:)

:)

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 28

(Od autorki) Dobra jedziemy dalej, ale coś się martwię, że rozczaruje was tym rozdziałem :( coś jest z nim nie tak.
Nawrót Sasuke, co? O nie, nie tak szybko. To draństwo jak się uprze to tak łatwo nie odpuści. Wszyscy o tym wiemy.
Przepraszam Bler i N.I, serio chciałam was przeczytać, ale musiałam wykuć 25 przysłów po łacinie :P po jaką cholerę nie wiem. Ale zrobię wszystko co w mojej mocy.

***



- Musimy stąd spierdalać i to szybko.
Naruto przytaknął głową i wstał z podłogi. Nie był jeszcze w stanie jasno myśleć. Ostatnie 3 minuty kompletnie zamąciły mu w głowie. Sasuke go wydał? O co chodziło z tym „synem”? Trup na podłodze na pewno nie ułatwiał mu zebranie się do kupy.
Tymczasem Uchiha zamknął drzwi i rozejrzał się po pokoju. Analizował sobie całą ich sytuację. Potem podszedł do ciała Orochimaru i wyciągnął mu broń z ręki. Było to trochę trudne, ponieważ mężczyzna miał zaciśniętą dłoń. Następnie rzucił pistolet w stronę Uzumakiego, który złapał go odruchowo.
- Co ty robisz? – spytał, zdziwiony.
- To ty strzeliłeś do tego tłuściocha? – Sasuke zignorował pytanie i zadał własne.
- Tak jakby. To znaczy…rzucił się na mnie z nożem, to co miałem zrobić? – mówił to tonem usprawiedliwienia, jakby zrobił coś złego, mimo, że ratował sobie życie.
„Strzelił tak precyzyjnie, mimo że tamten był w ruchu?” pomyślał Uchiha, przypominając sobie że sam ma z tym problemu, chociaż często ćwiczy. A Naruto miał broń w dłoni po raz pierwszy, a i tak mu się udało. Nieźle.
- Dałem ci ją, bo może się przydać – wyjaśnił swoje zachowanie – Nie bardzo mamy jak stąd wyjść. Na dole jest trzech uzbrojonych ludzi i jeden ranny. Usłyszeli strzały, więc myślą, że nie żyjesz. Niedługo zaczną się niepokoić, kiedy Orochimaru nie będzie schodził na dół. Wtedy tu przyjdą i jak tak zastaną sytuację to…
- Nie musisz mi tłumaczyć. W takim razie zostaje nam jedna droga – wskazał na jedyne okno w pokoju. Podszedł i otworzył je – Możemy zejść po rynnie – Tak naprawdę blondyn mógłby nawet wyskoczyć przez to okno, byleby nie mieć przed oczami ciała mężczyzny i powiększającej się powoli kałuży krwi.
- Schodź pierwszy – powiedział Sasuke, oglądając się na drzwi z obawą, jakby zaraz miałby się w nich ktoś pojawić.
Blondyn też miał taką obawę, więc nie zwlekając wszedł na parapet i wieszając się na rynnie, zaczął powoli po niej schodzić. Rynna wydawała się stara i niedbale przymocowana. Naruto ważył swoje i przez całą drogę na ziemię modlił się, aby ta rura się nie zerwała. Na szczęście Uzumaki i Uchiha zdołali zejść na dół bez robienia hałasu, choć zdarzały się momenty grozy, kiedy rynna dziwnie trzeszczała i wydawało się, że długo już nie wytrzyma.
Gdy oboje dotknęli ziemi, odetchnęli z ulgą. Ale nie na długo. Sasuke miał nadzieję, że uda im się odjechać na motorze, ale było to niemożliwe. Chłopak wbiegając do domu, nie zauważył wozu Orochimaru, przy którym stał teraz Kabuto.
- I co teraz? – Naruto wypowiedział na głos swoje myśli. Obaj wychylali się zza ściany, przyglądając się motorowi, który był poza ich zasięgiem. Tak blisko, a tak daleko. Nie mogli wyjść, nie będąc zauważonym przez okularnika.
- Nie mamy wyboru – rzekł Sasuke odwracając się w stronę lasu. Jedyna droga ucieczki, prowadziła tam.
Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, ścisnęli mocniej pistoletu w swoich dłoniach i ruszyli w głąb lasu. Najpierw biegli, a później zorientowali się, że robią w ten sposób, za dużo hałasu. Wydawało im się, że ludzie w domku mogą słyszeć ich każdy krok. Jedynymi źródłami światła była latarka w telefonie Sasuke i księżyc prześwitujący przez drzewa. Słyszeli tylko trzaski gałęzi i szelest liści pod ich stopami.
Naruto uważnie obserwował idącego przed nim Uchihę. Miał dużo pytań, a przyjaciel to wyczuwał, przez co panowała napięta atmosfera. Pewnie dlatego, że tamten nie bardzo chciał na nie odpowiadać.
Gdy minęło wystarczająco dużo czasu, aby poczuli się w miarę bezpiecznie, Uzumaki przerwał milczenie.
- Dobrze się czujesz?
Sasuke zatrzymał się.
- Raczej nie.
- Powinniśmy pogadać, tylko, że…- zrobił zakłopotaną minę i zaczął dziwnie podskakiwać - …ja muszę na stronę.
Uchiha myślał, że zaraz się przewróci.
- Jaja se robisz?! Teraz ci się chce?!
- A wypiłeś kiedyś butelkę wody, a potem byłeś przykuty do krzesła przez kilka godzin?! No chyba nie! Daj mi chwilę, no! – rzucił i zniknął w krzakach.
- Boże dopomóż – Sasuke odłożył broń na ziemię i walnął się w czoło.

***

Sakura szła chodnikiem ze zwieszoną głową. Nie miała gdzie się podziać. Zmartwienie nie pozwalało jej spać. Czuła się jak w horrorze, w którym po kolei znikają wszyscy uczestnicy wycieczki. Najpierw Naruto, potem Sasuke po tym dziwnym telefonie, a teraz okazało się, że Hinata również zniknęła.
Nagle koło niej, na jezdni zatrzymał się samochód. Otworzyło się okno i dziewczyna mogła zobaczyć twarz kierowcy. Była mocno zdziwiona.
Rozmowa nie trwała zbyt długo. Wystarczyła krótka wymiana zdań, aby Sakura bez wahania wsiadła na tylne siedzenie.
Samochód z piskiem ruszył przed siebie.

***

Kabuto stał wyprostowany i patrzył z niedowierzaniem na martwe ciało swojego pracodawcy. Nie czuł żalu. Bardziej był to gniew i strach, ale o samego siebie. Myślał tylko o tym jak ta sytuacja odbije się na nim. Zresztą tak samo myślała trójka ludzi stojąca za nim.
- Co z naszą zapłatą? – zapytał Sakon – W końcu porwaliśmy gnojka, jak chcieliście.
- Spokojnie, dostaniecie zapłatę, ale…- odwrócił się w ich stronę. Światło żarówki odbiło się jego w okularach – Pod warunkiem, że przyniesiecie mi zwłoki tej dwójki. To chyba nie problem?
Nie żeby Kabuto robił to z zemsty czy coś. Po prostu tamta dwójka zabiła Orochimaru, zraniła jednego z najlepszych najemników i zwiała im sprzed nosem. Pozbycie się ich to szansa na uniknięcie kłopotów w przyszłości.
Sakon, Kidomaru i Tayuya kiwnęli jedynie głowami i zaczęli zmierzać do wyjścia z zamiarem zdobycia swojej zapłaty. Bez mrugnięcia okiem minęli swojego, rannego kompana. Skoro był ranny, to w takim razie był bezużyteczny.

