:)

:)

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 31

(Od autorki) Dobra, dziś finał sezonu, a za tydzień rozdział special. Tak jak myślałam poprzedni rozdział był dla was nużący, ale skoro choć kilku osobom się podobał to znaczy że osiągnęłam mały sukcesik ;) Mam nadzieję, że ten przyciągnie już uwagę wszystkich. Nawiasem mówiąc ostatnią scenę planowałam już gdy zaczęłam ten blog :)
Co do Oneshota... Zorientowałam się, że będzie on stanowczo za długi jak na jedno czytanie, więc podzielę go na części. Część 1 będzie we wtorek między 19 a 20. Częśc 2 nie jest jeszcze skończona.
Bez dalszego gadania zapraszam do czytania.

***



Naruto biegł korytarzem, rozpaczliwe szukając wyjścia. Za sobą słyszał jedynie dźwięk łap Kuramy na posadzce, podążający za nim. Po chwili, dostrzegł wreszcie duże drzwi wyjściowe. Wybiegł na zewnątrz, biorąc w płuca tyle zimnego powietrza ile zdoła. Nie przeniosło mu to jednak żadnej ulgi. Ruszył więc dalej.
Kiedy zmęczył się biegiem, zaczął spacerować. Szedł pustymi uliczkami, pod ciemnym, nocnym niebem. Dookoła ani żywej duszy, no może czasami minął go jakiś samochód. Światło dawały jedynie latarnie i księżyc. W oknach okolicznych budynków i domów panował mrok. Wydawało się, że Uzumaki jest jedynym człowiekiem w tym mieście.
Naruto szedł przed siebie, z rękami w kieszeniach. Przed oczami skakały mu różne obrazy. Widział pomieszczenie, w którym się obudził po porwaniu. Twarz grubego mężczyzny, którego musiał postrzelić. Widok Sasuke z bronią w dłoni, tuż po tym jak zabił jego oprawce. Jego czerwone, iskrzące bólem i nienawiścią oczy w tym lesie. Przypomniał sobie swój paraliżujący strach, gdy Sakon wymierzył pistoletem prosto w Hinate i swoją ulgę, kiedy zdołał ją osłonić na czas.
W uszach dźwięczały mu słowa Sasuke, Kakashiego, Ero-wujka i Tsunade. Ich wszystkie wypowiedzi tworzyły spójną całość, dawały cały obraz. Tyle że był on jednocześnie okrutny i nierzeczywisty.  Taki nierealny…
Kurama grzecznie dreptał przy nodze swojego właściciela. Nie szczekał, ani nie skamlał, mimo że był głodny. Co chwilę, tylko zerkał na swojego pana, zupełnie jakby się o niego niepokoił.
Naruto chyba dopiero po jakieś godzinie, bezsensownego wałęsania się po ulicach, zdał sobie sprawę, że umiera z głodu, jest wyczerpany, a jego ramię boli jak diabli. Jest w strasznym stanie, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Wciąż nie uporządkował sobie kilku spraw w głowie. A może po prostu nie mógł jeszcze uwierzyć w prawdę?
Nogi same z siebie zaniosły go pod dom Ero-wujka. Dom, w którym żył odkąd skończył 6 lat. Tak jak się spodziewał drzwi były otwarte. Udał się najpierw do kuchni. Nakarmił psa, a potem siebie. Na szczęście Jiraiya miał pełno gotowych dań, które wystarczy podgrzać.
Najedzony (i już nie zagrożony omdleniem z głodu) poszedł schodami na górę, do swojego starego pokoju. Zasnął, gdy tylko położył się na łóżku. 

***

Następnego dnia (a właściwie tego samego, tyle, że rano) Hinata, Sakura i Shikamaru uspokoili wszystkich przyjaciół wiadomością, że Naruto się znalazł i że jest cały i zdrowy. Mieli tylko problemy z wyjaśnieniem czemu zniknął. No bo przecież nie mogli powiedzieć im prawdy.
Shikamaru powiedział im, że Naruto sam wszystko wyjaśni w swoim czasie.
- Dał się porwać to niech teraz wymyśli wymówkę – rzekł Nara do dziewczyn, gdy nikt nie mógł ich usłyszeć.
Dziewczyny siedziały właśnie w pokoju Sakury. Nie odzywały się do siebie, każda była we własnym świecie i obmyślała swój następny krok. Miały cienie pod oczami. Spały tej nocy tylko kilka godzin.
W końcu Hinata podniosła się z podłogi i zaczęła zmierzać do drzwi.
- Czekaj - zatrzymała ją Sakura – Co zamierzasz zrobić?
- To co muszę – odwróciła się w stronę przyjaciółki. Widać było siłę i nieustępliwość w jej białych oczach – A ty?
Haruno spuściła wzrok. Później wzięła głęboki oddech i odparła:
- Ja też – głos miała cichy, ale mocny.
Hyuga nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu.
- Powodzenia – rzekła i zniknęła za drzwiami. Efekt jej wyjścia psuł fakt, że kulała.
Sakura wypuściła powietrze z płuc i schowała twarz w dłonie.
- Ach Hinata… - westchnęła, mimo, że była sama w pokoju – Może i jestem od ciebie silniejsza fizycznie, ale jeśli chodzi o siłę ducha to bijesz mnie na głowę – odczekała kilka sekund, po czym zabrała dłonie z twarzy i ukazała swoje zielone oczy, w których pojawił błysk determinacji – Ale myślę, że i tak spróbuję cię dogonić.

