zwolniona. Zwykle wybiera się tylko kilka osób więc można połączyć grupy i ćwiczyć razem.
- Mówiąc kilka osób masz na myśl nas i tą trójkę – rzekł Sasuke, wskazując na ich przyjaciół – Gdyby nie wy… - zwrócił się do dziewczyn - …to byłby czwarty rok z rzędu, gdy tylko nasza piątka zostałaby wybrana.
Słowa te, podniosły Hinate i Sakure nieco na duchu. W końcu to oznaczało, że według senseia są całkiem dobre w te klocki.
- Ha ! Znów wystawiam trzech joninów, a ty tylko dwóch Kakashi ! Musisz się wziąć do pracy ! Co to za radość mieć rywala i wciąż być górą ! – wykrzyczał Gai-sensei, energicznie przy tym gestykulując.
- Tak, tak – zbył go Hatake, odkładając na bok swoją ukochaną książeczkę.
- Co ty tu właściwie robisz ? – Uchiha zadał to pytanie Shikamaru, chyba w imieniu większości osób na sali.
- Pracuję jako asystent Kakashiego-sensei – odparł chłopak jakby nigdy nic, notując coś w swoim notesie.
- CO TAKIEGO ?! – krzyknęła cała siódemka.
Nikt z nich nie mógł zrozumieć, po co Kakashiemu w ogóle potrzebny jest asystent ? Przecież on nic nie robi. Ma mu przewracać strony w książce lub podwozić go do pracy by się nie spóźniał, czy co ?
- Kończmy te pogaduszki – oznajmił Hatake – Zawody już niedługo, więc dziś mamy trening grupowy, który będzie o godzinę dłuższy niż zwykle – zignorował wiwaty Lee i jęki niezadowolenia reszty – No to do dzieła !
Trzy godziny później jedynymi, którzy byli jeszcze w stanie trzymać się prosto na nogach byli Uzumaki i Rock. Nawet Uchiha był wykończony, choć starał się tego nie pokazywać. Nary nie wliczamy, on tylko się patrzył.
- Co wam przynosi ten trening, skoro po jednym dniu jesteście tacy wykończeni ? – spytał chłopak i zirytował się, bo skończyły mu się fajki.
- Ty się lepiej nie odzywaj – zagroziła mu Tenten – Siedziałeś i nic nie robiłeś. Można się było domyślić, że skoro dostajesz pracę, to musi być ona bardzo, BARDZO łatwa. Masz ty w ogóle jakieś obowiązki ?
- Niewiele – odpowiedział po zastanowieniu.
- No właśnie – w tym momencie wyszli na zewnątrz i wszyscy westchnęli z ulgą, czując zimny wietrzyk – Ach, mogłabym tak jeszcze postać.
Naruto widząc swoją dziewczynę, trzymającą się za kolana, podszedł do niej i powiedział z łobuzerskim uśmiechem:
- Jak chcesz to mogę cię znowu ponosić.
- Nie, nie trzeba – powiedziała i szybko się podniosła. Dobrze, że nie widać rumieńca i tak jest cała czerwona na twarzy. Chłopak cicho się zaśmiewał i ucieszył się, że wciąż może ją złapać w chwilach zakłopotania w jego obecności.
Wtedy coś błysnęło i blondyn automatycznie odwrócił się w tę stronę, ale zobaczył jedynie czarnego vana zaparkowanego po drugiej stronie ulicy.
„Dziwne. Skąd ten błysk ?”
Szybko jednak o tym zapomniał, wziął Hinate za rękę i poszli wszyscy w stronę domu. Na samym końcu szedł Shikamaru, który w pewnym momencie przystanął i obejrzał się za siebie, skupiając wzrok na vanie. Zwęził nieco oczy.
On też zauważył ten błysk.
Tymczasem, w tym aucie, mężczyzna przeklinał siarczyście, wypominając sobie swoją głupotę. No jak można nie wyłączyć flesza ? Przecież to błąd nowicjuszy. Lepiej, żeby o tym nie wspominał szefowi, bo mógłby ponieść surowe konsekwencje.

