:)

:)

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 8




- Będziesz tęsknić ?
- Przecież wiesz, że tak – Hinata nadal nie nauczyła się panować nad swoimi rumieńcami w towarzystwie Naruto, zwłaszcza teraz było to trudne, gdy trzymał ją w ramionach.
Znajdowali się na przystanku, skąd dziewczyna miała pojechać na weekend do domu rodzinnego. Objęci w czułym uścisku, czekali na autobus.
- I dobrze. W takim razie muszę się tobą nacieszyć póki mogę.
- Ale to tylko… - nie zdążyła dokończyć. Jak to jest, że czyjeś usta mogą sprawić, że zapomni się o całym świecie? Zawsze tak było. Ale w kwestii całowania Hinata poczyniła znaczne postępy. Nie musiała już pilnować by nie zemdleć.
Ile tak trwali, zajmując się sobą ? Minutę ? Godzinę ? Może i więcej gdyby nie…
- Mhm ! – mocne chrząknięcie na znak swojej obecności.
„No tak, ochroniarz przyszedł na zmianę” – zirytował się blondyn.
- Ach, Neji-niisan – dziewczyna zawstydziła się, lecz ku swojemu zdziwieniu też poczuła irytację. Nie mógł trochę poczekać ?
- Witajcie – powiedział Neji spokojnym tonem.
- Cześć – co więcej było do powiedzenia. Naruto mimo wszystko nie odsunął się od Hinaty i wciąż otaczał ją ramieniem, z czego ona nie była pewna czy jest bardziej zadowolona, czy bardziej skrępowana przez obecność kuzyna.
Niby tylko 3 minuty, ale dłużące się jak diabli. Nic nie mówili, trwali w krepującej ciszy. W końcu, dzięki Bogu, przyjechał autobus.
- Hinata-sama no chodź już – pośpieszał kuzynkę Neji, wsiadając do środka.
- Już idę. Naruto-kun, bo zaraz odjedzie… - szybkie cmoknięcie w usta znów urwało jej wypowiedź.
- Bez ciebie nie. Neji prędzej zabije kierowcę niż pozwoli mu odjechać – zachichotał i w końcu ją puścił – To do niedzieli. Zadzwonię.
- Dobrze – zaczęła wsiadać, ale jeszcze obejrzała się za siebie, i spojrzała na tę uśmiechniętą twarz chłopaka, którego kocha. Kąciki jej ust lekko się podniosły – Pa
- Pa. Baw się dobrze.
Weszła i usiadła na miejscu obok kuzyna. Pomachała blondynowi przez okno, gdy zaczęli odjeżdżać.
- Hinata-sama ? – Neji zawahał się czy powinien pytać.
- Tak ?
- Nie, nieważne – zastanawiał się czy Hinata chce powiedzieć rodzicom o Naruto. Z jednej strony powinna, ale miał co do tego złe przeczucia. Zwłaszcza gdy myślał o swoim wujku.