***

Było coraz trudniej. Wydawało się, że Kurama jest niezniszczalny. Nie zatrzymał się ani na chwilę, ani nie zwolnił tempa. Hinata natomiast zaczęła już tracić siły. Miała coraz większe problemy, aby wypatrzeć psa w tłumie. Nogi ją okropnie bolały, a przez brak jedzenie było jej słabo. Biegła wolniej, ale i tak dalej parła naprzód.
Budynki, oraz ludzie zaczęli zanikać. Hyuga już nawet nie wiedziała gdzie jest. Liczyło się tylko to, aby widzieć rudą sierść Kuramy przed sobą i jej nie zgubić. Niestety parę razy zniknął jej z oczu, ale na szczęście szybko go odnalazła.
W końcu pies się zatrzymał, ale dlatego, że drogę zagradzało mu ogrodzenie z siatki. Zaczął uderzać w nie łapą, dając znać, że jego pan jest gdzieś za płotem. Hinata, ciężko dysząc, podniosła Kuramę jedną ręką i podjęła próby przejścia przez ogrodzenie. Zmęczenie i ciężar psa nie ułatwiał jej zadania. Dwa razy zsunęła się na ziemię, ale za trzecim podejściem udało jej się wspiąć i przejść przez ogrodzenie.
Niestety straciła równowagę, gdy schodziła na dół i upadła. Zraniła kolano i rozdarła spodnie, kiedy uderzyła o ziemię. Będzie strup.
Podniosła się powoli, drżąc. Rozejrzała się i zorientowała, że przed sobą miał ciemną ścianę lasu. Nie miała nic, by sobie oświetlić drogę. Poczuła ukłucie strachu. Nie mogła już biec. Rana na kolanie pozwalała jedynie na szybkie kulenie.
Kurama chodził w kółko wokół swojej pani, by się upewnić, czy da ona radę iść dalej.
- Jest dobrze, jest ok – nie wiadomo, czy mówiła to do psa, czy może próbowała się zmotywować do dalszej drogi.
Żeby się nie zgubić, Hinata trzymała Kuramę za ogon i dreptała za nim. Zmniejszenie tempa pozwalało psu na lepsze węszenie. Podniósł szybko łeb, kiedy złapał trop i pobiegł do przodu. Dziewczyna, cicho pojękując z bólu, mówiła do siebie:
„To już blisko. Już niedaleko. Muszę to wytrzymać”

***

- Skończyłeś już? – Sasuke stał oparty o drzewo z założonymi rękami. Jego irytacja sięgała zenitu.
- Jeszcze chwila – dźwięk zapinanego rozporka i westchnienie ulgi. Naruto wyszedł z ukrycia.
- Nareszcie. Musimy iść dalej i wyjść z tego cholernego gąszczu. Jak tylko odkryją, że szef nie żyje…
- Szef, co? – Uchiha odwrócił się w stronę blondyna. Nie mógł widzieć w ciemności jego wyrazu twarzy, ale jego głos zwiastował poważną rozmowę, jeśli nie kłótnię.
- Musimy teraz o tym gadać? Najpierw zwiejmy stąd, a potem…
- Nie, mów teraz! – kto by pomyślał, że Naruto potrafi mówić tak…groźnie – Co to znaczy, że to jest twój szef?!
- Raczej był. Jak widziałeś "wystrzeliłem" z niezłym wymówieniem.
- Nie mów o tym tak lekko! – Uzumaki zrobił kilka kroków w przód. Teraz chłopcy mogli się widzieć. Uchiha poczuł niepokój, gdy dostrzegł, że rana na głowie Naruto wciąż krwawi – To przed nami ukrywałeś, prawda?! Kiedy my się o ciebie zamartwialiśmy, ty bawiłeś się w przestępcę! Odpierdoliło ci do reszty! Pracowałeś z tymi ludźmi, chociaż widziałeś co robią! Dlaczego, do kurwy nędzy dlaczego?! – złapał za kołnierzyk koszuli Sasuke, jakby chciał go uderzyć.
- Nie chciałem, żebyście się dowiedzieli. Byliście bezpieczni, dopóki trzymaliście się z daleka – chłopak zdawał sobie sprawę, że to co mówi brzmi żałośnie.
- A ja to co? Co to miało być?! Próbowali mnie zabić, a ty mówisz, że byłem bezpieczny. Przestań pieprzyć od rzeczy! O co chodzi z tym wydaniem mnie?!
- Przyznaję wydałem cię, ale nie świadomie.
- Nie łżyj! – przycisnął Sasuke do drzewa – Po co zadawałeś się z takimi ludźmi? Szukałeś wrażeń, czy co?! Normalne życie już ci się znudziło, więc potrzebowałeś czegoś nowego…
- Nie robiłem tego, bo chciałem! – odepchnął jego rękę. Sam teraz był wściekły – Chciałem od nich tylko informacji, ale w zamian zażądali wykonywania … drobnych zleceń – kłamał. Nie takie znowu drobne.
- Ciekaw jestem jaka informacja jest warte tyle, aby upodobnić się do tych…
- Itachi zabił moich rodziców! – Sasuke zdziwił się, że poczuł ulgę, gdy wypowiedział to zdanie na głos. Zapanowała głucha cisza.
- Ej… Nie rób sobie teraz jaj, jasne. – powiedział blondyn, kiedy się otrząsnął.
- Nie robię – chłopak zwiesił głowę – Nie okłamali mnie chociaż. Sam mam niezłego guza na głowie po ostatniej rozmowie z bratem – Wtedy Sasuke zaczął się śmiać. Śmiał się nie mógł przestać. Podniósł głowę i jego oczy zalśniły w ciemności, czystym szkarłatem. Uzumaki nie był tak przerażony, nawet kiedy miał lufę przyciśniętą do głowy.
- Sasuke…
- Wielka szkoda. Chciałem, żeby tylko Itachi zginął z mojej ręki, ale…może to i lepiej. Może równie dobrze być drugi… Już wiem jak to jest zabić, teraz wystarczy…
Uchiha otrzymał silny cios w szczękę, ale nie upadł.
- Drugi? Jaki drugi? Chcesz zabić własnego brata? Zupełnie ci odbiło, otrząśnij się debilu! Nawet jeśli to prawda, co mówisz – Naruto jakoś wciąż nie mógł w to uwierzyć – Zemsta da ci więzienie, a nie satysfakcję. Nie pozwolę ci stać się tacy jak oni!
- Zamknij się! A co ty tam możesz wiedzieć – Uchiha starł krew ze swoich ust – Straciłeś kiedyś kogoś? Ktoś ci bliski zdradził cię w najgorszy sposób? Widziałeś zwłoki swoich rodziców? Nie, prawda? – blondyn znieruchomiał – Nie masz żadnego prawa mnie pouczać, skoro nie potrafisz zrozumieć, jak się czuję! Gówno wiesz o bólu, ty… - Ostatnie zdania wykrzyknął na cały głos – Jak…Powiedz mi jak…możesz mnie zrozumieć?
Naruto zacisnął trzęsące się dłonie. Wpatrywał się w czerwone oczy przyjaciela i zrozumiał. Pojął wszystko w mgnieniu oka. Cała układanka utworzyła całość. Brakującym elementem, były właśnie te oczy…iskrzące nienawiścią. To była ta prawda, której u niego szukał. Od bardzo dawna.
„Czemu? Czemu wcześniej nie zauważyłem, że on tak cierpi? Tyle czasu…”
- Oni… - Uchiha przerwał ciszę, mówił już spokojniej - …prześwietlili mnie na wylot – zaskoczył blondyna tą informacją – I w ten sposób cię znaleźli. Uzumaki to… - przełknął ślinę. Czuł, że jeśli mu to powie, w pewnym sensie zadośćuczyni mu to całe gówno, w jakie go wpakował - …panieńskie nazwisko twojej matki.
- Mojej ma…
Usłyszeli trzask gałęzi gdzieś nieopodal i czyjeś szepty.
- O kurwa go mać – wyrwało się obu chłopakom.
- No to bomba. Usłyszeli twoje krzyki – wytknął Uzumaki.
- Nie zwalaj na mnie! To ty chciałeś gadać w najmniej odpowiednim momencie!
Sasuke wyłączył latarkę, aby pościg nie znalazł ich widząc jej światło. Podniósł z ziemi swój pistolet.
- Miej broń w gotowości, siedź cicho i idź za mną – zakomenderował Uchiha.
- Nie rządź się, tylko dlatego że umiesz lepiej posługiwać się spluwą!
- To zła pora na dyskusje, idioto!
Przebiegli spory kawałek, aż znaleźli dwa drzewa o tak potężnych pniach, że bez problemu mogli się za nimi schować. Chłopaki ukryli się za nimi, trzymając swoje pistolety wycelowane w górę. Nasłuchiwali w którą stronę zmierzał ich pościg.
- Psst – syknął Sasuke – Z tobą na pewno dobrze? Nie rozmazuje ci się obraz, czy coś?
Krew już przestała płynąć z czoła Naruto, ale jej zaschnięta strużka na całej długości jego twarzy, przyprawiała o ciarki.
- Jest w porządku – Ale bolało jak cholera.
Chłopcom trudno było się skoncentrować na nasłuchiwaniu. Wszystko dlatego, że ich serca biły tak szybko, że dla nich zagłuszały one wszystkie dźwięki wokół. Nie wiedzieli, czy słyszą kroki, czy po prostu własne serca. Do tego musieli uspokajać swoje przyśpieszone oddechy, aby ich nie wydały.
Kroki stawały się coraz głośniejsze. Zmierzały prosto na nich. Naruto miał wrażenie, że siedzi za tym drzewem dobre kilka godzin.
Wtem rozległ się cichy dźwięk odbezpieczanego pistoletu. Zobaczyli błysk czyjeś latarki, a potem strzał rozniósł się echem po całej okolicy. Ktoś strzelił pomiędzy drzewami, za którymi stali.
- Dobra, wyjdźcie grzecznie, a nic się wam nie stanie – rozległ się głos mężczyzny, który był niepokojąco blisko nich.
- Wierzysz, że dadzą się na to nabrać, kretynie? – tym razem był to damski głos.
- Jesteś mądrzejsza od niego, niunia – odezwał się Sasuke, pewnym siebie głosem.
- Jestem Tayuya, ty skur...!
Kolejny strzał, mrożący krew w żyłach. Coś poruszyło się w pobliskich krzakach.
- Mam jeszcze sporo naboi! – krzyknął mężczyzna – Wyłazić, ale już!
Naruto i Sasuke wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Oboje wiedzieli, że jeśli wychylą głowy zza pni, zostaną one od razu przestrzelone. Nie mogli też tu wiecznie tkwić, bo tamta dwójka w końcu straci cierpliwość i pierwsi wykonują ruch. Mogli jedynie spróbować wyjść z ukrycia i pierwsi do nich strzelić, zanim tamci zdołają cokolwiek zrobić. O wszystkim zadecyduje szybkość. Trzeba sprawdzić, kto ma lepszy refleks.
Sasuke wykonał znak, że najpierw on spróbuje. Uzumaki przytaknął lekko głową. I wówczas, do ich uszu doszło dziwne…warczenie.