***

Naruto obudził się zlany potem. Znów śnił mu się ogień, ale tym razem koszmar był wzbogacony o dodatkowe elementy. Pamiętał, że gdzieś biegł. Biegł jak szalony,  bo wiedział, że jeśli nie zdąży stanie się coś strasznego. Później był głośny strzał i wtedy jak na komendę, ze wszystkich stron otoczyły go płomienie. Wówczas się obudził.
Usiadł na skraju łóżka i próbował uspokoić przyśpieszony oddech. Okazało się, że Kurama ułożył się, w nocy, obok swojego pana, ale nie obudził się pomimo ruchów chłopaka.
Uzumaki wyszedł z pokoju na korytarz. Powolnymi krokami zbliżył się do drzwi strychu. Już w nocy myślał o tym pomieszczeniu. Jeśli to tu znalazł naszyjnik swojej matki, to może jest tu coś jeszcze…?
Wszedł do środka. Powitał go znajomy zapach kurzu. Podszedł i zaczął przeglądać zawartość kilku najbliższych pudeł. W pierwszym były jego stare zabawki. W następnym pudle znalazł ubrania zimowe Jiraiyi i swoje. Nic godnego uwagi.
- Źle szukasz – chłopak odwrócił się i zobaczył Ero-wujka stojącego w drzwiach – Ich rzeczy są tam – wskazał na przeciwległą ścianę i 3 małe pudełka – Nic więcej po nich nie mam. Ich prywatne rzeczy spłonęły, a meble sprzedałem.
Chłopak poszedł we wskazanym kierunku.
- To meble się nie spaliły? – spytał Naruto, klęcząc przy pudłach.
- Dom, w którym wtedy mieszkaliście był prawie pusty, ponieważ byliście w trakcie przeprowadzki – kolejna nowa informacja – Ogień podłożono jedynie do sypialni Minato i Kushiny. Potem przeszedł do twojego pokoiku, ale dalej nie zdążył się rozprzestrzenić. Tutaj są wszystkie rzeczy, które zdołano uratować.
- Dlaczego się przeprowadzali? – spytał, wypranym z emocji głosem, trzymając w dłoni starą grzechotkę dla dzieci.
- Chcieli coś większego. Planowali powiększyć rodzinę… - urwał jako, że i dla niego to było bolesne. Przykucnął obok blondyna.
Naruto odłożył grzechotkę i dalej przeglądał rzeczy. Znalazł jeszcze kilka zabawek dla niemowląt, książeczkę dla dzieci, szczotkę do włosów, jakiś ocalały męski płaszcz, jakaś figurka, pewnie pamiątka z podróży, a nawet znalazł się czajnik. Na samym dnie kartonowego pudła chłopak znalazł kilka fotografii. Ich krawędzie były przypalone, ale reszta była nienaruszona. Blondyn przyglądał się pierwszej fotografii, na której była kobieta, leżąca na szpitalnym łóżku. Przy jej boku leżało niemowlę, owinięte w niebieski kocyk. Było widać, że kobieta jest wyczerpana, ale jednocześnie niebywale szczęśliwa.
Uzumaki poczuł jak oczy zaczynają go piec.
- Przepraszam – odezwał się Jiraiya, również patrząc na zdjęcie – Tyle razy chciałem ci powiedzieć, ale zwyczajnie nie mogłem. Najpierw myślałem, że jesteś za młody, a potem zwyczajnie nie chciałem, abyś… cierpiał – schował twarz w dłoniach – Nie zauważyłem, że już od dawna byłeś gotowy, aby poznać prawdę. Albo po prostu nie chciałem tego widzieć…
- Nie mam ci czego wybaczać – Ero-wujek, podniósł, zaskoczony, głowę na te słowa – Chciałeś abym jak najdłużej cieszył się życiem bez strachu. Dałeś mi szczęśliwe dzieciństwo, a teraz podarowałeś mi to… - wskazał na następne zdjęcie, na którym była już cała trójka. Tata obejmujący mamę, która trzymała go na rękach. Tata i mama? Dziwnie to brzmiało w jego głowie – Dziękuję.
Jiraiya nic nie odpowiedział. Był poruszony słowami swojego wychowanka. I trochę zdziwiony dojrzałością w jego postawie.
- Ero-wujek… - Naruto odłożył fotografie na swoje kolana – Co teraz będzie?
- Nic – odparł – Będziemy czekać.
- Aż to Aka… coś tam, po mnie przyjdzie?
- Nie sądzę, abyś był teraz dla nich priorytetem. Może minąć nawet parę lat, zanim to zrobią… - głos mężczyzny się lekko załamał. Uzumaki cieszył się, że Jiraiya jest z nim szczery i nie owija w bawełnę.
- Ale w końcu i tak przyjdą?
- A to, to na pewno – Ero-wujek poklepał chłopaka po ramieniu – Ale my nie będziemy bezczynni. Przez te lata zamierzam cię trochę podszlifować.
- Co to znaczy? – spytał Naruto, trochę zaintrygowany.
- Wiesz, że wielu sytuacji, ty i Sasuke mogliście wczoraj uniknąć, gdybyście mieli odpowiednie przeszkolenie? – Uzumaki uniósł brwi, zaskoczony tymi słowami – Gdybyś wiedział co ci grozi, byłbyś ostrożniejszy i nie dałbyś się tak łatwo podejść, ale to raczej moja wina – rzekł ze skruchą Jiraiya.
- Nie raczej, tylko na pewno!
- W każdym razie, gdybyście umieli po cichu podejść i unieszkodliwić przeciwnika, mogliście obezwładnić Kabuto i uciec stamtąd bez tej wycieczki do lasu.  Gdybyście orientowali się w terenie, nie zgubilibyście się. Gdyby Sasuke regularnie czyścił broń, nie zacięłaby mu się w tak ważnej chwili. Gdybyś ty wiedział jak się odbezpiecza pistolet, nie miałbyś tych szwów.
Naruto kompletnie znieruchomiał.           
- Właśnie dlatego zamierzam u was uzupełnić tą wiedzę w najbliższym czasie – podsumował Ero-wujek.
- „Was” czyli mnie i Sasuke, tak? – upewnił się blondyn.
- Tak – westchnął mężczyzna – Jego trzeba pilnować jeszcze bardziej niż wcześniej. Z tym idiotą mogą być jeszcze większe problemy.
Zaległa cisza, po czym Ero-wujek wstał z klęczek.
- Gdy będziesz gotowy, zejdź na dół. Zmienię ci opatrunek na głowie – wyszedł ze strychu, czując, że Naruto chce przez chwilę pobyć sam – I jeszcze zmień tą podartą koszulkę, bo wyglądasz jak wieśniak – rzucił na odchodne.
Uzumaki znów wziął zdjęcia do ręki i przyglądał się im dokładnie chcąc zapamiętać każdy szczegół. Nawet nie zauważył jak z jego oczu zaczęły wypływać słone krople i kapać na zdjęcia. Były to łzy bólu związanego ze stratą, które dopiero teraz mogły zostać wylane.
Kiedy chłopak się uspokoił, odłożył zdjęcia z powrotem, na dno pudełka. Wtedy coś tam, na dole, zauważył. Coś małego i błyszczącego. Od razu domyślił się co to jest. Niewiele się zastanawiając, wziął przedmiot do ręki i zacisnął wokół niego dłoń, a potem włożył go do kieszeni.

***

Po dokładnych instrukcjach, jakie przekazał mu Ero-wujek, Naruto łatwo zdołał znaleźć to miejsce. Jiraiya chyba chciał przyjść tu z nim, ale Uzumaki zdecydowanie odmówił. Ten pierwszy raz musi załatwić sam. Jeśli nie liczyć rudego kundla, który nie odstępował go ani na krok.
Chłopak zapalił znicz i postawił go na dużym nagrobku z marmuru. Złotymi literami były tam wyryte imiona Minato i Kushiny Namikaze oraz data ich śmierci. Stało tam wiele zniczy i kwiatów od wdzięcznych mieszkańców, którzy do dziś pamiętali o swoim bohaterze.
- Mamo…Tato… - tak jak myślał, wymówienie tych słów po raz pierwszy w życiu zabrzmiało w jego ustach bardzo dziwnie, ale po raz pierwszy nie były mu one zupełnie obce i nic nie znaczące – To ja… - nie dodał nic więcej.
Wpatrywał się w nagrobek, czując niejaką ulgę, że tu jest. Poleciały mu 4, może 5 łez. Na strychu wylał o wiele więcej.
- Tak myślałem, że tu będziesz – Naruto obrócił się i ujrzał osobę, której najmniej spodziewał się tu spotkać.
- Sasuke? A ty co tu robisz?
- Moi rodzice są pochowani kilka alejek dalej – wyjaśnił Uchiha – Cmęntarz jest najlepszym miejscem na przemyślenia.
Uzumaki z powrotem skupił wzrok na nagrobku rodziców. Sasuke stanął obok niego i również spojrzał na napis na grobie.
- Często tu przychodzisz? – spytał Naruto.
- Ostatni raz odwiedzałem grób rodziców jakieś 4 lata temu – przyznał chłopak.
Wiał silny wiatr, który rozwiewał im włosy. Ze strony obcych wyglądali dziwnie, tak stojąc w ciszy i gapiąc się na grób. A do tego te bandaże na głowach. Dobrze, że przynajmniej Naruto zmienił koszulkę.
- Swoją drogą…tworzymy zabawny kontrast, nie sądzisz? – spytał Sasuke.
- Co masz na myśli? – Uzumaki odwrócił głowę w stronę przyjaciela.
- Obaj niedawno dowiedzieliśmy się prawdy o naszych rodzinach, tyle, że twoi rodzice to bohaterowie, a moi to…
- To, że byli przestępcami to nie znaczy, że masz iść w ich ślady! – rzucił ostro blondyn.
- Nie zamierzam brać z nich przykładu – prychnął Sasuke i odwzajemnił spojrzenie przyjaciela – Ale Itachi jest wyjątkiem.
- Nadal chcesz go zabić? – spytał Naruto z niedowierzaniem – Niczego się nie nauczyłeś?! Nadal się pchasz w to gówno?!
- Już raz zabiłem człowieka. Drugi raz nie zrobi większej różnicy – rzekł obojętnie chłopak.
- Właśnie, że zrobi! Wtedy ratowałeś mi życie, a teraz to będzie zwykłe morderstwo!
- Nie morderstwo, tylko odwet.
Uzumaki był wściekły, ale starał się trzymać złość w ryzach. Nie chciał wszczynać bójki na cmentarzu, przy grobie swoich rodziców.
- Powstrzymam cię! – odrzekł hardo Naruto. Sasuke uniósł, zdziwiony, brwi.
- Jesteś bardzo pewny siebie w tym temacie – rzekł z nutką kpiny.
- A jestem. Nigdy nie rzucam słów na wiatr.
Uchiha prychnął, ale nic więcej nie dodał w tym temacie.
- Zakończmy ten temat – powiedział ugodowo. Pewnie on też stwierdził, że kłótnia na cmentarzu to zły pomysł – Na razie nie masz się o co martwić. Nie mogę wrócić do tego środowiska, po tym co zrobiłem. Pewnie już mnie mają na swojej liście do odstrzału, więc jedziemy teraz na tym samym wózku.
- Mówisz jakby to nie było nic takiego.
Sasuke wzruszył ramionami. Rzeczywiście nie bardzo przejmował się niebezpieczeństwem. Zamierzał właśnie zostawić blondyna samego, lecz coś sobie przypomniał i na chwilkę odwrócił się do Uzumakiego.
- Naruto, co zamierzasz zrobić w sprawie Hi…
- Moja sprawa – przerwał mu szybko – Sam się powinieneś zastanowić. W końcu jak powiedziałeś…jedziemy na jednym wózku.
- Taa – mruknął, nagle zdając sobie z tego sprawę.
- Tylko więcej nie znikaj – Sasuke rozszerzył oczy, zdziwiony tym zdaniem – Teraz cię będę pilnował, żeby cię nie dopadli, albo żeby znów coś durnego nie przyszło ci do głowy.
- I kto to mówi? Jeśli dobrze pamiętam to ja ci uratowałem tyłek.
- Może jestem bardziej ciemny w tych sprawach niż ty, ale niedługo cię dogonię. Następnym razem, będzie na odwrót.
- Chyba śnisz, debilu. Dzień, w którym mnie uratujesz, będzie oznaczał koniec świata.
Uśmiechali się do siebie, jak dawniej. Ich relacja wróciła do normy. Przynajmniej na razie.
Gdy Sasuke odszedł, Naruto siedział przy grobie jeszcze jakieś 20 minut. Następnie chciał udać się w kolejne miejsce.
A tam, załatwi ostatnią sprawę.