***

Następnego dnia Naruto i Hinata spędzili cały dzień na przenoszeniu rzeczy dziewczyny z akademika do nowego mieszkania. Przy okazji przemycili psa, co skończyło się dla blondyna kilkoma zadrapaniami i ugryzieniami, ponieważ Kurama nie kwapił się za bardzo do współpracy.
Naruto z pewną ulgą stwierdził, że dziewczyna przestała się przejmować tym „pasożytowaniem na rodzicach” i zaczęła czerpać przyjemność z tego, że po raz pierwszy w życiu będzie mieszkać na własną rękę. Do tego dochodziło to miłe uczucie, gdy widział, że nie rozstaje się ona z nowym naszyjnikiem.
Uzumaki wnosił właśnie, do salonu karton pełen książek,kiedy Hinata wychodziła z sypialni. Kończyła układać tam swoje ubrania.
- Ehm, wiesz… - zaczęła niepewnie – Została mi jeszcze jedna, pusta szuflada.
- To super. Mosz dodatkowe miejsce – nie zrozumiał aluzji.
- A może…chciałbyś parę swoich rzeczy przynieść tutaj ? – spróbowała bezpośrednio.
Chłopak omal nie upuścił pudła. Spojrzał na nią. Była zdecydowana, ale jednocześnie bała się jego odpowiedzi. Lecz, kiedy zobaczyła jego uśmiech, wszystkie obawy zostały rozwiane.
Tak oto Naruto otrzymał własną szufladę w domu Hinaty. Jednakże nie chcieli jeszcze zamieszkiwać razem na stałe. Oboje musieli przyznać, choć niechętnie, że to trochę za szybko, a poza tym blondyn uważał, że wtedy to on wyjdzie na pasożyta, a tego za wszelką cenę nie chciał.

***

Zbliżał się wieczór, dnia 31 grudnia. Sasuke siedział w fotelu i próbował ignorować natarczywe spojrzenie swojego brata. Od wigilii nie rozmawiali ze sobą i przez to atmosfera w pokoju była bardzo napięta.
- Nie wiem po co tu przyszedłem – rzucił chłopaka i wstał z zamiarem wyjścia.
- Poczekaj – Itachi próbował go zatrzymać – Nie chce byśmy byli w takich stosunkach. Zapomnę o twoim zachowaniu, jeśli podasz mi jego powód.
- To w takim razie musi zostać tak jak jest. A teraz wybacz, śpieszę się – wyszedł na korytarz.
Zerknięcie na drzwi.
- Znowu ? Gdzie ty się tak ciągle śpieszysz ? – Itachi wciąż za nim szedł. Był zaniepokojony.
- Umówiłem się ze swoją dziewczyną – młodszy Uchiha wiedział, że nie może ciągle zbywać brata kłótnią, a Sakura stanowiła dobrą wymówkę.
- Naprawdę ? – w jego głosie było słychać niedowierzanie.
- A coś ty taki zdziwiony ? – w sumie, gdyby Sasuke cofnął się w czasie o kilka miesięcy, sam byłby zaskoczony.
- No, tak jakoś. Po prostu ty i stały związek to…nowość.
- Jak widzisz, lubię zmiany – zapiął swoją kurtkę – To na razie – wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi.
Itachi kierowany jakimś niejasnym przeczuciem, a może to był impuls, podszedł do okna i obserwował swojego brata, który właśnie wsiadał do jakiegoś czarnego, sportowego wozu. Marka samochodu, te przyciemniane szyby… Niepokój wrócił do niego ze zdwojoną siłą. Zdecydowanym ruchem wyjął z kieszeni komórkę i wybrał pierwszy numer z historii połączeń. Ktoś odebrał po dwóch sygnałach.
- Tu Uchiha…Tak…Możesz coś dla mnie sprawdzić ?