***

Hinata szła dróżką, trzymając się kurczowo ogona Kuramy. Usłyszała czyjeś głosy, więc przyśpieszyła kroku. Pies złapał zębami za jej rękaw i pociągnął ją na ziemię. Dziewczyna uklękła, więc na ziemi i podczołgała się kawałek za psem i wtedy to usłyszała. Coś jakby, coś strzeliło w rurze wydechowej samochodu.
Kurama poprowadził ją do pobliskich krzaków i Hyuga mogła wszystko zobaczyć, w słabym świetle księżyca. Po jej lewej widziała Naruto i Sasuke, ukrytych za drzewami, odwróceni do niej bokiem. Po jej prawej natomiast zobaczyła mężczyznę, trzymającego w wyciągniętej dłoni coś, co przypominało pistolet oraz kobietę z długimi włosami.
„Co…co się dzieję? Ja nic nie rozumiem…”
Nie mogła się pozbierać, zszokowana tą straszną sceną. Bała się, i to bardzo. Otrząsnęła się jednak, kiedy Naruto odchylił głowę i mogła lepiej przyjrzeć się jego twarzy. Zorientowała się, że jest ranny w głowę.
„Dlaczego mu to zrobili? Jak mogli...”
Kurama szturchnął ją nosem i spojrzał na swoją panią, jakby chciał spytać, czy ona na pewno da sobie radę? Hinata kiwnęła głową. Wiedziała, co powinna zrobić. Pogłaskała się po rannym kolanie, żeby ulżyć sobie w bólu. Za chwilę będzie musiała zapomnieć o bólu i wyczerpaniu, aby coś zrobić.
Teraz jesteś wojownikiem, możesz być tak silna jak tylko zechcesz
Te tak dawno wypowiedziane, przez Naruto słowa, teraz znajdą nareszcie ujście w praktyce.