***

Naruto jeszcze chwilę stał na przystanku. Nie dało się ukryć, że tak jak Neji zdziwił się decyzją Hinaty o wizycie w domu. Co prawda, nie wiedział nic o ich problemach rodzinnych, ale dało się zauważyć, że zawsze gdy ostatnio pytał ją o dom, ona zmarkotniała. Zaś jego ciekawość rosła.
Martwiło go to. To i nie tylko to. Ale nawet pomimo zmartwień, ostatnie tygodnie były takie szczęśliwe. Są razem z Hinatką dopiero trzy tygodnie, a zwykle pierwszy okres związku zawsze jest usłany różami, lecz on nie potrafił sobie wyobrazić by to się zmieniło.
Skoro był weekend to znaczy, że akademik znowu pusty. Myślał właśnie o tym czy nie czas na wizytę u ero-wujka, gdy wpadł na rózowowłosą w wejściu do pokoju wspólnego.
- Sakura-chan ? – zdziwił się – To ty tutaj ? Czemu nie w domu ?
- Rodzice, zrobili sobie małe wakacje i nie ma ich w domu – odpowiedziała gładko.
- W listopadzie ?
- T..tak – tym razem głos lekko jej zadrżał. Blondyn znał ją wystarczająco długo by wiedzieć, kiedy kłamie – Właśnie dobrze, że jesteś, bo chciałam z tobą pogadać.
- A o czym ? – spytał siadając na kanapie. Sakura również się dosiadła i myślała jak sprecyzować swoje pytanie.
- No więc… Wszyscy wiedzą, że jesteś jedynym przyjacielem Sasuke-kun, prawda ?
- No i …
- I ty znasz go najlepiej ze wszystkich.
- Tak jakby – „Czy ona w końcu dojdzie do sedna ?”
- Więc na pewno wiesz co lubi, czego nie, co go interesuje i tak dalej, nie ? Powiesz mi ? Proszę – Sakura słodko się uśmiechnęła i złożyła ręce w proszącym geście.
- A po co ci to wiedzieć ? – oczywiście udawał, że nie wie.
- A nie interesuj się – i uśmieszek zniknął. Za to pojawiła się agresja.
- Dobrze, niech pomyślę – lepiej jej już nie denerwować, jeśli mu życie miłe.
Co lubi Sasuke ?
Kurde, to jest problem. Przecież on nic nie lubi. Hmm… może motory, ale Sakura-chan raczej nie zna się na motoryzacji. No to nie wie, a może…
- Onigiri.
- Że co ? – dziewczyna szybko zamrugała, zdziwiona.
- Onigiri. Jego ulubione jedzenie.
- I tylko tyle wymyśliłeś ?! – wstała, wzięła poduszkę i zamachnęła się by go uderzyć. Naruto już zrobił obronny gest, ale nic poczuł. Spojrzał w górę. Wciąż nad nim stała. Coś wpadło jej do głowy.
- W sumie… to…to… doskonały pomysł ! – zapał i entuzjazm był ewidentnie widoczny.
- Hę ? – blondyn już nie wiedział o co chodzi.
- W końcu mówi się „przez żołądek do serca”. To może zadziałać. Wielkie dzięki – cmoknęła go w policzek i wybiegła z pokoju. Chwilę później było słychać trzask zamykanych drzwi. Za to Naruto wciąż siedział skołowany.
- I zrozum tu kobietę.