***

Z zewnątrz wygląda to jak zwykły klub, ale piętra oraz podziemia dostępne są tylko dla wybranych osób. Tym razem Uchiha Sasuke był jednym z „wybranych”.
Szedł na czele, a za nim podążali po kolei Suigetsu, Jugo i Karin. Ruchomymi schodami zjechali na dół, a tam dwójka równie potężnych jak Jugo goryli wpierw przeszukała ich dokładnie, a później przejęli rolę szatniarzy i wzięli od nich kurtki. Po tym mogli wejść na przyjęcie.
Uchiha dokładnie zilustrował całe pomieszczenie. Wydawało się większe niż cały klub nad nimi. Pośrodku stał okrągły bar, z szeregiem butelek. Dodatkowo półmrok, kolorowe światła, trochę mgły, głośna muzyka. Nic nie zwykłego chyba, że weźmie się pod uwagę, że wszyscy goście byli pod krawatem, oraz obecność tańczących na blacie baru, półnagich dziewczyn.
Ludzie tutaj, na pewno nie należeli do mafii. Przedstawiali zbyt żałosny, według Sasuke, obraz. Pomimo eleganckiego wyglądu, ich zachowanie pozostawało wiele do życzenia. Flirtowali z paniami, wypijali kieliszek za kieliszkiem, palili drogie cygara, a niektórzy patrzyli na striptizerki jak chorzy napaleńcy i nie ukrywali tego.
Wszedł pomiędzy tłum i zwrócił się do Suigetsu.
- Kim są ci ludzie ?
- Politycy, ambasadorzy, potentaci i takie tam. W każdym razie ludzie przy kasie. Ale nasi też się znajdą. Na przykład tamten – wskazał na mężczyznę siedzącego z boku na sofie w towarzystwie dwóch kobiet – Diler broni. To od niego masz pistolecik.
- Muszę mu podziękować – zakpił. Chciał zapytać o coś jeszcze, ale wtedy pewna sytuacja zwróciła jego uwagę. Jedna z kobiet trzymała między zębami tabletkę, którą właśnie wsuwała do ust owego dilera.
Chłopakowi zachciało się śmiać. To jak przyjęcie firmy produkującej garnki, tyle że zamiast garów kupuje się prochy. Ciekawy pomysł. Teraz parę rzeczy ma sens.
Jeśli komuś odbije, zbyt dużo wypije albo…połknie sporo tabletek, to przede wszystkim trzeba tego kogoś wyrzucić po cichu tak by nie robić zamieszania, a dwóch takich mięśniaków jak ci przy wejściu na pewno zwrócą uwagę. Co innego taka czwórka jak oni, którzy mogą działać po cichu.
To był już kolejny dowód na to, że ta drużyna nie stoi zbyt wysoko w hierarchii organizacji. Jedyne co robią to odwalają brudną robotę. No, może to jest złe słowo. „Brudną robotą” zajmują się specjaliści.
Rozdzieli się aby mieć oko na każdy kąt. Uchiha nie wiedział tylko, że ktoś ma oko na niego. A mianowicie chłopak w przydużych okularach, który zajmował się sprzątaniem ze stolików. Przynajmniej oficjalnie dla wszystkich, ale nie dla niego.
Niecierpliwie poprawił te okulary, które służyły mu jedynie za kamuflaż.
- Są takie upierdliwe – powiedział sam do siebie.

***

Od lat szesnastka Konohy miała swoją tradycję. Sylwester woleli spędzać w swoim gronie, ale nie po cichu w domu. Co roku wybierali się wszyscy razem na plac główny w centrum miasta, gdzie większość mieszkańców chodziła puszczać fajerwerki. Zaczęło się to, gdy mieli trzynaście lat. Wtedy przychodzili tu z rodzicami, albo opiekunami.
Tym razem tradycja po raz pierwszy została złamana. Nie byli w komplecie, zabrakło Sasuke oraz Shikamaru. Ten pierwszy nie próbował nawet podać żadnej wymówki, po prostu powiedział, że nie idzie. Ten drugi natomiast wyjaśnił, że przyjeżdża do niego, dawno nie widziane kuzynostwo i musi zostać w domu, ale wyrobi się i zjawi przed północą.
Dochodziła już jedenasta godzina i wszyscy łazili bez celu po mieście. Nie czuło się tej atmosfery, zwłaszcza ze zdołowaną Sakurą i cichym Naruto. Podły nastrój dawał się wszystkim we znaki.
Blondyn był jakiś nieobecny. W myślach dopisywał sobie do listy pt: „Dziwactwa Uchihy”, że łażenie po nocach wciąż jest aktualne. To zaszło za daleko. Musi zacząć działać i z nim pogadać. Zrobi to przy następnej okazji. Czuł przez skórę, że coś jest nie tak… - zerknął na Haruno, idącą za nim, trzymającą ręce w kieszeniach i patrzącą posępnie na ziemię -…i zdaje się nie tylko on.
Hinata próbowała wymyślić jak polepszyć im humor, odciągnąć ich od ponurych myśli. W końcu jednak zdecydowała, że Sakurą lepiej zajmą się Tenten z Temari, a ona zajmie się jej priorytetem.
Trzymając chłopaka za rękę, sprytnie zrobiła kilka manewrów tak, że skończyli na samym końcu pochodu. On się chyba nawet nie zorientował.
- Wiesz, co mi się nie podoba w tym dniu ?
- Nie, co ? – wrócił na ziemię.
- Na placu prawie nic nie widać. Jedynie te fajerwerki, które zostaną tam wypuszczone. Zawsze chciałam zobaczyć jak to wygląda w całym mieście.
- Szczerze, to ja też – przyznał.
- To chodź – pociągnęła go w stronę z której przyszli – Mam pomysł.
- Ale oni… - obrócił głowę w stronę grupki, która wyglądała teraz jak kondukt pogrzebowy – Co ja gadam ? Spadamy – rzucił i oboje pobiegli w przeciwnym kierunku.