***

Rozległo się warczenie. Kidomaru odwrócił się i dojrzał parę czerwonych ślepi. Coś wyskoczyło z krzaków i z szybkością błyskawicy skoczyło na niego. Stwór wgryzł się w jego wyciągniętą rękę, jak w ciepłe masło. Wypuścił broń z ręki i upadł na ziemię przygnieciony przez ciężar bestii, która go zaatakowała. Kiedy otworzył oczy zobaczył paszczę pełną ostrych kłów. Bestia zawarczała groźnie i wtedy mężczyzna mógł poczuć zwierzęcy odór z pyska. Ślina stwora spłynęła mu na twarz.
- Po…Potwór – wycharczał tylko i zemdlał.
Tymczasem, gdy tylko Kurama wyskoczył z krzaków, Hinata poszła w jego ślady. Wykorzystała całą siłę woli, aby zignorować ból w kolanie. Rzuciła się w stronę różowo-włosej kobiety. Tamta zbyt późno ją dostrzegła i nie zdążyła wyciągnąć broni spod kurtki. Hyuga z całej siły, uderzyła kobietę pięścią, w głowę. Gdy ta traciła równowagę, ukucnęła i podcięła jej nogi. Tayuya już upadała na ziemię, kiedy Hinata dokończyła swoje dzieło, uderzając ją łokciem prosto między oczy, przyśpieszając spotkanie kobiety z glebą.
Wyprostowała się, ciężko dysząc. Odwróciła się napotkała zszokowane spojrzenie niebieskich oczu. Naruto i Sasuke wyszli zza drzew i nie mogli uwierzyć własnym oczom.
- Hinata…
Dziewczyna wykorzystała resztki energii, jakie jej zostały i wpadła w ramiona ukochanego, który uścisnął ją tak mocno, że aż zabrakło jej tchu.
- Głupia, co ty tu robisz? – chłopak pocałował ją kilka razy w czoło – Po co tu przyszłaś? Jak pomyślę, co ci się mogło stać…
- To nieważne – wzięła jego twarz w dłonie – Jesteś ranny. Boli cię? – głaskała go po twarzy, jakby miała nadzieję, że samym dotykiem uzdrowi jego ranę.
- To nic, takie tam – potrząsnął głową i przyjrzał się dziewczynie. Kilka razy, w ciągu, ostatnich godzin myślał, że już jej nigdy nie zobaczy. Trzymał ją mocno w objęciach, upewniając się, że Hinata naprawdę tu jest. Że przyszła po niego, że go znalazła.
- Przepraszam – wykrztusiła, chowając głowę w jego bluzę – Tak bardzo przepraszam.
– Cii, nie masz za co, spokojnie – głaskał ją po włosach -  Jak…Jak mnie znala…
- Zawsze cię znajdę – proste wyjaśnienie.
Hinata, pomimo tych wydarzeń sprzed kilku minut czuła się strasznie szczęśliwa. Ulga była niewyobrażalna. Zresztą nie tylko ona się tak czuła. Gdy spojrzeli sobie w oczy od razu odczytali swoje emocje. Mimowolnie musieli się uśmiechnąć, bo strach na chwile odszedł w zapomnienie.
W tym samym czasie Sasuke, nie mógł uwierzyć, że właśnie został uratowany przez dziewczynkę i jej psa. Co za upokorzenie!
Ignorując czułe powitanie pary, podszedł do dwójki na ziemi i zaczął ich przeszukiwać. Znalazł 2 pary kajdanek, nóż i jeszcze jedną broń. Ponieważ nie były one potrzebne wyjął z nich naboje i schował je do kieszeni. Później na wszelki wypadek, skuł ręce Tayuyi i Kidomaru. Teraz, jeśli się ockną, nie będą mogli nic zrobić.
Umysł Hinaty zaczął oswajać się z rzeczywistością. I wtedy poczuła, że Naruto przyciska coś do jej pleców. Coś twardego.
- Co tam trzymasz? – odsunęła się kawałek, a wtedy blondyn pokazał jej pistolet w wyciągniętej dłoni. Dziewczyna wciągnęła gwałtownie powietrze – Skąd ty to…
- Długa historia – coś szarpnęło go za nogawkę, odwracając jego uwagę. To Kurama domagał się uwagi, swojego pana – Ach, stary ty też … - Ukucnął i pogłaskał psa po łbie. Ten był z tego najwyraźniej zadowolony, Czuł, że się spisał.
Wówczas Naruto, klęcząc mógł zobaczyć, przez dziurę w spodniach Hyugi, jej mocno zdarte kolano.
- Jak tyś to zrobiła?!
- Też długa historia – wyjęła z kieszeni chusteczkę – Nie mogę patrzeć na ciebie w takim stanie - wyjaśniła i zaczęła mu wycierać twarz z zaschniętej krwi.
Kiedy to robiła, Uzumaki nie spuszczał z niej wzroku. Czekał na jakieś objawy szoku, z jej strony, ale nic takiego nie nastąpiło.
- Ej gołąbeczki – odezwał się Uchiha, zwracając na siebie uwagę. Hinata chyba dopiero teraz go zauważyła – Nie chce przeszkadzać, ale nie mamy czasu na migdalenie się.
- A co on tu robi? – pytanie wyrwało się dziewczynie.
- Pobierał korki z gangsterki – odpowiedział zgryźliwie Uzumaki.
- Ratowałem ci dupę! Okazałbyś wdzięczność, chociaż! A tak w ogóle… – zerknął w stronę dwójki ludzi na ziemi – Jeszcze nie jesteśmy bezpieczni.
Naruto wstał z ziemi, z zaniepokojonym wyrazem twarzy. Musiał przyznać Sasuke racje.
- Nie rozumiem – wykrztusiła Hinata.
- Ścigało nas trzech ludzi – wyjaśnił Uchiha – A tu jest tylko dwóch.
- To znaczy, że… - dziewczyna nie była w stanie dokończyć zdania. Naruto zrobił to za nią.
- Gdzieś tu krąży jeszcze jedna osoba i…chce nas dorwać – objął Hinatę ramieniem, dodając jej tym otuchy.
Sasuke, Naruto podtrzymujący kulejącą Hinatę i Kurama ruszyli w nieznanym kierunku, mając nadzieję, że znajdą drogę do wyjścia z tego lasu grozy.
Uchiha, był zirytowany, ponieważ przez Hyugę, ich tempo się spowolniło, ale ponieważ uratowała im tyłki…przemilczał temat.

***

Kabuto jechał tak szybko, na ile pozwalała mu na to leśna droga. Zamierzał wrócić do siedziby i zacząć planować co robić, gdy wiadomość o śmierci Orochimaru się rozejdzie. I przede wszystkim co sam ma zrobić. Oczywiście myślał o własnym interesie.
Jego sprawy nie stały zbyt dobrze. Szef dawał mu, w pewnym sensie ochronę, a teraz może liczyć tylko na siebie. Jeśli chce ujść z życiem, musi postępować bardzo roztropnie, a jednocześnie szybko. Zdziwił się, kiedy zobaczył naprzeciwko zbliżające się światło.
Minął go jakiś samochód, ale jedyne co okularnik zdołał dojrzeć, to że w aucie były 3 osoby. Przez brak odpowiedniego oświetlenia, nie mógł powiedzieć nic więcej.
Kabuto czuł przez skórę, że to auto zwiastuje kłopoty, więc zaklął pod nosem i mimowolnie nacisnął mocniej pedał gazu.

***

Sakon stał nad dwoma nieprzytomnymi ciałami swoich towarzyszy. Ci cicho jęczeli, jakby zaraz mieli się ocknąć.
Mężczyzna myślał, że rozsadzi go furia. Jakim cudem dwójka gówniarzy, załatwiła w ten sposób trójkę jego najlepszych ludzi i do tego samego szefa. Kim oni do cholery są?
Podniósł z ziemi broń Kidomaru i obejrzał ją dokładnie. Nie miała kul. Skurwysyny nawet o tym pomyśleli. Kawałek dalej, zobaczył na ziemi zakrwawioną chusteczkę. Wziął ją do ręki. Był wilgotna, ale mu to nie przeszkadzało.
- Dosyć – rzekł do siebie – Chuj z zapłatą. Teraz to sprawa osobista. Kulka w łeb już nie wystarczy – zacisnął dłoń z całej siły na rozładowanej broni i chusteczce – Przysięgam, że będą mnie błagali, abym ich dobił – rozerwał lnianą chustkę na strzępy.
Zdecydowanym ruchem ruszył przed siebie, a w jego oczach była żądza mordu. Dawno nie miał takiej ochoty, by po pastwić się odrobinę nad swoją ofiarą. A w tym wypadku, przyszłymi ofiarami były naprawdę łakome kąski.