***

Sakura ostatni raz była w rodzinnym domu Sasuke bardzo dawno temu, ale mimo to odnalazła znowu ten adres bez większych problemów. Zadzwoniła do drzwi, ale nikt nie otworzył. Nacisnęła klamkę i okazało się, że drzwi były otwarte. Weszła do środka.
Zszokował ją wygląd pomieszczeń. Wyglądało to, jakby w środku wybuchła jakaś bomba. Wszystko było porozrzucane lub roztrzaskane. Weszła do salonu, a tam zobaczyła telewizor przygnieciony przez regał. Szkło, ziemia, zniszczone meble i dekoracje walały się po podłodze. Ktoś wpadł tu w niezły szał, niszcząc to wszystko.
- Co ty tu u diabła robisz?! – podskoczyła na dźwięk podniesionego głosu. Odwróciła się i napotkała wściekłe spojrzenie Sasuke – Zapraszał cię tu ktoś?!
- Nie, przepraszam – powiedziała szczerze.
- Przyjmuję przeprosiny, a teraz wynocha! – wskazał na drzwi, ale dziewczyna nie ruszyła się z miejsca – Powiedziałem coś. Wynocha!
- A jeśli nie wyjdę, to co?!
Uchiha zachichotał. Bawiła go jej postawa.
- Naprawdę nie boisz się być w jednym pokoju z przestępcą?
Sakura przełknęła głośno ślinę.
- Wiele razy byliśmy sami, a wtedy też nim byłeś.
- Ale teraz sprawy uległy zmianie – zrobił kilka kroków w jej stronę – Teraz jestem mordercą.
Haruno zacisnęła pięści, ale wciąż stała w tym samym miejscu.
- Zabiłem człowieka i planuje zabić jeszcze jedną osobę – mówił dalej Sasuke – Wiesz już kim była moja rodzina. To aż nazbyt dużo powodów, aby uciec stąd jak najdalej.
- Ale ja nie ucieknę. Poza tym nie jesteś mordercą. Ratowałeś Naruto.
- To żadna różnica. Zabicie to zabicie – uniósł jej podbródek, aby spojrzeć w jej oczy – Nie byłaś w tamtym lesie. Nie wiesz, w co się pakujesz, zostając ze mną.
- Nie wiem – przyznała – Ale zamierzam się dowiedzieć.
- Głupia jesteś. Nie wiesz co właśnie powiedziałaś – złapał ją mocno za rękę – Idź stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy. Zrób to albo użyje siły! To dla twojego bezpieczeństwa!
- Nie będziesz mi rozkazywał!
Sakura silnym szarpnięciem wyrwała rękę z jego uścisku i najmocniej jak umiała, wymierzyła mu siarczysty policzek.
Legendarny sierpowy Sakury! Prosto w twarz!
Sasuke gapił się pusto w przestrzeń i nie mógł wyjść z szoku. Piekł go policzek, więc nie przewidziało mu się to. Spojrzał na dziewczynę. Była wściekła. Na niego. To ona naprawdę potrafiła na niego krzyczeć?! Najwidoczniej tak!
- To za zadawanie się z mafią kretynie! Powinieneś dostać o wiele mocniej! A teraz dla odmiany posłuchasz co ja mam do powiedzenia! – Sasuke oniemiały tylko kiwnął głową – Masz rację, nie było mnie tam w lesie, więc mogę nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństwa, ale chce podjąć to ryzyko i nie zamierzam słuchać twoich gróźb. Nie mogę spokojnie siedzieć, wiedząc, że tobie i Naruto grozi niebezpieczeństwo. Jeśli istnieje jakikolwiek sposób, w jaki mogę wam pomóc, zamierzam przy was zostać. A nawet… - zawahała się, a jej głos lekko stracił na mocy – A nawet mogę pomóc ci w tej twojej zemście.
Jeszcze przed chwilą Uchiha myślał, że większego szoku nie może doznać. Pomylił się, dopiero teraz kompletnie zdurniał.
- Chwila…coś ty powiedziała? – pytał, chcąc się upewnić czy się nie przesłyszał.
- Pomogę ci  się zemścić. Stanę się wspólnikiem. Nazwij to sobie jak chcesz. Tylko nie działaj więcej na własną rękę – skrzyżowała ręce na piersi i czekała na jego reakcję.
- Ty nie jesteś głupia, ty jesteś kretynką – odezwał się po chwili.
- Kretynka, idiotka, debilka, tak wiem. Przygotowałam się na wszystkie wyzwiska. No dawaj dalej – machnęła lekceważąco ręką.
Wtedy Sasuke nie wytrzymał. Wybuchnął śmiechem. No takiej reakcji Sakura nie przewidziała.
- A ty z czego rżysz?! Chcesz dostać drugi raz?! Ja tu serio mówię!
- Tak…wiem…Wygrałaś, poddaje się – wykrztusiła po ataku śmiechu. Rozłożył ręce na boki – Poddaję się. Kocham cię.
Sakura poczuła jak się rumieni. Pierwszy raz usłyszała od niego tak mocne słowa.
- Jeśli myślisz…że to mnie zbije z tropu…to… - zaczęła się jąkać, ale zamilkła, gdy Sasuke objął ją ciasno ramionami.
- Kocham cię – wyznał, czując ulgę, że wreszcie to z siebie wyrzucił.
- Nadal jestem zła – powiedział Haruno, odwzajemniając uścisk.
- Tak, wiem. Masz prawo – odsunął się od niej kawałek i wziął jej twarz w dłonie – Masz szczęście, że jestem egoistą. Po tym co przed chwilą chlapnąłem, już nie pozwolę ci uciec. Nawet, jeśli będziesz tego w przyszłości żałować. Ostrzegam cię.
- Dobrze, przyjmuję ostrzeżenie. Pogadamy, gdy już ta przyszłość nadejdzie – powiedziała i bez zbędnego gadania, sama go pocałowała.
Pomimo iż całowali się już wiele razy, ten pocałunek był pierwszym, w który wlali całą swoją miłość do ukochanej osoby. I oboje ją poczuli.