***

-Co…co ty – czknięcie – Ty…ty nie wiesz..esz kim ja je..jestem ? I co ci mo..mogę…
Sasuke wkurzony do granic możliwości, ciągnął po ziemi pijanego faceta, który przed chwilą awanturował się na sali. Wyciągnął go stamtąd i teraz kierował się w stronę tylnego wyjścia.
- Gówno mnie to obchodzi – pociągnął go za marynarkę i wyrzucił za drzwi – Zjeżdżaj.
- Po..podaj nazwisko, a…a tak cię urządzę, że…że – mężczyzną zaczął machać mu pięścią przed nosem.
- Uchiha, a teraz spieprzaj – bez obaw podał swoje dane. Gość i tak nie będzie nic jutro pamiętał. Nie spodziewał się jednak takiej reakcji.
Facet w jednej chwili rozszerzył z przerażenia oczy i odsunął się od niego jak najdalej. Wyglądało na to, że przez dźwięk jego nazwiska automatycznie wytrzeźwiał.
- Przepraszam, ja naprawdę przepraszam. Już mnie nie ma – powiedział na jednym wydechu po czym szybko pobiegł w kierunku parkingu, raz się przewracając.
Sasuke stał w progu, kompletnie zdumiały. Co to w ogóle była za reakcja ? Pierwszy raz czuł, że…nie kapuje co się właściwie przed chwilą stało.
Wrócił na dół, na to całe „przyjęcie” i odnalazł wzrokiem Suigetsu. Z nim najlepiej mu się udawało porozumieć.
-  Wychodzę – oznajmił mu krótko.
- Co ? Ej, czekaj nie możesz.
- Mam to gdzieś, wychodzę – ruszył w stronę wyjścia, ignorując krzyki biało-włosego, że będą konsekwencje i takie tam. Musiał stamtąd wyjść. Miał tego dość.
Oprócz niego, budynek opuścił jeszcze jeden chłopak przebrany za kelnera i ruszył w ciemną noc. Musiał znaleźć miejsce by się przebrać.

***
Ostatnie pięć minut przed północą przedstawimy z trzech różnych perspektyw.
Pierwsza:
Sakura siedziała na murku i ze złością przypatrywała się Ino i Saiowi trzymającymi się za ręce. Czuła, że mogłaby w tej chwili roznieść ten plac i budynki wokół w drobny pył, ale i jednocześnie oszaleć ze zmartwienia. Co za rozdarcie.
- Czemu sama tu siedzisz ? Wyglądasz jak socjopatka.
Poderwała się na dźwięk, dobrze znanego jej głosu. I rzeczywiście, tuż za nią stał Sasuke.
- A ty co tu robisz ?
- Co roku tu przychodzimy, nie ?
- No co za odkrycie ! Jeśli dobrze pamiętam to masz lepsze zajęcia, więc zjeżdżaj.
- Lepsze ? – przypomniał sobie bełkoczącego gościa, którego musiał taszczyć – Tego bym nie powiedział.
- Ale i tak wybrałeś to zamiast mni… to znaczy nas – szybko się poprawiła.
- Wyboru nie miałem, ale uwierz wolałbym być tu – tak naprawdę to nawet wolał wywozić ludzi na pobicie do lasu. To byłoby nieprzyjemne, ale bardziej znośne.
- Nie mieszaj mi w głowie. Skończ z tą tajemniczością i po prostu powiedz !
- Nie mogę – nie czekając na jej kolejny wybuch, przyciągnął ją do siebie i przytulił.
Sakura lekko zszokowana tym gestem, znieruchomiała. To nie było typowe zachowanie jej Sasuke.
- Ostatnie dni nie były dla mnie proste i prawdopodobnie, przyszłe też nie będą – mówił cicho, ze szczerością w głosie – I jedyne o co cię proszę to o to, byś stała po mojej stronie.
- Przecież wiesz, że tak jest – odwzajemniła uścisk – Znów mącisz mi w głowie, prawda ?
- Tak i to jest zadziwiająco proste – Oho i złośliwy dupek wrócił.
Nie udało jej się odpowiedzieć, bo w tej chwili wybiła północ i wszędzie rozległy się huki wystrzałów.
- Najlepszego w Nowym Roku, Sakura – powiedział, głaskając ją po głowie.
Ona nic nie odpowiedziała, jedynie stała w jego objęciach i cieszyła się jego obecnością. Wciąż powtarzała sobie w myślach:
„Później, później będę o tym myśleć. Ale proszę, nie teraz”.