***

(Od autorki) Dobra Paweł, zajmujesz dwa pierwsze miejsca, jeśli chodzi o długość komentarzy ;) Dziękuję (ukłon) Możesz się wyżalać ile chcesz ;)
Za tygdonie bez rozdziałów, jeszcze raz sorki :) robiłam co w mojej mocy.
The Last obejrzałam już jakiś czas temu, kiedy ktoś wrzucił go na YT z angielskimi napisami (ktoś w kinie nagrał) straszna jakość, ale wszystko dało się zrozumieć. Dobrze, że ściągnęłam ten film bo następnego dnia go usunięto, więc znam ten film już jakiś czas i ... JEST BOSKI !!! :D Muszę się przyznać, że piszczałam jak idiotka, ale nie poradzę, że jestem nienormalna ;) Coś czuję, że napisze OneShot o tym co było dalej, a mam pomysły ;) Właściwie trochę się zdziwiłam. Wiedziałam, że w filmie będzie NaruHina, ale nie sądziłam, że poświęcony jest na to praktycznie cały film. To mnie zaskoczyło w bardzo pozytywnym sensie. Jedyne co może mnie rozczarowało, to to że był za krótki :P i ta scena, gdy H odchodzi z Tonerim, myślałam, że się popłaczę :'( Ale dalsze sceny wszystko mi zrekompensowały.
Ja też w realu, mogę dyskutować o Naruto tylko z jedną osobą, więc wiem jak się czujesz. I nie jesteś utrapieniem :D Wręcz przeciwnie, te twoje eseje dają mi kopa do pisania. Chętnie podyskutuje


niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 27

(Od autorki) Najlepszego z okazji 3 maja ;) pomimo święta, rozdział jest.
Anonimowy/aleksandra - przejrzałam swoje wcześniejsze rozdziały. Owszem nie napisałam, że Minato był prezydentem, ale nie napisałam, że nim nie był. Trzymamy się wersji, że był. Polityk, to polityk, eee tam.
Paweł Szewczyk: Twoje słowa były mi potrzebne szybciej, niż się spodziewałam :) dziękuję, naprawdę. Twój komentarz bardzo podniósł mnie na duchu. Jeszcze raz dziękuję.
Niewierny Inkwizytor: Nie pamiętam, żebym ci dała karę, ale jak chcesz to ją odwieszam ;) Nie jestem pamiętliwa. Przyjmuję przeprosiny. Cieszę się, że nie próbowałeś mnie obrazić, ale przyznasz, że tak to brzmiało.

***



Coś na filmie przykuło jego uwagę. Podszedł do telewizora i cofnął film. Potem jeszcze raz. Niemożliwe, aby się mylił.
Nawet pomimo kiepskiej jakości filmu, nie można było nie zauważyć tego unikalnego błysku. Coś na szyi Namikaze Kushiny lśniło mocnym światłem. To nie było coś. To był naszyjnik, a dokładnie zawieszony na nim diamencik. Świecił się przez te wystrzelone fajerwerki.
Sasuke ani trochę nie znał się na kamieniach szlachetnych, ale łatwo się było domyślić, że tak wyszlifowanych kamieni, które w ten sposób załamują światło, musi być bardzo mało. Możliwe nawet, że to unikat. Coś tak pięknego i niezwykłego musi być jedyne w swoim rodzaju.
Ten film pochodził sprzed dwudziestu laty, a chłopak mógł przysiąść, że wie gdzie naszyjnik jest obecnie. Widział go zaledwie kilka miesięcy temu. To było niemożliwe, aby istniały dwa takie same naszyjniki, w ten sam sposób wyszlifowane i tak samo lśniące w świetle.
Naszyjnik z rąk Pani Namikaze przewędrował do rąk Hyugi Hinaty.
Doskonale pamiętał ten kryształek, na jej szyi, który przykuł jego wzrok. Spytał wtedy o niego. Co Naruto mu odpowiedział?
- To pamiątka rodzinna Ero-wujka. Po jakiejś ciotce, czy kogoś tam.
Wisiorek miał wcześniej Jiraiya. Skąd on go miał? Po śmierci państwa Namikaze, ich rzeczy powinna przejąć rodzina. Ero-wujek był z którymś z nich spokrewniony? A może to Naruto był… spokrewniony z Minato N.? Nie no owszem, mówił, że ci dwaj są podobni, ale nie mówił tego poważnie. Może po prostu zadzwoni do Uzumakiego i go o to spyta. Może istnieje jakieś inne, prostsze wytłumaczenie. Cholera, skąd ten Jiraiya wytrząsnął ten łańcuszek?
Natychmiast wyjął z kieszeni komórkę i wybrał numer Naruto. Nie odbierał. Później zadzwonił do Hinaty. Włączyła się sekretarka.
- Najpierw nikogo nie ma, teraz nikt nie odbiera. Co to ma być?
Trzecie połączenie zostało już odebrane.
- Sasuke ? – odezwał się głos Sakury.
- Hej, wiesz, gdzie jest Naruto? Muszę z nim pogadać.
- Tylko, że wiesz…Powinnam ci powiedzieć wcześniej, ale nie chciałam cię budzić i…
- Powiedzieć mi co?
- Naruto zaginął. Właśnie chcieliśmy iść na policję. Niedługo minie doba i…
Uchiha nie słuchał już. Rozłączył się. Czuł się jak człowiek, który został porażony przez piorun. Naruto zaginął? On? Nie ma go od prawie doby?
Usiadł na krześle i znowu zaczął dedukować. Naruto nie jest osobą, która ot tak znika bez słowa. Uchiha owszem jest, ale nie ten głąb. Miał wypadek? Nie, już dawno byłoby to wiadome. Poza tym Sakura z resztą sprawdzili już pewnie wszystkie szpitale. Ktoś go napadł? Taa jasne! Wtedy to napastnikowi coś by się stało, a nie blondynowi. No to co się mogło stać? Gdyby przyłożyli mu lufę do skroni to rozumie, ale…
Poderwał gwałtownie głowę i znów spojrzał na ekran telewizora. Jeśli wszystko zebrać do kupy, to sprawa nabiera sensu. Polityka prowadzona przez Namikaze…walka z przestępczością zorganizowaną…pożar w domu rodziny prezydenckiej, który nawiasem mówiąc teraz wydaję się być podejrzany…sprawa naszyjnika…zniknięcie, albo raczej porwanie Naruto…to dziwne podobieństwo.
- Słyszałem, że niedługo szykuje się coś grubszego. Szef chce załatwić jakąś grubszą rybę.
Słowa Suigetsu potwierdzały jego teorię. Gruba ryba, co?
Jeszcze kilka dni temu by w to nie uwierzył, ale po sprawie Itachiego, jest w stanie uwierzyć we wszystko. Nawet w to, że Naruto jest krewnym… synem Minato Namikaze i teraz pewien szef mafii chce go zabić w ramach zemsty, za to co narobił jego tatuś. Wszystko wówczas składa się w logiczną całość. Logiczną, ale nieprawdopodobną.
Nie to głupie. Nawet jeżeli to prawda, to jak oni go znaleźli? Po 20 latach…
- Orochimaru-sama kazał mi przekazać ci swoje najszczersze podziękowania.
- Za co on mi dziękował? – powiedział do siebie, ale w głębi ducha znał już odpowiedź.
Prześwietlili go wcześniej…w jego życiorysie powtarza się kilka nazwisk…a wśród nich jest…
- O czym ja myślę? Nazwiska są inne. Skąd mogliby wiedzieć, że to właśnie on?
Siedział chwilkę z założonymi rękami, aż w końcu wpadł na mały pomysł. W archiwum znajdowały się stare gazety, roczniki. Może w którymś z nich będzie to napisane. Rzucił się w stronę półek i zaczął przeglądać gazety, które miały daty wydań starsze od daty powstania tego filmu, który wciąż tkwił w odtwarzaczu. Nie przeglądał całych gazet. Tylko rubryki z informacjami o ślubach.
Im dłużej mu to schodziło, tym bardziej przestawał wierzyć w to co niby odkrył. Przecież to było absurdalne. W dodatku wysuwa wnioski z czyjś słów i z głupiego błysku diamencika. Po prostu zbyt długo pracował u gangsterki i tylko to mu w głowie. Na to, że Naruto zniknął może być wiele wyjaśnień. Choć w tym momencie nie bardzo mógł na jakieś wpaść.
Zamierzał się już poddać, kiedy nagle zauważył ogłoszenie, którego szukał. Ogłoszenie o zaślubinach Namikaze Minato i Uzumaki Kushiny.
„Potrzebujesz więcej dowodów?” odezwał się złośliwy głosik w jego głowie.
Niemożliwe. Niemożliwe. Niemożliwe. A jednak.
Naruto synem największego wroga wszystkich gangsterów tego miasta. Ta gazeta, naszyjnik i podobieństwo są dowodami. A teraz go mają. Chcą dokonać zemsty, zupełnie jak on. Na to ma dowód w postaci tego zniknięcia oraz słów Suigetsu i Kabuto.
- Zrobiłeś i to dużo. I za to należą ci się podziękowania.
Sasuke zacisnął zęby. Wydał najlepszego przyjaciela. Może i niechcący, ale to było nieważne. Przez niego, przez jego postępowanie, blondynowi grozi niebezpieczeństwo.
Tego już było za dużo. Poderwał się na równe nogi i złapał za najbliższe krzesło. Z furią rzucił nim w przeciwległe okno. Hałas roztrzaskującego się szkła nie dochodził do uszu Uchihy. Nie słyszał nic, żadna rzecz nie była teraz ważna. Poza wściekłością kipiącą w jego ciele.
Wyskoczył przez dziurę w zbitym oknie. Był na parterze, więc nie był to żaden wyczyn, ale na pewno szybszy sposób niż szukanie drzwi wyjściowych, a nie było już czasu do stracenia. Puścił się biegiem w stronę parkingu. Gdzieś tam w tyłu stłuczone okno włączyło alarm, ale nie przejmował się zbytnio. Wsiadł na swój motor i odjechał z piskiem opon.
Kilkanaście minut później, Sasuke był w swoim pokoju. Ładował nowy magazynek do pistoletu. Nie chciał, aby zabrakło mu naboi. Był już spokojny. Musiał się zgodzić ze zdaniem Itachiego. Jeśli będzie wściekły, źle oceni sytuację i przegra. Tak jak poprzednio. Ale tym razem nie może sobie na to pozwolić.