***


Neji i Hinata zmierzali ścieżką w stronę ich domu. Od przystanku czekał ich jeszcze kawałek drogi pieszo. Posiadłość znajdowała się kilka kilometrów za miastem, w miejscu raczej odosobnionym, na skraju lasu. Gdy ktoś ogląda dom z zewnątrz, można zaobserwować dwie reakcje. Pierwsza to „Nie jest trochę za duży jak dla jednej rodziny ?”, a druga „To na pewno dom, a nie pałac ?”. Bogactwo było widać w każdym zakątku.
Firma rodziny Hyuga, była zawsze numerem jeden na rynku. Nie tylko japońskim, ale i zagranicznym. Ich sprzęty i programy komputerowe były używane praktycznie w każdym banku, firmie i tym podobnych miejscach. Nic więc dziwnego, że dorobiono się na tym fortuny.  To była oczywiście rodzinna filia i nie wpuszczano na ważne kierownicze stanowiska nikogo spoza Hyuga.
Hiashi był synem głównego założyciela i po nim przejął stołek prezesa i trzeba przyznać, że był w tym dobry, choć czasami popełniał pewne niesprawiedliwości, ale nigdy nie spędzały mu one snu z powiek. Było oczywiste wśród całej rodziny, że schedę po nim przejmie jedna z jego córek. Nie wiadomo było tylko która.
Stanęli w progu. Neji odwrócił się w jej stronę.
- Gotowa ?
- Mhm – mruknęła w odpowiedzi.
Weszli do środka. Powitał ich sporych rozmiarów hol. Hinata starała się nie tracić pewności siebie. Zawsze gdy przekraczała próg, w głowie miała te same słowa – ten pałac nie można nazwać domem.
W tym momencie pani "zamku" wyszła im na spotkanie.
- Neji, szybko przyjacha… - nie dokończyła, zaskoczona widokiem swojej starszej córki.
- Cześć mamo – przywitała się, ciesząc się widokiem mamy. Jak ona się za nią stęskniła.
- Córeczko – Hanako mocno przytuliła Hinatę – Nareszcie cię widzę. Tak długo…
- Tak wiem i przepraszam. Taki długi okres czasu już się nie zdarzy, obiecuję – znów pojawiły się u niej wyrzuty sumienia z powodu zaniedbania stosunków z mamą. To nie była jej wina. Wszystko przez własne tchórzostwo.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś.
Hinata również odwzajemniła uścisk. Neji patrzył z boku na całą scenę. Zaczął rozumieć, że ma dług u Uzumakiego. Chłopak zdziałał cuda i nawet o tym nie wie.
- Co to za hałasy ? – schodami schodziła właśnie 15-letnia dziewczyna o długich, brązowych włosach i białych oczach – Siostra ? – stanęła jak wryta na ten widok, ale szybko się rozpromieniła i rzuciła biegiem w jej kierunku – Kope lat. Wreszcie. Już myślałam, że studenckie życie cię pochłonęło. Dosłownie.
- Hanabi, przepraszam ja …
- Dobra nie ma o czym gadać. Było, minęło. Tylko nie waż się więcej tak znikać.
- Nie mam zamiaru – postanowiła zadać gnębiące ją pytanie- Gdzie tata ?
- Znów pracuję, oczywiście – rzuciła Hanabi lekceważąco.
- Wróci na kolację – dodała ich mama – Nie stójmy tak. Zostawcie swoje rzeczy u siebie, a potem zejdźcie na dół. Wtedy masz mi opowiedzieć wszystko co się u was działo, jasne – pani Hyuga próbowała udawać surowy ton, ale nie bardzo jej wychodził.
Minutę później Hinata weszła do swojego starego pokoju. Swojego dawnego azylu. Podłoga była wyłożona jasnym drewnem, a ściany pomalowane w kolorze jasnego fioletu. Wisiało na nich kilka obrazów, które nawiasem mówiąc sama kiedyś namalowała. Ogromnego talentu nie miała, ale i tak wyszły nieźle. Każdy ma jakieś hobby. Ona miała malowanie i robienie na drutach. Tak to dosyć ginąca umiejętność, której dawno temu nauczyła ją babcia.
Położyła swój plecak na ziemi i położyła się na łóżku. Było większe i wygodniejsze niż te, które ma w akademiku. Patrzyła się w biały sufit. 
Mieszkała tu jej rodzina, wychowała się tu, ale i tak nie nazwie tego miejsca domem. Może dlatego, że to miejsce jest takie… zimne.