***

Hinacie trudno było wspiąć się na wzgórze ze zranioną nogą, ale jakoś dała radę. To było to samo wzniesienie, na które zabrał ją Naruto, niedługo przed rozpoczęciem ich związku. To tutaj tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Gdy była prawie na szczycie, zobaczyła Kuramę, leżącego pod drzewem. Podeszła do niego, podrapała go za uchem i ruszyła dalej. Teraz była pewna, że go tu znajdzie.
I rzeczywiście. Dostrzegła Naruto, siedzącego na trawie, odwróconego do niej tyłem. Wpatrywał się w panoramę miasta i czekał na nią. Hinata wzięła głęboki oddech. Czas na starcie. Można powiedzieć, że to pojedynek jej życia.
Uzumaki nie odwracając głowy, wyczuł jej obecność. Był na nią bardzo wyczulony. Hyuga zrobiła kilka kroków w jego stronę i przystanęła jakieś 2 metry przed nim.
- Jak noga? – spytał, nie przejmując się powitaniem.
- Boli, ale już mniej. A twoja ręka? – zapytała z troską w głosie.
- Ujdzie – odwrócił się i spojrzał jej w twarz – Hinata… - głos na chwilę uwiązł mu w gardle, gdy ją zobaczył. Było mu to trudniej powiedzieć niż przypuszczał – Zakończmy nasz związek.
Dziewczyna poczuła ostre ukłucie w sercu. Była przygotowana, że usłyszy te słowa, a mimo to…ach było to gorsze niż się spodziewała.
- Nie pozwalam ci – odparła hardo.
- Proszę cię, zrozum – spuścił wzrok w dół, nie mogąc patrzeć jej w oczy – Cały dzień o tym myślałem i to jest dla ciebie najlepsze rozwiązanie. Okazało się, że od urodzenia należę do zupełnie innego świata niż ty. Jestem w nim i nie mogę się od niego uwolnić. Sasuke tak samo. To jest jak klątwa. Nie chce, abyś i ty do niego należała.
- A jeśli nie mam nic przeciwko?
- Czy ty siebie słyszysz?! Już zapomniałaś co się stało w lesie?! – zerwał się na równe nogi – To wiedz, że ja nie zapomniałem. Ciągle mam to przed oczami! Wystarczy, że je zamknę i znów widzę jak ten gnój mierzy do ciebie i… - zakrył oczy dłonią – Masz pojęcia jak ja się wtedy bałem? Nie zniósłbym, gdyby coś ci się stało. I to z mojego powodu.
- Nie zapomniałam o tym – zapewniła go – Ze mną jest tak samo.  Boję się zamknąć oczy, bo widzę wtedy ciebie, gdy upadasz na kolana. Myślałam wtedy, że…że cię postrzelił i…i… - nie chciała się teraz rozpłakać. Nie teraz, kiedy musi walczyć.
- Sama więc widzisz – głos chłopaka przybrał grobowy ton – Nie mogę pozwolić, aby coś ci się stało…Nie możesz znowu znaleźć się w takiej sytuacji…Żegnaj… - ruszył przed siebie.
„Wiem, co nim kieruje” – myślała Hinata – „On chce mnie tylko chronić. Robi to dla mojego dobra. Sama strasznie się boję. Ma rację w wielu sprawach, ale… „ – w tym momencie Naruto ją minął – „Ale ja wciąż…”
Odwróciła się szybko i złapała go za ramiona. Na szczęście uważała, aby nie dotknąć go tam, gdzie ma szwy. Przyłożyła czoło do jego pleców.
- Proszę…puść mnie wykrztusił Uzumaki.
- Nie mogę. Proszę nie odchodź poza mój zasięg.
Chłopak zacisnął mocno powieki. Nie mógł znieść bólu jaki sprawia jej i sobie. Ach ta szlachetność jest do kitu.
- Hinata…ja… - już nie wiedział co powiedzieć, aby ją odrzucić. Mógł wyznać, że już jej nie kocha, ale to wydawało mu istnym świętokradztwem. Nie wyciśnie z ust, ani jednej sylaby tego zdania – Będziesz w niebezpieczeństwie, jeśli zostaniemy razem.
- Wiem. Wiem, aż za dobrze – wyznała dziewczyna, ale nie rozluźniła uścisku – Ale moja miłość jest silniejsza niż strach. Zniosę to, tylko zostań ze mną – przeniosła swoje dłonie z jego ramiona na jego klatkę piersiową – Pamiętasz, co mi kiedyś powiedziałeś? O słowach Ero-wujka, o tym, że jeśli chce się coś osiągnąć, trzeba mieć przy sobie kogoś, kto cię wesprze. Nie rozumiesz, że chodziło mu właśnie o tą sytuację?
Naruto otworzył zaskoczony usta. Mogła mieć rację.
- On wiedział – Hyuga mówiła dalej – Wiedział, że kiedyś dowiesz się prawdy i będziesz potrzebował tej rady. Więc pozwól mi być tą osobą, która cię wesprze. Dam ci tyle siły, ile zechcesz. Jeśli upadniesz, pomogę ci wstać. Pomogę ci przeć naprzód. Będę cię kochać najmocniej jak umiem. Zrobię wszystko…tylko nie unieszczęśliwiaj nas oboje, dla mojego dobra.
Stali w tej pozie dobrą chwilę. Naruto cały dzień wyobrażał sobie tą scenę, gdy będzie musiał ją opuścić, aby ją uratować. Czuł się wtedy tak bezsilny i wyprany z wszelkich pozytywnych emocji, że nie miał nic przeciwko, aby to Akatsuki po prostu wyskoczyło zza rogu i zabiło go na miejscu. Było mu to obojętne. Nie miał żadnej ochoty, ani siły na walkę o swoje życie.
Ale, gdy ona jest przy nim, czuję się zupełnie inaczej. Przymknął powieki i znów ujrzał Ero-wujka. Dobrze pamiętał jego słowa.
Gdy człowiek jest sam, nigdy nie będzie szczęśliwy, ani nawet silny. Bo dopiero wtedy, gdy mamy kogoś, kogo chcemy ochraniać, stajemy się naprawdę silni. Niemal niezwyciężeni. Zapamiętaj te słowa, Naruto”
Gdy mamy kogoś, kogo chcemy ochraniać” – powtórzył te słowa w myślach. Tak, to Hinata była osobą, którą chciał chronić najbardziej na świecie. Lewa dłoń sama powędrowała do kieszeni, w której wciąż był przedmiot, który zabrał ze strychu Jirayi.
Hinata obejmowała ukochanego od tyłu i nie zamierzała go puścić. Czuła irracjonalny lęk, że chłopak rozmyję się w powietrzu, gdy tylko go puści. Poczuła jak Naruto ujął jej dłoń, ułożoną na jego klatce. Przestraszyła się, że chce ją odtrącić, ale on tylko ją przesunął, w miejsce gdzie znajdowało się jego serce. Czuła przez materiał jego koszulki, mocne i miarowe bicie. Przytuliła się do niego jeszcze mocniej.
Nie wiadomo ile tak trwali. Może kilka minut, albo godzin.
- Dobrze – powiedział blondyn, po jakimś czasie.
Dziewczyna otworzyła szybko oczy. Nie wypuszczając go z ramion, obróciła go w swoją stronę, aby stali do siebie przodem. Był jak najbardziej poważny.
- Naprawdę? – spytała szczęśliwa – Nie zostawisz mnie?
- Nie – pokręcił głową – Zostaniemy razem, ale pod dwoma warunkami – zastrzegł.
- Jakimi? – spytała szybko. I tak zrobi wszystko co zechce.
- Musisz mi obiecać, że jeśli kolejny raz zdarzy się taka sytuacja jak wczoraj, będziesz myśleć tylko o własnym bezpieczeństwie. Uciekniesz i zostawisz mnie, jeśli będzie trzeba. Będziesz myśleć jedynie o sobie. Masz przysiąc, że tak zrobisz.
Dziewczyna zawahała się przez chwile. Jednak po zastanowieniu, pokiwała głową.
- Dobrze, przysięgam.
- A teraz druga sprawa – sięgnął do swojej kieszeni i wyjął ten przedmiot. Pokazał go Hinacie na wyciągniętej dłoni – Masz to przyjąć.
Był to pierścionek, z małym okrągłym diamencikiem. Dziewczynie zaparło dech. Niemożliwe, że to się dzieje. Nie spodziewała się tego.
- Co…co to… - wyjąkała.
- Znalazłem to dziś na strychu. Spytałem Ero-wujka i tak jak się spodziewałem to jest pierścionek, który tata dał mamie, gdy prosił ją o rękę. Chce żebyś go przyjęła.
- Ale…ale…nie mów że ty…
- Ech, mało romantycznie. Może lepiej klęknę – miał właśnie taki zamiar, ale dziewczyna go powstrzymała.
- Nie, nie klękaj – „Wtedy chyba zemdleje” pomyślała – Ty…mówisz poważnie? – nie mogła uwierzyć, że to się dzieje.
- Młodsi od nas biorą ślub, a nawet mają dzieciaki, więc chyba my możemy się zaręczyć – nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu.
- Za…za…zaręczyć?
- Ach, przecież nie musimy tego robić jutro – ujął jej dłoń – Nieważne czy to będzie jutro, za rok, czy za 10 lat. Pragnę abyś mi to obiecała. Przyrzekła, że kiedyś ten dzień nadejdzie – wsunął pierścionek na jej palec – Dasz mi wówczas, największą zachętę do życia i wolę walki, jaką tylko możesz mi ofiarować.
Hinata patrzyła na pierścionek na swoim palcu. Teraz nie ma szans, aby powstrzymała łzy. Rzuciła mu się w ramiona i objęła go mocno za szyję.
- Obiecuję. Obiecuję, że kiedyś…zostanę… - nie mogła dokończyć zdania. Ilość emocji ścisnęła jej gardło.
- Kocham cię jak wariat – przyznał Naruto – I jeśli poczujesz, ze bycie z mną to dla ciebie za dużo, możesz odejść w każdej chwili. Nie zatrzymam cię, jeśli będziesz chciała normalnie żyć.
- Akurat taki dzień nigdy nie nadejdzie, ty głupku.
Chłopak cicho się zaśmiał, słysząc słowo głupek. Odsunął się kawałek, spojrzał jej w oczy i złączył ich usta. Co ciekawe obojgu pociekło kilka łez. A blondyn myślał, że wylał już wszystkie łzy dzisiejszego dnia.
Pocałunek trwał i trwał nieprzerwanie. Był na zmianę namiętny i czuły. Nie odrywali się od siebie, nawet, aby zaczerpnąć powietrza. Hinata obejmowała go za szyję, a on trzymał ręce w jej miękkich, granatowych włosach. Oczy mieli lekko otwarte, aby móc widzieć siebie i swoje uczucia, w nich zawarte. Byli w pełni szczęśliwi i nie chcieli, aby to się skończyło.
Kurama siedział kilka metrów dalej po drzewkiem i obserwował swoich właścicieli. Wyglądało to tak, jakby pies się uśmiechał.
W mieście zerwał się wiatr. Był to wiatr zmian, który zwiastował przyszłe wydarzenia i symbolizował koniec pewnej epoki. Epoki spokojnego i beztroskiego życia. Nadchodziły ciężkie czasy i wszyscy, którzy go poczuli zdawali sobie z tego sprawę. Czuli ten powiew nawet w kościach. Byli gotowy do ciężkich zadań i prób, na które życie zamierza ich wystawić w najbliższym czasie.
Najpierw poczuli go Jiraiya i Tsunade, w gabinecie pani prezydent, gdy wiatr rozwiał jej wszystkie dokumenty na biurku.
Poczuł go Shikamaru, siedzący na masce czarnej terenówki oraz Kakashi, stojący tuż obok niego, opierając się o auto.
Poczuł go Itachi, stojący na szczycie drapacza chmur. Powiew strącił mu z twarzy jedną z jego łez, które były ostatnimi wyrazami jego prawdziwych emocji i uczuć. Na jakiś czas, będzie musiał trzymać je w ryzach i grać kogoś kim nie jest.
Poczuli go Sasuke i Sakura, stojący na tarasie rezydencji Uchiha. Trzymali się za ręce i spoglądali w niebo, pozwalając, aby ów podmuch, rozwiewał im włosy.
Na koniec wiatr doleciał na wzgórze, gdzie stała zakochana para, trzymająca się w ramionach. Naruto wpatrywał się w panoramę miasta i głaskał Hinate po włosach. Czuł zimny powiew we włosach, ale nie przejmował się nim.
Uratować własne życie…odciągnąć Sasuke od zemsty…chronić Hinate…
Dla niego to nie jest niemożliwe. Warto jest podjąć ryzyko i chronić rzeczy, które się kocha. To najwyższa wartość jaką można sobie wyobrazić.
„Tato…Mamo…” – zawołał w myślach, wpatrując się w czyste, bezchmurne niebo – „Obserwujcie mnie”