***

- Proszę, zjedz coś.
Hinata podsuwała Kuramie pod nos pełną miskę, ale pies nie chciał niczego tknąć od rana. Był dziwnie osowiały i ciągle leżał zwinięty w kłębek. Zupełnie jak nie on.
- Ach, w sumie…- dziewczyna westchnęła cicho – Ja też nie jestem głodna.
Hinata próbowała zastosować się do poleceń Sakury, ale nic nie chciało przejść jej przez gardło. Zjadła 2 jogurty, ale tylko dlatego, aby nie zemdleć z niedoboru pożywienia.
Chociaż teraz utrata przytomności, wydawała się odległym ukojeniem, którego potrzebowała. Mieszanka strachu i bólu była nie do zniesienia. Czuła, że stało się coś złego. Po prostu to wiedziała, całą sobą i to było przerażające.
Siedziała, skulona na podłodze w kuchni, oparta o szafki. Była mocno rozdarta. Z jednej strony chciała tam zostać, ale z drugiej chciała wyjść, robić coś, cokolwiek. Ale co? Przyjaciele, pewnie się już wszystkim zajęli i nie było żadnych wiadomości. To co ona może zrobić?
W końcu wstała z podłogi i przeszła się po mieszkaniu. Chyba po raz 100 dzisiaj. Zerknęła na ramkę, stojącą na półce w salonie. W środku było zdjęcie, przedstawiające ją i Naruto na przyjęciu. Pamiętała jego reakcje, gdy zobaczył tą ramkę.
- Weź, czemu mi to robisz?! – jęczał jak dziecko, któremu kazano iść za karę do kąta.
- Kiedy nie wyglądasz jak kretyn. Wręcz przeciwnie. Bardzo dojrzale.
- No właśnie dlatego tego nie wolno nikomu pokazywać!
Kącik ust Hyugi, mimowolnie podniósł się chwilkę do góry, ale tylko na kilka sekund. Później znowu opadł, kiedy umysł wrócił do okrutnej rzeczywistości.
- Jak mam cię znaleźć? – zacisnęła pięści, ale nie ze złości. Z bezsilności – Skoro nie wiem, gdzie cię szukać.

***

Naruto nareszcie poczuł, po tylu godzinach, że ten pieprzony sznur na rękach zaczął się rozluźniać. Chłopak spędził mnóstwo czasu, kręcąc się na krześle we wszystkie strony, aby uwolnić chociaż ręce. Dzięki temu wierceniu, dodatkowo jego ciało przestało być takie zdrętwiałe.
Wiedział jednak, że pozbycie się sznura niewiele mu da. Nawet jeśli uwolni ręce, nie ma sposobu na pozbycie się kajdanek z nóg. A ponieważ krzesło jest przytwierdzone do podłogi, ucieczka z tego domu wciąż będzie niemożliwa.
Zresztą prawdopodobnie, taki sposób unieruchamiania jest celowy. Mieli wolne pary kajdanek, ale woleli założyć mu je na nogi, a nie na ręce. Sytuacja wyglądałaby by inaczej, gdyby było na odwrót. Wtenczas po uwolnieniu nóg ze sznura, ofiara może uciec. Z kajdankami na rękach owszem, ale mogłaby się ruszać. A tak…jest zdany na czyjąś łaskę.
W ciągu całego dnia, w którym jego jedynym zajęciem było uwalnianie rąk, wydarzyły się jedynie dwie rzeczy.
Pierwszą była wizyta. Niedługo po odzyskaniu przytomności, do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Ciemny typ, w każdym razie. I strasznie gruby. Podszedł do więźnia i podsunął mu butelkę wody.
- Pij – rozkazał.
Uzumaki wahał się przez chwilę, ale stwierdził, że jest mu to potrzebne. Nie otrują go w końcu, ma przeżyć do wieczora. Kiedy wziął pierwszy łyk, dopiero wówczas spostrzegł jak bardzo był spragniony. Wypił całą zawartość butelki.
Grubas odwrócił się z zamiarem wyjścia.
- Czekaj – zatrzymał go. Ma szansę, małą, ale jednak, aby się czegoś dowiedzieć – Dlaczego tu jestem? – to była najistotniejsza kwestia. To gdzie jest, ani kto go porwał niewiele mu powie.
- Pojęcia nie mam. Choć chciałbym się dowiedzieć.
- Że co?! Nie kłam, musisz wiedzieć!
- Nie bądź taki pyskaty, albo oberwiesz – rzekł mężczyzna z groźbą w głosie i wskazał na wybrzuszenie pod swoją kurtką.
- Co ty, pokazujesz mi, że dziwacznie utyłeś?
Żyłka na czole grubasa zaczęła lekko pulsować, ale gość się opanował i wyszedł. Wiedział, że jeśli coś teraz zrobi temu blondaskowi, to oberwie 5 razy mocniej niż on.
Drugi incydent wydarzył się dwie godziny później, po wizycie grubasa. To było wtedy, gdy Naruto zaczął tracić siły. Nie miał pojęcia gdzie jest, co tu robi, co się stanie wieczorem, ani jak się uwolnić. Ta niewiedza była nie do zniesienia.
 Przestał wierzgać i rozejrzał się po pokoju. Całkowicie pusty. Jedynie cztery, odrapane ściany. Albo nie. Coś jednak tu było. Chłopak zobaczył, że w kącie leży jakiś przedmiot. Był mały, w kształcie długiego walca. Gdyby Uzumaki nie obejrzał w przeszłości kilku filmów sensacyjnych, nie wiedziałby co to był za przedmiot.
To musiała być łuska po kuli.
Chłopakowi przyśpieszył oddech. Ktoś tu strzelał i nie posprzątał łuski. Ale na ścianach nie było żadnych śladów po pociskach, to znaczy, że strzelono do…kogoś.
Uświadomienie sobie tego, dało Naruto kilka rzeczy. Po pierwsze odzyskał siły i znowu zaczął wierzgać i próbować zerwać linę. Po drugie zrozumiał, że jego sytuacja nie jest zła. Jest tragiczna! A po trzecie nareszcie skapował o co chodziło temu tłustemu dziadowi. Może i wyszedł na głupka, ale tamten też nie popisał się inteligencją pokazując mu, gdzie ten chowa broń.
Teraz czuł, że ten cały wysiłek nie poszedł na marne. Wiedział, że wystarczy kilka szarpnięć i więzy na rękach całkowicie puszczą. Nie osiągnął tego za darmo. Miał pełno bolesnych zadrapań na nadgarstkach. Nie widział ich, ale czuł je przez ostatnie godziny, gdy próbował się uwolnić. I nareszcie osiągnął cel.
Ale skoro tak, to co dalej? Wciąż jest unieruchomiony. Na szczęście miał czas, aby przemyśleć parę rzeczy i miał już plan jak się pozbyć tych kajdanek.
Musiał jedynie poczekać, aż nadejdzie odpowiedni moment.