Druga:
- Już mało czasu zostało – rzekł Gaara, patrząc na zegarek – Jeszcze jakieś 4 minuty.
- Dokładnie to 3 minuty i 46 sekund – z tłumu wyłonił się Shikamaru i od razu podszedł do Temari, biorąc ją za rękę.
- Zdążyłeś w ostatniej chwili – blondynka, w duchu odetchnęła z ulgą, że jednak zdążył.
Dwaj bracia odsunęli się trochę na bok by dać parze odrobinę prywatności.
- Jak tam kuzynostwo ?
- Kłopotliwe i… bardzo rozwydrzone.
- Ta odpowiedź jest dłuższa niż się spodziewałam.
Chłopak objął ją lewym ramieniem. Wiedział, że nawet tak twarda osoba jak jego dziewczyna potrzebuje czasem trochę czułości, ale teraz sam jej potrzebował.
- Wiesz, że mnie usidliłaś, prawda ?
- Wiem – złapała za jego prawą dłoń – I jest to moje największe osiągnięcie.
- Dobrze wiedzieć, że nie planujesz nic większego – zobaczył nad głową Temari wtulonych w siebie Sakurę i Sasuke, po czym ciężko westchnął.
- W porządku ?
- Tak – równo z jego odpowiedzią wystrzelono w niebo fajerwerki, które rozświetliły nocne niebo.
- No to witamy w 2015 – rzekł krótko i pocałował blondynkę, zaskakując przy tym i ją i siebie.

Trzecia:
- Nie jestem pewna, czy możemy tu wchodzić, ale…
- Ale jest otwarte to wchodzimy – dokończył za nią Naruto.
Znajdowali się w budynku, w którym mieściło się mieszkanie Hinaty, a tak dokładniej to byli na dachu. Na tej wysokości wiał silny wiatr, toteż obojgu włosy ułożyły się w tzw. artystyczny nieład, ale dzięki krótkim fryzurom, nie przeszkadzało im to za bardzo. Ponieważ był to jeden z najwyższych wieżowców mieście, mieli widok na Konohę ze wszystkich czterech stron. Już bez fajerwerków scena była niesamowita.
Przez chwilę byli pochłonięci tym obrazem i wtedy nagle wszystko zaczęło wystrzelać. Dookoła pojawiło się pełno kolorowych światełek. Z prawej, lewej, z przodu i z tyłu było mnóstwo sztucznych ogni.
- Łał – wykrztusiła dziewczyna.
- Hinata, zobacz – wskazał palcem na jej szyję. Kryształek na łańcuszku odbijał światło tak, że wydawało się, że wciąż zmienia kolory. Świecił we wszystkich barwach tęczy.
- Piękny – szepnęła.
„Tak jak właścicielka”
Hinata z rozwianymi włosami i z iskierkami szczęścia w oczach, stanowiła cudowny i pociągający widok. A myśl, że którąś z tych iskier mógł sam tam umieścić, sprawiała, że serce biło mu szybciej.
Dotknął jej policzka, przykuwając jej uwagę.
- Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Hinatka.
Wydawało się, że są zupełnie sami, nie tylko tam, ale i na całym świecie. W dodatku frunęli nad Konohą, unoszeni przez wiatr, w blasku tysiąca kolorów. Uzumaki pochylił się by złożyć na jej ustach pierwszy i na pewno nie ostatni pocałunek w tym roku.
Nowy Rok oznacza nowy początek. Ale nasi bohaterowie nie wiedzieli, że dla nich będzie on końcem. Końcem normalnego, beztroskiego życia.
  

***

(Od autorki) Nie mam nic do dodania poza tym, że za 2 lub 3 tygodnie zamiast rozdziału będzie jednopartówka. To na razie, widzimy się za tydzień :D