***

(Od autorki) Ta dam!!! I jak?
Pawle, powiem, że przeczytanie najdłuższego komentarza w twojej karierze sprawi mi niebywałą radość ;) I to jaką!
Jeszcze jedno słówko na temat ostatniego Naruto Gaiden.
Udowadniałam sobie często, że moja wyobraźnia jest PRAWIE nieograniczona. Dlatego nie mogę uwierzyć, że ten cholerny dziad Sasuke, który przez całą mangę był jakiś taki aseksualny, zmienił się na chwilę w dziwkarza, przeleciał Karin, wziął dzieciaka i hajtnął się z Sakurą, a potem spierdzielił na misję (sorki za język) No sorry moja wyobraźnia tego nie przeskoczy (owszem Sasuke to dupek i sukinsyn, ale nie dziwkarz czy kobieciarz)! Dlatego coś czuję, że to nie jest wszystko, w tym jest drugie dno. Nawet udało mi się wymyślić teorię, w której Sakura jednocześnie jest biologiczną matką Sarady oraz wynik badań DNA jest autentyczny. Mówiłam że mam niezły łeb XD Ale nie będę jej tu ujawniać bo za dużo by pisać oraz mogłabym się wygłupić.
Widzimy się we wtorek z "Została minuta część I"

niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 30

(Od autorki) Szacun dla każdego kto przeczyta to w całości. Mnie by się nie chciało, takie nudy, ale bez tego się nie obejdzie po prostu. Aha, z boku jest ankieta i bardzo proszę, aby każdy dał swój głos bo zależy mi na opinii wszystkich, a chce wiedzieć czym się kierować, oprócz własnymi pomysłami.