***

Może i Karin to głupia i wnerwiająca dziewucha, ale czasami jest cholernie przydatna. Wystarczyło jej pół godziny, aby znaleźć adresy wszystkich miejsc, w których ich organizacja wykonuje wyroki lub przetrzymuje zakładników. Było ich więcej niż Sasuke przypuszczał, ale i tak musiał przeszukać je wszystkie.
Na razie załatwił dwa miejsca na liście. W żadnym z nich nie było ani śladu po Naruto. Byli natomiast inni ludzie. Na szczęście dawali mu spokój od razu, gdy powiedział magiczne słowo.
„Uchiha”
Od razu truchleli i pozwalali mu przeszukać wszystkie pomieszczenia. I kto by pomyślał, że działalność Itachiego, może mu być w tej chwili tak pomocna?
Nie ma czasu, trzeba szukać dalej. Zegar tyka.

***

Zbliżał się wieczór, a Naruto wciąż czekał. Zaczął się niecierpliwić. Aby jego plan zadziałał, ten grubas musiał tu wrócić, a czasu jest coraz mniej.
Zaczął się denerwować, że nikt tu już nie przyjdzie i będzie tu siedział do śmierci. Dosłownie. Ale na szczęście, modlitwy zostały wysłuchane.
Na zewnątrz robiło się już ciemno, gdy do pokoju wszedł grubas. Uzumaki chciał wręcz zawyć ze szczęścia. Teraz wystarczy wszystko odpowiednio rozegrać.
Facet miał w dłoni tym razem kromkę chleba, a w drugiej talerz z okruchami. Sukinsyn sam wszystko zjadł, a jemu zostawił 1 kromkę!
- Zjesz to? – spytał mężczyzna, jakby od niechcenia.
„Za mało ci w dupie?!”
- Chciałbym – odpowiedział spokojnie. Tamten westchnął, rozczarowany odpowiedzią zakładnika i zaczął iść w jego stronę.
„Tak, właśnie tak! Chodź tutaj! Podejdź bliżej”
Grubas stał już nad nim, tak że Naruto mógł zobaczyć białka jego oczu.
„Chłopie, myjesz ty się, czasami?”
- Jedz – znów wydał prosty rozkaz, wpychając mu chleb do ust.
Uzumaki uznał, że mężczyzna jest wystarczająco blisko. Mocnym szarpnięciem rozerwał resztki więzów. Miał wolne ręce. Zanim grubas się zorientował co się dzieje, chłopak poderwał się z krzesła i z całej siły uderzył głową w głowę mężczyzny. Tamten stracił równowagę i zaczął się chwiać do tyłu.
„Szybko” – mimo bólu w czaszce Naruto z całej siły próbował się skoncentrować – „Tam, po mojej prawej! Tam jest…”
Błyskawicznie włożył rękę pod rozpiętą kurtkę mężczyzny. Tam, gdzie tamten wcześniej pokazywał i dobył jego broń. Była trochę ciężka.
Głowa bolała go jak diabli, ale dla zdobycia tej zabawki, było warto. Pierwszy raz, od wielu godzin stał. Co prawda nie mógł się ruszyć, ale i tak miał na twarzy triumfujący uśmiech. Nawet pomimo strużki krwi, która pociekła mu na nos.
- Ty… - grubas nie dokończył, ponieważ zobaczył wycelowaną w niego lufę.
Blondyn nie bardzo wiedział się jak się posługiwać pistoletem, ale był on jego jedyną szansą na ratunek, więc trzymał go kurczowo.
- Daj klucz do kajdanek. Szybko, bo mogę strzelić przez przypadek – naprawdę tak może się stać.
Mężczyzna, po chwili zastanowieniu, niechętnie sięgnął do kieszeni i rzucił chłopakowi małe kluczyki.
Naruto usiadł i zaczął się męczyć ze zdejmowaniem kajdanek i jednocześnie miał swojego porywacza na oku. Pozbył się pierwszych kajdanek. Potem skupił się na tych drugich.
- Nie podaruję ci, ty skurwysynu!
Uzumaki podniósł głowę i zobaczył jak grubas rzuca się na niego ze składanym nożem w ręce. Skąd wziął nóż? Musiał go mieć schowany w innej kieszeni.
Zadziałał instynkt samozachowawczy. Chłopak podniósł broń i wycelował w napastnika.
„Nie!!! Nie mogę go zabić!”
Skierował pistolet niżej i …strzelił.
Nóż wypadł mężczyźnie z ręki. Upadł na ziemię z głośnym krzykiem. Złapał za swoje udo, które mocno krwawiło. Darł się w niebo głosy.
Udało się. Nie zabił go. Unieruchomił, strzelając mu w nogę. Ale inni na pewno słyszeli strzał. A jak nie, to słyszą teraz te wrzaski. Może nie mieć już szans na ucieczkę, ale musi próbować.
Pozbył się drugich kajdanek. Był wolny.
Ale…nagle poczuł coś przeciśniętego do tyłu jego głowy. Syknął z bólu, bo była tam rana po uderzeniu, jakie dostał wczorajszej nocy.
- Ktoś tu się rozbrykał. Rzuć te zabaweczkę.
Naruto odrzucił broń, po czym powoli odwrócił się w stronę swojego napastnika. Zadrżał, gdy napotkał spojrzenie zimnych oczu węża.