***


- Przepraszam bardzo jeszcze raz. Chodź Kurama, no już – Naruto próbował pociągnąć psa w przeciwną stronę.
- Takie agresywne kundle należałoby uśpić – rzucił tylko mężczyzna, który chciał się jak najszybciej oddalić. W końcu omal nie został ofiarą wściekłej bestii.
- Co on ci niby zrobił, co ? Nie możesz warczeć na każdą osobę na ulicy.
Pies tylko znów warknął i ruszył za właścicielem. Reszta drogi minęła, już na szczęście bez przykrych incydentów. Gdy byli u celu, blondyn otworzył drzwi swoim kluczem i wszedł z psem do średniej wielkości domu jednorodzinnego.
- Halo ? Ero-wujek ? Jesteś w domu – zawołał i zaczął rozglądać się po pokojach.
- Ile razy mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał ?
W gabinecie przy biurku siedział wysoki mężczyzna w wieku około 50 lat, z przydługim, białymi włosami.
- 3 520 680 razy – rzekł z uśmiechem Uzumaki – Co robisz ? – spytał podchodząc do niego.
- Kończę nową książkę. Zobaczysz to będzie hit !
- Taa, na pewno – znowu pisze te zboczone bzdury. Kto to czyta ? Chyba tylko Kakashi-sensei.
- Nie znasz się i tyle. Widzę, że współlokatora też przyprowadziłeś. Chodźmy, zjemy coś.
- Powiedz, że nie gotowałeś – spytał chłopak z obawą w głosie.
- No co ty ? Zamówiłem.
- Uff całe szczęście – kuchnia Jirayi była cóż… zostawmy bez komentarza. Jakim cudem ta dwójka przeżyła całe lata sama ? Nie wiadomo. Restauracje dowożące na wynos nieźle się na nich wzbogaciły.
Przez jakiś czas rozmawiali, o nowej książce Pustelnika. Naruto próbował udawać, że słucha, ale nie wyszło. Jak zwykle zresztą. Po małej kłótni typu „Nie wiesz co to dobra literatura” i „Tak się składa, że wiem zboczeńcu” przeszli na inny temat.
- Jakieś nowości u ciebie ? Pomóc ci coś zrozumieć z materiału ?
- Nie trzeba, póki co wszystko kapuję. Nauka jakoś idzie, ale ostatnio mam na nią mniej czasu, bo spędzam czas z … - Uzumaki właśnie zdał sobie sprawę co chciał powiedzieć. Cholera, jego ero-wujek nie wie, że ma dziewczynę. Jeśli mu powie to na pewno będą Kłopoty przez duże K. Ale z drugiej strony wiecznie tego nie może ukrywać.
- Z kim ?
- Z…z.. – „Ale się wkopałem” – Zmojdziewczą – wydukał trzymając kubek z herbatą przy ustach.
- Co ? Nie mamrocz, tylko mów.
- Ach – chłopak odstawił kubek. No dobra, raz kozie śmierć – Z moją dziewczyną.
Głowa Jirayi, która była oparta o jego dłoń omal nie spadła na stół.
- Masz dziewczynę ? Taka melepeta jak ty ?
- Co ty przepraszam, sugerujesz ?!
- A nic, nic. Ładna ?
- Oczywiście tylko to cię obchodzi ?! – jest tak jak się spodziewał.
- Nie, nie, jasne, że nie. Dobra mów jak się nazywa – za nic nie przyzna się swojemu podopiecznemu, że poczuł dumę. Chłopak wreszcie dorasta.
- Hyuga Hinata.
- Hyuga ? – nazwa dobrze rozpoznawalna. Naruto mierzy wysoko.
- No tak. Znam ją właściwie od podstawówki, ale dopiero od trzech tygodni ze sobą chodzimy.
- Tak, rzeczywiście,chyba kojarzę. Taka mała, z granatowymi włosami. Widziałem ją ostatni raz na waszym szkolnym przedstawieniu w szóstej klasie.
- Tak , to ona – „Błagam nie pytaj o nic więcej”
- Dobra, a teraz najważniejsze. Jak u niej tutaj ? – spytał przykładając dłonie, złożone w półkule do klatki piersiowej.
- EJ ERO-WUJEK !!! NIE INTERESUJ SIĘ !!!! – wykrzyczał, grożąc pięścią.
- Spokojnie narwańcu. Tylko pytam. To co ? Kiedy mi ją przedstawisz ?
Kurwa.
KŁOPOTY.
- A po co ? – pytanie wyszło trochę nerwowym tonem.
- Jak to po co ? Musze ją poznać i upewnić się, że masz gust. Poza tym prawdopodobnie ona też cię któregoś dnia u siebie w domu przedstawi – mężczyzna zaśmiał się cicho pod nosem wyobrażając sobie Naruto na salonach.
Kurwa * 2
O tym nie pomyślał. Ok, nie myślmy o wszystkim naraz. Najpierw problem nr 1.
- Zgoda. Może, powtarzam MOŻE przyjdę z nią za tydzień, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze zachowasz się jak człowiek, a nie jak ty.
- Udam, że mnie to nie obraża.
- A po drugie schowasz je.
- Co ?
- Już ty dobrze wiesz co.
- Przecież jak się dowie, że jestem Pustelnikiem, będziesz miał u niej chody.
- Wcale nie, schowasz całą tę serię twoich wypocin albo za nic jej tu nie przyprowadzę – już widział minę Hinaty, na wieść, że wychował go autor powieści erotycznych.
- Ta dzisiejsza młodzież. Dobra zgoda. Schowam.
Zapanowało milczenie.
Tak, Jiraya doskonale pamiętał małą Hinatę i jej spojrzenia posyłane w stronę jego podopiecznego. Myślał wtedy, że mały ma powodzenie. Jaki los bywa dziwny.
- Robiliście to ?
- ZAMKNIJ SIĘ DO DIABŁA !!!!!