***



- Dobra – rzekł głośno Naruto, zwracając na siebie uwagę reszty – Myślę, że każdy tutaj, ma coś ciekawego do powiedzenia. Kto zacznie?
Głucha cisza, nikt się nie odzywał.
- Pewnie – irytacja blondyna sięgnęła zenitu – Najwidoczniej nie zasługuje na wyjaśnienia. Po prostu jak co dzień dostałem w łeb, uprowadzono mnie do jakieś chałupy w lesie, chciano mnie zabić parę razy i omal nie przestrzelono mi ramienia, ale to chyba normalka!
Twarz Jiraiyi boleśnie się skrzywiła, ale nic nie powiedział. Hinata zresztą też nie mogła powstrzymać grymasu.
- To nie jest żadna normalka Naruto – rzekł Kakashi – Wręcz przeciwnie, to nigdy nie powinno was spotkać. Ale niestety stało się i masz moje słowo, że wszystko ci wyjaśnimy, ale… - Hatake przeniósł swój wzrok na Sasuke - …muszę się dowiedzieć, co stało się w tamtym domku, zanim przyjechaliśmy. Sasuke, czy to ty ich…
Chłopcy spojrzeli na siebie i pomyśleli o tym samym. Ich sensei musiał znaleźć ciało Orochimaru i postrzelonego grubasa. Uzumaki zerwał się z kanapy i krzyknął:
- On nie miał wyboru, przysięgam! Nie zrobił nic złego…
- Uspokój się durniu – przerwał Uchiha, nie ruszając się z miejsca. Ręce miał splecione i ułożone pod brodą. Nie okazywał żadnych głębszych emocji – Nie musisz mnie bronić. Przyznaję się, że zabiłem tego starego skurwysyna. I zrobiłbym to jeszcze raz. Nie miałem żadnego innego wyboru, poza strzeleniem mu w łeb. Wybierałem między jego życiem, a życiem przyjaciela i wyboru dokonałem.
- Ale co ty … - szepnęła Sakura z niedowierzaniem – O czym wy gadacie? Kogo miałbyś niby zabi… - zamilkła, uciszona groźnym spojrzeniem Uchihy, mówiącym „zamknij się”.
- A tamten postrzelony facet? – spytał Kakashi.
- To…akurat ja – przyznał się Naruto, ze spuszczoną głową Jakoś nie mógł w tamtym momencie spojrzeć w twarz Hinacie – Rzucił się na mnie z nożem to działałem instynktownie.
- Rozumiem – westchnął Hatake – Nie wiem tylko jeszcze skąd się tam wszyscy wzięliście… - grupka otwierała już usta, aby to wyjaśnić, ale mężczyzna im nie pozwolił - …ale potem to wyjaśnimy. Tak jak powiedział Naruto, wszyscy tutaj musimy wypowiedzieć się w kilku kwestiach, a żeby się nie pogubić w tych wyjaśnieniach, sądzę że powinniśmy zacząć od początku – tym razem jego wzrok powędrował na Jirayię i Tsunade.
- Chodzi o jego rodziców, co nie? – wypowiedź Uchihy wprowadziła wszystkich w osłupienie – Nie pytajcie skąd wiem – uprzedził pytania reszty – Ważne, że wiem i nie sądzę, że to ja powinienem mu to wyjaśniać – oparł się o brzeg kanapy i skrzyżował ręce.
- Ero-wujek, masz mi coś do powiedzenia? – spytał ostrożnie blondyn, ale w głębi ducha już znał odpowiedź. Stał na środku pomieszczenia i z uporem patrzył na Jiraiye, który unikał jego wzroku. W końcu to Tsunade westchnęła i zabrała głos:
- Jeśli mamy wszystko opowiedzieć od początku, to lepiej ja zacznę. Po pierwsze powiedz mi Naruto, jak dużo wiesz o zorganizowanej przestępczości?
- Ile? Tyle co każdy. Choć mamy w naszym gronie już jednego eksperta – spojrzał z wyrzutem na Sasuke, ale ten to zignorował.
- Więc powiem ci że mafia w dzisiejszych czasach to plaga, której nie tak łatwo się pozbyć – zaczęła tłumaczyć Tsunade – Działają w dużej i świetnie zorganizowanej grupie. Ich działalność jest zróżnicowana od wymuszeń haraczu za ochronę do handlu bronią i narkotykami. Kontrolują życie nocne, a nawet kilka sfer gospodarki. Mają swoich ludzi do odwalania brudnej roboty. Bazują na ludzkim strachu, także pozbycie się ich jest prawie niemożliwe. Aby aresztować tak potężnych ludzi, potrzeba mocnych dowodów, a oni nie są tacy głupi, aby pozostawiać po sobie jakiekolwiek ślady. Potrzeba także świadków, ale nikt nie odważy się na nich zeznawać. Ludzie zbytnio się ich boją i nie można ich za to winić. Wielu już było takich, co zdecydowało się zeznawać, a i tak oni lub ich rodziny kończyli, że tak powiem nieciekawie.
- To prawda co mówisz babuniu, ale co to ma wspólnego ze mną? – spytał Naruto.
- Zmierzam do tego.  Chodzi o to, że istnieją jedynie 2 sposoby na walkę z takim rodzajem przestępczości. Pierwszy sposób to działanie po cichu, od środka i jest to nawet w miarę bezpieczne, ale na rezultaty trzeba długo czekać. Drugi sposób to działanie otwarte, bez żadnych kamuflaży i to jest cholernie ryzykowne, ale wyniki są rewelacyjne. I właśnie na ten drugi sposób zdecydował się Minato… - ucięła na chwilę, poruszona swoimi bolesnymi sposobami – Chyba nie muszę tłumaczyć kim on był?
- Najsławniejszy prezydent Konohy – wyrecytował Uzumaki – Jego polityka skupiała się przede wszystkim na walce z przestępczością.
- Tego uczą was w szkołach, ale czy powiedzieli wam, że było aż 5 zamachów na jego życie? – wypowiedź pani prezydent wprawiła wszystkich zdumienie. Tylko Kakashi i Shikamaru nie okazali zdziwienia.
 - Aż 5? – wykrztusił blondyn, na co kobieta pokiwała smutno głową.
- Otwarta walka jest bardzo, ale to bardzo ryzykowana, ale Minato, zawsze był odważnym człowiekiem. Nawet nie macie pojęcia, ile zawdzięczamy jego poświęceniu. Jego zasługi są nieocenione. Nie bądźcie tacy zaskoczeni, bo to prawda. To dzięki niemu możemy być w miarę bezpieczni w tym mieście. Właściwie ostatnimi czasy, tylko ten Orochimaru był największym utrapieniem.
- Powiedziała pani 5 zamachów – rzekł Sasuke – Ale było ich 6.
- Tak, było 6 – westchnęła ciężko – Tyle że szósty był udany.
- Pożar w domu… – wykrztusił Naruto przypominając sobie swoje dziwne sny.
- Kilka miesięcy przed śmiercią, Minato zaczął dostawać groźby. Kazały mu one zaniechać swojej działalności, ale on nie posłuchał, tak jak nie poddał się wielu wcześniejszym groźbom. Ale te listy były inne od poprzednich. Były bardziej poważne i pochodziły od jednej z najbardziej niebezpiecznych organizacji, tego regionu. Dla własnego bezpieczeństwa, Minato postanowił na jakiś czas, nie pokazywać się publicznie. Z tego powodu, pewien fakt nigdy nie dostał się do wiadomości publicznej.
- Jaki fakt? – odezwała się nieśmiało Hinata.
- Fakt, że jego żona Kushina była w ciąży.
Kolejny raz zaległa grobowa cisza. Naruto czuł, jakby cały świat wokół niego zaczął wirować. Zaczął kręcić głową, nie mogąc uwierzyć.
- Nie, to nie możliwe… – wykrztusił.
- Urodził im się syn – Tsunade mówiła dalej, tyle że teraz spuściła głowę w dół – Gdy minął miesiąc od jego narodzin, Minato postanowił wrócić do swojej działalności i wtedy… - przełknęła ślinę, było jej trudno o tym mówić – Ktoś podłożył ogień w ich domu. Zrobiono to bardzo precyzyjnie, tak aby żadne z mieszkańców nie miało szans się wydostać. Gdy strażacy przybyli na miejsce…było już za późno. Zaczęli gasić ogień od zewnątrz, ale jakiś strażak usłyszał z domu płacz dziecka i sam, ignorując rozkaz przełożonego, wszedł do środka. Na szczęście udało mu się wyjść z tego cało. Jemu no i dziecku.
Przerwała na chwilkę, aby dać sobie odsapnąć.
- Chłopiec trafił do domu dziecka. Dla jego bezpieczeństwa zmieniono mu nazwisko i ukryto fakt, czyim jest dzieckiem.
- Dla…dlaczego? – głos Naruto, był przepełniony głębokimi emocjami.
- W środowisku mafijnym istnieją niepisane prawa – tym razem, po raz pierwszy głos zabrał Jiraiya – Jeśli jakiś mężczyzna jest twoim wrogiem, to w takim razie jego winy automatycznie przechodzą na syna. W chwili urodzin tego chłopca, został on wystawiony na takie samo niebezpieczeństwo jak jego ojciec. Ponieważ do wiadomości publicznej nie podano informacji o śmierci dziecka, a jedynie zatajono o nim wszelki dane, podziemie domyśliło się, że chłopiec przeżył – mężczyzna spojrzał na swojego wychowanka, wzrokiem pełnym żalu – Przepraszam, że ci nie powiedziałem.
Ręce blondyna zaczęły lekko drżeć. Sasuke obserwował go z boku ze współczuciem, ponieważ wiedział doskonale co chłopak teraz czuje.
- Nie zastanawiałeś się nigdy, dlaczego tak łatwo udało mi się cię adoptować Naruto? – spytał Jiraiya, ponownie przykuwając uwagę wszystkich.
- Nie rozumiem.
- Kiedy cię adoptowałem miałeś 6 lat, a ja sam był samotnym facetem dobiegającym 40. Takim ludziom jak ja nie oddaje się dzieci pod opiekę. Procedury adopcyjne są niezwykle surowe i trwają długi czas. Na adopcję pozwala się jedynie bogatym rodzinom z obojgiem rodziców, więc jakim cudem mnie się to udało? Nie uderzała cię nigdy ta kwestia?
Chłopak znów pokręcił przecząco głową. Rzeczywiście nigdy o tym nie myślał. Jiraiya westchnął i wyznał co mu ciążyło na sercu od bardzo dawna.
- Pozwolono mi cię adoptować, ponieważ pokazałem im dowód, że jestem twoją rodziną.
Szczęka blondyna opadła na dół. Kolejny raz dziś doświadczył niezłego szoku. Nawet Uchiha był zaskoczony słysząc to, ponieważ także nie miał o tym pojęcia.
- Ojcem chrzestnym dokładnie rzecz biorąc – tłumaczył dalej Ero-wujek – Byłem przyjacielem Minato i jego zastępcą w ratuszu. Do tej pory pamiętam swoje zdumienie, kiedy poprosił mnie, abym wybrał ci imię – uśmiechnął się na chwilę, ale zaraz potem znów spochmurniał – Jeszcze przed twoim narodzeniem wyjechałem z kraju. Dlaczego to zrobiłem, nie pytaj. To były sprawy nie związane z tobą. W każdym razie o śmierci twoich rodziców dowiedziałem trochę za późno. W końcu po jakimś czasie podjąłem męską decyzję i postanowiłem się tobą zająć. I to była najlepsza rzecz jaką zrobiłem w życiu. – mówił to bardzo szczerze i poważnie. Rzadko można było usłyszeć u tego mężczyzny taki ton głosu – Byłeś za młody, aby wyznać ci prawdę, ale jednocześnie nie mogłem zostawić cię bez ochrony.
- I tutaj przechodzimy do mnie – powiedział Kakashi, przenosząc uwagę słuchaczy na siebie.
- Kim sensei naprawdę jest? – spytał Sasuke – Policjantem?
- Nie – zaprzeczył Hatake – Kiedyś nim byłem, ale zrezygnowałem ze służby – widząc, ze potrzeba głębszych wyjaśnień, kontynuował – Wracając do tego co mówiła pani prezydent, do sposobów walki z mafią, ja zdecydowałem się na opcje nr 1. Policja szczerze mówiąc nie nadaje się do walki ze zorganizowaną przestępczością. Ludzie tam pracujący, mają swoje rodziny i także są zastraszeni. Poza tym tacy gangsterzy mają swoje wtyki nawet w policji. Tak więc jedyną szansą są tacy ludzie jak ja, którzy dla bezpieczeństwa innych zrezygnowali z pracy za biurkiem na komisariacie i pracują na własną rękę.
- Taki wolny strzelec? – spytał Sasuke.
- Dokładnie. Zarabiałem oficjalnie jako nauczyciel sztuk walki. I kiedy pan Jiraiya poprosił mnie, aby uczył jego chrzestnego syna i przy okazji wyjawił czyim jest dzieckiem, zgodziłem się od razu. Trochę się tylko zaniepokoiłem, gdy Naruto przyszedł na pierwsze zajęcia z tobą, Sasuke.
Atmosfera wokół stała się o wiele bardziej napięta, kiedy Sasuke posłał Hatake swoje najgroźniejsze spojrzenie.
- Moment – Uzumaki odzyskał głos – To sensei wie o jego…
- Raczej trudno, żeby nie wiedział, skoro od tylu lat siedzi jako tajniak w podziemiu – powiedział Uchiha, przerywając chłopakowi.
- Dobra, a teraz o czym jest mowa? – Sakura odważyła się odezwać.
- Powiem tylko tyle, że przez ostatnie 20 lat, tylko dwie osoby robiły zamęt w podziemiu – mówił Hatake, tyle że wolniej – Pierwsza to Orochimaru, osoba, która już nie żyje oraz …
- Moja rodzina, prawda? – powiedział Uchiha, takim tonem jakby mówił o pogodzie. Pozwolił sobie nawet na chełpliwy uśmiech.
- Trafiłeś w sedno – rzekł Kakashi – Uchiha nie kojarzy mi się z czymś dobrym, a wręcz przeciwnie.
- I dobrze, tak ma być.
- Chwila, czyli to z jego bratem to prawda? – zapytał Naruto, składając w głowie kilka faktów.
- Niestety, ale tak – przyznał sensei – Byłem chyba jednym z niewielu, którzy uwierzyli, że dziecko może się dopuścić takiego czynu.
Sasuke zacisnął pięści. Nie zdawał sobie sprawy, że ktoś jeszcze zna prawdę o Itachim.
- Znowu nic nie kapuje – żachnęła się Sakura.
- I…ja też – wyznała nieśmiało Hinata.
Kakashi westchnął ciężko i zaczął wszystko tłumaczyć. Opowiedział im o rodzinie Uchiha i Itachim, tyle ile uznał za konieczne. Sasuke starał się tego nie słuchać. Prawda, usłyszana kolejny raz z czyichś ust, była tak samo bolesna, jak za pierwszym razem.
Naruto słuchał wszystkiego co mówił sensei, ale jednocześnie nie mógł się skupić na jego słowach. Próbował nazwać wszystkie emocje, jakie w nim wrzały, ale było ich tak dużo, że ledwo dawał radę.
Hatake skończył mówić i widząc przestraszone miny dziewczyn pomyślał, że może powiedział za dużo.
- W każdym razie – odezwała się Tsunade – Wracając do głównego tematu, od śmierci Minato i Kushiny minęło tyle czasu, ze zaczynaliśmy już myśleć że niebezpieczeństwo minęło. Jednakże…
- Jednakże zacząłem mieszać – zgadł Uchiha, starając się ukryć swoje wyrzuty sumienia.
- Wyjąłeś nam to z ust – powiedział Kakashi, widać było że jest zdenerwowany – Pewnie myślisz, że byłeś niezwykle sprytny, ale prawda jest taka, że cały czas miałem cię na oku. Praktycznie od początku.
Sasuke nie odpowiedział. Nie wiadomo czy to przez wściekłość, którą czuł, czy to że zaraz jego poczynania wyjdą na wierzch.
- Gdy dotarła do mnie informacja, że zacząłeś pracować dla Orochimaru… – kontynuował Hatake - …zdałem sobie sprawę jakie niebezpieczeństwo stwarza to dla Naruto i dla ciebie. Nie miałem wyboru i musiałem pilnować was obu, ale dla jednego człowieka jest to raczej trudne, więc…
- Więc zostałem zwerbowany – powiedział Shikamaru. Wszyscy, aż podskoczyli, bo zapomnieli o jego obecności.
- Zwerbowany? Dokładnie do czego? – odezwał się Naruto.
- Trzeba było pilnować was obu naraz – wyjaśnił Hatake – Toteż potrzebowałem kogoś z waszego środowiska, kogoś kto mógłby bez podejrzeń was obserwować, a jednocześnie trzymać gębę na kłódkę. Przeprowadziłem mały rekonesans i Shikamaru był najlepszym kandydatem.
Naruto, Sasuke i dziewczyny zastanawiali się ile jeszcze rewelacji będą w stanie znieść jednego dnia.
- Weźcie ludzie trochę empatii – Nara zaczął narzekać – Pomyślcie o mnie. Wiecie co czułem, gdy jakiś koleś w masce proponuje mi rozmowę i zaczyna wciskać mi te wszystkie historyjki? Myślałem, że ma coś z głową.