***

Motocykl jechał z niezwykłą szybkością. Reflektory rozświetlały drogę. Gdyby nie one nic nie byłoby widać w tej ciemności. Tym razem Uchiha miał sprawdzić dom, mieszczący się na skraju lasu. Gdzieś na północ od miasta.
Konoha była metropolią, ale z każdej strony była otoczona przez las. Właśnie stąd miasto wzięło swoją nazwę.
W końcu, gdzieś w oddali, Sasuke dojrzał światło.  Przez zbyt szybką prędkość pojazdu, już teraz musiał zacząć hamować. Zatrzymał się idealnie pod domem. Chociaż bardziej przypominało to piętrową chatkę.
Rzucił motor na ziemię i pobiegł w stronę domu. Nacisnął klamkę, było otwarte. W środku zastał trójkę ludzi, dwóch mężczyzn i kobietę, którzy utkwili wzrok w nowo przybyłym. Uchiha ich zignorował i ruszył w stronę schodów.
Ciemno-skóry mężczyzna zatarasował mu drogę.
- A ty kto…
- Uchiha – Sasuke wymówił „magiczne słowo”
Facet był lekko mówiąc zdziwiony, ale się odsunął. Chłopak pobiegł schodami na górę. Tam zatrzymał się zszokowany, gdy zobaczył grubego mężczyznę czołgającego się na podłodze. Zostawiał za sobą smugę krwi, która prowadziła, aż do uchylonych drzwi na końcu korytarza.
Chłopak wolnym krokiem zaczął zmierzać w ich stronę. Jęczącego z bólu, mężczyznę całkowicie zignorował.

***

Nie…To nie były oczy węża, tylko mężczyzny. Wysokiego, w średnim wieku. Miał długie, czarne włosy. Uśmiechał się, z dziwnym triumfem.
Naruto cofnął się nieznacznie. Nie poradził, że coś w postawie, tego faceta przypominało mu węża. Gość stał nad nim i celował w jego czoło.
- Szefie…- stęknął błagalnie grubas na ziemi, jakby prosił o pomoc.
- Jirobo…spieprzaj stąd, jeśli łaska – zimny, zachrypnięty głos wydał rozkaz.
Trzeba było poczekać kilka minut zanim, mężczyzna zdołał się wyczołgać z pokoju.
- Nasza gościnność ci się nie spodobała, Naruto-kun? – spytał „szef”, kiedy w pokoju znajdowały się już tylko dwie osoby.
- Nie…Nie bardzo – blondyn nie mógł zebrać myśli. Gapił się bezmyślnie w lufę pistoletu. Jednak jego uszu i tak doszedł dźwięk silnika na zewnątrz. Ktoś tu przyjechał?
- Kto by pomyślał? Nadal trudno mi uwierzyć, że tu jesteś – rzekł mężczyzna po chwili milczenia.
- No właśnie…Dlaczego tu jestem? – pytanie to zadawał sobie tyle razy, że wypowiedzenie go na głos było mimowolne.
- Dlaczego? – w korytarzu rozległy się kroki – Ponieważ…- nie dokończył, gdyż uchylone drzwi się rozwarły i do pomieszczenia wpadł…
- Sasuke! – krzyknął zaskoczony Uzumaki. Jego widoku najmniej się w tym momencie spodziewał.
- No proszę. Nie spodziewałem się ciebie, Sasuke-kun – syknął mężczyzna.
„To oni się znają?”
- Orochimaru! – powiedział Uchiha – Po co…
- Co ty tu u diabła robisz?! – blondyn, na podłodze nie mógł się powstrzymać, aby tego nie krzyknąć.
- Jest moim podwładnym – wyjaśnił Orochimaru – Chciałeś wiedzieć, czemu tu jesteś. Otóż dzięki niemu. Wydał mi ciebie.
Sasuke nie zaprzeczył. Do Naruto nie chciał dotrzeć sens tych słów. Kręcił mechanicznie głową, nie chcąc w to uwierzyć.
- To cudowne uczucie – kontynuował mężczyzna, nie przejmując się stojącym w drzwiach, trzęsącym się ze złości Uchihą – Gdy patrzę na ciebie, Naruto-kun, mam wrażenie, że patrzę na Minato. Że to w niego celuję – przesunął palec na spust broni – Że zabijam jego, a nie jego syna.
Blondyn zamknął oczy.
Widział przed sobą plecy Hinaty. Nagle ona obróciła się i mógł zobaczyć jej piękny uśmiech, mówiący "wszystko będzie dobrze". Niewidzialny wiatr rozwiał jej krótkie włosy.
- Naruto-kun – jego imię w jej ustach, brzmiało tak pieszczotliwie.
„Dziwne. Myślałem, że w ostatnich chwilach życia przez oczami staje całe życie, a nie…chociaż w sumie cieszę się, że ją widzę”
Rozległy się strzały.

***

Było już ciemno na zewnątrz. Wokół nie było żywej duszy. Była jedynie Hinata siedząca na huśtawce na pustym placu zabaw i rudy pies u jej stóp.
Dziewczyna nie mogła wytrzymać w czterech ścianach, więc poszła na spacer, który skończył się właśnie tutaj. Nie huśtała się, po prostu siedziała i rozmyślała. Grzywka opadała jej na oczy. Nowe łzy zebrały się pod oczami.
Rozległy się strzały.
Kurama zerwał się z miejsca i zaczął ciągnąć swoją panią za nogawkę spodni.
- Hej, co ty robisz?
Pies puścił nogawkę. Skakał wokół huśtawki, jakby dostał wścieklizny i głośno szczekał. Pobiegł w stronę wyjścia z placu. Odwrócił się na moment, szczeknął na Hinatę, jakby chciał ją popędzić i znów zaczął biec.
Hyuga siedziała nieruchomo, zaskoczona swoim tokiem rozumowania.  Pamiętała jak kiedyś Kiba złamał nogę, a jego pies Akamaru od razu to wyczuł i pobiegł do swojego pana. Niemożliwe, aby i tym razem…
„Nawet jeśli Kurama wie, gdzie jest Naruto, to co zrobisz?” – głos w jej głowie mówił wyraźnie – „Jesteś beznadziejna. Potrafisz jedynie leżeć i płakać. Udowodniłaś już to. Twój chłopak znika, a ty zamiast go szukać ryczysz. To takie to ciebie podobne. Zrób tak i teraz. Na pewno pies, będzie bardziej mu pomocny niż ty…
- ZAMKNIJ SIĘ” – to był inny głos. Jej, pewny siebie głos.
Potrząsnęła głową, jej łzy rozprysły się. Zerwała się z huśtawki i zaczęła biec. Jednym susem przeskoczyła metalowe ogrodzenie placu.
- Kurama, zaczekaj!
Pies zatrzymał się, gdy zobaczył, że dziewczyna za nim biegnie. Kiwnął głową, z aprobatą, albo nawet z pochwałą i znów ruszył przed siebie.
Hinata nie czuła wahania. Wiedziała dobrze co robi. Z niezachwianą determinacją biegła za rudym psiskiem, czując, głęboko w sercu, że…niedługo go zobaczy. Pomoże mu i nigdy więcej nie da mu odejść.
Nigdy więcej!
Kurama i Hinata zmierzali w stronę północy.

***

Rozległy się strzały.
Naruto wciąż miał zamknięte oczy. Nic nie poczuł. Żadnego bólu, ani nic. Otworzył niepewnie oczy i zdążył dojrzeć jak Orochimaru pada na ziemię. Martwy.
Chłopak patrzył na dziurę w jego głowie, a potem na Sasuke z pistoletem w wyciągniętej dłoni. Z lufy trochę dymiło.
- Za…zabiłeś go – Uzumaki nie mówił tego oskarżycielsko, bardziej próbował się upewnić, czy to prawda.
Znieruchomieli w swoich pozycjach na kilka sekund. W końcu Uchiha odzyskał głos.
- Musimy stąd spierdalać i to szybko.