***


Sasuke schodził na dół. Późno dziś wstał, a to nie w jego stylu. Szedł w stronę kuchni planując zjeść cokolwiek co znajdzie w lodówce. Nie wiedział, że czeka go niespodzianka.
- Sakura ? Co tu robisz ? – spytał tak jakby go to nie obchodziło. Sakura stała w kuchni i coś układała na talerzu.
- A postanowiłam w tym tygodniu zostać tutaj. Czasem trzeba odpocząć od rodziców.
- Może i tak – Uchiha zajrzał do lodówki, prawie pusta, cholera.
- Jak jesteś głodny to może zjesz ze mną i tak za dużo tego zrobiłam.
Chłopak zerknął na talerz, który trzymała.
- Onigiri ?
- Tak, moje ulubione. Lubisz ?
- Tak, bardzo nawet.
„ Naruto, dziękuję, dziękuję, dziękuję” – Sakura triumfowała w duchu – „Moment, a jeśli coś schrzaniłam?”
Usiedli przy stole. Sasuke brał właśnie pierwszy kęs.
- I jak ? –„Błagam, powiedz, że wyszło”
- Może być.
„Ach co za ulga” – Co jak co, ale mistrzem gotowania to ona nie była. Chyba w życiu nie skupiła się tak jak dzisiaj, na robieniu posiłku. Dzwoniła nawet do Chojiego po radę.
Pojawił się inny problem. Jedli w ciszy.
„Powiedz coś głupia, cokolwiek”
- Sasuke-kun ?
- Mhm – nawet na nią nie spojrzał, patrzył się w okno.
- Ro..robisz coś jutro ?
- A co ?
„Cholera”
- No bo…nie mam pomysłu co jutro robić i pomyślałam, że może byśmy razem coś…
- Jutro nie mogę. W soboty odwiedzam brata.
Sakura zwiesiła głowę. Kompletna porażka.
- Ale w niedzielę nic nie mam do roboty.
Podniosła szybko wzrok. Wciąż patrzył w okno, lecz powoli zaczął się ku nie odwracać. Spojrzała mu w oczy. Czerń spotkała się z zielenią.
- Może być ? – spytał spokojnym tonem.
- T..tak – nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- Bądź gotowa o 10 – Sasuke podniósł się z krzesła i ruszył w stronę drzwi.
- A co będziemy robić ? – próbowała go jeszcze chwilę zatrzymać.
- Zobaczysz.
- Czemu sam zaproponowałeś ? Nie musiałeś. – „Czemu ja o to pytam ?”
- Ostatnio jesteś mniej irytująca – rzucił tylko i wyszedł.
Sakura z wrażenia nie mogła się ruszyć przez chwilę. Nie wiedziała czy ma się wkurzać czy cieszyć.
Raczej cieszyć. Nareszcie coś ruszyło. Ma z nim randkę.
„Mam z nim randkę ?”