***

- Nie wierzysz mi, prawda?
- Wszystko wydaje się być logiczne – wyznał Shikamaru – Ale wcale nie musi być prawdziwe. Zdaje pan sobie sprawę, jak nieprawdopodobnie to wszystko brzmi?
- Wiem o tym, ale to niestety prawda.
Kawiarnia, w której siedzieli Kakashi i Shikamaru święciła pustkami, wiec mogli rozmawiać bez przeszkód. Nikt nie prawa ich podsłuchać.
- Nie spytasz, czemu proszę akurat ciebie o pomoc? – zapytał Hatake.
- Nie. Gdybym był na pana miejscu, sam bym siebie poprosił o pomoc. – po chwili Nara dodał – Ale wciąż istnieje możliwość, że jest pan zwykłym czubkiem i mnie pan wkręca.
Kakashi westchnął i wstał od stolika.
- Jeśli jesteś tak inteligentny, jak mówią twoje wyniki, to wiesz, że nie. I wierz mi, nie proponowałbym ci pracy, gdybym naprawdę nie był w kropce – wyjął z kieszeni jakiś kawałek papieru – To mój numer. Dam ci kilka dni, abyś wszystko przemyślał. Odpowiedz w ciągu tygodnia, czy się zgadzasz – rzekł i wyszedł z kawiarni bez pożegnania.
- A rachunek kto zapłaci?

***

Shikamaru przez 2 dni chodził te i z powrotem zastanawiając się co ma robić. Mieszanie się w jakieś podejrzane machlojki, było cholernie nie rozsądne, a do tego w ogóle mu się nie chciało tego robić. Ale jednak słowa tego gościa w masce, wciąż krążyły mu po głowie i nie dawały spokoju.
Naruto synem jakiegoś tam prezydenta…Sasuke zadaje się z podejrzanymi typami, szukając zemsty…obaj są w niebezpieczeństwie…
Trzeciego dnia rozważań chłopak przechodził niedaleko swojej starej podstawówki. Nie wiedział czemu, ale coś kazało mu się zatrzymać i powspominać. Tak, plac zabaw przywoływał wspomnienia. Pamiętał jak kiedyś mama Chojiego odebrała ich ze szkoły. Na placu zabaw zobaczył wtenczas Naruto. Bujał się na huśtawce, był całkiem sam.
- Czemu on wciąż tu siedzi? – mały Shikamaru, nie zauważył kiedy pytanie samo się mu wymsknęło.
- Trzymajcie się od niego z daleka chłopcy – powiedziała kobieta – Z takich dzieci, to tylko jakieś łobuzy mogą wyrosnąć.
Shikamaru potrząsnął głową, odganiając te wspomnienia. Ruszył dalej, w kierunku uczelni. Po krótkim spacerze znalazł się na kampusie i wówczas jak na złość, musiał zobaczyć Naruto.
Szedł roześmiany, trzymając za rękę Hinate. Gdy chłopak patrzył na ten obrazek poczuł wyrzuty sumienia. Blondynowi coś grozi, a jemu się nie chce pomóc?
Jak w kalejdoskopie zaczęły mu krążyć obrazy. Najpierw małego Naruto, siedzącego na huśtawce, później ten który widział przed chwilą, widok tej głupiej zakochanej pary, a na koniec nie wiadomo czemu, ale wspomnienie uśmiechniętej Temari.
- No to się wjebałem. Ach, ja po prostu nie chcę, aby on znowu musiał przez to przechodzić – wyciągnął telefon z kieszeni i napisał SMSa pod numer, który dostał kilka dni temu o treści:
„To jaki będzie zakres moich obowiązków?”

***

„Flesz?” – pomyślał Nara, przyglądając się podejrzliwie, czarnemu vanowi – „Jednak nie są tacy ostrożni, ale muszę powiedzieć Kakashiemu, że zaczęli już działać. Teraz prawdopodobnie zaczną  śledzić Naruto, aby złapać odpowiednią okazję.”

***

No Shikamaru już dawno nie był tak wkurzony, ale zdaje się nie tylko on. Sasuke również nie wyglądał na zadowolonego z tego co robił.
Co prawda przebieranka za kelnera była nawet zabawna, ale odwalania jego roboty na tym cholernym przyjęciu sylwestrowym dla zjebów, było upierdliwe. I nie upierdliwe jak zawsze. To był poziom hard. Dobrze, chociaż, że dzięki tym okularom i przebraniu, ten Uchiha go nie rozpoznał. Zajebisty początek nowego roku.

***

Kakashi i Shikamaru wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Sasuke właśnie wybiegał z sali, po tym jak omal nie połamał swojemu przeciwnikowi rąk na zawadach. Naruto poleciał za nim.
- Mocno go wzięło – stwierdził Nara.
- Nie jestem zdziwiony – westchnął Hatake – Chęć zemsty zmienia człowieka. Boje się coraz bardziej, co z tego wszystkiego wyniknie.

***

- To którego z nich mam mieć dziś na oku – spytał Shikamaru swojego szefa przez telefon.
- Dziś masz fajrant. Ja przypilnuje Sasuke, ale z tego co wiem Naruto nocuje dziś u Hinaty, więc będzie bezpieczny.