O Boże, to chyba sen.

***


Sasuke wyjął z terrarium małą myszkę. Nie przejmując się jej piskami włożył ją do innego terrarium w którym znajdował się okaz pytona królewskiego. Gad wysunął swój długi język i zaczął podążać w kierunku zapachu „jedzonka”.
- Smacznego Manda.
Przez moment obserwował „konsumpcję posiłku”, a potem położył się na łóżku z książką w ręce.
Jego głównym celem była zemsta, nie było wątpliwości. Ale skoro zdawało się, że potrwa to jeszcze jakiś czas, może w międzyczasie poeksperymentować. Sakura rzeczywiście była mniej irytująca. Czemu ? Nieważne. Pobawi się póki może. Ona i tak w końcu zrozumie, że powinna trzymać się od niego z daleka.

***


Siedzieli w ciszy, całą rodziną przy stole. Jedli powoli kolację. Hinata była ponura. Gdy ojciec wrócił z pracy, w ogóle nie zareagował na jej widok. Powiedział tylko „Witaj” jak gdyby nigdy nic.
- Hanabi, były już wyniki twojego testu z chemii ? – spytał pan domu, zerkając w stronę młodszej córki.
- Tak. Piątka jak zwykle.
- Przynajmniej z jednego dziecka mogę być dumny.
Hinata mocniej ścisnęła swój widelec. Znowu. Znów to samo. Całkowita ignorancja, ciągłe uwagi, niby nie do niej. Zawsze odkąd pamięta, sprawiała mu zawód, a on robił wszystko by to okazać. Za co ? Aż tak jest beznadziejna w jego oczach ? Ile miesięcy, lat można znosić ten ból ?
Właśnie wtedy rozległ się sygnał z komórki.
- Och, przepraszam – powiedziała granatowowłosa, wyjmując swój telefon z kieszeni.
- Jemy teraz kolację. To czas dla rodziny. Wycisza się telefon.
- Wiem tato, przepraszam – zerknęła na wyświetlacz. Wiadomość od Naruto-kun.

Wracaj szybko ! Właśnie omal nie
zginąłem. Muszą ogłosić, że mycie psów
(zwłaszcza tego demona) to sport ekstremalny.
Tęsknię.  N

Radosny uśmiech zagościł na jej twarzy. Jak on to robi, że dokładnie wie kiedy ona go potrzebuję ?
- Dobra, mów zaraz co się dzieje – rzekła Hanabi wręcz rozkazującym tonem.
- Ale co ? – nie zrozumiała o co siostrze chodzi.
- Nie zgrywaj niewiniątka. Od kogo dostałaś wiadomość, że tak się cieszysz ? W ogóle cały dzień jesteś radosna jak skowronek, no przynajmniej na początku – starała się nie zerkać w stronę ojca – Nigdy nie masz makijażu, a dziś masz pomadkę na ustach. I zapuszczasz włosy. Niedługo zaczną sięgać ramienia. Gadaj już !
Hinata wyginała palce w nerwowym geście. Jak ona to robi, że zawsze mnie rozszyfruję ?
- Kochanie, daj spokój, to pewnie nic... – zaczęła jej mama, ale do rozmowy włączył się Neji.
- To od Naruto ?
O niech to szlag. Jej rumieniec nie mógł wytłumaczyć więcej.
Pierwszy raz od powrotu do domu, Hiashi przeniósł swoją uwagę na starszą córkę.
- Naruto ?
- Ha wiedziałam ! Masz chłopaka – wykrzyczała młodsza Hyuga z triumfem.
- No cóż…tak – przyznała się.
- Naprawdę ? To… wspaniale – Hanako nie wiedziała co innego powiedzieć.
- Ha, ale super ! Wiedziałam, było widać jak na dłoni.
- Kto to jest ? – spytał jej ojciec zimnym jak lód tonem.
- Nazywa się Uzumaki Naruto – Hinata mówiła swoim cichym tonem i patrzyła w talerz. Gdziekolwiek byle nie na tatę – Chodziłam z nim kiedyś do klasy.
Wtedy jej mama przypomniała sobie obraz blond chłopca, którego często widziała samego na huśtawce, gdy odbierała córkę ze szkoły. Przeczuła kłopoty.
- Co studiuje ?
„To przypomina przesłuchanie” pomyślał Neji.
- Nie wiem jak to się dokładnie nazywa, ale to coś z polityką. Jest najlepszy na roku razem ze swoim przyjacielem – dziewczyna miała nadzieje, że to udobrucha jej ojca.
- Kim są jego rodzice ?
„O nie” pomyśleli naraz Neji i jego ciotka.
- Tato, bo on… on nie ma rodziców. Był w domu dziecka, a potem został adoptowany, ale nie wiem czym się zajmuje jego opiekun.
Pan domu najwyraźniej na dobre zrezygnował z posiłku. Zwęził niebezpiecznie oczy.
- To dlatego masz takie wyniki w nauce ? Przez niego, prawda ? Bo spotykasz się patologią ?
Dziewczyna szeroko otworzyła oczy.
„Nie. Ze mnie możesz kpić, ja się przyzwyczaiłam. Ale nie z niego…”
- Nie mów tak skoro go nie znasz, ojcze – Hinata odważnie podniosła głowę i spojrzała ojcu w oczy. Cała reszta była zszokowana postawą dziewczyny – To nie przez niego mam słabe wyniki. Spotykamy się dopiero od trzech tygodni, więc to nie przez niego. I wręcz pomaga mi w nauce.
- Hiashi-sama – brunet postanowił też stanąć w obronie Uzumakiego – Naruto-kun to mój dobry przyjaciel i zaręczam, że Hinata-sama dobrze wybrała. Proszę nie oceniać go przez pryzmat genów.
Dziewczyna spojrzała na kuzyna z wdzięcznością. Za to Hiashi był lekko zszokowany. Jego córka nigdy mu się nie postawiła.
- Myślę, że powinienem sam się przekonać.
- To znaczy ? – spytała z obawą.
- Następnym razem przywieź go ze sobą.
„No pięknie” pomyślał Neji.
- Mój drogi – Hanako próbowała stanąć po stronie córki – sam słyszałeś, ile są razem. Może to trochę za szybko…
- Nie, to odpowiedni czas. Zgadzasz się ? – spytał patrząc na córkę.
- Do..dobrze.

***


Po kolacji wymigała się bólem głowy i poszła do pokoju.
Czy Naruto-kun nie będzie zły gdy mu powie ? I jak w ogóle to wszystko wyjdzie ? Nie, będzie dobrze, prawda ? Prawda ?
Już chciała zamknąć drzwi, gdy zatrzymały je ręce jej siostry.
- Ból głowy co ? Udajmy, że wierzę. Ale jutro ci nie odpuszczę i masz mi wszystko o nim opowiedzieć – powiedziała z chytrym uśmiechem i wyszła.
Tak, miała piękny zwiastun jutra.
Usiadła przy oknie i rozmyślała. Postawiła się ojcu. Naprawdę to zrobiła. Ale jak ? Dawna ona by się raczej popłakała.
„Teraz jesteś wojownikiem, możesz być tak silna jak tylko zechcesz”
Tak. To ON jest źródłem jej siły.

***

(Od autorki) Tak wyjaśnie, że onigiri to taka popularna japońska potrawa, sprawdźcie w wiki ;) Ktoś tam chciał by między naszą parą do czegoś doszło. Spokojnie nie zapomnę o tak ważnej rzeczy, ale powoli wszystko w swoim czasie. Nie mogę tak od razu. Mam nadzieję, że rozdział nie zanudził.