***

- Ale jak to zniknął?! – krzyknął Nara, wyprowadzony z równowagi pierwszy raz od bardzo dawna.
- No normalnie! Pewnie zaraz dostaniesz taką samą wiadomość od przyjaciół – ostrzegł go Kakashi – Słuchaj, masz w telefonie ten program do namierzania komórek?
- Jasne, już od jakiegoś czasu. Zaraz namierzę telefon Naruto.

***

- Noż kurwa jego mać – wydarł się Shikamaru. On i Kakashi stali w szatni, w ich dojo i gapili się na pozostawiony na ławce telefon blondyna.
- Ten idiota – Hatake też był wkurzony – Czemu akurat dziś musiał zapomnieć komórki? To go życie może kosztować.
Nara nie zwlekając długo, chwycił swój telefon i zaczął w nim grzebać. Wpadł na drobny pomysł. Okazał się trafiony.
- Ej sensei, spójrz na to – wskazał na ekran swojej komórki.
- Jak go namierzyłeś, skoro nie ma przy sobie komórki? – spytał zaskoczony Kakashi.
- To nie telefon Naruto – tym stwierdzeniem, wprawił Kakashiego w jeszcze większe zdumienie – Namierzyłem Sasuke.

***

- No i ruszyliśmy za śladem Sasuke, a po drodze zgarnęliśmy Sakure.
- O rany – wymsknęło się Sasuke.
- Jaka ulga – wszyscy spojrzeli na Uzumakiego, który wypowiedział to zdanie – Już myślałem, że zwariowałem. Ciągle wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi.
- No to na pewno nie byłem ja – rzucił Nara – Mnie byś nie zauważył.
- No co za skromność!
- Tutaj się kończy nasza wiedza – powiedział Kakashi – Właściwie od początku chciałem zapytać Sasuke i Hinate skąd w ogóle wzięli się w tym lesie?
- Ja? – mruknęła dziewczyna – Ja byłam z Kuramą na podwórku, gdy nagle dostał szału i pobiegł gdzieś. Pobiegłam za nim i trafiłam prosto do lasu. Nie wiem skąd, ale pies wiedział dokąd powinien biec i zaprowadził mnie prosto do chłopaków.
Oczy wszystkich spoczęły na Kuramie, który siedział teraz przy nodze swojego pana i merdał ogonem.
- Powinienem był go nazwać Demon, a nie Kurama – stwierdził Uzumaki, na co pies prychnął. On też wolał się nazywać Demon niż Kurwa Mać bez dwóch liter. Ale takiego pana sobie wybrał.
- A ty Sasuke? – odezwał się Shikamaru – Ty chyba nie jechałeś za psem.
- Nie, u mnie było trochę inaczej – rzekł i opowiedział cały ciąg dedukcyjny, jaki doprowadził go prosto do leśnego domku.
- Od kiedy to z ciebie taki Sherlock, co? – zagadał przyjaciela Naruto.
- Nie wiem. Sam byłem zdziwiony, gdy do tego wszystkiego doszedłem. Ale skoro niebezpieczeństwo już minęło…
- Kto powiedział, że minęło? – słowa Shikamaru, sprawiły, że kilku osobom, przeszedł zimny dreszcz po plecach. Jednak nikt się nie odzywał.
- To nie wszystko, prawda?! – krzyknął Naruto z wyrzutem w stronę Kakashiego, a potem odwrócił się do Ero-wujka – Coś jeszcze ukrywacie, tak?!
- Niedługo przed twoim porwaniem, Orochimaru wyjechał do stolicy – powiedział Hatake, głosem pozbawionym emocji – Wydaje mi się, że spotkał się tam ze swoim starym znajomym z pewnej potężnej organizacji przestępczej, z którą twój ojciec miał najbardziej na pieńku. Akatsuki. I prawdopodobnie sprzedał mu informacje o tobie, ale ponieważ  interesy nie przebiegły po jego myśli, postanowił sam cię wykończyć.
Naruto już nie wiedział, która emocja przeważa. Szczęście z powodu poznania prawdy o rodzicach, strach przed kolejnymi ludźmi, którzy mogą go dorwać, czy wściekłość. Wściekłość na wszystkich, którzy całe życie go okłamywali.
- Super – krzyknął, kiedy złość wzięła nad nim górę – Następni goście chcą mnie załatwić przez jakieś jebane niepisane zasady! To chcecie powiedzieć?!
- Naruto spokojnie – Tsunade spróbowała go uspokoić – Musisz uważać na szwy.
- W dupie mam te szwy! – wrzasnął i gdyby na biurku pani prezydent znajdowałby się jakiś wazon, blondyn na pewno by go w tamtej chwili rozbił – Muszę stąd wyjść, albo zaraz coś rozwalę.
Uzumaki, nie czekając na reakcje innych, wybiegł z gabinetu. Kurama pobiegł za swoim panem.
Hinata widząc to podniosła się szybko z kanapy, ignorując ból w nodze.
- Naruto, zaczekaj! – chciała za nim iść, ale powstrzymał ją Sasuke, łapiąc ja za ramię.
- Zostaw go – nakazał i mówił dalej, zanim Hyuga zdążyła się sprzeciwić – Wiem jak to jest, kiedy twój świat się zawala. Uwierz mi, on teraz musi być sam.
Dziewczyna pokiwała smutno głową, przyznając chłopakowi racje.
- Poza tym – mówił dalej Uchiha – Ja też już pójdę – ruszył do wyjścia, ale drogę zagrodził mu Kakashi.
- Wiesz, ze mógłbym donieść na ciebie na policji o współpracy z mafią i o tym morderstwie, prawda?
- Tyle, że pan tego nie zrobi - odparł pewny siebie Sasuke.
- Masz rację, nie zrobię. Po pierwsze dlatego, że gdyby nie ty, Naruto mógłby już być martwy. A po drugie teraz muszę cię pilnować jeszcze bardziej niż w wcześniej, a w więzieniu nie miałbym takiej możliwości. Zdajesz sobie sprawę, ze jesteś w takim samym niebezpieczeństwie jak Naruto? Zabicie tak niebezpiecznego człowieka jak twój szef nie ujdzie ci płazem.
Sasuke przyjął tą nowinę bez specjalnych emocji. Domyślił się, że mogą pojawić się ludzie, którzy będą chcieli go załatwić, po tym jak strzelił Orochimaru w łeb.
- I muszę cię jeszcze ostrzec – dodał Hatake, groźniejszym tonem – Jeśli zabijesz Itachiego, nie popuszczę ci, wiesz o tym!
Uchiha minął go w drzwiach. Mężczyzna wręcz mógł poczuć ten chłód w postawie chłopaka. W pokoju pozostała już tylko szóstka osób.
- Proszę niech mi ktoś powie, że to wszystko to jakiś chory żart – powiedziała głośno Haruno – Przecież to wszystko to nie może być prawda. To jakaś chora abstrakcja. Hinata ty tez chyba…
Nie skończyła widząc twarz dziewczyny pogrążona w smutku.
- Mylisz się Sakura-san – powiedziała cicho Hyuga – To wszystko była prawda.
- Ale…No ale…
- Nie strzelali do ciebie, więc nie wiesz! – Hinata dawno nie podnosiła na nikogo głosu, ale teraz dała upust emocjom.
Sakura zamilkła. Nie widziała co teraz ma robić.
- Odwiozę was do domu – Hatake podszedł do dziewczyn.
- Kakashi-sensei… - Haruno chciała coś powiedzieć, ale nie dano jej dokończyć.
- Was także muszę ostrzec – dziewczyny podniosły na niego wzrok – Jeśli zależy wam na waszym bezpieczeństwie, zerwijcie ze swoimi chłopakami jak najszybciej.
Sakura otworzyła z szoku usta, tylko Hinata nie okazała emocji.
- Mówię to dla waszego dobra. Nie chce, aby coś się wam stało, a samo przebywanie blisko Naruto lub Sasuke może być dla was zbyt…
- Wiem co chce pan powiedzieć – przerwała mu Hinata – Ale myślę, że nie musimy z nimi zrywać – po chwili milczenia dodała – Oni prawdopodobnie sami już o tym pomyśleli.



***

(Od autorki) Za tydzień finał pierwszej serii, uwaga będzie pełen emocji!!! Na pewno będzie ciekawszy od tego rozdziału, obiecuje. Jak Naruto poradzi sobie z nową sytuacją? Czy będziemy mieli podwójne zerwanie? A może dziewczyny postanowią walczyć?
Jakoś tak wyszło, że pierwsza seria wyszła w 31 rozdziałach, a ja lubię parzyste liczby, więc uprzedzam, że rozdział 32 będzie rozdziałem Special. Będzie głównie o przeszłości naszych bohaterów, jak byli dziećmi. Wepchne te słodkie, niewinne NaruHina. Potem przejdę do drugiej serii.